Twoja wyszukiwarka

MAGDALENA FIKUS
BIOTECHNOLOGIA, GENOMIKA I POLITYKA
Wiedza i Życie nr 1/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1999

PO RAZ PIERWSZY NA ŚWIECIE BIOTECHNOLOGIA STAŁA SIĘ PRZEDMIOTEM OGÓLNONARODOWYCH DYSKUSJI, SWARÓW, BA, NAWET WIELOTYSIĘCZNYCH DEMONSTRACJI ULICZNYCH, CO DOPROWADZIŁO DO OGÓLNOKRAJOWEGO REFERENDUM.

W Szwajcarii zorganizowała się pokaźna grupa lobbistów, którzy przez 17 miesięcy zebrali ponad 100 tys. podpisów pod inicjatywą poważnego ograniczenia badań w dziedzinie inżynierii genetycznej i biotechnologii oraz ich zastosowań. Na czele ruchu stały cztery panie: Florianne Koechlin (chemik), Ruth Gonseth (lekarz-dermatolog), Simonetta Sommeruga (działacz organizacji konsumentów) i M. von Felten (prawnik, parlamentarzysta). Inicjatywę poparło 70 organizacji konsumenckich i ekologicznych, socjaldemokraci i Partia Zielonych, liczni artyści oraz farmerzy. Ogólnie liczbę aktywnych zwolenników ograniczeń oceniono na 800 tys. Mieli oni do swojej dyspozycji 25 różnych pism i gazeto łącznym nakładzie 500 tys. egzemplarzy. Na kampanię propagandową popierającą inicjatywę wydano w przybliżeniu 15 mln franków szwajcarskich, czyli prawie11 mln dolarów.

Przeprowadzone w 1996 roku badania opinii publicznej wykazały (w nawiasach podaję analogiczne wyniki z 1998 roku), że 62% (47) Szwajcarów negatywnie ocenia technologie genowe, 25% (26) z nich akceptowało te technologie, brak poglądu wyraziło 13% (27).

Po stronie przeciwników ograniczenia badań w dziedzinie biotechnologii znaleźli się: przedstawiciele przemysłu farmaceutycznego (m.in. Novartisi Roche) i spożywczego (Nestlé), Szwajcarskie Towarzystwo Biologii Doświadczalnej (USGEB), naukowcy stosujący technologie genowe, partie prawicowe, lekarze, pracownicy uniwersytetów, oficjalne przedstawicielstwo rolników. Ich łączne wydatki na kampanię przeciw inicjatywie oceniono na 35 mln franków szwajcarskich, czyli ponad 25 mln dolarów.

Człowiek, który wyrusza na podbój ludzkiego genomu - dr Craig Venter w swoim laboratorium

Zwolennicy inicjatywy postulowali wprowadzenie zakazu konstruowania, sprzedawania i sprowadzania z zagranicy transgenicznych zwierząt, uwalniania genetycznie zmodyfikowanych organizmów do środowiska, patentowania transgenicznych organizmów i pochodzących z nich produktów, włącznie z lekami. Dopuszczenie doświadczeń z użyciem technologii genowej miałoby wymagać dostarczenia dowodów, że są one bezpieczne, nie ma dla nich alternatywy i nie naruszają powszechnie przyjętych norm etycznych.

Argumenty, które wytoczyli przeciwnicy technologii genowych, były często natury emocjonalnej: pisano i mówiono o "gwałceniu" natury, podejmowaniu nieokreślonego ryzyka, prawie do godności zwierząt, nieetyczności patentowania tworów natury. Wysuwano znane już z innych krajów argumenty o zagrożeniudla ludzi i świata żywego ze strony nowych genów i białek, ryzyku reakcji alergicznych na produkty zawierające substancje, które normalnie w nich nie występują, itd.

