Twoja wyszukiwarka

ALEKSANDRA A. GIEJSZTOWT
WARSZAWSKI ZEGAR
Wiedza i Życie nr 7/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/1999

KAŻDY POLAK DOSKONALE WIE, ŻE CODZIENNIE W PROGRAMIE I POLSKIEGO RADIA W POŁUDNIE NADAWANY JEST HEJNAŁ Z WIEŻY MARIACKIEJ W KRAKOWIE. NATOMIAST NIEWIELE OSÓB ORIENTUJE SIĘ, ŻE KAŻDEGO DNIA W TYM SAMYM PROGRAMIE PÓŁNOC WYBIJA ZEGAR Z WIEŻY ZAMKU KRÓLEWSKIEGO W WARSZAWIE.

Fot. Marek Chromicki

W tym roku, 19 lipca, mija 25 lat od uruchomienia zniszczonego w czasie wojny zegara na Wieży Zygmuntowskiej Zamku Królewskiego w Warszawie. Trzeba jednak wiedzieć, że historia zamkowego zegara jest znacznie dłuższa niż owe ćwierć wieku. Pierwszy zegar na wieży zamkowej pojawił się w 1622 roku. Jego twórcą był pochodzący z Lukki Gerardo Priami. Skonstruował zegar, który był wyposażony w cztery tarcze, złocone cyfry, wskazówki oraz dzwony z herbami króla i Rzeczypospolitej. Dzwony zostały odlane w Gdańsku przez miejscowego ludwisarza Gerhardta II Benningka. W czasie najazdu szwedzkiego w 1656 roku Wieża Zygmuntowska wraz z zegarem uległa poważnemu uszkodzeniu. Odbudowano ją w 1667 roku, a całe wydarzenie opisano na pergaminie, który umieszczono w szczycie wieży. Po przeszło stu latach ów historyczny zapis został odnaleziony i wydrukowany w 1784 roku w "Gazecie Warszawskiej": ...Wieża pod czas oblężenia Warszawy od Szwedów w R. 1656 kulami harmatnymi mocno nadwerężona, wkrótce za gwałtownym wichru uderzeniem y złamaniem prętów żelaznych wierzchołek swój utraciła. Y taż Wieża za rozkazem a kosztem Króla Jana Kazimierza była naprawiona w R. 1667 dnia 20 sierpnia. Autor odnalezionego tekstu niestety nie wspomniał o losach zegara, ale można sobie wyobrazić, że i on mocno ucierpiał.

Płonąca wieża Zamku, wrzesień 1939 roku. Wtedy właśnie wskazówki zamkowego zegara zatrzymały się na godzinie 11:15

Fot. Archiwum Dokumentacji Mechanicznej

Niemal 300 lat później, 17 września 1939 roku, po zmasowanym bombardowaniu Zamku Królewskiego zegar został poważnie uszkodzony i przestał chodzić. Jego wskazówki zatrzymały się na godzinie 11:15 i pozostały w tym położeniu aż do 1944 roku, czyli do całkowitego zniszczenia Zamku przez hitlerowców. I dopiero 19 lipca 1974 roku drgnęły ponownie, wybijając pierwszy po tak długiej przerwie kwadrans.

Była to niezwykle wzruszająca uroczystość, szczególnie dla tych, którzy owego dnia zgromadzili się na placu Zamkowym, szczelnie wypełniając każdą uliczkę i każdy zaułek. Wśród tłumu były osoby, które doskonale pamiętały wojnę i mocno zniszczony Zamek ze spaloną wieżą, na której widniał nieruchomy zegar, wskazujący uparcie godzinę 11:15.

Rekonstrukcja zegara trwała prawie dwa lata i, jak wspominają jego twórcy, wszystko zaczęło się w pewien zimowy wieczór 1972 roku. Na Politechnikę Warszawską do profesora Zdzisława Mrugalskiego zgłosiło się kilku zegarmistrzów z prośbą o pomoc przy rekonstrukcji zegara. Jego odtworzenie nie było łatwe, ponieważ po starym "poprzedniku" nie pozostało wiele.

Po wojnie odnaleziono w gruzach Starówki jedynie przekładnię wskazówkową, wskazówkę minutową z przeciwwagą oraz słońce - fragment jednej z czterech tarcz zegara. Nie udało się odszukać żadnej z części głównego mechanizmu. Wszystko trzeba było zaprojektować od nowa.

