Twoja wyszukiwarka

STEFAN BRATKOWSKI
TE NIEODPOWIEDZIALNE ZIELONE PAPIERKI
Wiedza i Życie nr 2/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/1999

W ROKU 1870 ANGLIA PRODUKOWAŁA TYLE WĘGLA I STALI, CO RESZTA ŚWIATA RAZEM WZIĘTA. NA DOMIAR AMERYKA WYKRWAWIŁA SIĘ WŁAŚNIE W BRATOBÓJCZEJ WOJNIE PÓŁNOCY Z POŁUDNIEM, SAMA BITWA POD GETTYSBURGIEM KOSZTOWAŁA ŻYCIE SETEK TYSIĘCY LUDZI! ÓWCZESNY SYSTEM PIENIĘŻNY AMERYKI WYŚMIEWANO JESZCZE W STO LAT PÓŹNIEJ. A JEDNAK DZIĘKI DEKADZIE LAT SZEŚĆDZIESIĄTYCH AMERYKA WYSZŁA NA CZOŁO ŚWIATA.

Prezydent Abraham Lincoln, który na czele stanów Północy, czyli Unii, podjął wojnę z niewolniczymi stanami Południa, z secesjonistami Konfederacji, zyskał sławę światową. Legendą Ameryki stali się zwycięscy generałowie Unii, Grant i Sherman. Natomiast człowiek, którego Lincoln cytował w swej kampanii wyborczej roku 1860, człowiek, któremu Lincoln, Grant i Sherman w niemałym stopniu zawdzięczali zwycięstwo, Salmon Portland Chase, anid rugi architekt zwycięstwa, znany już nam Jay Cooke - do legendy nie przeszli.

Kiedy Lincoln w roku 1854 był jeszcze zręcznym adwokatem spółek kolejowych, Chase, wybitny prawnik z Cincinnati, senator z Ohio, wsławił się apelem grupy sześciu "niezależnych demokratów"; opuścili oni partię demokratyczną, w której większość miało Południe. Co więcej, w roku 1860 konwencja republikanów dlatego obrała Lincolna swym kandydatem na prezydenta, że Chase był zbyt radykalny w swej niezgodzie na niewolnictwo.

Lincoln, już prezydent, zamierzał sekretarzem (ministrem) skarbu zrobić Simona Camerona, byłego gubernatora Pensylwanii. Cameron miał bank, spółkę ubezpieczeniową i spore udziały w spółkach kolejowych, ale i opinię, wedle której oddać mu skarb państwa to jakby włamywacza zrobić prezesem banku. Chase, z życiorysem pełnym goryczy (obumarły go kolejno trzy żony), był człowiekiem poza podejrzeniem; nie budził sympatii - pedant ze źle ukrywanym poczuciem wyższości besserwissera, a wysoki jak tyczka, patrzył na wszystkich z góry. Na Lincolna, zwanego "żyrafą", nie. I Lincoln zaproponował mu stanowisko.

Chase przynajmniej w historii banków i pieniądza Ameryki został postacią wielką.

Młodszy brat Cooke'a redagował akurat gazetę w Columbus w Ohio; poznał wtedy Chase'a w roli gubernatora stanu. Chase-minister zwrócił się do starszego z braci - i Jay Cooke będzie od pierwszej chwili służył mu praktycznymi radami fachowca, w krytycznych zaś momentach udzieli nieocenionej pomocy.

Nowy rząd z fachowców się nie składał. Kiedy wybuchła wojna, minister skarbu sam formował pułki i wysyłał na front. Armią dowodził fajtłapa; w lipcu 1861 roku przegrał wielką bitwę nad potokiem Bull Run. Poruszyło to wszystkich. Jay Cooke, który tegoż roku uruchomił własny dom bankowy w Filadelfii, odwiedził po kolei bankierów miasta i w kilka godzin zebrał od nich 2 mln dolarów za trzyletnie obligacje skarbu, oprocentowane na 7.3%. Kilka dni potem obaj z Chase'em wybrali się do Nowego Jorku i tamtejsi bankierzy, skupieni w Associated Banks, zgodzili się zaliczkować rządowi 50 mln dolarów na takiż sam procent - podczas gdy z podatków za rok podatkowy od czerwca 1861 do czerwca 1862 wpłynęło 52 mln dolarów... Tak uratowali Unię; Lincoln oglądał wtedy z Waszyngtonu ogniska obozowe Konfederatów na drugim brzegu Potomacu.

