Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
O ŚLĄSKO-OGÓLNOPOLSKICH HOMONIMACH
Wiedza i Życie nr 12/1998
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1998

Dobiegała końca trzydniowa konferencja, której gospodarzem był mój polonistyczny instytut. Odprężony, zadowolony z jej organizacyjnego toku, powiedziałem do najbliższej współpracownicy: Wszystko klapnęło! - A co się stało? - zapytała z przestrachem koleżanka.

W sekundzie się zorientowałem, że odmiennie interpretujemy formę klapnąć. Dla mnie wszystko klapnęło to tyle, co "wszystko zagrało, wszystko się powiodło", dla niej - "wszystko zrobiło klapę, zbankrutowało, nie powiodło się". Poróżniła nas słowotwórcza motywacja: ja skojarzyłem dokonaną postać czasownika klapnąć z podstawą klapować - "być w porządku, pasować", koleżanka - ze znaczeniem "doznać niepowodzenia", wywiedzionym od dosłownego: "paść bezwładnie, upaść" (zmęczony - klapnął na krzesło). Nie wykluczam, że chwilowemu naszemu nieporozumieniu "pomógł" mój górnośląski rodowód. Tam klapnąć na pewno częściej jest używane w znaczeniu "pasować" niż "doznać niepowodzenia" (jednym z najpopularniejszych zwrotów niemieckich jest przecież radosne alles klappt - "wszystko klapuje, wszystko gra", więc i tego wpływu na dialekt śląski wykluczyć nie można).

Starym leksykalnym sprawdzianem znajomości polszczyzny śląskiej jest funkcjonowanie innego czasownika, a mianowicie kucać. Nie znaczy on w niej tyle, co "przysiadać na zgiętych kolanach, siadać w kucki", lecz... "kaszleć". Przed laty wcale nie należały do rzadkości zabawne sytuacje w gabinecie lekarskim, kiedy poproszony o zakucanie pacjent nie-Ślązak uginał kolana, podczas gdy miejscowy doktor oczekiwał zakaszlnięcia!

Źródłem wesołych nieporozumień bywała i bywa forma ożarty. Użytkownicy polszczyzny ogólnej traktują ją jako regionalny wariant postaci obżarty - "nadmiernie najedzony". Tymczasem na Śląsku od wieków ożarty znaczy tyle, co "pijany". Jest to jeden z wielu bohemizmów (czeskie ożrat se - "upić się"), taki jak strom - "drzewo" czy cesta - "droga" (te dwa ostatnie typowe dla Śląska południowego).

Śląskie wieprzki to wcale nie, jak można by się spodziewać, "świnie", lecz "agrest". Podobieństwo kształtu - zwierzęcia i owocu - odegrało tu na pewno rolę dominującą. Smary są określeniem "lania, batów", a nie oleistej substancji, cera zaś to "córka", a nie "karnacja". Pukiel to po śląsku "garb", a nie "lok, kędzior", warzyć (od waru) to "gotować", rzyć - "tyłek, d...", płaczka - "łza", niewiastka - "synowa" (bo się o niej nic nie wie, gdy wchodzi do rodziny), sam natomiast to "tutaj" (powszechne pódź sam - "chodź tu, tutaj").

Wybrałem tych kilkanaście śląsko-ogólnopolskich homonimów, czyli wyrazów tak samo brzmiących, ale mających różne znaczenia, by uzmysłowić czytelnikom niebezpieczeństwa leksykalne, na jakie narażeni są nawet użytkownicy tego samego języka, zróżni-cowanego jednak dialektalnie, czy użytkownicy dwu pokrewnych i bardzo podobnych języków.

A zakończę ten przegląd jeszcze jednym przykładem - krótkim wyrazem zaś. We współczesnej polszczyźnie jest on spójnikiem zestawiającym zdania współrzędne (lub ich równoważniki), podkreślającym przeciwstawność treści tych zdań (pewne fakty nabierają znaczenia, inne zaś tracą). Bywa też partykułą uwydatniającą człon objaśniający, wyróżniający, a przyłączany do zdania treściowo nadrzędnego (lubił wszystkie owoce, najbardziej zaś jabłka).

Słowniki XIX-wieczne rejestrują jeszcze jedno, dawne znaczenie naszego zaś, a mianowicie "znowu, nazad" (czytamy w słowniku Maurycego Orgelbranda z roku 1861: Witold ziemię żmudzką, którą był Krzyżakom postąpił, zaś opanował). Na Śląsku wszyscy mówią do dziś: zaś dzisiaj przyjdzie, zaś pada, Ruch zaś zremisował, Jurek zaś jest chory. W wypowiedzeniach tych zaś jest odpowiednikiem ogólnopolskiego znów, znowu. A ja - nie ukrywam - muszę się pilnować, by w rozmowach z nie-Ślązakami pamiętać o tej istotnej różnicy znaczeniowej.