Twoja wyszukiwarka

TOMASZ ŁĘSKI
SERCE PROSTO OD ŚWINI
Wiedza i Życie nr 1/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/1999

ZWIERZĘCE NARZĄDY I TKANKI BĘDĄ JUŻ ZA KILKA LAT RUTYNOWO WSZCZEPIANE DZIESIĄTKOM TYSIĘCY PACJENTÓW ROCZNIE. NAUKOWCY OSTRZEGAJĄ, ŻE GROZI TO WYBUCHEM GLOBALNEJ EPIDEMII.

Świnie hodowane w brytyjskiej firmie Imutran tylko z pozoru w niczym nie różnią się od setek tysięcy innych na całym świecie. Trzymane są gdzieś w hrabstwie Oxfordshire, przy czym dokładna lokalizacja jest utajniona w obawie przed atakami działaczy ruchów obrony praw zwierząt. Świnie nie są przeznaczone na rzeź, a swą niezwykłość zawdzięczają faktowi, iż powstały w wyniku manipulacji genetycznej, która sprawiła, że ich serca i wątroby oraz inne części będzie można wszczepiać ludziom.

Fot. PhotoDisc

Rasa świń stworzona przez naukowców z Imutranu ma szansę stać się kluczem do jednej z największych rewolucji w dziedzinie medycyny. Zdaniem Davida Sachsa z Harvard Medical School, liczba samych przeszczepów serca w USA mogłaby sięgnąć 400 tys. rocznie, gdyby udało się pokonać ostatnie trudności, związane z transplantacjami narządów zwierzęcych do organizmu człowieka, czyli tzw. ksenotransplantacjami.
 

PSIA KOŚĆ I ŻABIA SKÓRA

Próby wykorzystania zwierzęcych tkanek do ratowania ludzkiego życia mają już dość długą historię. W 1682 roku w Rosji wykonano zabieg, podczas którego do naprawy uszkodzonej czaszki rannego człowieka zastosowano psią kość. Na skutek groźby obłożenia pacjenta ekskomuniką kość została jednak szybko usunięta. Pod koniec XIX wieku żabią skórę powszechnie wykorzystywano do leczenia oparzeń. Pewien brytyjski chirurg wojskowy twierdził, że wykonał setki takich zabiegów z całkiem dobrymi wynikami.

Transplantacje tkanek, czy to ludzkich, czy zwierzęcych, od dawna nie stanowiły szczególnego problemu technicznego dla chirurgów. O wiele poważniejszym wyzwaniem były przeszczepy całych narządów. Na początku naszego wieku, wraz z rozwojem medycyny, zaczęto brać pod uwagę możliwość przeszczepiania serca, wątroby czy nerki. Jednym z ważniejszych osiągnięć, które umożliwiły takie operacje, było opanowanie sztuki łączenia naczyń krwionośnych. Pierwsze zakończone sukcesem eksperymenty z przeszczepami nerek pomiędzy zwierzętami laboratoryjnymi wykonano w Wiedniu w 1902 roku.

Przez wiele lat próby przeszczepiania narządów pomiędzy ludźmi (tzw. transplantacje allogeniczne, czyli przeszczepy pomiędzy niespokrewnionymi organizmami w obrębie jednego gatunku) kończyły się niepowodzeniami, gdyż nie znano zasad działania układu odpornościowego, który sprawiał, że przeszczepy były odrzucane. Układ ten jest głównym strażnikiem naszego organizmu przed wrogimi drobnoustrojami wywołującymi choroby zakaźne oraz nowotworami powstającymi z naszych własnych zbuntowanych komórek. Ubocznym skutkiem działania układu odpornościowego jest odrzucanie przeszczepów. Tkankę pochodzącą od innego człowieka uznaje on za "obcą" i próbuje ją zniszczyć. Przyczyną tego zjawiska są różnice genetyczne pomiędzy poszczególnymi ludźmi.

