Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA FIKUS
MOJA, TWOJA, NASZA STAROŚĆ
Wiedza i Życie nr 11/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1998

Fot. Photo Disc

WŚRÓD RÓŻNYCH WSPÓŁCZESNYCH TABU JEDNO ZADZIWIA: STAROŚĆ. NIE CHCEMY O NIEJ MÓWIĆ, ZA WSZELKĄ CENĘ ZACIERAMY OZNAKI STARZENIA SIĘ: SIWIZNĘ, ZMARSZCZKI... DLACZEGO SIĘ STARZEJEMY? CZY I JAK GENY DECYDUJĄ O STAROŚCI? KTO POWINIEN OTACZAĆ OPIEKĄ LUDZI U KRESU ŻYCIA? CZEMU JEDNI ŻYJĄ PONAD 100 LAT, A INNI UMIERAJĄ KOŁO PIĘĆDZIESIĄTKI? NA TE PYTANIA STARALI SIĘ ODPOWIEDZIEĆ UCZESTNICY DYSKUSJI W REDAKCJI "WIEDZY I ŻYCIA".

Prof. dr hab. Magdalena Fikus, "Wiedza i Życie": Dyskutując o starości, powinniśmy precyzować czas i terytorium, o którym mówimy. Na pewno kimś innym był prehistoryczny trzydziestolatek, a kimś innym jest współczesna amerykańska emerytka podróżująca dookoła świata. To, co łączy tych dwoje ludzi, to fakt, że w opinii im współczesnych wkroczyli w okres życia poprzedzający śmierć.

Dr Jerzy Tomasz Bąbel, historyk, archeolog, Państwowe Muzeum Archeologiczne: Archeologowie na podstawie wykopalisk, a potem zapisów historycznych oceniają, że w epoce neolitu, 4-8 tys. lat temu, zaledwie 1.5% populacji dożywało wieku starczego (za jego granicę przyjmuje się 60 lat), w starożytnej Grecji - 10%. Na Wyżynie Sandomierskiej, w dużych cmentarnych zespołach z okresu 2000 lat p.n.e., szczątków tak klasyfikowanych starych ludzi w ogóle nie znaleziono, podczas gdy na sąsiednim, bądź co bądź, terenie (okolice Krakowa) aż 30% zachowanych szkieletów należało do ludzi w wieku 50-70 lat.

Na tyle, na ile pozwalają nam to ocenić dostępne dane, średnia wieku w Polsce niewiele zmieniała się od neolitu do XVII wieku (około 39 lat). Wyraźną zmianę przyniósł dopiero wiek XX (w 1960 roku 55 lat).

W historycznych tekstach XIX-wiecznych pokutuje pogląd, że przeszłe epoki charakteryzowały się szacunkiem dla starców. Tymczasem po dogłębnej analizie dostępnych danych okazało się, że sytuacja wcale nie była aż tak dobra. Starcy służyli swoim doświadczeniem i radą w dobrych warunkach bytu, ale gdy nadchodził głód, pozbywano się zarówno ich, jak i dzieci.

M. Fikus: Pozbywano to znaczy...

J.T. Bąbel: W niektórych grupach zabijano (Celtowie, Germanowie, Lapończycy, Eskimosi, plemiona syberyjskie), czemu często, choć niekoniecznie, towarzyszył kanibalizm (np. u ludów stepowych za czasów Herodota) motywowany chęcią przekazania kolejnym pokoleniom istoty życia. W innych wspólnotach starców wypędzano ze społeczności (Japonia, niektóre plemiona północnoamerykańskich Indian). Nigdy w historii nie było jednoznacznego stosunku do starszyzny - szanując nawet jej wiedzę i mądrość, przedstawiając bogów jako istoty stare, jednocześnie często wyśmiewano fizyczne niedołęstwo i umysłową niesprawność tego wieku.

