Jak pytać? 
 

EDWIN BENDYK
ZABIĆ ODLEGŁOŚĆ
Wiedza i Życie nr 6/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1999

159 MLN OSÓB NA ŚWIECIE KORZYSTA DZIŚ Z INTERNETU. W 2005 ROKU MA BYĆ JUŻ 350 MLN INTERNAUTÓW. Z KOLEI JUŻ W ROKU 2003 DLA 800 MLN ZIEMIAN TELEFON KOMÓRKOWY STANOWIĆ BĘDZIE CODZIENNOŚĆ. JESZCZE KILKA LAT TEMU W PODOBNĄ EKSPLOZJĘ INTERNETU I TELEFONII KOMÓRKOWEJ NIE WIERZYLI ANI BILL GATES, ANI EKSPERCI Z WIELKICH KONCERNÓW TELEKOMUNIKACYJNYCH. DZIŚ CORAZ CZĘŚCIEJ MÓWI SIĘ, ŻE JESTEŚMY W TRAKCIE WIELKIEJ REWOLUCJI TECHNOLOGICZNEJ. JEJ SKUTKIEM BĘDZIE "ŚMIERĆ ODLEGŁOŚCI".

Fot. Nokia

Podobno dwóch rzeczy uniknąć nie sposób. Jedną z nich są podatki. Jak co roku zwlekałem z przygotowaniem rocznego rozliczenia dla fiskusa. Teraz w panice zaczynam wyliczać, kto komu i ile powinien zapłacić. Najgorzej, że nie mam nawet niezbędnego formularza, a w urzędach skarbowych kolejki. Co robić? Uruchamiam komputer, a na nim niewielki programik umożliwiający szybkie i łatwe przygotowanie rocznego zeznania na podstawie danych cząstkowych. Zeznanie to mogę wydrukować w formie wymaganego formularza, wystarczy tylko zanieść je na pocztę - polski fiskus jeszcze nie uznał Internetu. Gorzej, że z rachunków wynika, iż powinienem do ubiegłorocznych rachunków dopłacić. W zwykłych warunkach pół dnia zmarnowane na dojazd i kolejkę w banku. Chwytam więc za telefon i łączę się z telecentrum obsługującego moje konto banku. Wprowadzam numer rachunku oraz kod dostępu. Po chwili, wystukując kolejne sekwencje cyfr, dowiaduję się o stanie konta. Na cały dług wobec fiskusa nie starczy, więc inną sekwencją cyfr uruchamiam linię kredytową i wysyłam przelew do urzędu skarbowego. Operacja trwała kilka minut.

Teraz już można przystąpić do pracy. Łączę się za pomocą modemu z numerem 0202122. Po kilku próbach bezboleśnie wchodzę w świat Internetu. W pierwszej kolejności sprawdzam pocztę i wysyłam własną korespondencję. Potem przychodzi pora na zebranie materiałów do dwóch artykułów: o lotach kosmicznych i alchemii. Po godzinie mam na twardym dysku więcej materiału niż po kilku dniach siedzenia w bibliotece.

Tak już niedługo może wyglądać telefon komórkowy

Fot. Nokia

Nim jednak przystąpię do pisania, odwiedzam kilka znajomych księgarni w Internecie. Ulubioną jest amerykańska pod nazwą Amazon. Wirtualny sprzedawca rozpoznaje mnie na odległość i wita serdecznie po imieniu oraz dodaje: są nowe książki na interesujące Cię tematy! Sprawdzam, rzeczywiście, jedna z nich bardzo się przyda do kolejnego materiału. Wciskam przycisk zamówienia, resztę moich danych, włącznie z numerem karty kredytowej, księgarnia zna na pamięć. Po dwóch dniach dostanę książkę do domu pocztą kurierską. Potem jeszcze wizyta w kilku podobnych polskich księgarniach. Nie są tak obficie zaopatrzone, jak Amazon, ale oferują wszystko, co dostępne, na polskim rynku, i to zazwyczaj po niższych niż w rzeczywistych księgarniach cenach.

Po tym spacerze i udanych zakupach można zabrać się do pracy. W trakcie pisania dziecko rozbolał ząb i trzeba jechać do dentysty. Najgorzej, że czekam na kilka pilnych wiadomości z e-maila. Znów ratuje technika. Zabieram z sobą Nokię Communicator, kombajn komunikacyjny łączący telefon komórkowy z faksem i możliwością korzystania z Internetu. W czasie jazdy kilkakrotnie słyszę, że nadeszły komunikaty tekstowe. Sprawdzam je po przyjeździe do gabinetu. Okazuje się, że na serwerze pocztowym mam oczekiwane listy.