Szympansy raczej nie staną się dawcami organów dla ludzi. Są z nami zbyt blisko spokrewnione

Fot. Archiwum

Tak jak ludzie różnią się od siebie kolorem oczu, kształtem nosa czy choćby wzrostem, tak też są inni pod względem biochemicznych właściwości tkanek. Najbardziej znany tego przykład to grupy krwi. Powszechnie wiadomo, że nie wolno przetaczać krwi pomiędzy dwiema przypadkowymi osobami, a pomyłka w doborze grup krwi może mieć tragiczne skutki. Trochę podobna, ale o wiele bardziej skomplikowana, jest sytuacja w przypadku przeszczepów. Sukces transplantacji zależy od tego, na ile podobne są do siebie tkanki dawcy i biorcy. Komórki, z których zbudowane są tkanki, mają na swej powierzchni ogromną liczbę różnorodnych białek. Wiele z nich pełni rolę znaków rozpoznawczych dla własnego systemu odpornościowego. Są to tzw. antygeny zgodności tkankowej.

BLIŹNIACZY SUKCES

O ile o grupie krwi decydują, w zasadzie, dwa geny, o tyle na typ tkanki ma wpływ kilkadziesiąt genów. Dlatego też dobranie odpowiadających sobie tkanek jest o wiele trudniejsze niż dopasowanie grup krwi. Blisko spokrewnione osoby mają stosunkowo dużo identycznych białek będących antygenami zgodności tkankowej. W skrajnym przypadku - u genetycznie identycznych tzw. bliźniąt jednojajowych - wszystkie antygeny zgodności tkankowej są takie same. Można pomiędzy nimi dokonywać przeszczepów, a ich układy odpornościowe będą traktowały tkanki bliźniaka jako "swoje". Pierwsze udane transplantacje nerek, którewy konano w 1954 roku w USA, były właśnie przeszczepami pomiędzy tego typu bliźniaczym rodzeństwem.

Z drugiej strony, komórki osób niespokrewnionych różnią się znacznie pod względem antygenów zgodności tkankowej, a zatem przeszczepy dokonywane pomiędzy nimi mają małą szansę powodzenia. Jeszcze większe odmienności pod tym względem występują pomiędzy różnymi gatunkami zwierząt. Nie należy się zatem dziwić, że próby przeszczepiania narządów i tkanek zwierzęcych do organizmu człowieka były rzadkie i jak dotąd najczęściej kończyły się całkowitym niepowodzeniem.

Przez wiele lat poszukiwano metod, dzięki którym można byłoby oszukać układ odpornościowy, aby akceptował przeszczepy od dawców o innych typach tkankowych. Prawdziwą rewolucją w transplantologii było zastosowanie tzw. leków immunosupresyjnych. Mają one zdolność tłumienia reakcji układu odpornościowego. Jednym z bardziej znanych medykamentów tego typu jest cyklosporyna.

Dzięki lekom immunosupresyjnym możliwe stały się przeszczepy pomiędzy osobami, których typy tkankowe nie były identyczne. Liczba takich operacji na świecie gwałtownie wzrosła.

Zastosowanie leków immunosupresyjnych miało jednak swoją cenę. Podstawową funkcją układu odpornościowego jest ochrona organizmu przed zakażeniami. Obecnie człowiek po transplantacji czasami już do końca życia musi brać leki immunosupresyjne. Pacjenci, którym podawane są takie medykamenty, stają się o wiele bardziej podatni na choroby zakaźne. Mogą je wywołać nawet mikroorganizmy nieszkodliwe dla ludzi z normalnym poziomem odporności. Jednak w sytuacji nieodwracalnych uszkodzeń serca czy nerek, gdy przeszczep jest jedyną szansą uratowania życia, jest to ryzyko warte podjęcia.

Dzięki lekom immunosupresyjnym rozwój transplantologii w ciągu ostatnich 30 lat przerósł najśmielsze oczekiwania specjalistów. Obecnie mówi się, że dziedzina ta padła ofiarą własnego sukcesu. Dzisiaj głównym czynnikiem ograniczającym liczbę wykonywanych operacji jest dostępność narządów do transplantacji, a nie problemy techniczne. W USA na przeszczep oczekują 53 tys. osób, z których mniej niż połowa ma szansę, że w najbliższym roku znajdzie się dla nich odpowiedniego dawcę. Setki pacjentów rocznie, nie doczekawszy przeszczepu, umierają.

