Twoja wyszukiwarka

EWA KOŁODZIEJAK-NIECKUŁA
SERENGETI NA SYBERII
Wiedza i Życie nr 2/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1999

Naukowcy chcą odtworzyć ekosystem z ostatniej epoki lodowcowej. Siłą sprawczą mają być specjalnie do tego celu sprowadzone zwierzęta: konie, bizony, renifery, woły piżmowe. Poligonem doświadczalnym będzie rezerwat na Nizinie Kołymskiej we wschodniej Syberii, na północ od koła podbiegunowego. Zabagnioną lasotundrę - grube poduchy mchów i porostów, z których gdzieniegdzie sterczą karłowate brzozy i modrzewie - ma zastąpić step, który zniknął stąd w końcu plejstocenu, przed 11 tys. lat.

Głównym animatorem tego eksperymentu jest rosyjski ekolog Sergiej Zimow. Wraz z międzynarodową grupą złożoną z amerykańskich, kanadyjskich i rosyjskich naukowców chce w ten sposób sprawdzić, jakie siły kształtowały step, utrzymywały go i w końcu doprowadziły do jego zniknięcia z olbrzymich obszarów Syberii. Roślinożerne zwierzęta mają ułatwić trawom powrót do rezerwatu o powierzchni 160 km2. Ale czy jest on możliwy?

Źródło: Internet

Przeciwnicy projektu wytykają jego słabe strony - nie do odtworzenia jest wszak plejstoceński klimat: niższa temperatura i atmosfera uboższa w dwutlenek węgla. Ponadto w czasach współczesnych mamutom tereny te były bardziej suche niż obecnie. Osady plejstoceńskie zawierają wiele nasioni szczątków traw, które żywiły stada mamutów, bizonów, koni, łosi, reniferów, nosorożców włochatych. Wielu naukowców sądzi, że gwałtowne ocieplenie klimatu pod koniec plejstocenu (o około 5°C w ciągu 20 lat) i zwiększone opady ułatwiły wilgociolubnym mchom i turzycom wyparcie traw z okolic podbiegunowych. Zmiana ta nie sprzyjała roślinożercom, gdyż mchy są ubogie w składniki pokarmowe. Ponadto na scenie pojawili się ludzie - łowcy, którzy przyspieszyli zagładę mamutów, bizonów i nosorożców włochatych.

Zimow nie wierzy, że to wilgotniejszy klimat zmienił równowagę między roślinami. Uważa, że żyzne gleby tego regionu były w plejstocenie bardziej suche niż obecnie nie dlatego, że spadało tam mniej opadów, ale ponieważ trawy efektywniej niż mchy pobierają wodę z podłoża i uwalniają ją do atmosfery.Czynnikiem decydującym dla istnienia terenów stepowych była obecność wielkich roślinożerców. Tratując grunt, bizony, mamuty i inne zwierzęta nie pozwalały rozpanoszyć się mchom. Ich odchody stanowiły cenny nawóz, na którym bujnie rosły pożywne trawy.

Polowania na olbrzymią skalę zdziesiątkowały roślinożerców. W miarę jak zwierzęta te stawały się rzadsze, nie tratowana ziemia była coraz uboższa. Nowe warunki - korzystne dla ekspansji mchów - przyspieszyły wymieranie zwierząt. Za słusznością tej teorii przemawia fakt, że obecnie w miejscach o żyźniejszej glebie - na przykład w dolinach syberyjskich rzek i strumieni lub tam, gdzie pokrywa mchów została zniszczona przez drogi, pożary, budownictwo i inne działania człowieka - trawy nadal rosną.

Ale ostatecznym sprawdzianem teorii Zimowa będzie Park Plejstoceński, bo tak nazwał on swój eksperyment. W ub.r. na wiosnę sprowadził na teren Parku 32 dzikie konie jakuckie. Następne w planach są bizony z kanadyjskiego podgatunku Bison bison athabascae. Pierwsza grupa 25-28 osobników ma przyleciećs amolotem w marcu br. Początkowo bizony będą się aklimatyzowały w ogrodzonej części rezerwatu o powierzchni 24 km2. Po kilku latach, gdy stado się powiększy, zacznie wędrować po całym Parku.

Zimow ocenia, że kilka lat tratowania i nawożenia gleby wystarczy trawom na rozprzestrzenienie się z miejsc, w których obecnie występują na terenie Parku. Po bizonach Zimow chce sprowadzić woły piżmowe. A za jakiś czas także drapieżniki. Do wilków już zamieszkujących teren Parku mają dołączyć tygrysy syberyjskie, które zastąpiłby wymarłego w plejstocenie lwa jaskiniowego.

Bez względu na to, jakie będą losy Parku Plejstoceńskiego, może stać się on nowym tematem dyskusji ekologów znudzonych rozważaniami nad efektem cieplarnianym.

"Science", 5386/1998