Ocenia się, że referendum na temat dopuszczalności zastosowań biotechnologii poprzedziła jedna z najintensywniejszych kampanii propagandowych, jakie kiedykolwiek towarzyszyły ogólnonarodowemu referendum w Szwajcarii. Od stycznia do marca w pięciu niemieckojęzycznych gazetach szwajcarskich ukazywał się codziennie przynajmniej jeden artykuł na ten temat, w końcu maja średnia ta sięgnęła już dwóch. Swoją drogą, niedoścignionym marzeniem naukowców w Polsce pozostaje takie zainteresowanie mediów problematyką naukową.

W miarę zbliżania się dnia referendum rosły emocje i liczba fundamentalistycznych wypowiedzi z obu stron. Po dwu miesiącach, gdy inicjatywa przeciwników biotechnologii wydawała się zdobywać poparcie większości, ocknęli się wreszcie uczeni. Odezwali się najwybitniejsi: Rolf Zinkernagel (noblista, był we wrześniu w Polsce), Peter Mani i Adriano Aguzzi. Zabierali głos na licznych konferencjach prasowych oraz w debatach telewizyjnych, wysuwając argumenty, iż wprowadzenie zakazu praktycznie uniemożliwi badania biomedyczne, pozbawi pracy wiele tysięcy ludzi, spowoduje wycofanie się ze Szwajcarii potężnych firm farmaceutycznych, a także uniemożliwi międzynarodową współpracę w badaniach biologicznych, co zapoczątkuje intelektualną izolację kraju od reszty świata.

28 kwietnia pięć tysięcy naukowców wyszło na ulice Zurychu i Genewy w pokojowej demonstracji w obronie badań genetycznych. Rząd i parlament oceniły negatywnie inicjatywę (ramka Szwajcaria - kraj referendów poniżej), rekomendując jej odrzucenie.

W referendum 6 czerwca wzięło udział 41% uprawnionych, 67% głosujących odrzuciło pomysł ograniczenia badań biotechnologicznych. Przeciwstawiano się mu chętniej we francuskojęzycznych kantonach, choć w żadnym kantonie procent zwolenników restrykcji nie przekroczył 50. Nieznaczny wpływ na odpowiedź miały uwarunkowania społeczne: wiek, zamożność, poziom wykształcenia. Głównym argumentem wysuwanym przez popierających inicjatywę były względy ekologicznego bezpieczeństwa; 15% tak głosujących motywowało to poglądami etycznymi.

Komentatorzy zwracają uwagę na wyraźne różnice w stanowisku między mężczyznami i kobietami (przeciw inicjatywie wystąpiło 74% mężczyzn i 63% kobiet). Mówi się, że kobiety widzą i komentują świat z emocją, a mężczyźni racjonalnie. Jeden z wybitnych szwajcarskich uczonych Geoffrey Schatz napisał: Nauka zdominowana przez mężczyzn niebezpiecznie narusza społeczną równowagę.

Warto rozważyć przyczyny, dla których jedna trzecia głosujących Szwajcarów przeciwstawiła się nowoczesnej biotechnologii. Czy chodzi o braki w wykształceniu? Nierealistyczne dążenie do świata bez ryzyka? Marzenia o utopijnym naturalnym świecie? Strach przed panowaniem nad naszymi umysłami komercyjnych molochów, dla których biotechnologia stwarza nadzieje na kolejne ogromne zyski?

Nawet w bogatej i wykształconej Szwajcarii komentatorzy tego znaczącego wydarzenia społeczno-polityczno-naukowego pisali po ogłoszeniu wyników referendum o konieczności wzmożenia komunikacji między środowiskami naukowymia, a resztą społeczeństwa.