Dlatego też podejmowane są starania, by poprawić tę sytuację. Niektóre kraje, a wśród nich Polska, zmieniły nawet w tym celu swoje ustawodawstwo, wprowadzając przepis mówiący o domniemanej zgodzie na pobranie narządu. Polega to na tym, że po śmierci danej osoby można od niej pobrać narządy do przeszczepów, o ile nie wyraziła wcześniej sprzeciwu. Podobny przepis obowiązuje np. w Austrii, jednak w większości krajów konieczna jest wyrażona uprzednio zgoda dawcy na pobranie narządów lub zgoda rodziny zmarłego.

FOLWARK NARZĄDÓW ZWIERZĘCYCH

Użycie narządów i tkanek zwierzęcych mogłoby rozwiązać ten problem. Czy jednak ksenotransplantacje mają szansę kiedykolwiek stać się standardową techniką medyczną? Jeszcze do niedawna wydawało to się mrzonką. Próby ratowania życia śmiertelnie chorych pacjentów, z nieodwracalnie uszkodzonymi narządami, za pomocą ksenotransplantacji były podejmowane już od wielu lat, kończyły się one jednak nieodmiennie porażkami. Szerokim echem odbił się eksperyment polegający na wszczepieniu serca pawiana urodzonemu przedwcześnie, dwutygodniowemu noworodkowi nazwanemu przez media Baby Fae. Operacja ta, wykonana 15 lat temu w USA, zakończyła się śmiercią dziecka 20 dni po przeszczepie. Lekarze, którzy tego dokonali, byli potem ostro krytykowani za nieetyczny eksperyment nie mający najmniejszych szans powodzenia.

Jedną z pierwszych prób wszczepienia człowiekowi serca świni podjął zespół polskich lekarzy pod kierownictwem prof. Religi. Przeszczep jednak został odrzucony.

Istnieje wiele technik, które choć cieszą się o wiele mniejszym rozgłosem, mogą zostać szybciej opanowane i pozwolić na leczenie chorób, których do niedawna nie leczono przeszczepami. Przykładem może być np. cukrzyca insulinozależna, którą próbuje się leczyć przy użyciu przeszczepów, odpowiedzialnych za produkcję insuliny, komórek trzustki. Od kilku lat w Szwecji są prowadzone próby kliniczne tej terapii z zastosowaniem świńskich komórek.

Duże nadzieje wiąże się także z przeszczepami komórek mózgu w celu leczenia chorób ośrodkowego układu nerwowego: stwardnienia rozsianego, chorób Alzheimera i Parkinsona czy pląsawicy Huntingtona. Komórki do tych zabiegów pobierano wielokrotnie od płodów ludzkich pochodzących z aborcji. Ponieważ budzi to ogromne kontrowersje etyczne, duże nadzieje wiąże się z wykorzystaniem do tych przeszczepów komórek świńskich. Takie eksperymenty również są już prowadzone.

Gwałtowny postęp w dziedzinie ksenotransplantacji nastąpił w ostatniej dekadzie. Jedną z głównych przyczyn przełomu było opanowanie technik inżynierii genetycznej, które pozwoliły na wyhodowanie zmodyfikowanych genetycznie zwierząt, zaprojektowanych w ten sposób, by mogły zostać dawcami narządów dla ludzi.

TRANSGENICZNE ŚWINIE PRZEŁAMUJĄ BARIERY

Najpoważniejszą przyczyną niepowodzeń przy wszczepianiu zwierzęcych narządów do ludzkiego organizmu jest tzw. nadostre odrzucanie przeszczepu. Zjawisko to występuje przy przeszczepach od tzw. gatunków "niezgodnych", do których należą świnie będące zwierzętami najpoważniej branymi pod uwagę jako dawcy narządów dla ludzi. W przypadku szympansów i pawianów ta forma odrzucania nie występuje, jednak zwierzęta te z innych powodów nie są dobrymi kandydatami na dawców.