Gdy dziecko siedzi na fotelu, łączę się ze swoim serwerem i ściągam pocztę. Zostaje jeszcze sporo czasu, więc mogę powysyłać odpowiedzi. W trakcie pracy nadchodzi faks (cóż, nie wszyscy jeszcze korzystają z Internetu) z ofertą cenową ze sklepu z kosiarkami. Zaglądam tam w drodze powrotnej, a potem w domu biorę się z powrotem do pracy. Gotowy tekst i ilustracje wysyłam e-mailem do redakcji. W zasadzie, gdyby nie chęć spotkania z kolegami, nie musiałbym się w niej w ogóle pokazywać.

Fot. Iridium

Powyższy opis nie jest fantazją, a akcja opowieści toczy się we współczesnej Polsce. Dzięki rozwojowi technologii komunikacyjnych zapomniałem o odległości, czynniku, który najbardziej dotychczas ograniczał moje działanie. Nie wychodząc z domu, mogę być obywatelem świata. Oszczędzam czas, zdrowie i pieniądze. To jednak dopiero początek zmian, jakie przynosi rewolucja teleinformatyczna.

POCZĄTKI

Człowiek od zarania dziejów poszukiwał sposobów szybkiego porozumiewania się na odległość. Komunikacja decydowała o sposobie rządzenia starożytnymi imperiami i często jej słabość przyczyniała się do rozkładu administracji państwowej. Ale podobno już wieść o zdobyciu Troi (blisko 1200 lat p.n.e.) została przekazana do Myken dzięki telegrafowi optycznemu, czyli za pośrednictwem łańcucha rozpalanych ognisk. Jak podaje Encyklopedia odkryć i wynalazków, podobnego sposobu użył w 43 roku n.e. cesarz rzymski Klaudiusz, informując o zwycięstwie w Brytanii.

Schemat dzialania sieci Iridium. W momencie, gdy rozmówca znajduje się poza zasięgiem konwencjonalnej sieci (np. na pustyni), przekazywanie rozmowy odbywa się za pośrednictwem satelitów Iridium. Bramki łączą transmisję satelitarną z konwencjonalną infrastrukturą telefoniczną. Na podstawie materiałów Iridium

Podczas kolejnych stuleci telegraf optyczny udoskonalano, w końcu ustąpił miejsca telegrafowi elektrycznemu, a jeszcze później radiotelegrafowi -urządzeniu stosowanemu do dziś. Metody telegraficzne, choć w istotny sposób ułatwiły ludziom porozumiewanie się, miały jedno zasadnicze ograniczenie: komunikacja między ludźmi następuje za pośrednictwem komunikatu - depeszy, taśmy z telegrafu, sygnałów optycznych.

WYNALAZEK BELLA

Przełom nastąpił w 1876 roku za sprawą Aleksandra Grahama Bella, twórcy telefonu. Zgodnie z zamysłem wynalazcy, telefon miał służyć do transmitowania na odległość muzyki; Bell nie myślał o tym, by jego urządzenie mogło zrewolucjonizować bezpośrednie kontakty międzyludzkie. Do tego przecież doskonale nadawał się telegraf.

Komputer przenośny z kartą PCMCIA pełniącą funkcje telefonu komórkowego i fax-modemu

Fot. Ericsson

A jednak możliwość bezpośredniej rozmowy zdecydowała o sukcesie telefonii. Oto bowiem po raz pierwszy można było porozumieć się z odległym o wiele kilometrów człowiekiem bez konieczności szyfrowania przekazu znakami Morse'a czy stosowania innych form kodowania.

Pierwsze połączenia telefoniczne dalekie jednak były od doskonałości. Wraz ze zwiększaniem się odległości sygnał "wzbogacał się" o liczne zakłócenia, które sprawiały, że rozmowa często bardziej przypominała dialog z duchem niż żywym człowiekiem. Dopiero rozwój teorii komunikacji dzięki pracom Claude'a Shannona, opisującym w sposób matematyczny zjawiska przekazu informacji, któremu towarzyszył rozwój elektroniki, umożliwił poprawę jakości rozmów.

Niestety, tradycyjna telefonia miała naturalne bariery rozwoju: ograniczoną przepustowość magistrali opartych na kablu metalowym. Pierwszy podwodny transatlantycki kabel w 1956 roku umożliwiał jednoczesne prowadzenie zaledwie 89 rozmów. Sporą część aktywności banków prowadzących międzynarodowe operacje w tamtych czasach zajmowało zdobycie połączenia.

