Twoja wyszukiwarka

JOANNA KOMOROWSKA
ILE CZŁOWIEKA W ZWIERZĘCIU
Wiedza i Życie nr 3/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/1999

W KTÓRYM MIEJSCU KOŃCZY SIĘ UMYSŁ ZWIERZĘCIA, A ZACZYNA PRAWDZIWIE LUDZKA ZDOLNOŚĆ DO ROZUMOWANIA I ODCZUWANIA? OKAZUJE SIĘ, ŻE WCALE NIE TAM, GDZIE SPODZIEWAŁABY SIĘ TEGO WIĘKSZOŚĆ Z NAS.

Kiedy Nicolas de Malebranche wymierzył kopniaka kulącej się u jego stóp ciężarnej suce, jego towarzysz spojrzał na niego z oburzeniem. Spokojnie- odpowiedział z kamienną twarzą francuski filozof - przecież ono i tak niczego nie odczuwa. Jak widać, dla Malebranche'a, który przekonany było tym, że zwierzę to tylko pozbawiona duszy, nieczuła maszyna, jego własny czyn nie zasługiwał na większe moralne potępienie niż, powiedzmy, uderzenie pięścią w stół czy wyrzucenie na śmietnik starego krzesła.

Choć dziś już mało kto w tak radykalny sposób traktuje zwierzęcą psychikę, niektórzy nadal uparcie hołdują wyrosłemu na gruncie myśli Kartezjusza przekonaniu o wyraźnej psychicznej odrębności naszego gatunku od reszty organizmów. Bez wahania stawiają oni granicę pomiędzy tym, co ludzkie, a tym, co zwierzęce. Nasi zwierzęcy krewniacy mają więc według nich reagować wyłącznie w oparciu o wrodzone schematy zachowania - niczym automaty z kolekcji magika-mechanika zwanego Ewolucją. Ludzkość to już coś zupełnieinnego - to samotnie jaśniejąca na firmamencie wszechstworzenia gwiazda intelektu i odczuwania, ukoronowanie milionów lat doskonalenia umysłu.

Wodą na młyn dla ludzkiego szowinizmu wydają się nawet pewne obserwacje naukowe, na przykład te z dziedziny etologii - nauki zajmującej się badaniem zwierzęcych zachowań. Etolodzy wykazali bowiem, że w obliczu specyficznych bodźców, tzw. bodźców kluczowych, zwierzęta reagują niczym rzeczone automaty, najwyraźniej postępując zgodnie z wrodzonymi schematami zachowania, na podobieństwo marionetek poruszanych wprawną dłonią aktora.

Na przykład dla broniącego swego terytorium samca ciernika niezwykle silnym bodźcem kluczem jest czerwone podbrzusze innej ryby. Wystarczy więc, aby mignęła mu czerwienią sylwetka rywala w stroju godowym, a zareaguje tak, jak rozjuszony byk na płachtę torreadora - wściekłym atakiem. Barwa liczy się przy tym bardziej niż kształty czy ruchy przeciwnika. Nawet najwierniejsza kopia sylwetki innego samca ("najwierniejsza" oczywiście tylko z ludzkiego punktu widzenia) zostanie prawie zupełnie zignorowana, jeśli tylko zabraknie jej odpowiednio czerwonego akcentu. Wystarczy jednak pokazać ciernikowi niewielki czerwony krążek albo nawet przesunąć przed szybą akwarium czerwoną kartkę papieru, żeby ryba natychmiast przyjęła bojową postawę.

Podobnie wdzięcznym przykładem z kategorii zwierzęcych bezmyślności wydaje się skłonność zaobserwowana przez etologów u gęsi gęgawy. Jeśli w pobliżu gniazda zajętego przez wysiadującego ptaka położy się atrapę gęsiego jaja kilkakrotnie przekraczającą wielkością rzeczywiste jajo, spokojna dotąd gęś rusza do akcji i usiłuje wtoczyć ten obiekt do gniazda. Oczywiście, taki wysiłek jest z biologicznego punktu widzenia zupełnie chybiony, bo nawet gdyby pod skorupą jaja kolosa znajdował się zarodek gęsi giganta, to i tak rodzic gęgawa nie byłby w stanie usiąść na takim jaju, a tym bardziej dochować się potomka. Ot, chciałoby się powiedzieć, prawdziwie gęsia głupota.W jakże pozytywnym świetle jawią się na tym tle nasze ludzkie zdolności umysłowe.