Mgr Maria Joanna Turos, etyk: W licznych przekazach religijnych unika się opisu ludzi starych, wspomina o dążeniach do wiecznej młodości. Od tej reguły jest chlubny wyjątek: Biblia i zwyczaje narodu izraelskiego. W Biblii czytamy: Synu, poważaj swojego ojca i czcij go, choćby rozum stracił, nie uwłaczaj swojej matce. Za brak szacunku można było stracić pierworództwo i zostać wypędzonym.

J.T. Bąbel: W kulturze chrześcijańskiej szacunek i wymagania opieki dla ludzi starych pojawiały się i zanikały. W bliższych nam czasach, bo w epoce Renesansu, powstał stereotyp starej kobiety - wiedźmy, właściwie funkcjonujący w kreskówkach dla dzieci do dziś.

Dr Tomasz Gabryelewicz, psychiatra. Oddział Psychogeriatryczny, Instytut Psychiatrii i Neuro-logii: Pod koniec naszego stulecia średnia długość życia znacznie wzrosła: w Szwajcarii wynosi ona 74 lata dla mężczyzny i 81 lat dla kobiety, w Polsce odpowiednio 68 i prawie 77 lat. W 2000 roku liczba osób 65-letnich będzie wynosiła na świecie około 423 mln. Na strukturę wieku populacji ma wpływ wiele czynników, m.in. liczba urodzeń, umieralność niemowląt i dzieci, higiena i opieka medyczna. Niestety, w miarę starzenia się społeczeństw ujawniają się częściej choroby, w których istotnym czynnikiem ryzyka jest wiek, np. choroba Alzheimera. W krajach rozwiniętych przemysłowo prognozy demograficzne przewidują dalszy szybki przyrost liczby ludzi w podeszłym wieku, "siwienie" populacji.

W roku 2000 liczba osób z zaburzeniami otępiennymi ma osiągnąć 18 mln.

M. Fikus: Codzienne doświadczenie podpowiada nam, że starość jest nieuchronna. Ale czy już wiemy, dlaczego w nas uderza?

Dr hab. Ewa Sikora, biochemik, Instytut Biologii Doświadczalnej PAN: Jest bardzo wiele hipotez na temat przyczyn starzenia się, prawdopodobnie z racji wieloprzyczynowości i złożoności tego zjawiska. Wyniki doświadczeń, o których donoszą naukowcy, mówią o starzeniu się jednokomórkowych drożdży lub zwierząt bezkręgowych, muszki owocowej i nicienia, a więc organizmów odmiennych od człowieka. Ale i z tych badań wyłania się obraz bardzo złożonych zależności. Czasem pojawia się wynik rewelacyjny, dający jakąś nadzieję na istotne przedłużenie życia - myślę tu o doświadczeniach, w których modyfikowano tylko jeden gen i obserwowano znaczną zmianę w długości życia badanego zwierzęcia.

Mgr Tomasz Łęski, "Wiedza i Życie": Czy są szanse, aby naukowcy - biolodzy, lekarze - na tyle poznali procesy leżące u podstaw starzenia się, aby mogli celowo spowalniać lub zatrzymywać starzenie?

E. Sikora: Będzie to ogólnik, jeśli stwierdzę, że organizm starzeje się, bo starzeją się komórki go budujące, co polega na ograniczeniu liczby ich podziałów.

Oznaczając liczbę możliwych podziałów komórek hodowanych poza organizmem, stwierdzono, że zależy ona od gatunku, z którego je pobrano. Komórki ludzkie mogą podzielić się około 60 razy - mysie tylko 20, potem jedne i drugie starzeją się i umierają. Nie jest jasne, jak to się ma do problemu długowieczności całego organizmu, choćby dlatego, że różne komórki w wielokomórkowym organizmie żyją różnie. Jedne dzielą się przez całe nasze życie, z kompletem innych (np. neuronów) przychodzimy na świat i potem już ich tylko ubywa. Tak więc, jeżeli umielibyśmy nawet przedłużyć młodość jednych komórek, umożliwiając im dalsze podziały (np. fibroblastów skóry), to komórki naszego mózgu mogą się tylko starzeć.