Przełom nastąpił w latach osiemdziesiątych. Wynikał z kilku czynników. Po pierwsze, w końcu opracowano opłacalne technologie światłowodowej transmisji sygnału. Światłowodowe kable telefonicznie gwałtownie zwiększyły przepustowość głównych magistrali. Jednocześnie wraz z rozwojem technologii informatycznych i wzrostem mocy obliczeniowej mikroprocesorów (a zarazem spadek ich ceny) możliwy stał się rozwój cyfrowych technologii telekomunikacyjnych. Nie wolno również pominąć rozwoju łączności satelitarnej, konkurującej z łącznością przewodową w transmisji rozmów długodystansowych.

INWAZJA CYFR

W kwietniowym numerze "Wiedzy i Życia" pisaliśmy o tym, jak technologie cyfrowe zmieniły telewizję i radio, jak wpłynęły na pracę studiów filmowych, fotograficznych i fonograficznych. Opisane zasady cyfrowego odwzorowania rzeczywistości obowiązują również w telekomunikacji.

Małe jest piękne - kolejny pomysł na komórkę przyszłości

Fot. Nokia

W telefonii analogowej sygnał dźwiękowy zamieniany jest na elektryczny, którego parametry oddają amplitudy drgań fal dźwiękowych. W słuchawce odbiorcy tak zmodulowany sygnał elektryczny wywołuje drgania membrany generujące falę dźwiękową, która w założeniu ma przypominać głos nadawcy. W telefonii cyfrowej sygnał dźwiękowy jest zamieniany na ciąg zer i jedynek - bitów zrozumiałych dla mikroprocesora. Tak opisana matematycznie rozmowa może być przesyłana na dowolną odległość i dopiero w stacji odbiorczej jest rozkodowywana: zera i jedynki trafiają do procesora generującego na ich podstawie impuls elektryczny, który już w sposób całkowicie analogowy pobudza do drgań membranę słuchawki.

Obecnie linii w pełni cyfrowych, "od słuchawki do słuchawki", jest stosunkowo niewiele - w pełni cyfrowe są m.in. połączenia w standardzie ISDN (Integrated Services Digital Network). Klasyczne linie telefoniczne mają najczęściej charakter mieszany - w domu korzystamy jeszcze z "wejścia" analogowego, cyfrowa jest natomiast centrala telefoniczna i dalsza część magistrali komunikacyjnej. Dlatego podczas łączenia się z Internetem z domu za pośrednictwem telefonu musimy korzystać z modemów (nazwa tego urządzenia jest skrótem od modulator-demodulator) - urządzeń zamieniających cyfrowy sygnał wychodzący z komputera na analogowy i na odwrót. Jeśli mamy dostęp do linii ISDN, modem jest już niepotrzebny - wystarczy odpowiednia karta komputerowa.

Już jednak wprowadzenie przetwarzania cyfrowego w centrali telefonicznej zrewolucjonizowało sposób wykorzystania telefonu. Dotychczas było to zaledwie urządzenie do prowadzenia rozmów. Obecnie telefon stał się poważnym centrum dyspozycyjnym umożliwiającym automatyczne dokonywanie transakcji bankowych, giełdowych, nagrywanie się na pagery, zdalne odsłuchiwanie informacji zostawionych na automatycznej sekretarce, prowadzenie telekonferencji itp.

Wykorzystanie Internetu na świecie

Źródło: NUA Ltd.

Kolejny zysk z transmisji cyfrowej polega na tym, że umożliwia ona znacznie "gęstsze" upakowanie rozmów w porównaniu z technologią analogową. Połączenie transmisji cyfrowej z wykorzystaniem światłowodów do transmisji sygnału zwiększyło na tyle przepustowość, że w 1996 roku większość linii długodystansowych była wykorzystana zaledwie w 35%.

TELEFONIA BEZPRZEWODOWA

Początek lat osiemdziesiątych to rozwój telefonii komórkowej. Pierwotnie pomysły łączności bezprzewodowej przyjmowano z dużym sceptycyzmem. Wróżono, że przyjmie się ona tylko w środowisku biznesu, a liczba użytkowników nie przekroczy w tym stuleciu miliona (tak przynajmniej wynikało z raportu dla potentata telekomunikacyjnego, amerykańskiej firmy AT&T, opracowanego w latach osiemdziesiątych). Rzeczywistość szybko przerosła najśmielsze oczekiwania. Dziś w samej tylko Polsce, która wyścig komórkowy zaczęła stosunkowo późno, jest ponad 2 mln użytkowników komórek i liczba ta szybko rośnie. Do końca 2003 roku na świecie z telefonów komórkowych ma korzystać 800 mln osób. Już jednak w 1997 roku liczba nowych abonentów usług komórkowych przekroczyła liczbę nowych linii stacjonarnych.

