Twoja wyszukiwarka

JAN ŁOPUSKI JANUSZ WILCZEWSKI LESŁAW DRYGAŁA FRANCISZEK ŚCIOBŁOWSKI MAREK RYMUSZKO
RADIESTEZJA A NAUKA
Wiedza i Życie nr 6/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/1999

W związku z dużym odzewem na artykuł Radiestezja a nauka ["WiŻ" nr 2/1999] Przemysława Kiszkowskiego i Henryka Szydłowskiego publikujemy wybrane fragmenty listów Czytelników i odpowiedź autorów.

Całkowicie zgadzam się z autorami, że za pomocą wahadełka i różdżki nie można wskazać właściwego miejsca do wykopania studni. Potwierdzają to moje doświadczenia. Choć nie wykonałem ich tak wiele, żeby można było prowadzić jakąś sensowną statystykę, to jednak dają dużo do myślenia.

Kiedyś wykopałem studnię przy moim domu w Zakopanem. Podczas kopania przychodzili sąsiedzi i pytali, który różdżkarz wyznaczył miejsce. Zapewniali, że nigdy nie odważyliby się tego robić bez różdżkarza, ale przyznawali, że w ich studniach wody nie ma. Jeżeli więc wierzyć w to, że jakieś tajemne siły wskazują różdżkarzom miejsce, to trzeba uznać, że zakopiańskim różdżkarzom siły te robią złośliwe kawały.

Do wezwania różdżkarzy namawiała mnie też mama, która kompletnie zapomniała, że to ja przed wielu laty kopałem u niej studnię; pamiętała jednak, że położenie studni wyznaczył różdżkarz na "przecięciu dwu żył wodnych". Domyślam się, że różdżkarz przyszedł już po fakcie i "wytłumaczył" tylko, dlaczego w studni jest woda. W taki właśnie sposób powstają mity.

JAN ŁOPUSKI

...Nie można odrzucać czegoś, czego nie udało się potwierdzić za pomocą współczesnej aparatury badawczej. Także brak [w artykule] aktualnych danych z wyników badań, prowadzonych np. w USA, które potwierdzają, że organizm ludzki może reagować na bodźce podprogowe, które przez radiestetów są rejestrowane poprzez reakcję różdżki czy wahadła radiestezyjnego. Nie można mówić o radiestecie biernie obserwującym reakcje trzymanego w ręku urządzenia radiestezyjnego, bez jakiegokolwiek oczekiwania z jego strony na "spotkanie" z nieciągłością "tła promieniowania" w danym miejscu. Twierdzenie, że nie rejestrowano reakcji radiestety, gdy ten przekraczał granicę cienia, też jest nieuzasadnione, ponieważ jego zadaniem nie jest szukanie tej granicy, lecz coś innego. Trzeba pamiętać, że organizm ludzki może z łatwością odbierać bodźce podprogowe, o ile będzie na to nastawiony. Znane są przecież badania fizjologów nad oddziaływaniem poszczególnych barw widma słonecznego na organizm ludzki (dotyczy to również zwierząt).

Autorzy stwierdzili, że symulowany domniemany sygnał elektromagnetyczny żyły wodnej nie wywołał reakcji organizmu radiestety. Wniosek jest jeden: symulowany sygnał nie był sygnałem żyły wodnej.

JANUSZ WILCZEWSKI

...Zapewniam, że ponad 90% ludzi bez przygotowania stwierdzi, że są miejsca, gdzie różdżka lub wahadło porusza się niemal samodzielnie. Zaskoczyło mnie również określenie cieków wodnych jako rur z wodą. Cała zabawa polega na tym, że woda wykrywana jest dlatego, iż przeciska się między ziarnami piasku lub żwiru lub przynajmniej ociera się o jakieś ciało stałe, natomiast woda zastojowa nie przeszkadza w poszukiwaniach - ona jest niewykrywalna bez specjalnych zabiegów.

Kolejnym nieporozumieniem jest określenie szerokości cieku na 20 cm. Zdarzało mi się szukać wody w rozmaitych miejscach i zapewniam, że szerokość może być bardzo różna, często przekracza kilka lub kilkanaście metrów. W związku z tym także wydajność bywa zróżnicowana. Obecnie standardem jest określenie za pomocą wahadła kierunku przepływu wody, wydajności źródła, głębokości oraz wysokości, na jaką podniesie się lustro wody po wywierceniu studni, a także jakości wody.

Znajdowanie rur pod ziemią - takie doświadczenie miałem tylko jedno, i to na początku moich zabaw z różdżką. Znalazłem wówczas dwie rury o średnicy 1 m bez kłopotu, przy okazji odkryłem też ciąg rurek drenarskich (ceramicznych) bez wody. Wtedy jeszcze nie potrafiłem ich rozróżnić. Mimo to oszczędziłem sobie przekopania około 70 metrów rowu.

Radiestezja medyczna to dość prosta rzecz, dobór leku czy diety nie stanowi problemu, ale nikt uczciwy nie doradzi choremu, jeśli nie jest lekarzem lub z nim nie współpracuje. Zawsze przecież istnieje ryzyko błędu.