M. Fikus: Prasa donosiła wielokrotnie o wykryciu tzw. genów długowieczności. Przeciętny czytelnik mógł sądzić, że mamy zaprogramowaną genetycznie długość życia i decydują o niej pojedyncze geny, a także końcówki chromosomów (telomery). Takie doniesienia stwarzały również ludziom nadzieje, jeżeli już nie na nieśmiertelność, to na życie znacznie dłuższe niż obecne.

E. Sikora: Nasze ciało jest jednorazowe, dane nam po to, aby pośrednicząc w przemianie pokoleń, służyło ewolucji gatunku, zwiększaniu jego osobniczej różnorodności. Nie ma mowy o nieśmiertelności ciała, zresztą jako biolog uważam, że istniejące rozwiązanie w tej materii jest optymalne.

Nie ma żadnych specjalnych "genów długowieczności". O tym, jak długo żyje dany osobnik, decyduje współdziałanie wielu genów zaangażowanych w różnorodne procesy życiowe od momentu naszego poczęcia. Przypomina się sentencja o tym, że życie jest chorobą nieuleczalną. Jednocześnie produkty genów związanych ze starzeniem się są bardzo wrażliwe na czynniki środowiskowe - co dodatkowo komplikuje wzajemne zależności efektów działania środowiska i genów.

Najczęściej bada się dziś wrażliwość komórek i ich składników na pewne formy tlenu, tzw. wolne rodniki tlenowe - stąd zalecenia spożywania produktów bogatych w substancje wychwytujące wolne rodniki tlenu, tak, aby nie mogły one uszkodzić istotnych dla życia cząsteczek. Transgeniczne muszki owocowe, którym genetycy wzmocnili układ odtruwający z wolnych rodników tlenu, żyły dłużej. Ale i w przypadku poszukiwań zaleceń dietetycznych zachować należy umiar i ostrożność - człowiek nie jest ani myszą, ani muszką i jakiekolwiek wymagania i zalecenia w stosunku do naszego trybu życia należy poprzeć długofalowymi badaniami dużych, statystycznie wiarygodnych grup ludzi.

W drożdżach czy wspomnianych już komórkach nicieni odnaleziono geny związane ze starzeniem się, bardzo podobne do genów ludzkich. To znaczy, że starość jest bardzo dawnym "pomysłem" ewolucji. Czemu służy - naprawdę nie wiemy, ale przekładając to na język socjologii, społeczeństwa potrzebują ludzi w różnym wieku, starych także.

T. Łęski: Istnieje choroba genetyczna, zwana zespołem Wernera, która objawia się przyspieszonym starzeniem. W jakim stopniu znajomość fizjologicznych i biochemicznych przyczyn przebiegu choroby pomaga w poznaniu naturalnego starzenia się?

E. Sikora: Człowiek z tym zespołem w wieku 20 lat jest siwy i pomarszczony, po trzydziestce cierpi na choroby układu krążenia, cukrzycę i inne przypadłości wieku starczego. Wiadomo, że chodzi o mutację jednego tylko genu kodującego enzym zaangażowany w naprawę błędów w budowie cząsteczek DNA. A jedna z hipotez o przyczynach starości głosi, iż wiąże się ona z narastaniem błędów w DNA i z niewydolnością w starych komórkach i organizmach układu, który je naprawia.

Z kolei na drugim biegunie znajduje się grupa ludzi, którzy przeżyli granicę 90 lat i charakteryzują się wyjątkowo dobrym zdrowiem, ich starość została pozbawiona cierpień związanych z przewlekłymi chorobami. Dostali w posagu genetycznym taki zestaw genów, który pozwala im lepiej zwalczać rozmaite choroby, zwykle łączy się to z dużą sprawnością układu odpornościowego. Myślę, że warto by było wiedzieć dokładnie, czym od strony genetycznej ta grupa się wyróżnia w całej ludzkiej populacji.