W ub.r. zakończył się pewien logiczny ciąg wydarzeń w rozwoju infrastruktury porozumiewania się, prowadzący w konsekwencji do "śmierci odległości". Pracę rozpoczął pierwszy globalny system łączności satelitarnej Iridium, zintegrowany z usługami operatorów telefonii komórkowej. Dziś biuro można prowadzić nawet na szczycie Mount Everestu. Równolegle z rozwojem technologii telekomunikacyjnych rozwijały się dwie dziedziny mające dziś równie wielki wpływ, jak telefon, na sposób porozumiewania się między ludźmi: Internet i technologie sieciowe.

Najnowsze telefony komórkowe firmy Ericsson zgodne z WAP

Fot. Ericsson

Powstanie Internetu, jak wielu ważnych technologii, stymulowane było potrzebami wojska. Amerykańska agencja DARPA, finansująca badania związane z rozwojem technologii obronnych, zleciła w latach sześćdziesiątych opracowanie systemu łączności pomiędzy najważniejszymi centrami obliczeniowymi Stanów Zjednoczonych, zwiększającego łączną wydajność zasobów komputerowych. Dodatkowo system powinien być odporny na atak nuklearny. Założenie takie narzuciło podstawowy parametr, który zadecydował o późniejszym sukcesie Internetu. Odporność na uderzenie jądrowe oznaczać musiała, że system musi mieć charakter rozproszony, pozbawiony centralnego sterowania. W przypadku likwidacji jednego z węzłów systemu pozostałe powinny być zdolne do utrzymania komunikacji.

Pieniądze amerykańskich podatników nie poszły na marne. System o zadanych właściwościach udało się stworzyć. Rozpoczął on pracę w 1969 roku pod nazwą ARPANet. Kluczem do sukcesu było przyjęcie opracowanej przez Paula Barana koncepcji przesyłania danych w specjalnie oznaczonych, niewielkich porcjach. Pierwotny komunikat dzielony jest na pakiety opatrzone identyfikatorem i wysyłane w świat. Każdy fragment może wędrować inną drogą. Po dotarciu do adresata fragmenty są rozpoznawane i przywrócona zostaje pierwotna wersja komunikatu. Nawet wtedy, gdy zostanie przerwana jedna z linii przesyłowych, wiadomość ma dużą szansę dotarcia pod właściwy adres.

Teoretyczna koncepcja Internetu była doskonała, miała jednak podstawowy mankament. Głównym problemem w stworzeniu spójnego systemu komunikacyjnego okazał się brak standardów ułatwiających porozumiewanie się między sobą komputerów pochodzących od różnych producentów.

Rozwiązaniem tego problemu stało się opracowanie w 1974 roku przez Vintona Cerfa i Jona Postela obowiązującego do dzisiaj protokołu TCP/IP (Transmission Control Protocol / Internet Protocol). Formalnie wprowadzono go w życie w 1983 roku.

Internet początkowo służył potrzebom wojska i nauki. Rozwój technologii komputerowych, obniżenie ich kosztów, a w końcu dotarcie do rąk przeciętnych użytkowników spowodowały, że Internet okazał się nowym, konkurencyjnym dla telefonu, medium.

Wzrost liczby użytkowników Internetu na świecie

Źródło: NUA Ltd.

By Internet dotarł pod strzechy, musiały zostać jednak spełnione pewne warunki. Kto korzystał z Internetu na początku lat dziewięćdziesiątych, pamięta, że napisanie najzwyklejszego listu wymagało znajomości poleceń systemu operacyjnego Unix, a całą operację trudno było nazwać przyjazną dla użytkownika. O ile nie przeszkadzało to naukowcom na co dzień korzystającym z Uniksa, większość zwykłych użytkowników komputerów opartych wówczas na DOS-ie, a potem na Windows, to po prostu przerażało. Sytuacja zmieniła się wraz z wprowadzeniem pierwszych programów pocztowych sprowadzających wysłanie e-maila do znajomości dowolnego edytora i "ikon" występujących w paskach narzędzi. Naciśnięcie odpowiedniej powoduje, że elektroniczny list idzie w świat, a wiedza o tym, dlaczego tak się dzieje, i znajomość TCP/IP oraz Uniksa są całkowicie zbędne.