Rys. 1 Komórki przeszczepu pochodzącego z "niezgodnego" gatunku stają się obiektem ataku przypuszczanego przez system odpornościowy biorcy. Rysunek ilustruje przebieg nadostrego odrzucania. Przeciwciała skierowane przeciw antygenowi alfaGal (ksenoprzeciwciała - KP) przyłączają się do powierzchni komórek (1) i aktywują kaskadę dopełniacza (2). Białka dopełniacza wiążą się z powierzchnią komórki i wytwarzają otwory w jej błonie (3), co prowadzi do śmierci komórki

Odrzucanie nadostre jest to gwałtowna reakcja układu odpornościowego, zdolna zniszczyć przeszczepiony narząd w ciągu kilku minut od transplantacji. Głównym obiektem ataku jest nabłonek naczyń krwionośnych, który jest podstawowym miejscem styku obcego narządu z ludzką krwią. Po jego zniszczeniu niemożliwy jest już normalny obieg krwi w przeszczepionym narządzie, co prowadzi do jego szybkiego obumarcia. Przez wiele lat było to ograniczenie niemożliwe do pokonania.

Rys. 2 Jedną z możliwości zabezpieczenia komórek przed atakiem ze strony ksenoprzeciwciał i nadostrym odrzucaniem jest takie jej zmodyfikowanie genetyczne, aby nie wytwarzała antygenu alfaGal. Można to uzyskać poprzez zastąpienie genu kodującego enzym alfa 1,3-galaktozylotransferazę odpowiedzialny za syntezę przez gen kodujący ludzką transferazę H powodującą zastąpienie antygenu alfaGal (złożonego z cząsteczek galaktozy) antygenem Fuc (złożonego z cząsteczek fukozy). Dzięki temu przeciwciała nie wiążą się z komórką i kaskada dopełniacza nie jest aktywowana

W 1992 roku naukowcy z mało znanej brytyjskiej firmy biotechnologicznej Imutran wyhodowali zmodyfikowaną metodami inżynierii genetycznej (transgeniczną) rasę świń. Wkrótce zwróciła ona na siebie uwagę całego medycznego świata. Dzięki umieszczeniu w materiale genetycznym tych zwierząt odpowiednich genów [ramka: Przepis na "ludzką" świnię poniżej], właściwości ich tkanek zmieniono tak, aby oszukać ludzki układ odpornościowy i uniknąć nadostrego odrzucenia.

Rys. 3 Inną możliwością ochrony przed nadostrym odrzucaniem (wykorzystaną m.in. przez firmę Imutran) jest wyprodukowanie zwierząt, których tkanki mają na swej powierzchni ludzkie białka blokujące aktywność dopełniacza. W takiej sytuacji, pomimo że ksenoprzeciwciała wiążą się z powierzchnią komórek (1) i kaskada dopełniacza zostaje uaktywniona (2), nie dochodzi do zniszczenia komórki, gdyż obecne na powierzchni komórki białka (na rysunku DAF i CD59) blokują destrukcyjne działanie dopełniacza

W 1995 roku na łamach "Nature" naukowcy z Imutranu donieśli o eksperymencie, który potwierdził ich oczekiwania. Serca zmodyfikowanych świń przeszczepione małpom pracowały nawet 60 dni, co uznano za dowód pokonania bariery nadostrego odrzucania. Nowa technologia jest gotowa do prób na ludziach -- oświadczył David White, dyrektor medyczny Imutranu.

Imutran natychmiast stał się obiektem zainteresowania gigantów w branży farmaceutycznej i w 1996 roku został kupiony przez szwajcarską firmę Sandoz, która od 1997 roku jest częścią koncernu Novartis - jednej z najpotężniejszych kompanii farmaceutycznych na świecie. Wkrótce w ślady Imutranu poszło więcej firm i obecnie przynajmniej trzy kolejne: Protein Pharmaceuticals, Alexion i Nextran (wszystkie amerykańskie), mają świnie zmodyfikowane genetycznie w podobny sposób.

