Twoja wyszukiwarka

ARKADIUSZ MILLER
WŁASNY DEFIBRYLATOR
Wiedza i Życie nr 2/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1999

Choroby serca i układu krążenia od dawna są główną przyczyną śmierci w wielu krajach rozwiniętych. Jednym z najgroźniejszych schorzeń jest nawracające migotanie przedsionków. Leczy się je farmakologicznie, a jeśli to nie pomaga, stosuje zabieg polegający na wymuszeniu miarowej akcji serca silnym bodźcem elektrycznym. Wykonuje się to oczywiście w warunkach szpitalnych. Ostatnio zarysowała się szansa, by w razie potrzeby pomoc przychodziła natychmiast- opracowano bowiem wszczepienną wersję defibrylatora o wymiarach zbliżonych do pudełka zapałek, z elektrodami przytwierdzonymi bezpośrednio do mięśnia sercowego. Urządzenie to bez przerwy kontroluje pracę serca i uruchamia się w odpowiednim momencie samodzielnie, bez żadnej interwencji z zewnątrz.

Defibrylatory takie wszczepiono 51 pacjentom z powtarzającymi się epizodami migotania przedsionków, u których leczenie farmakologiczne okazało się nieskuteczne. Chorzy obserwowani byli od 72 do 613 dni. W tym czasie defibrylator przywrócił prawidłowy rytm serca w 74% wszystkich przypadków migotania przedsionków. Jednak u 26% pacjentów migotanie powracało w krótkim czasie po defibrylacji, która nie jest ani obojętna, ani przyjemna dla chorego.To istotny problem, który stoi przed naukowcami. Obecnie przyjmuje się, że po dopracowaniu tej metody można będzie stosować wszczepienne defibrylatory u zagrożonych młodych osób, które nie mają dodatkowych schorzeń serca.

"The Lancet", 9137/1998