ŚWIATOWA PAJĘCZYNA

Internet nie rozwinąłby się jednak, gdyby jego rola była ograniczona do przesyłania komunikatów. Równie ważne, o ile nie ważniejsze, jest to, że umożliwił dostęp do rozsianych po całym świecie baz danych zawierających informacje na najróżniejsze tematy. W pierwszym etapie rozwoju Internetu chodziło głównie o bazy wspomagające pracę naukową, a więc zawierające wyniki badań, publikacje naukowe w wersji elektronicznej. Korzystanie z tych zasobów było jednak utrudnione, gdyż aby dotrzeć do oczekiwanej informacji, trzeba było znać jej adres.

Rozpowszechnienie Internetu

Źródło: NUA Ltd.

Sytuację zmienił genialny pomysł brytyjskiego fizyka, Timothy'ego Bernersa-Lee, który pod koniec lat osiemdziesiątych pracował w Europejskim Laboratorium Fizyki Cząstek CERN pod Genewą. W 1989 roku wpadł na pomysł zintegrowania zasobów dostępnych w Internecie siecią aktywnych połączeń, umożliwiających automatyczne przenoszenie się między zasobami. Na przykład, jeśli podczas lektury artykułu naukowego trafiamy na fragment odnoszący się do rozszczepienia jądra uranu, kliknięcie w odpowiednim miejscu automatycznie przywołuje informacje dostępne na ten temat. Pomysł Bernersa-Lee zyskał nazwę Globalnej Pajęczyny, czyli legendarnego WWW (World Wide Web).

Warto wspomnieć, że sama koncepcja takiego systemu automatycznych odnośników powstała już w 1945 roku. Wówczas to Vannevar Bush, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych ds. naukowych, w legendarnym dziś eseju As we may think, opisującym przewidywany rozwój nauki, przedstawił urządzenie o nazwie memex. Oczywiście, Bush nawet nie domyślał się, jak rozwiną się komputery i sieci komputerowe, nie przewidywał powstania Internetu. Wiedział jednak, że maksymalne ułatwienie dostępu do archiwów i baz danych zrewolucjonizuje sposób prowadzenia badań. Praktyczna realizacja memeksu nie była wtedy możliwa ze względów technicznych. Potrzeba było jednak ponad 40 lat rozwoju technologicznego i śmiałej wizji jednego człowieka, by dalekosiężna koncepcja Busha stała się faktem rewolucjonizującym życie na naszej planecie.

Tak jak poczta elektroniczna nie rozwinęłaby się bez programów ułatwiających korzystanie z nich, tak samo WWW byłoby martwym hasłem, gdyby nie wynalazek przeglądarki - programu umożliwiającego automatyczne poruszanie się po zasobach Internetu. Twórcą pierwszej, słynnej przeglądarki o nazwie Mosaic był Marc Andreessen, dwudziestotrzyletni student z University of Illinois. W 1993 roku przedstawił wraz z kolegami program o nazwie Mosaic. Na jego bazie powstała jedna z dominujących dziś przeglądarek internetowych, program Netscape. Sam Andreessen, mimo stosunkowo młodego wieku, jest posiadaczem wielkiej fortuny.

INTERNET 2

Niezwykle szybki rozwój Internetu niesie z sobą nie tylko korzyści. Przyczynia się m.in. do "zapychania" magistrali komunikacyjnych olbrzymią ilością danych generowanych przez internautów. Taka sytuacja nie odpowiada głównie tym, dla których Internet był pierwotnie tworzony. Pomysł rozwiązania tych trudności zrodził się w środowisku amerykańskich uczelni i ośrodków badawczych, które doszły do wniosku, że nadszedł czas, aby pomyśleć o Internecie 2. Ma on połączyć najważniej sze instytucje życia naukowego, amerykańskie agendy rządowe, duże korporacje w system bardzo szybkiej wymiany danych, niezależnej od infrastruktury "klasycznego" Internetu.