Przełamanie bariery nadostrego odrzucania sprawiło, że specjaliści z wielu ośrodków medycznych (głównie w USA i Wielkiej Brytanii) rozpoczęli przygotowania do pierwszych prób klinicznych przeszczepiania narządów pochodzących od transgenicznych świń. Novartis jest gotów w najbliższym czasie zainwestować w ksenotransplantologię co najmniej miliard dolarów. Analitycy finansowi szacują, że rynek związany z przeszczepami zwierzęcych narządów w 2010 roku będzie wart 6 mld dolarów, a Novartis ma szansę na zdobycie ponad połowy tych pieniędzy.

Błyskawiczny postęp w dziedzinie ksenotransplantologii i perspektywa jej zastosowania na masową skalę już w najbliższych latach wywołują rosnące zaniepokojenie w kręgach specjalistów. Mikrobiolodzy ostrzegają bowiem, że przeszczepy tkanek i narządów zwierzęcych niosą ze sobą groźbę wybuchu epidemii. Istnieje bowiem ryzyko, że wirusy lub inne drobnoustroje normalnie egzystujące w zwierzęcych tkankach mogą po przeszczepie zaatakować tkanki ludzkie. Takie zakażenie jest niebezpieczne nie tylko dla biorcy przeszczepu. Może on się stać źródłem zakażenia innych ludzi, co w efekcie prowadzi do wybuchu epidemii. Nikt obecnie nie jest w stanie ocenić, jakie jest  jej prawdopodobieństwo. Nikt też nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jak groźny mógłby być wirus, który dokonałby takiego międzygatunkowego "przeskoku".

Specjaliści twierdzą, że rozwój sytuacji według takiego scenariusza jest możliwy. Nie byłoby to jednak pierwsze zdarzenie tego typu. Obecnie sądzi się np., że wirus HIV pochodzi od małpiego wirusa, który posiadł zdolność atakowania ludzkich komórek. Podobnie jest w przypadku prionów, wywołujących tzw. chorobę szalonych krów (BSE). Najprawdopodobniej te same priony, które wywołują BSE, stały się przyczyną epidemii nowej odmiany nieuleczalnej choroby Creutzfeldta-Jakoba u kilkudziesięciu mieszkańców Wielkiej Brytanii.

CZY GROZI NAM ŚWIŃSKA EPIDEMIA?

Zwolennicy ksenotransplantacji twierdzą, że ryzyko pojawiania się nowych chorób pochodzenia zwierzęcego istnieje dziś tak, jak istniało zawsze.

Gdy weźmie się pod uwagę fakt, że przeszczepy zwierzęcych narządów mogą ratować życie, niewielkie, dodatkowe ryzyko, jakie stwarzają, wydaje się możliwe do zaakceptowania -- mówi Paul Herrling, dyrektor naukowy Novartisu. Inni specjaliści jednak nie są już tak bardzo o tym przekonani. Odwracając te same fakty, można powiedzieć, że to jest realne niebezpieczeństwo -taka epidemia naprawdę może się zdarzyć -- konstatuje wirusolog Robin Weiss.

Po raz pierwszy debata dotycząca bezpieczeństwa ksenotransplantacji rozgorzała w 1993 roku, gdy Suzanne Ildstad z Allegheny University of the Health Sciences w Filadelfii złożyła wniosek o zezwolenie na przeszczep szpiku kostnego pochodzącego od pawiana. Przeszczep ten miał otrzymać chory na AIDS Jeff Getty.

Ildstad liczyła na to, że jeśli przeszczep się przyjmie, szpik pawiana, który nie jest wrażliwy na infekcję HIV, odtworzy układ odpornościowy pacjenta. Obawy przed nieznanymi wirusami drzemiącymi w komórkach pawiana sprawiły, że zezwolenie na transplantację wydano dopiero po dwóch latach i operacja odbyła się w grudniu 1995 roku. Pomimo że przeszczep się nie udał i komórki pawiana znikły z organizmu pacjenta dosyć szybko, jego stan zdrowia polepszył się z nieznanych dotąd przyczyn. Wbrew obawom pesymistów, nie wystąpiły też żadne oznaki infekcji pochodzącym od pawiana wirusem.