Dom bankowy Cooke'a nie był, jak wiemy, pierwszym bankiem lokacyjnym, ale Jay Cooke w służbie Ameryki został pierwszym wielkim bankierem lokacyjnym. Przez cztery lata rozwinął sprzedaż papierów państwowych do niebywałej skali. Ściągnął w sumie grubo ponad miliard dolarów!

Wedle jednych danych pracowało dlań dwa i pół tysiąca sprzedawców; wedle innych - ponad cztery tysiące. Cooke pierwszy zaoferował obligacje nie bankierom i kupcom, a zwykłym Amerykanom - farmerom, sklepikarzom, właścicielom warsztatów i zajazdów, słowem - drobnym inwestorom. Zareagowali entuzjazmem: początkowo obligacje szły po cenie wyższej od nominału! Cooke reklamował je w gazetach, prospekty emisji leżały w sklepach, hotelach, wagonach kolejowych, wszędzie, gdzie ludzie się gromadzili.

Po rezygnacji Chase'a w roku 1864 nowemu sekretarzowi skarbu przez siedem miesięcy udało się sprzedać nowych obligacji ledwie za 133 mln dolarów. Cooke przy jego następcy po nowym wyborze Lincolna, Hughu McCullochu, zgodził się zostać jego "agentem fiskalnym" - uruchomił znów całą swoją machinę i w pół roku sprzedał obligacji za 600 mln.

Oskarżano go, że ciągnął olbrzymie zyski ze swego pośrednictwa. W sumie rzeczywiście zarobił mnóstwo. Ale bliższe badania wykazały, że przy nieograniczonych szansach spekulacji liczył sobie marżę zysku prawie minimalną!

Nie wszyscy tacy byli.

Junius S. Morgan, ojciec słynnego Johna Pierponta, miał udziały w londyńskim banku George Peabody&Company. Ten bank od ćwierci wieku angażował pieniądze europejskie w amerykańskie interesy (mimo rosnącego wydobycia złota nadal Ameryka więcej pieniędzy potrzebowała, niż miała). W Londynie szkolił się u ojca i syn, zamiast kończyć studia w Getyndze. Stary Peabody był honorowym człowiekiem starej daty; jeśli złośliwi pisali teraz o ich banku, reprezentującym interesy rządu Unii w Europie, że nie wiadomo, której stronie wojny lepiej służył, to nie z winy Peabody'ego.

24-letni John nie zaciągnął się do armii: zakochał się w pannie z bogatego nowojorskiego domu, ale z ciężką gruźlicą; zabrał żonę do Europy na południe- gdzie po czterech miesiącach zmarła. Wrócił zrozpaczony, co nie przeszkodziło mu zrobić brudnego interesu: kupił po 3.5 dolara pięć tysięcy wybrakowanych karabinów z arsenału rządowego i - zaoferował generałowi Johnowi C. Frémontowi (do niedawna słynnemu pionierowi badań Dzikiego Zachodu) po 22 dolary. Frémont kupił ten szmelc. Jak wiele zresztą innego szmelcu od innych swoich faworytów...

Morgan udawał naiwnego - i wyegzekwował potem w sądzie te należności! Nigdy nie będzie liczył się z jakimiś zasadami; swemu radcy prawnemu powie kiedyś, że nie potrzebuje go dla informacji, czego on, Morgan, nie może zrobić, ale po to, by mu powiedział, jak zrobić to, czego nie wolno.