Tymczasem nawet pobieżna analiza ludzkich zachowań wskazuje, że i my także potrafimy postępować równie "bezsensownie", co podekscytowane widokiem bodźca klucza gęś czy ciernik. Aby się o tym przekonać, wystarczy sobie chociażby uzmysłowić, jak niesłabnącą popularnością cieszy się na całym świecie literatura pornograficzna. Ta nieustająca prosperity prasy porno nie byłaby przecież w ogóle możliwa, gdyby nie fakt, że dla niejednego ludzkiego samca zbiorowisko barwnych plam rozłożonych w specyficzny sposób na kartce papieru to prawie tak silna podnieta seksualna, jak roznegliżowane ciało najprawdziwszej kobiety. Honoru naszego gatunku można bronić jedynie, zauważając, że przecież ogromna większość panów potrafi odróżnić prawdziwą kobietę od jej płaskiego papierowego wizerunku. W przypadku ryby i ptaka podobna zdolność jest już znacznie mniej pewna, choć, jak wypadałoby natychmiast dodać, na razie wcale jeszcze nie udowodniona.

Mocną stroną człowieka jest niewątpliwie umiejętność logicznego myślenia i wysnuwania wniosków. Właśnie z powodu tej intelektualnej sprawności łatwo nam dostrzec bezsensowne pomyłki, jakie na każdym kroku popełniają nasi zwierzęcy kuzyni - chociażby przedstawiciele najbliższych nam filogenetycznie małp człekokształtnych. Odpowiedniego przykładu dostarczają badania z udziałem dwóch szympansic, Sary i Sheby - podopiecznych amerykańskiej badaczki Sary Boysen. Umiejętności tych małp, trzeba od razu zaznaczyć, są dość spektakularne. Obydwie świetnie sobie radzą z dodawaniem cyfr od 1 do 7, żadnej nie sprawia też trudności oszacowanie, który z dwóch zaprezentowanych im zbiorów zawiera większą liczbę obiektów. Ponadto małpy doskonale zdają się wiedzieć, że sześć to więcej niż na przykład pięć czy cztery, nawet jeśli operują wyłącznie symbolami - punktami na papierze bądź cyframi arabskimi. Tym bardziej dziwi więc fakt, że w pewnych, wydawałoby się dziecinnie prostych, testach szympansice wykazują zaskakującą nieudolność, wręcz gapowatość.

W jednym z badań przedstawiono im na przykład po dwie różniące się wielkością porcje cukierków - zadanie polegało na wybraniu jednej z nich. Wskazana kupka słodkości trafiała jednak nie do wybierającej, lecz do jej współtowarzyszki, która zaczynała sobie natychmiast napychać policzki. Dopiero druga, pominięta porcja przyznawana była małpie decydentce.

Wydawałoby się, że każda łasa na słodycze szympansica powinna posłużyć się najbardziej optymalną taktyką wyboru i za każdym razem wskazywać tę mniejszą ilość łakoci. Tak postąpiłby bez wątpienia ludzki łakomczuch zdający sobie doskonale sprawę, że tendencyjnym wyborem automatycznie zasłuży sobie na większą nagrodę (zgodnie z zasadą "towarzysz dostaje to, co wybrałem, mnie należy się reszta").

Dla małpiego rozumu ta jakże prosta decyzja okazała się jednak zbytskomplikowana. Szympansice z uporem wybierały większą porcję łakoci, nawet jeśli zaraz przyszło im obserwować, jak znika ona w paszczy towarzyszki. Nie było tu mowy o żadnym altruizmie i przejawach miękkiego serca, bo utracie wybranego dobra nieodmiennie towarzyszyły oznaki wielkiego pobudzenia włączniez okrzykami frustracji i gwałtownym wymachiwaniem ramion.