T. Gabryelewicz: W rozwiniętych przemysłowo krajach liczba stulatków od 1960 roku co dziesięć lat się podwaja. Również oceniając sprawność procesów poznawczych, wykazano, że po 95 roku życia rozpowszechnienie ze- społów otępiennych obniża się, podczas gdy w pięcioletnich przedzia-łach wieku od 65 do 94 roku życia - podwaja się.

M. Fikus: Czy wiadomo, jaki jest wkład różnych czynników w długość życia?

T. Gabryelewicz: Myślę, że nie, choć niewątpliwie ważne są: predyspozycja genetyczna, o której już była mowa, oraz wpływ czynników środowiskowych, w tym również stresów. Oczywiście, nie możemy procesu starzenia się zatrzymać ani cofnąć, ale da się go opóźnić. Można ograniczyć albo wyeliminować niektóre czynniki ryzyka, propagując pewien styl życia czy nawyki dietetyczne, co niewątpliwie poprawia jego jakość w podeszłym wieku.

Gerontolodzy oceniają granicę życia ludzkiego na jakieś 120 lat. Ciekawe, że pojawia się ona już na kartach Biblii.

M. Fikus: Podobno jedyny niezawodny czynnik środowiskowy to mniej jeść...

E. Sikora: Otóż, ku zdumieniu badaczy, okazało się, że ten czynnik rzeczywiście odgrywa niebagatelną rolę w określeniu długości życia laboratoryjnych gryzoni - szczury na niskokalorycznej diecie starzały się wolniej i żyły o 50% dłużej. Jednak tych wniosków, jak o tym świadczą badania naczelnych, nie można mechanicznie przenosić na ludzi.

Umrzeć musimy; wydaje mi się, że chodzi o to, jak długa i jak dokuczliwa będzie nasza starość, lub - inaczej i pozytywnie - jak uczynić ostatni okres życia godnym.

M. Fikus: A właściwie, kto współcześnie powinien zajmować się ludźmi starymi oraz konsekwencjami społecznymi wynikającymi z ich obecności wśród nas? Państwo, najbliższa rodzina, może Kościół lub organizacje społeczne? Na przykład w budżecie Indii wydatki na pomoc medyczną ludziom starym obejmują 8% całości opieki medycznej, a w USA - 30%.

T. Gabryelewicz: Odpowiedź na to pytanie może zależeć w dużym stopniu od tego, w jakim kręgu kulturowym czy ekonomicznym jest zadawane.

Większość programów opieki społecznej, które wynikały z przewidywań ekonomicznych skutków procesów demograficznych, tworzonych z myślą o końcu XX wieku, nie przewidziała tak szybkiego narastania liczby osób w podeszłym wieku. Koszty ich utrzymania i opieki nad nimi są bardzo wysokie.

Polacy - piramidy populacyjne

Diagramy: Demograficzna piramida Polski - 1975-2005-2050,
wg US Bureau of the Census, International Data Base

Wprawdzie polskie badania epidemiologiczne dotyczące rozpowszechnienia otępienia wskazują na to, że choć nie różnimy się procentem pacjentów od zachodnich krajów europejskich, to istotnie odmienna jest u nas oferta opieki dla chorych i liczba ich opiekunów. W badaniach polskich jedynie 5% chorych jest objętych opieką instytucjonalną; dla porównania, w Finlandii liczba ta wynosi 57%, w Szwecji około 60%.

