Twoja wyszukiwarka

X.RUT
MUŁY
Wiedza i Życie nr 5/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/1999

Rekord padł 5 lutego 1637 roku. Na licytacji w Amsterdamie jedna cebulka tulipana Admirał van Enkhuijsen poszła za 5400 guldenów. Za taką kwotęmożna było wtedy kupić zupełnie porządny dom mieszkalny w doskonałej dzielnicy,a ceny martwych natur z kwiatami pędzla najznakomitszych mistrzów nie sięgałypięciu tysięcy. W czasach tulipomanii, która opanowała Niderlandy w czwartejdekadzie XVII stulecia, obraz (dziś wart grube setki tysięcy dolarów) mógłkosztować dużo mniej od pęku kwiatów, które przedstawiał. Za najcenniejszeuważano wtedy cebulki, z których co roku wyrastały kwiaty innej barwy ikształtu niż poprzednio. Dziś wiemy, że zjawisko to towarzyszy wirusowemuzakażeniu, przenoszonemu przez mszyce. Ale w XVII wieku o wirusach sięjeszcze nikomu nie śniło, a mszyce zajadle tępiono. Nic więc dziwnego,że takie tulipany należały do rzadkości, tym bardziej że osłabione chorobąrośliny niezbyt obficie się rozmnażały. Obraz Jana Breughla, na którymmałpa handluje tulipanami, oraz inne zachowane karykatury świadczą o tym,że nie wszyscy Holendrzy padli ofiarą tulipomanii. Z drugiej strony, nieograniczyła się ona wyłącznie do Niderlandów: kilkadziesiąt lat późniejuległ jej sułtan Ahmed III, co zresztą przypłacił tronem. W każdym raziebył to jedyny okres w dziejach ludzkości, w którym chore rośliny były bardziejcenione od zdrowych, jak zauważa p. Anna Pavord, autorka monumentalnej(prawie 500 stronic!) monografii The Tulip, istnej kopalni przedziwnychwiadomości.

Rys. Grzegorz Szumowski

Kiedy osioł pokryje klacz, a ta się oźrebi, przychodzi na świat muł,zwierzę wielkich zalet, w pewnych warunkach wręcz niezastąpione, ale -biologicznie bezpłodne. Wielekroć zastanawiałem się, czy gdyby muły wydaływielkich filozofów, do czego zdaje się predestynować je dziedziczona pooślim przodku skłonność do upartej zadumy, otóż zastanawiałem się, czydefinicja życia, do której doszliby muli filozofowie, eksponowałaby zdolnośćdo prokreacji tak dobitnie, jak my to czynimy. I czy - zgodnie z naszympojmowaniem życia - można mówić, że muł jest istotą żywą? (Skądinąd jednaknie śmiem w to wątpić: zręczność, z jaką pewien poczciwy pono muł zrzuciłmnie z siodła prosto w kępę niepozornych, ale bardzo kłujących krzewów,niezbicie świadczy nie tylko o życiu, lecz wręcz o osiągnięciu akademickiegopoziomu).

Żarty żartami, ale w powszechnym pojmowaniu życia - a ono właśnie kształtujenajgłębsze podstawy systemu wartości - dwie cechy wydają się niezbędniekonieczne: zdolność do samopowielania i rozmnażania oraz zdolność do zmiany,adaptacji i ewolucji. Żadna z tych cech nie jest wyłącznie osobnicza aniwyłącznie zbiorowa i choć na przykład cecha ewolucji przysługuje bardziejnastępstwu pokoleń niż poszczególnym osobnikom, to ewolucja ma źródło wosobniczych zmianach. Ludzie (i człowiek) jako istoty żywe wykazują obiete cechy i żyją, ponieważ otaczające nas środowisko żywych organizmów cechamitymi jest obdarzone. Co więcej, jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, właśnie dlatego,że od dziesiątków tysiącleci coraz bardziej świadomie korzystamy z tychcech otaczającej nas przyrody ożywionej. Siejemy ziarno, słusznie spodziewającsię zbioru zwielokrotnionej ilości tego, co posialiśmy; zdolność do zmianwykorzystaliśmy, aby drogą selekcji wpłynąć na korzystną dla nas ewolucjęzbóż, owoców czy trzody.

I oto na naszych oczach zaczyna się proces odchodzenia od takiego pojmowaniażycia, rodzą się praktyki z nim sprzeczne.

Najpierw, na skróty, zamiast hodowli stosuje się krzyżowanie. Już GregorJohann Mendel wiedział, że kolejne pokolenia po krzyżówce po części tracąwłasności dominujące w pierwszym. Z tej wiedzy powstała genetyka. Z krzyżowaniapowstają nasiona dające płody o własnościach przewyższających pod pożądanymwzględem "rodziców", ale nasiona tych płodów nie zawsze nadają się do ponownegosiewu. Pojawia się nowy uczestnik biologicznego procesu: dostawca materiałusiewnego. W jego interesie jest, by uprawca co roku musiał kupować nowąporcję ziarna. Z czasem ten nowy uczestnik zadbał o to, by wykorzystanieczęści zbioru do ponownego siewu było nie tylko mało skuteczne, ale i prawniezabronione. Najpierw strzegły tego kontrakty sprzedaży materiału siewnego,teraz - patenty.