24 lutego br. ruszył Projekt Abilene będący pierwszą praktyczną realizacją Internetu 2. W ramach tego projektu 37 amerykańskich uczelni połączono siecią umożliwiającą przesyłanie informacji ze standardową prędkością 2.4 Gbps (a więc 45 tys. razy szybciej niż za pomocą najszybszego modemu telefonicznego!). Taka szybkość transmisji umożliwia wprowadzenie zupełnie nowych możliwości wykorzystania Internetu. Najbardziej spektakularnym zastosowaniem, zademonstrowanym podczas inauguracji Abilene, była operacja chirurgiczna przeprowadzona przez zespół lekarzy odległych od siebie o wiele kilometrów. Prowadzący zabieg otwarcia dwunastnicy w szpitalu uniwersyteckim Ohio State University na bieżąco mogli konsultować się z innymi lekarzami w odległych miejscach. Testowane są również możliwości bezpośredniego wykonywania zabiegu na odległość za pomocą zdalnie sterowanych mikromanipulatorów.

Parametry techniczne Internetu 2 umożliwiają nie tylko szybką wymianę informacji, ale w rzeczywisty sposób eliminują z międzyludzkiej komunikacji czynnik odległości, umożliwiając żywą i bezpośrednią współpracę odległych od siebie ludzi.

SIECI KOMPUTEROWE

Do pełnego zrozumienia rewolucji komunikacyjnej końca XX wieku należy wspomnieć o sieciach komputerowych. Początek lat osiemdziesiątych wielu osobom kojarzyć się będzie z przełomem związanym z wprowadzeniem komputerów. Pojawienie się na rynku pierwszego komputera klasy PC wywołało nieodwracalny marsz informatyki "pod strzechy". Rozpoczął się wyścig zmierzający do tego, by robić komputery szybsze, o większych możliwościach graficznych i medialnych oraz o umiarkowanych cenach.

Web Touch Alcatela

Fot. Alcatel

Początkowo głównym odbiorcą takich maszyn były duże przedsiębiorstwa inwestujące w informatykę w przekonaniu, że zwiększy ona efektywność firmy. Informatyzacja kończyła się jednak często na tym, że kupowano setki komputerów osobistych pełniących funkcje nieco inteligentniejszych maszyn do pisania.

Nie wszyscy bowiem zdawali sobie sprawę, że dopiero komputery połączone we wspólną sieć tworzą nową jakość. Użytkownicy mogą wtedy wymieniać między sobą dokumentację, korzystać ze wspólnych zasobów archiwalnych i wspólnego oprogramowania.

DZIEŃ DZISIEJSZY

Dziś, półtora roku przed końcem drugiego tysiąclecia, jesteśmy świadkami bezprecedensowego przełomu w sposobie porozumiewania się. Oto bowiem wszystkie opisane nitki technologii zaczynają się zbiegać.

  1. Infrastruktura telefoniczna, kablowa, komórkowa i satelitarna osiągnęła taki poziom rozwoju technicznego i dostępności, że może służyć do przenoszenia dowolnej informacji w dowolne miejsce.
  2. Komputery osobiste są na poziomie zaawansowania technicznego umożliwiającego "zainstalowanie" w każdym niemal miejscu (domu, szkole, samochodzie) centrum obliczeniowego zdolnego do przetwarzania informacji przenoszonych za pomocą infrastruktury telekomunikacyjnej.
  3. Produkty informatyczne: protokoły, oprogramowanie do nawigacji po WWW i Internecie rozwinęły się tak bardzo, że każdy może korzystać z globalnej komunikacji.
  4. Powstała olbrzymia liczba specjalizowanych programów informatycznych umożliwiających prowadzenie w Internecie najróżniejszych usług: od elektronicznego handlu, przez zamawianie biletów na samolot, po porady, jak radzić sobie z dziećmi chorymi na autyzm.
  5. Sieci komputerowe stały się w przedsiębiorstwach czymś zwyczajnym, co w połączeniu z wyżej przedstawionymi faktami powoduje, że każda firma- duża i mała - może być włączona w efektywny sposób w globalną sieć wymiany informacji.

ŚWIAT PO REWOLUCJI

O tym, jak będzie wyglądało nasze porozumiewanie się w przyszłości, zadecyduje kilka czynników. Istotne będą wyniki rozgrywających się właśnie strategicznych potyczek między dostawcami różnego typu technologii.

Wykorzystanie Internetu w Polsce

Źródło: IDM

Trwa walka Internetu z telekomunikacją. To konflikt o podłożu głównie ekonomicznym. Dziś na dobrą sprawę Internet jest dodatkową usługą, mogą ją świadczyć (i najczęściej to robią) operatorzy telekomunikacyjni.