W Strasburgu zbiera się Parlament Seniorów i przedstawiciele Europejczyków w podeszłym wieku obradują nad sposobami poprawy jakości życia. W krajach rozwiniętych przemysłowo w ostatnich latach znacznie wzrosła także liczba organizacji społecznych zajmujących się różnymi formami pomocy pozainstytucjonalnej. Uzyskują one również coraz większą pomoc finansową od władz, ponieważ wydają pieniądze bardziej celowo i racjonalnie. W naszym kraju dobrym przykładem mogą być stowarzyszenia pomocy osobom z chorobą Alzheimera, które grupują opiekunów i rodziny chorych z zespołami otępiennymi (Polskie Stowarzyszenie Pomocy Osobom z Chorobą Alzheimera, ul. Hoża 54/1, 00-683 Warszawa, tel./fax 622-11-22).

M.J. Turos: W zaawansowanych przemysłowo krajach następuje skracanie czasu pracy, redukcja miejsc pracy, niejednokrotnie taniej - okazuje się - jest odesłać człowieka na emeryturę, niż niemłodego namówić na akceptację i adaptację do nowej technologii czy formy produkcji.

Wojciech Dmochowski, dziennikarz: W gruncie rzeczy te przemiany socjologiczne mają swój odpowiednik w radykalnej zmianie społecznego stosunku do młodości i starości. Obecnie, w cywilizacji europejskiej młodość we wszystkich jej objawach traktowana jest jako najwyższa wartość. Z tego, co już sobie powiedzieliśmy, widać, że trudno mieć nadzieje w tej dziedzinie na wyraźną ingerencję genetyków czy farmakologów w starość - natomiast może moglibyśmy zmienić sposób myślenia o niej.

M. Fikus: Nasze czasy nobilitowały niewyróżnianą uprzednio grupę wiekową - młodzież. Dawniej było się dzieckiem, a potem dorosłym. Teraz wkracza się po dzieciństwie w taki miły okres: oczekujemy w nim wszystkich przywilejów wieku dojrzałego, nie chcemy być jeszcze za nic odpowiedzialni.

J.T. Bąbel: To się zabawnie łączy z modą w ubiorach: dzieci w średniowieczu, a nawet w XVIII wieku nosiły stroje dorosłych, dziś my, skończywszy nawet młodość zachowujemy przynajmniej elementy tzw. mody młodzieżowej, młodzieżo-
wych zachowań, specyficznego języka, upodobań.

E. Sikora: Ale też dużo dłużej czujemy się fizycznie młodzi, a przynajmniej niestarzy.

J.T. Bąbel: Pochodzę z rodziny wielopokoleniowej, w której spotykało się przy wspólnym stole pięć pokoleń, dziadkowie i babcie wysłuchiwani byli z całą należną uwagą. Człowiek w podeszłym wieku, otoczony miłością i szacunkiem, sam otwarty jest na potrzeby otoczenia, jest ciepły i przyjazny innym. Z żalem obserwuję, jak w trakcie mojego życia spotkania rodzin przekształciły się w spotkania wokół telewizora. Telewizja zmieniła cały styl życia, zniszczyła więzy w wielu rodzinach. Ludzie starzy stracili poczucie stabilizacji swojej sytuacji, a więc poczuli się niepewnie.

M.J. Turos: Nadejście starości przyspiesza najważniejszy ze stresów: osłabienie kontaktów międzyludzkich, samotność, niezaspokojoną potrzebę miłości.

T. Gabryelewicz: Koniec naszego wieku utrwalił tendencję dezintegracji rodzin - nawet dwupokoleniowa trwa bardzo krótko. Sprzyja temu duża migracja młodych ludzi.

M.J. Turos: Po obu wojnach tego stulecia, zgodnie z wynikami badań socjologicznych, wzrosła samotność ludzi starych bądź takie są ich odczucia, co na jedno wychodzi. Mówią oni o odrzuceniu przez resztę społeczeństwa. Mniej szokuje rozpowszechnianie mówionej i obrazowej informacji o pornografii niż o starości i śmierci. Chorobę odpersonifikowano, widzi się ją często jak awarię dotychczas sprawnie działającej maszyny, którą jeszcze można, albo już nie można, naprawić.