Dostawy dla armii napędzały koniunkturę, podnosiły obroty i - zatrudnienie. Wedle ówczesnego polskiego reportera, Jatowta, nigdy żadna armia nie była tak dobrze zaopatrzona; bieliznę żołnierze Unii mogli zmieniać dwa razy w tygodniu dzięki specjalnym ruchomym pralniom parowym! Filip Armour, król rzeźni z Chicago, dostarczał mięsa drogo, ale na kredyt (!), wierząc w generała Granta. Kiedy kraj obiegła wieść, że armii Granta zabrakło cygar, które palił i dowódca, i wszyscy prawie żołnierze, tysiące ludzi rzuciło się do produkcji cygar i po kilku dniach (!) armię wprost nimi zasypano, po dwa dolary za tysiąc sztuk, miast blisko dwudziestu, jak do tej pory.

Armia Unii nabierała wprawy, amerykańscy fabrykanci broni - także. Pod koniec wojny uzbrojenie Unii dorównywało już najlepszemu wtedy, angielskiemu. Pociski nowych dział McKaya przebijały każdy okrętowy pancerz stalowy.

W 1861 roku zawieszono wymianę banknotów na pieniądz kruszcowy. Rozpętało to w Nowym Jorku szaloną spekulację złotem, ale na wojnie się nie odbiło. W rok później Chase po dyskusji z Cookiem zdecydował się emitować pieniądz papierowy. Obaj byli zdecydowanymi jego wrogami, Chase wręcz ostrzegał publiczność, że może on zubożyć ludność i zdyskredytować rząd. Kongres uchwalił konieczną ustawę, ale wiedział, czego się bać.

Emisję ograniczono do 150 mln dolarów, wolno nimi było regulować wszelkie transakcje poza cłami, które miały przynosić skarbowi Unii twardą gotówkę. "Noty" rządowe drukowano zieloną farbą - pierwsze słynne "zielone", po angielsku zwane "greenbackami".

Historycy długi czas widzieli w nich dowód amatorszczyzny; podobno Chase nie dość energicznie ściągał podatki! Ale choć i Chase, i Cooke podatków nie lubili, przy nich opodatkowała Unia wszystko, co dało się opodatkować- i wpływy z tego źródła wzrosły podczas wojny sześciokrotnie! Nawet zaś Galbraith w ocenie "greenbacków" pomija fakt, że sama wojenna prosperity wymagała do obsługi obrotów znacznie więcej pieniędzy. Chase nie przypadkiem wnioskował potem o emisję "zielonych" z nominałami poniżej 5 dolarów -znak, że brakowało ich na dniówki robotnicze.

Pod koniec wojny żądano za jeden "twardy" dolar trzech "greenbacków". Dla mnie to świadectwo rozwagi w ustalaniu skali emisji. Beardowie pisali o "zalewie kraju banknotami" - bo też i każdy bank stanowy mógł emitować banknoty, nie oglądając się na pokrycie. Ale poziom inflacji wcale nie uzasadnia owych prawie histerycznych diagnoz - ceny przez cztery lata wojny wzrosły wszystkiego dwukrotnie. Gdy na Południu - ponad 90-krotnie!

Za radą, jak sądzę, Cooke'a Chase nałożył wędzidło wszystkim innym emisjom poza emisjami rządowymi.

W roku 1863 Kongres uchwalił z jego inicjatywy National Banking Act ("national" znaczy tu nie "narodowy", a po prostu - ogólnokrajowy). Do tej pory banknoty każdego banku mogły krążyć wszędzie, nie tylko w granicach stanu, choć za daleko od miejsca emisji niechętnie je, rzecz jasna, brano. Teraz bank, jeśli chciał emitować banknoty ogólnokrajowego zasięgu, musiał za 90% wartości emisji wykupić obligacje rządowe i poddać się kontroli przez urząd federalnego Kontrolera Waluty.

"Ogólnokrajowymi" wcale te banki nie były: zakazano im uruchamiania oddziałów nawet w obrębie własnego stanu! Nikt wtedy jeszcze nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo przydałyby się pieniądze banków np. Nowej Anglii w ekspansji osadniczej na Zachodzie...

Jeszcze przed ostateczną kapitulacją Południa w roku 1865 Kongres dalszą ustawą praktycznie zablokował emisję banknotów przez banki na statutach "stanowych": wszelkie inne, poza "ogólnokrajowymi", emisje obciążył 10-procentowym podatkiem.

