Twoja wyszukiwarka

TOMASZ ŁĘSKI
ŻYWNOŚĆ FRANKENSTEINA?
Wiedza i Życie nr 5/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1999

Po ujawnieniu rezultatów badań Arpada Pusztaia z Rowett Research Institute w Aberdeen w Szkocji przez europejskie środki masowego przekazu przetoczyła się prawdziwa burza. Przed kamerami brytyjskiej telewizji Pusztai oświadczył, że z jego badań wynika, iż technologia produkcji zmodyfikowanych genetycznie roślin jest niebezpieczna. Rewelacje Pusztaia stały się kolejnym argumentem dla organizacji prokonsumenckich i ekologicznych, sprzeciwiających się zezwalaniu na sprzedaż genetycznie modyfikowanej żywności.

CZY MODYFIKOWANA GENETYCZNIE ŻYWNOŚĆ 
JEST NIEBEZPIECZNA? NAUKOWCY 
TWIERDZĄ, ŻE, WBREW INFORMACJOM 
ROZPOWSZECHNIANYM PRZEZ MASS-MEDIA,  
NIE MA DZIŚ PODSTAW, ABY TAK SĄDZIĆ.

Rys. Zdzisław Wiator

Zdaniem specjalistów, nawet gdyby doniesienia o szkodliwym wpływie badanych przez Pusztaia ziemniaków na szczury okazały się prawdą, nie byłby to wyrok na inżynierię genetyczną. Odpowiedzialnością za toksyczne efekty należałoby obarczyć raczej pewne konkretne cechy analizowanej odmiany ziemniaków, a nie same metody inżynierii genetycznej, przy użyciu których je stworzono.

Pusztai badał zmodyfikowane genetycznie (transgeniczne) ziemniaki, które zawierały fragment DNA, pochodzący z przebiśniegów. W bulwach takich ziemniaków pojawiało się dodatkowe białko - lektyna. Było ono znane biotechnologom od wielu lat, próbowali wykorzystać je do ochrony ziemniaków przed niszczącymi uprawy owadami i żyjącymi w glebie nicieniami. Arpad Pusztai zbadał, czy ziemniaki zawierające lektynę przebiśniegów mają szkodliwy wpływ na karmione nimi szczury. W ten lub podobny sposób kontroluje się wszystkie odmiany transgenicznych roślin jadalnych, zanim uzna się je za bezpieczne dla ludzi i dopuści do sprzedaży. Jedna grupa szczurów była karmiona zwykłymi, a druga zmodyfikowanymi genetycznie ziemniakami.

Eksperymenty wykazały, że szczury karmione bulwami ziemniaków transgenicznych gorzej rosły, ich wątroby i mózgi były mniejsze, a układ odpornościowy ulegał osłabieniu. Pozornie sprawa była prosta: lektyna okazała się toksyczna i nie należy się dziwić, że ziemniaki, które ją zawierały, też stały się toksyczne. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie wyniki otrzymane w trzeciej grupie szczurów, karmionych zwykłymi ziemniakami, do których dodawano czystą, uzyskaną z przebiśniegów, lektynę. Uderzający był fakt, że szczury czuły się tak samo dobrze jak karmione samymi ziemniakami. Dodana do ich diety lektyna sprawiała wrażenie zupełnie nieszkodliwej! A zatem dlaczego transgeniczne ziemniaki wywoływały zaburzenia u szczurów?

Według Pusztaia, wytłumaczenie jest jedno: za toksyczny efekt nie jest odpowiedzialny gen lektyny, ale inne, pomocnicze fragmenty DNA, które wprowadzono do komórek ziemniaka. Gdyby Pusztai miał rację, oznaczałoby to, że potencjalnie groźne są wszystkie zmodyfikowane genetycznie produkty spożywcze, bo podobne fragmenty DNA używane są powszechnie do konstrukcji transgenicznych roślin. Oliwy do ognia dolały same władze Rowett Research Institute, zaprzeczając początkowo, że Pusztai w ogóle zajmuje się badaniem roślin transgenicznych, a potem wyrzucając go z pracy.

Sporządzony przez Pusztaia i rozpowszechniany przez jego zwolenników raport nie zawiera jednak danych, które umożliwiałyby jego weryfikację. Kilka dni po programie telewizyjnym, w którym wystąpił Pusztai, jego macierzysty instytut powołał specjalną komisję, która przeanalizowała wyniki eksperymentów. Komisja oświadczyła, że są one niejednoznaczne i nie ma podstaw, aby twierdzić, że badane ziemniaki rzeczywiście szkodzą szczurom, nie mówiąc już o wyciąganiu dalej idących wniosków.

Transgeniczne ziemniaki, które badał Pusztai, różniły się od zwykłych ziemniaków, z których je uzyskano, nie tylko tym, że zawierały gen kodujący lektynę przebiśniegów i pomocnicze fragmenty DNA. W procesie ich konstruowania nastąpiły jeszcze inne zmiany genetyczne. W efekcie, skład chemiczny tej odmiany dosyć istotnie różnił się od składu zwykłych ziemniaków (np. zawartość białek była obniżona o 20%). Zatem przyczyna ich domniemanego efektu toksycznego mogła być całkiem prozaiczna i wiązać się z podwyższoną zawartością alkaloidów czy innych szkodliwych substancji, których poziomu nie badano. Równocześnie większość specjalistów twierdzi, że nie ma żadnych podstaw, aby sądzić, że podejrzewane fragmenty DNA są niebezpieczne dla zawierającej jej żywności. Co więcej, badaniom podobnym do tych, które wykonał Pusztai, poddawane są wszystkie odmiany transgenicznych roślin, która mają być wprowadzone na rynek.

Rozgłos nadany całej sprawie przez media wywołał jednak podziały nawet w środowiskach naukowych. Przejawem tego było oświadczenie, popierające Pusztaia, wydane 12 lutego br. przez dwudziestu naukowców z czternastu krajów. Kilka dni później dziewiętnastu, tym razem brytyjskich, uczonych zarzuciło autorowi całego zamieszania, że zachowuje się nieodpowiedzialnie, ogłaszając nie potwierdzone dane i wprowadzając w błąd opinię publiczną.

Zdaniem specjalistów, jest tylko jeden sposób na chmury, które po raz kolejny zebrały się nad genetycznie modyfikowaną żywnością. Aby wyjaśnić wszystkie wątpliwości, które wynikły z badań Pusztaia, należy skonstruować rośliny transgeniczne zawierające pomocnicze fragmenty DNA, lecz pozbawione genów, które są przenoszone za ich pomocą. Czy rośliny takie okażą się toksyczne? Odpowiedź na to pytanie może zadecydować o losie produktów, które obrońcy środowiska nazywają "żywnością Frankensteina".