Znalezione po wojnie w gruzach Zamku fragmenty starego zegara. Od lewej: przekładnia wskazówka, przeciwwaga wskazówki minutowej, wskazówka minutowa, słońce z tarczy zegara

Zdjęcia (4): P. Kobek/Archiwum Zamku Królewskiego w Warszawie

Początkowo były dwie koncepcje rekonstrukcji zegara - jedna zakładała, że w Zamku należy stworzyć tzw. sieć czasu, czyli zespół zegara sterującego, do którego miałyby być podłączone pozostałe zegary w Zamku, także ten na wieży, a jego kurantem byłyby urządzenia elektroniczne. Na szczęście, sprzeciwiono się temu, a najbardziej zdecydowanie profesor Stanisław Lorentz - wielki inicjator i entuzjasta odbudowy Zamku - który miał powiedzieć: żadnych elektrycznych zegarów w Zamku... po moim trupie!

Po wielu dyskusjach zdecydowano, że konstrukcja nowego zegara będzie oparta na tradycyjnej mechanicznej zasadzie działania z uwzględnieniem najnowszych osiągnięć techniki, a źródłem dźwięku będą dzwony.

Odbudowy zegara podjęli się społecznie na początku 1972 roku członkowie Cechu Złotników, Zegarmistrzów, Optyków, Grawerów i Brązowników pod kierownictwem mistrza zegarmistrzowskiego Władysława Zaleskiego. Prace nad projektem mechanizmu trwały kilka miesięcy, powstało około 200 rysunków poszczególnych jego części.

Nieco łatwiejsze od rekonstrukcji mechanizmu było odtworzenie tarcz zegara. Pomogły w tym cudem ocalałe sprzed wojny dokumenty oraz fotografie i rysunki. Wielką pomocą służył, dziś już nieżyjący, Stanisław Marzyński, profesor Politechniki Warszawskiej, który w latach dwudziestych uczestniczył w inwentaryzacji Zamku i dysponował materiałami dotyczącymi zegara. Po opracowaniu - przez specjalnie do tego powołany zespół fachowców - całej dokumentacji wystroju zewnętrznego zegara grawerzy przystąpili do rekonstrukcji.

W czerwcu 1974 roku można było z bliska przyjrzeć się tarczom zegara, które przed umieszczeniem na wieży ustawiono na placu Zamkowym

Zdjęcia (2): Adam Pulikowski/Archiwum Zamku Królewskiego w Warszawie

W czasie wykonywania tarcz zdecydowali, że umieszczone na nich słońca będą wyrażały wesołość, smutek, zadumę i śmiech. I tu zabawny z perspektywy czasu incydent. Kiedy owe tarcze były gotowe do zamocowania na wieży, pojawił się problem... polityczny. Otóż, zastanawiano się, które ze słońc powinno być umieszczone na wschodniej stronie wieży. Wesołość? Mogłaby przecież wzbudzić w bratnim kraju podejrzenie, że się naśmiewamy... Smutek? Mógłby zostać poczytany za rozpacz, która wkradła się w serca ludzi... Na szczęście, nie potraktowano tego poważnie i kiedy w czerwcu 1974 roku wciągano na wieżę tarcze zegara, zapomniano o tym i zdecydował po prostu przypadek. Warto wspomnieć, że na złocenia tarczy - czyli na złocenia m.in. cyfr i wskazówek - zużyto około 14 kilogramów czystego złota.

W zrekonstruowanym zegarze źródłem dźwięku miały być dzwony. Te historycznie pierwsze powstały w Gdańsku w 1619 roku, natomiast współczesne wykonane zostały społecznie przez Antoniego Kruszewskiego, ludwisarza z Węgrowa. Masa większego dzwonu - wybijającego godziny, wynosi 860 kg, mniejszego, "od kwadransów" - 440 kg.

Tak jak dawniej, dzwony umieszczone zostały wewnątrz kopuły wieży. Przed ich zainstalowaniem wykonano wiele prób z kilkoma rodzajami młotków do ich uderzania, tak by uzyskać jak najlepsze brzmienie. Czuwali nad tym m.in. historyk architektury profesor Jan Zachwatowicz oraz Piotr Perkowski, profesor Wyższej Szkoły Muzycznej, który bardzo wysoko ocenił jakość nowych dzwonów.