Problem w tym, że przyzwyczaili się oni podczas długich lat działania w warunkach nieograniczonego niemal monopolu do uzyskiwania dużych zysków stosunkowo niewielkim kosztem. Zwłaszcza w Europie powstały wielkie koncerny telekomunikacyjne o strukturze zbliżonej do najbardziej skostniałych biurokracji, niezdolne do szybkiego i elastycznego działania.

Rodowód Internetu był zupełnie odmienny. To medium tworzone oddolnie, w sposób demokratyczny, z założenia nie zna żadnych granic. Na początku telekomunikacje świata nie traktowały Internetu jako zagrożenia, cała sprawa nie wydawała się poważna. Problem zaczął się wówczas, gdy powstało oprogramowanie umożliwiające prowadzenie przez Internet rozmów telefonicznych. Nagle ktoś sięgnął po pieniądze zarezerwowane dla monopolistów. Oto bowiem za cenę połączenia lokalnego (koszt połączenia z lokalnym operatorem Internetu) można rozmawiać z dowolnym punktem na Ziemi, pozbawiając telekomunikację wpływów z opłat za połączenia długodystansowe.

Sytuacja stała się szczególnie napięta w krajach, gdzie połączenia lokalne są bezpłatne (np. Stany Zjednoczone, Kanada).

Lobby telefoniczne próbowało wymóc ograniczenia na Internecie. Taki zamach nie mógł się udać. Dziś wydaje się, że zaczyna zwyciężać podejście ekonomiczne. Jeśli nie da się zagrożenia zniszczyć, może da się na nim zarobić? Wszak wiszący godzinami na liniach telefonicznych internauci generują niezliczoną ilość płatnych impulsów.

Nie tylko infrastruktura telekomunikacyjna nadaje się do przekazywania danych. Pojawiają się więc nowi konkurenci. Najlepszą ofertę prezentują sieci telewizji kablowej, dysponujące w miastach podobną (czasem nawet lepszą) infrastrukturą techniczną. Już nawet w Polsce w większości miast bardzo wielu mieszkańców ma dostęp do telewizji kablowej. Stąd już niedaleko, by te same mieszkania podłączyć do Internetu. Informacja może płynąć po tym samym kablu, co program telewizyjny. Gdy już się uda spełnić wszystkie warunki techniczne, zysk dla użytkownika jest wielki: szybkość transmisji jest zazwyczaj wielokrotnie wyższa niż przy wykorzystaniu najszybszego nawet modemu telefonicznego. Na dodatek opłata najczęściej ma charakter abonamentowy, a nie impulsowy. Usługi tego typu są świadczone w Polsce np. przez warszawską sieć telewizji Aster City.

W kolejce do usług w zakresie transmisji danych czekają jeszcze sieci energetyczne. Otóż okazuje się, że możliwe jest przenoszenie informacji za pomocą kabli energetycznych. Dane transmitowane są w impulsach o wysokiej częstotliwości, biegnących równolegle z "normalnym" prądem elektrycznym o niskiej częstotliwości 50 Hz. Informacja po dotarciu do mieszkania jest na liczniku odfiltrowywana od prądu elektrycznego i kierowana do komputera.

Kolejna konfrontacja polega na próbie odpowiedzi na pytanie: czego tak naprawdę człowiek potrzebuje do szczęścia, czyli jakie rozwiązanie mu zaproponować, by było jak najskuteczniejsze i najłatwiejsze w obsłudze. W tym podejściu widać wyraźną rywalizację między Stanami Zjednoczonymi i Europą.

Stany Zjednoczone są liderem w dziedzinie informatyki i technologii komputerowych. W co drugim domu jest przynajmniej jeden komputer. Coraz powszechniejsze są domowe sieci komputerowe. Najpierw był jeden pecet, potem wzbogacił się on o możliwości multimedialne, następnie został podłączony do Internetu, a później połączony w sieć z innymi domowymi komputerami. To naturalny rozwój amerykańskiej infrastruktury teleinformatycznej.

Europa zawsze była zacofana pod względem technologii informatycznych. Ludzie niechętnie kupowali komputery do domów, Internet przyjmował się powoli. Komputer na Starym Kontynencie ciągle jest traktowany jak urządze nieniezwykle skomplikowane, niepotrzebne w życiu codziennym. Paradoksalnie jednak coś, co jeszcze przed laty skazywało Europę na umieszczenie w skansenie, spowodowało rozwój "europejskiej szkoły" projektowania. Zamiast oglądać się za siebie, inżynierowie z takich firm, jak Nokia, Ericsson, Psion, Alcatel, zaczęli badać potrzeby użytkowników i projektować odpowiednie urządzenia. Stąd koncepcja opartych na telefonach komórkowych urządzeń komunikacyjnych umożliwiających prowadzenie rozmów telefonicznych, wysyłanie i przejmowanie faksów, żeglowanie po WWW i obsługę poczty elektronicznej. To wszystko bez konieczności znajomości systemu Windows i innych aplikacji.