E. Sikora: A więc wszyscy jesteśmy winni?

M.J. Turos: Nie wiem jak bardzo, w każdym razie powinniśmy tę sprawę przemyśleć, tak jak poddajemy osądowi alkoholizm, nadużywanie leków psychotropowych, dbałość o własne ciało - wtedy na pewno zauważymy też człowieka obok nas i typ kontaktów, jaki z nim mamy. Myślę, że kiedyś ludzie kochali innych lepiej, ciekawiej, w szerszej skali odcieni uczuciowych.

W. Dmochowski: W Niemczech 80% ludzi deklaruje swoje poparcie dla takiej postawy: zawieram z ludźmi starymi z mojej rodziny pewien kontrakt: tyle a tyle ty mi kiedyś dałeś, ja dam ci w twojej starości to a to. Inni zaś twierdzą, że oddadzą dług pokoleniowy swoim dzieciom.

J.T. Bąbel: Dla mnie kolejnym czynnikiem odpowiedzialnym za te socjologiczną sytuację jest cywilizacja komputerowa. Zaczynamy widzieć drugiego człowieka dwuwymiarowo, niejako "przez ekran monitora". Narasta rozziew między nowoczesnymi technologiami i społecznym przystosowaniem do nich.

T. Gabryelewicz: Ze zdziwieniem zdałem sobie sprawę z faktu, że mamy tak dużo prawnych regulacji dotyczących opieki nad dziećmi, a tak mało takowych dotyczących osób w podeszłym wieku, często jak dzieci potrzebujących stałej pomocy i opieki.

M.J. Turos: Ma Pan rację, gdy dyskutuje się o tzw. polityce prorodzinnej, rodzinę rozumie się jako mamę, tatę i dzieci. A nawet we współczesnej filozofii więcej poświęcono rozważań młodości, etyce życia seksualnego, aborcji itp. niż problemom związanym z życiem ludzi starych - może jedynie poza stawianiem pytania o dopuszczalność eutanazji.

T. Łęski: W pewnym sensie zaczyna panować coś w rodzaju kultu dziecka. Wydaje mi się, że to jest postawa społecznie szkodliwa. Oznacza to odwrócenie przykazania: Czcij ojca swego i matkę swoją.

M.J. Turos: Ewolucję rozumienia tego przykazania widać w życiu codziennym: przygotowując parę do życia małżeńskiego, także nie wspomina się o dziadkach, którzy zazwyczaj wtedy jeszcze żyją. Nie widzi się ich roli we współczesnej rodzinie. Dużo czasu poświęca się polityce prenatalnej, dyskusjom o badaniach genetycznych, opiece nad niepełnosprawnymi dziećmi, zmniejszaniu podatków dla wielodzietnych rodzin. To, jak żyć będzie niepełnosprawny stary człowiek, umyka z pola zainteresowań legislatorów i nie ich jedynie.

T. Gabryelewicz: Jako miarę postępu przyjęliśmy długość życia, zapominając często o jego jakości. Zadajmy sobie pytanie, czy za wszelką cenę, także cenę dodatkowych cierpień, należy przedłużać życie. Myślę, że to przedłużanie powinno przebiegać w sposób naturalny, przez co rozumiem wspólne działanie: lekarzy, którzy nauczą się leczyć lub eliminować wiele chorób, polityków, którzy zadbają o właściwy poziom opieki; socjologów i etyków, którzy zajmą się analizą i naprawą kulejących kontaktów międzyludzkich, Kościoła, który pomoże nam oswoić starość i śmierć.

Oby rodziny chorych, którym medycyna nie potrafi już pomóc, pozwalały im częściej umierać w domu, wśród swoich, a nie komentowały takich propozycji wychodzących od lekarzy jako bezduszności. Może w takim społeczeństwie przestalibyśmy bać się starości...

Zdjęcia: Krzysztof Kaliński