Dopiero pewna drobna modyfikacja eksperymentu wykazała, że Sara i Sheba potrafiły się wyzwolić z podszytego emocjami skupiania uwagi na większej porcji cukierków. Stało się to wówczas, gdy słodycze zastąpiono kartonikami z odpowiednimi cyframi. Wtedy wreszcie szympansice zaczęły dokonywać korzystnych dla siebie wyborów. Niestety, nadal nie wiadomo, czy kierowały się ludzkim sposobem rozumowania (dostanę tyle cukierków, ile reprezentuje kartonik, którego NIE wskażę), czy też raczej - co wydaje się w tym przypadku bardziej prawdopodobne - podchodziły do zadania czysto instrumentalnie, ucząc się zasady, że aby otrzymać więcej łakoci, należy po prostu wskazać mniejszą cyfrę.

Wbrew pozorom, także naszemu gatunkowi, prawdziwemu mistrzowi w sztuce rozumowania i wyciągania wniosków, zdarza się wpaść w potrzask nielogicznego myślenia. Oczywiście, te potknięcia są dla nas równie niezauważalne, co pomyłki szympansie dla samych szympansów. Popełniając błąd w rozumowaniu, tak jak Sara i Sheba, tkwimy przecież w błędnych schematach myślenia, brakuje nam możliwości dostrzeżenia swych ułomności z odpowiednio obiektywnej, "nie-ludzkiej" perspektywy. Usiłowanie wyłapania tego rodzaju potknięć jest więc czymś na kształt próby spojrzenia sobie samemu w oczy. Tu bez pomocy lustra ani rusz. Ale jak posłużyć się lustrem krytyki, jeśli nie ma go nam kto przytrzymać? Na szczęście, choć o większości swoich gatunkowo zdeterminowanych nieudolności pewnie rzeczywiście nigdy się nie dowiemy,i ch pozostałą, skromną część udaje się wypatrzyć czujnemu oku psychologa.

Wyobraźmy sobie, że kupiliśmy właśnie bilety na dwie mające się odbyć w tym samym czasie wycieczki - jedną tanią i atrakcyjniejszą do Kaladocji (za jedyne 50 halonów) oraz drugą, bardzo drogą oraz mniej ciekawą wycieczkę na Bura Bura (kosztującą aż 200 halonów). Na którą zdecydowalibyśmy się pojechać?

Fot. Filip Kabulski

Z badań psychologicznych wynika, że większość z nas skłonna byłaby wybrać tę droższą i mniej ciekawą wycieczkę na Bura Bura. Okazuje się bowiem, że decydujący wpływ na naszą decyzję ma w podobnych sytuacjach oszacowanie poniesionych kosztów. Wybór atrakcyjniejszego, tańszego wyjazdu jest dla większości równoznaczny ze sporą stratą finansową, a tej staramy się zawszelką cenę uniknąć. Oczywiście, kalkulacja jest zupełnie błędna. Turysta marzący o tańszej Kaladocji mógłby bez wyrzutów sumienia udać się w swoje ulubione zakątki, bo bez względu na podjętą decyzję jego strata będzie zawsze identyczna (250 halonów wydane łącznie na obydwa wyjazdy).

Dwaj amerykańscy psycholodzy, Daniel Kahneman i Amos Tversky, zwracają uwagę na jeszcze inny pospolity błąd pojawiający się w ludzkim myśleniu. Przytaczają w tym celu najprawdziwszą historię z życia instruktorów szkolących młodą kadrę lotniczą.

Nauczyciele ci podobno bardzo wystrzegają się chwalenia swoich podopiecznych, nawet jeśli tym ostatnim zdarzy się szczególnie spektakularne osiągnięcie. Pochwała, jak twierdzą, nie prowadzi do niczego dobrego, wręcz przeciwnie- powoduje, że wyniki wyróżnionego natychmiast się pogarszają. Niewątpliwie mają w tym trochę racji; kolejne osiągnięcia rekruta rzeczywiście najczęściej są już znacznie mniej spektakularne, jednak nie dlatego, że został serdecznie poklepany po ramieniu czy nagrodzony instruktorskim uśmiechem. Przyczyny należałoby raczej szukać, odwołując się do ogólnych praw statystyki.