Europejskie podejście opłaciło się, a wspomniane firmy dominują obecnie na światowym rynku urządzeń komunikacyjnych. Pierwszym kombajnem komunikacyjnym była Nokia 9000 Communicator. Najnowsze osiągnięcia w tym zakresie pokazano podczas ostatnich
wiosennych targów komputerowych CeBIT'99 w Hanowerze. Po raz pierwszy zademonstrowano podczas nich kilka urządzeń zgodnych z WAP (Wireless Aplication Platform), międzynarodowym standardem opisującym, jak przygotowywać różnego typu serwisy i aplikacje, aby można było z nich korzystać za pomocą telefonówkomórkowych.

Na CeBIT zaprezentowano również inne wielofunkcyjne urządzenia "obchodzące" klasyczne komputery w kwestii korzystania z Internetu, jak choćby Web Touch, zaprojektowany przez Alcatel telefon z barwnym, dużym wyświetlaczem umożliwiającym korzystanie z Internetu oraz z czytnikiem kart kredytowych ułatwiającym natychmiastowe dokonywanie transakcji.

Coraz większą popularność w Europie zdobywają uliczne punkty internetowe, działające tak jak automaty telefoniczne, umożliwiające przeczytanie i wysłanie poczty elektronicznej.

Nowe technologie powstają najczęściej w laboratoriach wielkich koncernów, które liczą, że chwytliwy pomysł będzie źródłem pieniędzy nie tylko przy sprzedaży produktów, ale i z opłat licencyjnych. Stąd niechęć wielu producentów do przyjmowania innych standardów niż własne. Dlatego np. europejskie telefonyn są bezużyteczne w Stanach Zjednoczonych.

Inne podejście zademonstrowały kraje europejskie, które przyjęły w latach osiemdziesiątych wspólny standard telefonii komórkowej GSM, obowiązujący w całej Europie (i przyjmowany przez coraz więcej krajów świata). To podejście stało się podstawą globalnego sukcesu rynkowego takich firm, jak Nokia czy Ericsson. Opierając się na jednym standardzie, miały zapewniony duży rynek zbytu, zapewniający finansowanie badań. Telefonia komórkowa GSM i inne stosowane na świecie [patrz: Świat bez kabli - telekomunikacja XXI wieku, "Świat Nauki" nr 6/1998] zyskały miano systemów drugiej generacji. Ich naturalnym ograniczeniem jest maksymalna szybkość transmisji danych nie przekraczająca 9.6 kbps. To zbyt mało w dobie Internetu i multimediów. Dlatego od wielu lat czołowi dostawcy technologii komórkowych pracują nad systemami trzeciej generacji, umożliwiającymi nie tylko szybki dostęp do Internetu, ale również usługi telewideokonferencyjne. Ich wprowadzanie w życie rozpocznie się w 2001 roku w Japonii. W Europie najprawdopodobniej zobaczymy je w 2003 roku.

PRZYSZŁOŚĆ NIE TAK ZNÓW ODLEGŁA

Może zatem okazać się w ciągu najbliższych lat, że znane nam komputery odejdą do lamusa. Zastąpią je inteligentne urządzenia spełniające określone funkcje, równie łatwe w obsłudze, jak telewizor, radio czy telefon. Według najbardziej optymistycznych oczekiwań, już niebawem wszystkie otaczające nas urządzenia, od telefonu po lodówkę i ekspres do kawy, wyposażone zostaną w mikroprocesory. Będzie je można podłączyć do Sieci i sterować nimi za pomocą Internetu z dowolnego punktu na Ziemi. Podgrzanie kawy, by gorąca czekała na przyjazd gospodarza z pracy, będzie tylko kwestią krótkiej komendy wydanej przez telefon komórkowy.

Zapraszamy do lektury dodatku specjalnego w tym numerze "WiŻ", przygotowanego z okazji wystawy Comnet, gdzie wiele tematów poruszonych w powyższym artykule znajduje rozwinięcie.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
Świat bez kabli - telekomunikacja XXI wieku, "Świat Nauki" nr 6/1998
(4/99) Cyfrowe ucho i oko