Lokalne małe banki mimo to nie padły; zajęły się teraz przyjmowaniem depozytów i realizowaniem czeków, które wystawiali właściciele kont. Tak to Ameryka własnymi drogami dochodziła do praktyki, będącej już codziennością ówczesnej Anglii...

W roku 1866 emitowało banknoty "ogólnokrajowe" ponad 1600 banków - z trzemaczwartymi ogółu depozytów kraju.

Przed końcem wojny podniesiono skalę emisji "greenbacków" do 450 mln dolarów, choć papierowy pieniądz budził strach Kongresu, zwłaszcza po katastrofie finansów przeciwnika. W roku 1866 Kongres zarządził wycofywanie "zielonych": przez pierwsze pół roku miano wymieniać na złoto 10 mln dolarów miesięcznie, potem po 4 mln dolarów. I oto, ku zdumieniu naukowców, którzy potem blisko sto lat mieli ówczesną Amerykę za kraj idiotów, naród wystąpił w obronie"greenbacków"!

Nic tu nie chciało dziać się naukowo: pieniądza krążyło niby za dużo, a tu ceny pszenicy, choć rosły jeszcze do roku 1866, potem w ciągu trzech lat spadły prawie o połowę! Wedle farmerów - przez wycofywanie "greenbacków".

Prawda była inna. W roku 1862 Kongres uchwalił słynny Homestead Act, ustawę o nadziałach: każdy chętny mógł teraz dostać ziemię na Zachodzie darmo. I już w czasie wojny ruszyła na ziemie Zachodu, znacznie żyźniejsze, wielka migracja, a tam wkrótce z identycznego areału zbierano plony i kilkakroć większe!

Ktoś jednak musiał farmerom powiedzieć, że to wina decyzji Kongresu. Bo ktoś inny był nawet bardziej zainteresowany dostępnością pieniądza niż oni...

Synowie ekspansji "bajecznych lat" byli teraz dojrzałymi ludźmi interesu. I dopiero oni w pełni pokazali, co Ameryka potrafi. Byli zaiste olbrzymami interesów, i tych solidnych, i rozbójniczych; razem z nimi - całe ich pokolenie. Nigdy potem, aż do czasów Billy Gatesa, nie było przedsiębiorców o takim rozmachu, takim zmyśle organizacyjnym i tempie działania. Bo też nigdy nie było już tyle miejsca dla takich, jak oni.

W 1859 roku pod Titusville trysnęła ropa. Rok później obok, w Oil Creek, ruszyła pierwsza wielka rafineria; dowożono ropę konnymi zaprzęgami w beczkach o pojemności 42 galonów, 192 litrów (dziś w krajach anglosaskich to norma objętości baryłki, barrel). W roku 1861 woziła już ropę kolej. Pierwszy rurociąg, z Oil Creek do stacji kolejowej, to rok 1865; tegoż roku popłynął do Europy pierwszy zbiornikowiec!

22-letni John David Rockefeller, wysłannik biznesmenów z Cleveland, uznał poszukiwania ropy za interes nazbyt ryzykowny; za wielki biznes uznał- rafinerie. Miał 25 lat, kiedy znalazł wspólnika z pieniędzmi i od tej pory, stopniowo a nieubłaganie, eliminował wszelkich konkurentów z przetwórstwa ropy, z przewozów i sprzedaży nafty. Tak, oszukiwał ich, gnębił i rujnował, kupował polityków i prasę, używał opryszków do niszczenia cudzych urządzeń,a le oni robili dokładnie to samo. Pobił ich przede wszystkim sprawną organizacją, wyobraźnią i konsekwencją.

Kiedy Cyrus West Field, człowiek wielkiej już fortuny, montował spółkę do położenia kabla telegraficznego pod Oceanem Atlantyckim, zajęci przez cały dzień partnerzy jedyny wspólny wolny termin ustalić mogli na szóstą rano! W ciągu kilku minut uzgodnili, że wyłożą 1.5 mln dolarów na pierwszy 1600-kilometrowy odcinek, na lądzie, z Nowego Jorku do skraju Ameryki, skąd będzie najbliżej do Europy. Cyrus Field w tym przedsięwzięciu trzy razy potem wszystko straci - i trzy razy odzyska, by kolejnym kablem spiąć w końcu po 14 latach oba kontynenty.

