Twoja wyszukiwarka

ZBIGNIEW P. ZAGÓRSKI
AZBEST DOKŁADA SWOJE
Wiedza i Życie nr 5/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1999

Rozpowszechnienie radonu mieszkaniowego, którego stężenie w powietrzu określane jest za pomocą norm [patrz: "Wiedza i Życie" nr 8/1997], nasuwa pytanie: o ile inne czynniki narażające zdrowie mogą zwiększać niebezpieczeństwo? Jak wiadomo, zwiększenie takie może mieć charakter addytywny, ale i większy od addytywnego, szczególnie groźny. Tak jest w wypadku włókien azbestowych w powietrzu, w obecności których palenie zmienia zagrożenie rakiem płuc z ledwo znamiennego statystycznie na pokaźne.

Wszelkie tego rodzaju zjawiska, które nie prowadzą do natychmiastowej śmierci, z powodu dużej liczby czynników sprzyjających powstaniu schorzenia muszą być badane na wielkiej liczbie przypadków. Zajmują się tym metody epidemiologiczne, ujmując we wzory matematyczne modele opisujące ryzyko. Dla wyjaśnienia tych zależności za najwłaściwsze uznano zajęcie się górnictwem uranowym, gdzie wpływy radonu są oczywiście wyraźniejsze niż radonu mieszkaniowego.

Fot. PhotoDisc

Już zdefiniowanie narażenia palaczy nie jest sprawą prostą, ponieważ trzeba ich podzielić na nigdy niepalących, palących stale oraz byłych palaczy. W dwóch ostatnich grupach konieczna jest ocena intensywności palenia, wyrażonej w paczkach dziennie, oraz na jaki wiek górnika to przypada i na jaki okres pracy w kopalni (jest to bardzo zróżnicowane). Pomijam przytaczanie bardzo skomplikowanych wzorów matematycznych określających ryzyko.

W badaniach oparto się na statystyce, dotyczącej grupy 3347 amerykańskich górników uranowych zatrudnionych na płaskowyżu Kolorado. Ponieważ badania, rozpoczęte w 1950 roku, uzupełniano o dane dotyczące palenia w późniejszym okresie, nie uzyskano pełnych informacji. Dane zbierane były za pomocą ankiet, także od rodzin górników, którzy już zmarli, zresztą głównie z przyczyn nie mających związku z radonem.

Główną wadą systemu ankietowego było zatajanie prawdy o nałogu przez zainteresowanych lub ich rodziny. W połowie lat osiemdziesiątych pojawiła się bowiem tendencja wnioskowania o odszkodowania za utratę zdrowia - a przyznanie się do palenia, nawet jeśli było to dawno, i jego intensywności pogarszało, w mniemaniu wnioskodawcy, szansę na odszkodowanie. Jak wiadomo, towarzystwa ubezpieczeniowe nie wypłacają za samobójstwa odszkodowań, co wpływa na ich wyłudzanie pod pozorem wypadku lub morderstwa.

Sprawdzenie wiarygodności oświadczeń o paleniu wymagałoby postępowań detektywistyczno-policyjnych, co oczywiście nie jest możliwe. Tak więc, autorzy interesującego studium o dodatkowym ryzyku raka płuc, pochodzącego z ekspozycji na radon przez palenie papierosów ("Health Physics", styczeń 1998), stwierdzają, że z całą pewnością palenie pogarsza sytuację, ale nie wiadomo, czy modyfikacja jest addytywna, czy większa (efekt sumaryczny śmierci na raka płuc większy od sumy efektów składowych). Za główną przyczynę tej niepewności uważają właśnie niekontrolowany sposób ankietyzacji, prowadzący do "zwiększenia" roli radonu.

Można by snuć rozważania co do warunków krajowych, gdzie do badań można wykorzystać ogromną grupę górników węglowych, wdychających radon z bogatego w uran polskiego węgla. Niepewność zaczyna się już od trudności z oszacowaniem początkowej ilości radonu, skoro kopalnie są wentylowane dużymi strumieniami wtłaczanego powietrza. Ale w tej notatce interesują nas czynniki modyfikujące, do jakich należy palenie papierosów. Należy przypuszczać, że w naszych warunkach zatajeń byłoby mniej, ponieważ palenie ciągle jest traktowane przez społeczeństwo polskie jako mało ważne zagrożenie. W USA natomiast, jak wynika z obiektywnych badań, palący mają poczucie winy za narażanie własnego zdrowia.

Sprzyja temu wytworzenie odpowiedniej atmosfery, do której należy niepisany kodeks obyczajowy najbardziej znaczących producentów filmowych. Od pewnego czasu w filmach amerykańskich osobnik, który pali papierosy już w pierwszych scenach, okazuje się czarnym charakterem w połowie obrazu. To nie te czasy, kiedy pozytywny charakter palił, dodając dymkiem odpowiedni element dramaturgii.