Sądzę, że próba oszukania podświadomości [radiestety] za pomocą Waszych generatorów z góry skazana była na niepowodzenie. Mogły być wykryte jako generatory, ale nie jako cieki. Niewykrycie błędu w instalacji może świadczyć, że szukano urządzenia, a nie promieniowania.

LESŁAW DRYGAŁA

...Nie kwestionuję tytułów naukowych ww. panów [autorów artykułu], lecz w zakresie radiestezji nie mają odpowiednich predyspozycji i nie są fachowcami. Powinni więc swój czas, możliwości i zasoby uczelni wykorzystać na rozpracowanie innych zagadnień, korzystnych dla ludzi i Polski. Oświadczam, że zobowiązuję się w obecności dziennikarzy i lekarzy udowodnić, iż posiadam wyszczególnione w mojej reklamówce predyspozycje [od redakcji: Autor listu dołączył ulotkę, w której przyznaje się m.in. do uszlachetniania żywności i wody, określania stanu zdrowia z fotografii, znajdowania najzdrowszych miejsc pod budowę budynków - także na odległość(!), i to ze średnią statystyczną dokładnością 80-90%].

FRANCISZEK ŚCIBŁOWSKI,
radiesteta-różdżkarz

Artykuł Radiestezja a nauka wymaga przynajmniej dwóch uzupełnień.

Po pierwsze, skoro w publikacji autorzy powołali się na własne badania w tej mierze, uzasadniające w ich przekonaniu negatywną ocenę radiestezji, należało mimo wszystko zauważyć pracę napisaną przez mgr. inż. Jerzego Woźniaka z Wojskowej Akademii Technicznej (zmarł w 1992 roku), zatytułowaną Nowoczesna radiestezja. Fizyka zjawisk różdżkarskich (Wydawnictwo Kos, Katowice 1995), która została również oparta na długoletnich badaniach autora nad radiestezją, a jej konkluzje okazują się diametralnie odmienne od wniosków pp. Kiszkowskiego i Szydłowskiego. Oddaje to stwierdzenie Jerzego Woźniaka, że Wszystkie zjawiska radiestezyjne są zjawiskami czysto fizycznymi, dającymi się w prosty sposób wytłumaczyć. Nie ma w nich nic paranormalnego. Są tylko nierozpoznane.

Ale nie to jest jeszcze najważniejsze, gdyż publiczny obieg poglądów polega właśnie na tym, że ścierają się w nim różne, niekiedy zupełnie odmienne, racje i punkty widzenia. Nierzetelność publikacji Radiestezja a nauka wynika przede wszystkim z faktu, iż jej współautor, dr Kiszkowski, nie poinformował czytelników miesięcznika o innych wnioskach, stanowiących rezultat jego 9-letnich badań. Ich wynikami podzielił się w broszurze Co warto wiedzieć o radiestezji, wydanej przez przykościelne wydawnictwo STELLA MARIS z Gdańska (pełna nazwa tego edytora, o czym czytelników "Wiedzy i Życia" również nie poinformowano, brzmi: Wydawnictwo Archidiecezji Gdańskiej STELLA MARIS - Redakcja Ewangelizacyjna), a także w cyklu artykułów, zamieszczonych w 1997 roku na łamach gdańskiego miesięcznika "Nie z tej ziemi". Wnioski te sprowadzają się do twierdzenia, że na różdżkę i wahadło oddziaływają złe duchy, siły demoniczne itd., w związku z czym cała dziedzina stanowi domenę okultyzmu, sama zaś radiestezja jest narzędziem w rękach szatana.

Doskonale rozumiem, że redakcja "Wiedzy i Życia" mogła o tych raczej odległych od nauki konkluzjach nie wiedzieć. Pozwolę sobie natomiast wyrazić pogląd, że rzetelność dziennikarska nakazuje, by tę uzupełniającą informację podać do publicznej wiadomości, gdyż w istotny sposób koryguje to wymowę wywodów pp. Kiszkowskiego i Szydłowskiego. Nie dopuszczam przy tym myśli, iż autor broszury Co warto wiedzieć o radiestezji - na użytek czytelników popularnonaukowego czasopisma - tej sfery swoich dociekań po prostu się wstydzi. Hipoteza wydaje się niedorzeczna również dlatego, że w wywiadzie udzielonym niedawno wspomnianemu periodykowi "Nie z tej ziemi", związanemu od pewnego czasu z Radiem Maryja, dr Kiszkowski wyraził żal, że on i jego zespół nie otrzymali za swoje odkrycie dotyczące radiestezji Nagrody Nobla z fizyki i medycyny [patrz: Nagrody Nobla nie będzie, "Nie z tej ziemi" nr 12/1998], zaś redakcja opatrzyła publikację tekstem oświadczenia Najwyższej Świętej Kongregacji Oficjum z marca 1942 roku, potępiającym radiestezję i zakazującym duchownym świeckim lub zakonnym zajmowania się nią pod groźbą złożenia na nieposłusznych doniesienia do Świętego Najwyższego Trybunału.

MAREK RYMUSZKO
Wydawca i redaktor naczelny miesięcznika "Nieznany Świat"
Prezes Stowarzyszenia Krajowy Klub Reportażu

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
Nagrody Nobla nie będzie, "Nie z tej ziemi" nr 12/1998