Przeszczepy tkanek i narządów świńskich uważa się za bezpieczniejsze od małpich, gdyż świnie są o wiele dalej spokrewnione z ludźmi, a więc i wirusy, które w sobie noszą, są mniej podobne. Zwolennicy ksenotransplantacji argumentują też, że ludzie od wieków żyli w dość bliskim kontakcie ze świniami i z wyjątkiem grypy nie ulegali zakażeniu żadnymi niebezpiecznymi drobnoustrojami.

Sprawa jednak nie jest taka prosta. Przeszczep zwierzęcego narządu stwarza jedyną w swoim rodzaju sytuację, która nigdy nie zdarza się w naturalnych warunkach. Komórki zwierzęce wchodzą wtedy w bezpośredni kontakt z ludzkimi. W połączeniu z osłabieniem układu odpornościowego, spowodowanym dużą dawką leków immunosupresyjnych, powstają zatem warunki wyjątkowo sprzyjające infekcji wirusowej.

Poważnym sygnałem ostrzegawczym stało się niedawne odkrycie Robina Weissa z londyńskiego Instytut Badań nad Rakiem i Davida Onionsa z Uniwersytetu w Glasgow, że obecne w świńskich komórkach tzw. wirusy PERV (należące do rodziny retrowirusów tej samej, co wirus HIV), są w stanie zakażać ludzkie komórki w warunkach laboratoryjnych. Wirusy te są integralną częścią genomu świńskich komórek. Kolejne pokolenia świń dziedziczą je, ponieważ przed tysiącami lat wirusy PERV stały się częścią ich materiału genetycznego. Nie są one chorobotwórcze dla tych zwierząt. Można jednak sobie wyobrazić, że mogłyby się uaktywnić w komórkach przeszczepionego narządu i zaatakować ludzkie tkanki. Czy może do tego dojść i czy takie zakażenie wywołałoby jakąś chorobę, nie wiadomo. Tym niemniej dokonane przez Brytyjczyków odkrycie pokazało, że trudne będzie wyhodowanie świń wolnych od wszelkich wirusów i innych czynników chorobotwórczych, co jest warunkiem niezbędnym, aby takie transplantacje były bezpieczne.

Alarmujące sygnały na temat wirusów PERV zmobilizowały kilka ośrodków do podjęcia badań pod tym kątem. Specjaliści z Centrum Kontroli Chorób Zakaźnych (CDC) w Atlancie przeanalizowali grupę 10 szwedzkich pacjentów, którzy w celu leczenia cukrzycy otrzymali przeszczepy świńskich komórek. Nie znaleziono żadnych symptomów zakażenia wirusami PERV. Do podobnych wniosków doprowadziły także dwie inne analizy niewielkich grup osób z przeszczepionymi komórkami pobranymi od świń, opublikowane przez amerykańskie firmy Diacrin i Circe Biomedical. Również firma Imutran pod kontrolą CDC przeprowadziła analizę 160 podobnych przypadków. Wstępne dane sugerują, że i tym razem nic nie wskazuje na zakażenie jakimiś podejrzanymi wirusami.

Fritz Bach i Harvey Fineberg z Uniwersytetu Harvarda, zaangażowani w badania nad ksenotransplantacjami, w swym apelu opublikowanym na łamach "Nature Medicine" jesienią 1996 roku wezwali do wstrzymania prób klinicznych. Dla dobra pojedynczego pacjenta ryzykujemy zdrowiem całego społeczeństwa. Jeśli wywołuje się zagrożenie zdrowia społeczeństwa, to samo społeczeństwo powinno zdecydować: czy warto podjąć to ryzyko, czy nie -- argumentuje Bach. Postuluje on, by naukowcy zawiesili próby kliniczne ksenotransplantacji i wznowili je dopiero po szerokiej dyskusji, w której społeczeństwo wypowie się, czy podejmować takie próby. Konieczne jest też, jego zdaniem, wprowadzenie odpowiednich procedur minimalizujących prawdopodobieństwo wybuchu epidemii.