W wielkiej a bezwzględnej grze o interesy kolejowe lat sześćdziesiątych nie przebierano w środkach. Stanął do niej liczący dobrze ponad 60 lat Cornelius Vanderbildt, "Commodor", tj. komandor (pieniądze wcześniej zrobiłj ako żeglarz, budowniczy statków i właściciel całej ich flotylli). Co to był za człowiek ? Kiedy popłynął do Europy, wspólnicy pod jego nieobecność zagarnęli firmę; prawnik pocieszał go, że wygra z nimi przed sądem, a Vanderbildt odparł - nie będę ich ścigał przez sądy, ja ich zrujnuję. I zrujnował.

Kolej Union Pacific pierwsza połączyła w roku 1869 oba oceany, skracając m.in. producentom tekstyliów ze wschodnich stanów drogę do rynków... chińskich. Budowano trzy dalsze szlaki przez cały kontynent. Jay Cooke zaangażował się w linię Northern Pacific, północny szlak; niestety, Northern Pacific nie zmieściła się w kosztach. Pożerała każdą emisję dodatkowych akcji. W roku 1873 panika po wielkim europejskim krachu giełdowym zmiotła i Cooke'a; musiał i on "zamknąć drzwi". Uczciwie oddał swym inwestorom wszystko prawie, co miał. Zostały mu tylko udziały w nowych kopalniach srebra w Utah i inne, wtedy mało atrakcyjne, lokaty. Bodaj tylko jemu, kiedy przegrał, okazano publiczną sympatię.

Przeliczył się. Ale co mówić o takich, którzy w rozpędzie ekspansji budowali wtedy wielkie piece daleko od złóż rudy, a nawet daleko od kolei?

Cooke oddawał jedną dziesiątą zysków na cele dobroczynne, sam uczył w szkółce niedzielnej; on i Field byli przywoici na pewno. Peabody w 1867 roku ofiarował wielkie sumy na oświatę. Rockefeller Pierwszy żył niemal bogobojnie, nigdy nie afiszował się ze swoim bogactwem i starał się uchodzić za przyzwoitego człowieka. Twardy i bezwzględny Vanderbildt - również. John Pierpont Morgan za młodu nawet się nie starał. Niemniej wszyscy oni- całe pokolenie, rycerze i rozbójnicy biznesu, mistrzowie organizacji i artyści przekupstwa - należeli do tej samej kategorii.

Przesadziłem, określając Cooke'a po prostu bankierem. Bankierem, owszem, był także. Ale przede wszystkim był - przedsiębiorcą. Jak oni wszyscy.

To na ich niepowstrzymaną ekspansję Ameryka potrzebowała pieniędzy do obrotu. I nic dziwnego, że w roku 1868 Kongres zawiesił wycofywanie "greenbacków", a w 1874 roku wręcz uchwalił nawet zwiększenie ich obiegu do 400 mln dolarów!

Po wielu sporach ustalono skalę obiegu "greenbacków" z dokładnością do jednego dolara - na 346 681 016 dolarów. Ale i złota było coraz więcej (w roku 1873 Ameryka oparła na nim, wzorem Europy, swoją walutę), tyle, ile wymagał obrót, a potem ciągle więcej i więcej... To samoczynnie obróciło "greenbacki", wymienialne już na złoto, w problem zgoła marginesowy. Problem rozwiązał się sam. A już w roku 1871 Morganowie pożyczali pieniądze Europie- samej Francji!

Chase zmarł w roku 1875 jako czcigodny prezes Sądu Najwyższego. Jego imieniem w 1877 roku nazwał nowy bank "ogólnokrajowy" w Nowym Jorku jego twórca, John Thompson - Chase National Bank; fuzja tegoż z opisywanym tu Bank of the Manhattan Company, wyrosłym z pieniędzy na budowę wodociągów, dała słynny dzisiejszy Chase Manhattan.

Ryc. Julian Bohdanowicz