Tak się bowiem składa, że w każdym przypadku, gdy wartość parametru opisującego dane zjawisko odchyli się od normy i osiągnie któreś z ekstremów, zazwyczaj w kolejnym pomiarze zbliży się już ona do znacznie częściej spotykanej, pospolitszej normy. Powroty do przeciętności po niezwykle efektownym fajerwerku kunsztu lotniczego wykazanym przez młodego rekruta nie miały więc wiele wspólnego z postępowaniem instruktorów. Tak naprawdę nauczyciele mogli nagradzać swych podopiecznych do woli i bez żadnych obaw, że pochwała negatywnie wpłynie na ich kolejne wyniki.

Podobieństwa w ludzkim i zwierzęcym rozumowaniu nie kończą się bynajmniej na skłonności do wpadania w wilcze doły pomyłek logicznych. Jest ich również sporo na poziomie bardziej fundamentalnym: w sposobie rejestrowania i analizowania informacji zmysłowej. Można się ich doszukać nawet u stosunkowo mało znami spokrewnionych gatunków.

Fot. Krzysztof Kaliński

Jeśli komputerowo wyprodukowany, a więc czysty, dźwięk ba jest stopniowo coraz bardziej upodabniany w brzmieniu do zgłoski pa, słuchającemu człowiekowi nie od razu udaje się wychwycić tę zmianę. Przez jakiś czas, mimo ciągle postępującej transformacji pierwotnego dźwięku, wciąż będzie on słyszał wyraźne ba. W pewnym momencie odstępstwo od wyjściowego brzmienia okaże się jednak na tyle duże, że mózg nie będzie już w stanie dalej go ignorować. Wówczas zamiast jakiegoś dźwięku pośredniego - takiego, jaki jest przecież generowany przez komputer - słuchający nagle i zupełnie nieoczekiwanie usłyszy zdecydowane i przekonujące pa.

Intrygujące zjawisko błyskawicznej, skokowej zmiany brzmienia słyszanego dźwięku to przesunięcie kategorii (ang. categorial shift), wbrew pozorom wcale nie wynikające z ludzkiej umiejętności posługiwania się mową. Odkryte zostało bowiem również u rezusów, a nawet u znacznie odleglejszych od nas filogenetycznie szynszyli. Pozwala to przypuszczać, że nie jest ono obce także wielu innym gatunkom kręgowców.

Kolejnego przykładu bliskości psychicznej zwierzę- - człowiek, tym razem w zakresie zapamiętywania, dostarczają badania nad rozumowaniem delfina butlonosego, przeprowadzone przez zespół amerykańskich biologów pod kierunkiem Louisa Hermana. Badacze postawili kiedyś przed jedną ze swoich podopiecznych- delfinicą o imieniu Kea - zadanie przypominające w swoich założeniach problemy stawiane ludziom podczas testów na pamięć krótkotrwałą. W przypadku walenia chodziło o poinformowanie trenerów, czy dźwięk, jaki został mu przedstawiony, był bodźcem nowym, czy też zaprezentowanym wcześniej w serii ośmiu szybko po sobie następujących bodźców głosowych. Odpowiedzi zwierzęcia zademonstrowały, że jego pamięć funkcjonuje na podobnej zasadzie, co pamięć ludzka.

Generalnie rzecz biorąc, Kea dobrze odróżniała dźwięki znane od nieznanych, co oczywiście nie powinno być jeszcze żadnym powodem do zdziwienia - powszechnie wiadomo, że wiele ptaków i ssaków ma zadziwiająco dobrą pamięć. Najbardziej symptomatyczne i jakże swojskie okazywały się raczej popełniane przez nią od czasu do czasu pomyłki. Okazało się, że prawidłowa identyfikacja zasłyszanego bodźca przychodziła jej najłatwiej, jeśli kluczowy sygnał pojawiał się poprzednio przy końcu serii dźwięków. Jeżeli natomiast prezentowany był na początku, czyli jako jeden z pierwszych sygnałów, i po nim zwierzę musiało wysłuchać całego zespołu innych, podobnych bodźców, miało już więcej kłopotów z prawidłową odpowiedzią.