NIKT NIE POWSTRZYMA REWOLUCJI

Fritz Bach przypomina, że już raz w historii nauki podjęta została podobna decyzja. Miało to miejsce na konferencji w Asilomar w 1974 roku, gdy biolodzy zaniepokojeni otwierającymi się perspektywami inżynierii genetycznej ogłosili moratorium na tego typu eksperymenty. Jak się okazało, większość przewidywanych wtedy pesymistycznych scenariuszy nie spełniła się. Nie oznacza to wcale, że obecnie możemy być mniej ostrożni -- twierdzi Bach.

Jesienią 1997 roku amerykański Urząd do spraw Żywności i Leków (FDA) opublikował projekt zaleceń dotyczących prowadzenia prób klinicznych ksenotransplantacji, który spotkał się z bardzo energiczną reakcją środowisk medycznych i naukowych. Zwolennicy szybkiego postępu w tej dziedzinie uznali to za zbędną biurokratyczną barierę, a przeciwnicy krytykowali projekt za zbytni liberalizm. Ci ostatni podkreślają, że projekt nie postuluje jednoznacznego zakazu używania do przeszczepów narządów małp człekokształtnych, najniebezpieczniejszych z mikrobiologicznego punktu widzenia.

Do dyskusji włączają się także obrońcy praw zwierząt. Twierdzą oni, że niedopuszczalne jest traktowanie transgenicznych świń jako żywych inkubatorów do produkcji "części zamiennych" dla człowieka. Przeciwnicy używania zwierzęcych narządów do ratowania ludzkiego życia twierdzą też, że wbrew temu, co rozpowszechniają firmy farmaceutyczne i niektórzy lekarze, technologia ta jeszcze długo nie będzie gotowa do szerszego stosowania. Pomimo ominięcia bariery odrzucania nadostrego, nie wiadomo, czy uda się pokonać inne, mniej gwałtowne, lecz bardziej długotrwałe, rodzaje odrzucania. Trudno ocenić także, jak będą funkcjonowały świńskie narządy w ludzkim ciele. Są one dosyć podobne pod względem wielkości i wydolności, ale nikt tak naprawdę nie wie, jak długo i sprawnie mogą działać.

Niedawno specjalne komisje w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii opublikowały oficjalne zalecenia dotyczące przeprowadzania ksenotransplantacji. FDA zapowiadał zakończenie pracy nad własnymi zaleceniami do końca zeszłego roku. Miały one być zaostrzone w porównaniu do pierwotnego, mocno krytykowanego projektu.

Wiele wskazuje na to, że już w ciągu najbliższych kilku lat możemy być świadkami największej rewolucji medycznej od czasu wynalezienia penicyliny. Novartis zaplanował już w Wielkiej Brytanii pierwsze eksperymenty, w których użyte będą wątroby pochodzące od transgenicznych świń. Nie będą to jednak na razie klasyczne przeszczepy. Świńskie wątroby zostaną podłączone na zewnątrz organizmu do krwiobiegu chorych, by podtrzymać ich przy życiu w oczekiwaniu na ludzkie narządy. Wiele innych firm i ośrodków najprawdopodobniej już wkrótce pójdzie podobną ścieżką.

Ksenotransplantacje, które prawdopodobnie już niebawem staną się wykonalne, to jednak tylko jedna z technologii medycznych zmierzających do wydłużenia ludzkiego życia. Być może, już niebawem ciało chorego człowieka będzie można naprawiać tak jak zepsuty samochód, zastępując jego zużyte części zwierzęcymi lub sztucznie wyhodowanymi narządami. Czy stanie się to realne i jakie będą tego koszty, dowiemy się w ciągu najbliższych 20 lat.