Lipiec 1974 roku - przenoszeniu na wieżę mechanizmu zegara przyglądał się tłum warszawiaków

Profesor Zdzisław Mrugalski i Władysław Zaleski wspominają, że pracom nad rekonstrukcją zegara towarzyszył ogromny entuzjazm jego twórców. Kiedy miasto udostępniło zegarmistrzom do montażu zegara małą pracownię przy ulicy Bugaj 14, schodzili się codziennie o siódmej wieczorem, by do dwunastej, a nawet czasami przez całą noc przycinać, dopasowywać, montować. Dzień, w którym zegar zaczął chodzić, dokładnie pamiętają obaj panowie, zaś profesor Mrugalski do tej pory przechowuje w domowym archiwum nagranie uwieczniające tamten moment - było to 5 maja 1974 roku.

Nadszedł wreszcie czerwiec 1974 roku i na Wieżę Zygmuntowską wciągnięte zostały tarcze zegara, a na początku lipca osadzono na wieży gotową kopułę. Operację tę rozpoczęto już o godzinie 4 rano, kiedy potężny dźwig "Coles-Centurion" uniósł na wieżę i osadził na niej dolną część [...] kopuły. Następnie dźwig ten wzniósł na wieżę oba dzwony zegarowe i ustawił je na górnym stropie murowanej części wieży - napisał profesor Mrugalski. Nieco później na wieżę został wciągnięty mechanizm, a potem górna część kopuły. Od tej chwili - notował profesor - sylwetka Zamku wyglądała jak za dawnych lat. Wszystkim tym operacjom, mimo nie najlepszej pogody, przyglądał się tłum mieszkańców stolicy, nagradzając ekipy wykonawców oklaskami.

Obok zrekonstruowanego mechanizmu zegara stoją, od lewej, mistrz zegarmistrzowski Władysław Zaleski i profesor Zdzisław Mrugalski; zdjęcie wykonane w maju 1999 roku

Fot. Maciej Bronarski/Archiwum Zamku Królewskiego w Warszawie

Po uruchomieniu zegara Zdzisław Mrugalski, Władysław Zaleski oraz nieżyjący już dzisiaj zegarmistrz Eugeniusz Wójcik zobowiązali się, że będą zajmowali się jego konserwacją do roku 2000. Na początku panowie bywali w wieży regularnie, zegar ulegał bowiem częstym uszkodzeniom. Należy tutaj wspomnieć, że wtedy, na Zamku, wciąż trwały prace rekonstrukcyjne i dostęp do zegara był bardzo łatwy - każdy mógł wejść na wieżę i zobaczyć, jak działa mechanizm nowego czasomierza. Teraz jest inaczej i konserwatorzy bywają w wieży nieco rzadziej, ale na pewno dwa razy do roku, kiedy pod ich kierunkiem odbywa się uroczysta zmiana czasu. Kilka lat temu, w 1989 roku, tuż przed przestawieniem zegarków pojawiła się w "Wiadomościach Telewizyjnych" informacja, że na Zamku Królewskim w Warszawie dyżurny elektryk dokona zmiany czasu. Jakież było zdumienie profesora Mrugalskiego i pana Zaleskiego, kiedy usłyszeli tę wiadomość! Dyżurny elektryk? Natychmiast jeden z panów zadzwonił do telewizji i zażądał sprostowania. Wspomnę, że nikt poza obecnymi konserwatorami nie zmienia czasu na zamkowym zegarze.

Od momentu rozpoczęcia prac przy montażu zegara w wieży do chwili obecnej prowadzony jest "Dziennik Zegara Zamkowego", w którym zapisywane są wszystkie związane z nim ważne wydarzenia. 19 lipca 1974 roku zanotowano: [...] o godz. 11:15 puszczono w ruch wskazówki zegara i mechanizm nastawiono według czasu radiowego [...] - od tamtej chwili zegar odmierza czas nieprzerwanie.

Mgr ALEKSANDRA A. GIEJSZTOWT jest absolwentką Wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego oraz Ośrodka Studiów Amerykańskich; jest pilotem wycieczek po Zamku Królewskim w Warszawie i Starym Mieście.