Tak więc w 1998 roku Szwajcarzy głosowali, a Amerykanie dalej sekwencjonowali genom ludzki. Ściślej - głównie Amerykanie, chociaż projekt ten realizowany jest w 18 krajach - w państwach Wspólnoty Europejskiej, w Japonii, Australii, Brazylii, Kanadzie... Poznanie sekwencji genomu ludzkiego, wielki projekt końca XX wieku, ma przynieść wiedzę potrzebną bardzo wielu ludziom i instytucjom: biologom molekularnym, ewolucjonistom, lekarzom wszystkich specjalności, farmaceutom, przemysłowi leków, szczepionek, zestawów diagnostycznych, firmom ubezpieczeniowym, socjologom, politykom, filozofom... Można wyliczać tak dalej, bo komu ta sekwencja nie jest potrzebna.

Skoro tak, to znalazło się na ten projekt dużo pieniędzy i wielu chętnych. Początkowo pracowano jak w manufakturze, dziś dzieje się to w prawdziwych fabrykach. Głównemu projektowi towarzyszą prace nad poznaniem genomów przedstawicieli wielu gatunków z drabiny ewolucyjnej - bakterii [patrz: Prątek bez tajemnic,"WiŻ" nr 9/1998], wirusów, znany jest pełny genom pierwszego eukarionta, jednokomórkowych drożdży [patrz: Drożdże w komputerze, "WiŻ" nr 1/1997], a na ukończeniu jest sekwencja genomu pierwszego organizmu wielokomórkowego z wyspecjalizowanymi narządami, nicienia Caenorhabditis elegans. Powstaje nowa gałąź genetyki genomika, nauka ściśle sprzężona z informatyką, studiująca różne genomyi porównująca ich struktury oraz związane z nimi funkcje.

Instytut Badań Genomowych (TIGR) w Rockville

Aby uświadomić sobie ogrom zadania poznania genomu ludzkiego, można użyć następujących porównań: informacja genetyczna o naszym gatunku zawarta jest w cząsteczkach DNA składających się z 3,4 mld czterech rodzajów nukleotydów oznaczanych literami C, T, G, A. Gdyby wydać drukiem taki zapis informacji, zająłby 200 tysiącstronicowych tomów, a jej głośne odczytanie trwałoby bez przerw 9.5 roku. Ludzie różnią się między sobą w tym zapisie o 0.1%, od szympansów o 1.5%, od myszy o 5%.

Im dalej posuwamy się w poznawaniu sekwencji genomu, tym niecierpliwsi stają się ci, którzy obiecują sobie ciągnięcie zysków z tej wiedzy: konsorcja farmaceutyczne produkujące zestawy diagnostyczne, leki i szczepionki. Coraz chętniej finansują one przyspieszenie sekwencjonowania. W tym właśnie nurcie pojawił się kilka lat temu pracownik państwowych amerykańskich Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) Craig Venter, proponując drogę "na skróty". W zamian za prawo do patentowania dotychczas nieznanych sekwencji DNA kodujących białka obiecywał zakończenie katalogowania wszystkich takich sekwencji w ciągu kilku lat.

Venter i NIH nie uzyskali zgody Urzędu Patentowego USA na patentowanie nieznanych funkcjonalnie sekwencji, więc Venter schronił się pod prywatnymi skrzydłami, zakładając nowy instytut TIGR.

W TIGR-ze Venter zakupił komputery najnowszej generacji i wyposażyłje w najnowocześniejsze programy. Pracownicy TIGR-a jako pierwsi na świecie odczytali pełne sekwencje genomowe dwu bakterii, wystawiając złe świadectwo zespołom "federalnym", które przez 10 lat nie mogły sobie dać rady z najważniejszym dla biologii molekularnej genomem Escherichia coli. Teren do następnej inicjatywy został sprawdzony i przetestowany.

W maju 1998 roku Venter zaprosił dziennikarzy na konferencję prasową i oznajmił, iż porzuca TIGR (zostawiając go pod kierownictwem swojej żony)i razem z firmą Perkin-Elmer, największym na świecie producentem automatów do sekwencjonowania DNA (sekwencerów), zakłada obok nową firmę CeleraGenomics, w której w ciągu najbliższych 3 lat skończy sekwencjonowanie genomu człowieka za 300 mln dolarów (ramka Genomowe przyspieszenie obok).