Monsanto, międzynarodowy koncern biotechnolo, produkuje Roundup, bardzoskuteczny środek chwastobójczy. Jest też dostawcą opatentowanego ziarnasiewnego, tak genetycznie zmodyfikowanego, że Roundup zupełnie nie szkodziroślinom wyrastającym z tego ziarna. Rolnikom, kupującym opatentowane ziarno,nie wolno zachować części plonu do ponownego zasiewu. Ale chociaż na strażyinteresów właściciela patentu stoi armia detektywów agencji Pinkertonai rozwinięta sieć donosicieli, nie ma pełnej gwarancji. Kiedy więc firmaDelta and Pine Land Co. opatentowała technikę Terminatora (sic!), polegającąna takiej manipulacji genetycznej, że plon ze zmanipulowanych ziaren jestbiologicznie bezpłodny, koncern Monsanto wykupił tę firmę i zabiega o prawowyłączności na stosowanie Terminatora. Zapewni on wieczny dobrobyt koncernowii stałą zależność rolnictwa od dostaw "najnowocześniejszych i naukowo ulepszonych"nasion.

Jeszcze niedawno sama myśl o nieodnawialnym życiu była dla większościludzi odrażająca, a dla bardziej spekulatywnych umysłów - paradoksalna.Dziś, bombardowani doniesieniami o sukcesach biotechnolo, przestajemy dostrzegaćfundamentalny horror w niej zawarty. Wnet uwierzymy, że zamiast mieć własnedzieci (które przecież mogą mieć kurzajki), lepiej będzie zamówić sobiegenetycznie wymodelowane aniołki bez najmniejszej skazy, gwarantowane.Cóż to będzie za raj, gdy Marszałkowską będą chodzić same Laluchny Barbie!

Biotechnolo nie cierpi na brak uczonych autorytetów, ze śmiertelną (wyjątkowotrafne określenie!) powagą przekonujących o licznych zaletach płynącychz genetycznej manipulacji. Nie tylko w dziedzinie produkcji żywności, równieżw medycynie. Już niebawem zostaniemy przekonani, że wszystkie trapiącenas choroby są genetycznie uwarunkowane. Co jest banalną prawdą, bo samożycie jest genetycznie uwarunkowane, ale znaczy niewiele więcej niż policyjnadiagnoza wypadku samochodowego: "nadmierna prędkość", no bo jakby nie byłanadmierna, to by zahamował, nie? Z tej oto banalnej prawdy wyciąga sięjednak po prostacku wniosek, że skoro wszystkie choroby mają genetycznepodłoże, to leczyć je trzeba metodami biotechnolo. Delikatnie pomijającinne przyczyny, np. otyłości, alkoholizmu czy narkomanii, które też, oczywiście,mają jakieś tam podłoże genetyczne.

I może bym uwierzył tym autorytetom, gdyby nie to, że w tej właśniedziedzinie wiedzy nastąpiła niesłychana korupcja etyki zawodowej. MeredithWadman ("Nature", 30 czerwca 1997) w artykule Study discloses financialinterests behind papers wykazuje, że co trzeci autor artykułów opublikowanychw 14 czołowych czasopismach medycznych i biomolekularnych jest bezpośredniofinansowo zainteresowany wynikami, o których donosi. Nic dziwnego, że poważneamerykańskie czasopisma biologiczne żądają od autorów ujawnienia powiązańfinansowych (ich samych i ich rodzin!) z firmami biotechnolo.

Same zaś firmy bez ogródek przyznają się do wielce wygodnej filozofiiżyciowej. Szef reklamy koncernu Monsanto oświadczył niedawno (cyt. za artykułemM. Pollana Playing God in the Garden, umieszczonym w "The New York TimesMagazine" z 28 października 1998 roku), że jego koncern nie ma obowiązkugwarantować, iż genetycznie modyfikowana żywność jest bezpieczna. Bezpieczeństwemkonsumenta ma się bowiem zajmować FDA - agencja rządowa. To mniej więcejto samo, co głoszą małe literki na opakowaniu produktów Microsoftu: nieponosimy żadnej odpowiedzialności za szkody, jakie może spowodować użycienaszego oprogramowania. Tyle tylko, że Microsoft ciągle jeszcze igra tylkoz tworami nieożywionymi, szalejące wśród nich "wirusy" są ciągle jeszczedość umowne. Co się zaś stanie, gdy transgen Terminatora przeskoczy z gatunków,które ma czynić bezpłodnymi na inne? I tylko proszę mi nie mówić, że toniemożliwe. Niemożliwa to jest kwadratura koła; epidemie HIV i ludzkiejpostaci choroby szalonych krów okazały się aż nadto możliwe.

Omamiony zmasowaną reklamą, tą jawną i tą ukrytą pod płaszczykiem opiniiuczonych ekspertów, obywatel nowego, wspaniałego świata godzi się na towszystko. Sterylizacja umysłowa wyprzedziła biologiczną; nic dziwnego,myślenie też przecie jest genetycznie uwarunkowane!