Nic dziwnego, chciałoby się powiedzieć. Gdyby ktoś najpierw podał nam ważny numer telefonu, a zaraz potem zarzucił lawiną zupełnie nieistotnych liczb, wątpliwe, czy udałoby się nam bezbłędnie odtworzyć usłyszany przed chwilą numer. Zginąłby on "pod stertą" świeższej, podobnej treściowo informacji. Dokładnie takie zakłócanie procesu zapamiętywania (zwane w psychologii interferencją wsteczną) jest zmorą studentów, szczególnie tych, którzy mają w zwyczaju zabieranie się do uczenia na kilka dni przed egzaminem. Wygląda więc na to, że podopieczna Hermana wpadła niechcący w typowo ludzką- "studencką" pułapkę.

Wyniki obserwacji i eksperymentów dotyczących psychiki zwierząt sugerują, że Malebranche mocno przeholował w swoich opiniach na temat automatyzmu zwierzęcego. Fakty wskazują raczej na to, że mur mający rzekomo dzielić psychikę człowieka oraz zwierzęcia, jakiego z takim zaangażowaniem doszukiwał się francuski filozof, po prostu nie istnieje. Obecna jest najwyżej bariera nieuzasadnionego i jakże wygodnego uporu tam, gdzie ignoruje się istnienie życia psychicznego zwierząt.

Niewybaczalnym błędem byłoby jednak brawurowe i bezkrytyczne przyjęcie innej skrajnej opinii: uznanie, że złota rybka czy pekińczyk sąsiada to ludzkie umysły zamknięte w nieczłowieczych ciałach, tylko z powodu swych ograniczeń fizycznych - braku chwytnych kończyn czy ludzkiego aparatu głosowego- skazane na cichą egzystencję w cieniu swego opiekuna.

Niestety, w pułapkę antropomorfizmu złapać się wcale nietrudno - skłonność do uczłowieczania mamy niejako zakodowaną w swojej ludzkiej naturze. Umysł człowieka dostrzegamy nawet tam, gdzie go z pewnością nie ma - w wypchanej trocinami głowie ulubionego misia czy lalki, ba, nawet pod obudową komputera czy maską samochodu. I choć ogromna większość z nas przyzna, że przecież czystym absurdem jest złorzeczenie pecetowi, który właśnie się "zawiesił", czy pieszczotliwe gładzenie kierownicy starego, "poczciwego" poloneza, kierowani wewnętrzną skłonnością, w kolejnej podobnej sytuacji zachowujemy się dokładnie tak samo.

Nie dajmy się więc ponieść emocjom także podczas interpretowania zachowań naszych uskrzydlonych i czworonożnych pobratymców. Bezpieczniej jest zawsze wierzyć faktom ujawnionym w efekcie solidnych, dobrze zaplanowanych eksperymentów niż własnym pobożnym życzeniom. A tak całkiem na marginesie - zupełnie niedawno pewien młody i zwykle przyjaźnie nastawiony do ludzi wyżeł zaczął się zachowywać dość dziwnie. Ustawił się w poprzek ścieżki prowadzącej do domu i szczerząc kły, warczeniem straszył nadchodzących przechodniów. Jak się okazało, właśnie na ścieżce zakopał kość, którą otrzymał od swego opiekuna. Czyżby warczące psisko usiłowało zniechęcić ludzkich smakoszy do swego psiego przysmaku? Jeśli tak, to mielibyśmy przypadek niepoprawnego"antropomorfizowania", tyle tylko, że tym razem już nie w ludzkim, ale zwierzęcym wydaniu.

Mgr JOANNA KOMOROWSKA jest doktorantką na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego w Katedrze Różnic Indywidualnych (Zakład Psychologii Zwierząt).