Wkładem Perkin-Elmera jest 230 sekwencerów najnowszej generacji, każdy zdolny do wykonania 1000 oznaczeń na dobę, pracujących całodobowo, dających dziennie w sumie około 100 mln nukleotydów w tzw. "surowych" sekwencjach. Sposób analizy takich danych wymaga wielokrotnego sekwencjonowania tych samych odcinków. Dla otrzymania końcowej sekwencji trzeba sekwencjonować w różny sposób 10 ekwiwalentów długości genomu człowieka.

Venter obiecał, że udostępniać będzie swoje dane raz na kwartał, a do wyłącznej wiadomości firmy zachowa sekwencje najwyżej 100-300 genów.

Konferencja prasowa Ventera wywołała burzę w środowisku uczonych, którzy dotychczas sekwencjonowali DNA "po bożemu". Najpierw oświadczyli, że jest to nieuczciwe "spijanie śmietanki" z pracy, którą inni wykonywali w akademickim pocie od 10 lat. Potem udowodnili, że Venter się tylko przechwala i jego projekt nie może się udać. Dwa miesiące później postulowali przyspieszenie własnych prac - co oczywiście oznacza konieczność zwiększenia budżetu na Projekt Poznania Genomu Ludzkiego (Human Genome Project) - i zaraz potem skierowali do Ventera propozycje współpracy. Z wypowiedzi Ventera wynika, że z radością rozpatruje taką możliwość.

Wyższość metodologii Ventera nad nauką akademicką polega na:

  • zastosowaniu nowej strategii sekwencjonowania, którą opracował i sprawdziłna genomach różnych bakterii. W przypadku genomu człowieka problem jest dużo bardziej złożony, ale podstawowe założenia identyczne,
  • wyposażeniu swojej fabryki sekwencjonowania w najnowocześniejszy sprzęt, który będzie w niej testowany naprawdę w ogromnej skali. Tradycyjnych pracowni nie stać na pełną wymianę "parku sekwencerów",
  • wyposażeniu swojego zespołu w najnowsze programy komputerowe; tradycyjnych pracowni nie stać także i na to.

Oba zdarzenia, które uznałam za wydarzenia roku, trzeba zapamiętać, ponieważ namacalnie świadczą o nowych zjawiskach towarzyszących nauce, w szczególności biologii molekularnej. Ich skalę tylko mgliście mogli sobie wyobrażać twórcy inżynierii genetycznej początku lat siedemdziesiątych, a także prorocy nowej biotechnologii w latach osiemdziesiątych. Biologia znalazła się w zasięgu zainteresowań, a i wpływów (na pewno także manipulacji) ogromnych, potężnych konsorcjów i firm, których budżety na rozwój i wdrożenia wielokrotnie przewyższają nakłady na naukę jakiegokolwiek pojedynczego kraju. Z drugiej strony, działania w tej skali coraz bardziej mogą niepokoić opinię publiczną, która też może łatwo stać się obiektem manipulacji propagandowej. Odczuć społeczeństw nie wolno lekceważyć, o czym przekonali się liczni pracownicy uniwersytetów i instytutów w Szwajcarii; dziś niechętnie wspominają strach, który obleciał ich w kwietniu, o przyszłość nauki w kraju, ale przede wszystkim o pracę. Tym razem się udało, ale co będzie w przyszłości?...

Doświadczenie szwajcarskie niesie ze sobą wiele przestróg dla współczesnej nauki, będzie ono miało także znaczenie dla rozwoju biotechnologii w Polsce. Takie publiczne debaty mamy jeszcze przed sobą. No, a jeżeli chodzi o sekwencjonowanie genomu ludzkiego, to ten pociąg nigdy nie zatrzymał się na naszym peronie i przejechał tędy dawno temu...

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(09/98)Prątek bez tajemnic
(01/97)Drożdże w komputerze