Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF ERNST
SZALEŃSTWO NA LINIE
Wiedza i Życie nr 8/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1999

SETKI TYSIĘCY LUDZI ODDAJĄ SIĘ SZALEŃCZEJ ROZRYWCE POLEGAJĄCEJ NA SKAKANIU NA LINIE Z MOSTÓW, BALONÓW I WIEŻ. CO NA TO FIZYKA ?

Przed wielu laty, jak głosi legenda, młoda kobieta uciekająca przed zamierzającym ją srogo ukarać mężem przewiązała sobie nogę w kostce zwisającym obok pnączem i rzuciła się desperacko w przepaść.

Wkrótce skoki stały się aktem rytualnym, a także fragmentem miejscowego ceremoniału odprawianego co roku z okazji żniw. Odkrycie tego elementu folkloru wyspy i przybliżenie go światu zawdzięczamy dziennikarzom z "National Geographic", którzy opisali je w styczniowym numerze tego miesięcznika z 1955 roku. Jeden z członków ekipy podczas kolejnej wizyty na wyspie w 1970 roku zdecydował się poznać miejscowe obyczaje. Był to zapewne pierwszy skok wykonany przez śmiałka spoza lokalnej społeczności.

Dalej wszystko potoczyło się już szybko. Artykuł zmobilizował członków Uniwersyteckiego Klubu Niebezpiecznych Sportów w Oksfordzie do podjęcia podobnych prób na własnym terenie. W 1979 roku kilku członków tego właśnie klubu skoczyło na linie z 75-metrowej wysokości mostu Clifton w Bristolu. By było śmieszniej - bohaterowie wydarzenia ubrali się w smokingi i cylindry. Powtórka nastąpiła również w bardzo widowiskowej scenerii, a jej miejscem był słynny Golden Gate Bridge w San Francisco.

W latach osiemdziesiątych skoki na linie zyskały sobie szczególną popularność w Stanach Zjednoczonych, Nowej Zelandii i Francji. Zapewne przyczynił się do tego skok oddany w 1987 roku z wieży Eiffla, było też wiele innych podobnych wyczynów w efektownej krajobrazowo scenerii. W USA powstał prężnie rozwijający się biznes nazwany Bungee Adventure, który niebawem oferował skoki już nie tylko z mostów, ale i konstruowanych w tym celu wież, specjalnych platform, a nawet z balonów.

W połowie 1992 roku oceniono, że skoków na linie spróbowało już ponad milion Amerykanów, a obroty tego zwariowanego "przemysłu" szacowano na 40 mln dolarów rocznie. Przy takiej popularności nie mogło obyć się bez wypadków, w tym niestety również kilku śmiertelnych. Spowodowało to w wielu krajach wprowadzenie bardzo ostrych kryteriów, których spełnienia wymagano od organizatorów skoków, a w konsekwencji zahamowanie rozwoju nowej rozrywki, stworzonej dla śmiałych i odważnych. Nie oznacza to wcale, że globalne zainteresowanie nią zanikło, jako że w niektórych krajach (m.in. w Polsce) rozwinęło się później i dopiero od niedawna zabawa zaczęła zyskiwać zwolenników.

Sprawa bezpieczeństwa jest zapewne kluczowa dla skoków na linie i niewątpliwie dlatego zabawa wzbudza tyle emocji. Można więc spojrzeć na nią z punktu widzenia praw fizyki, którym z całą pewnością można zaufać (ramka: Fizykabungee).

Jak widać, wszystko daje się precyzyjnie obliczyć. Jest to jeden z podstawowych argumentów przemawiających za bezpieczeństwem skoków na linie. Z tym oczywiście zastrzeżeniem, że nie wolno pomylić się w rachunkach i niczego zaniedbać. Szczegółowe badania, podejmowane zawsze po zaistniałych wypadkach, wskazywały na niewłaściwe zaczepienie, niedopasowanie liny do wysokości skoku lub też błędy wynikłe z ludzkiego niedopatrzenia. Nie zanotowano natomiast poważnych wypadków, których przyczyny można by upatrywać w usterkach sprzętu.

Oprócz możliwości dokładnego obliczenia wydłużenia liny, istnieją również inne czynniki sprawiające, że skoki na linie są w rzeczywistości rozrywką bezpieczną. Są nimi mianowicie bardzo mały współczynnik sprężystości torsyjnej (odkształcenia skręcającego linę wokół jej osi) oraz wahadłowy ruch zwisającej liny sprawiający, że skoczek jest w bezpośrednim kontakcie jedynie z jej końcem, do którego jest zaczepiony. Ten ostatni element, związany zresztą ze sposobem zawieszenia liny, nie pozwala skoczkowi zaplątać się w nią nawet podczas wykonywaniu salt i innych akrobacji powietrznych.

Skok na elastycznej linie to oczywiście nie tylko spadek do osiągnięcia najniższego punktu, ale także późniejsze wznoszenie się i oscylacje wokół końcowego położenia równowagi. W ostatnich fazach długotrwałego lotu skoczka asekuruje lina, w początkowych natomiast podlega spadkowi swobodnemu, poddany jedynie działaniu siły ciążenia. Przybliżony przebieg lotu w postaci zależności wysokości od czasu, z zaznaczeniem wspomnianych obszarów, przedstawia ryc.4.

Skoki na linie są bardzo widowiskowe i gromadzą zwykle wielu widzów, szczególnie wtedy gdy podejmowane są próby bicia rekordów. Ta dyscyplina, podobnie jak inne, ma swoją księgę rekordów. Wymieńmy kilka z nich.

W lutym 1992 roku Gregory Riffi wykonał skok długości 249.9 m z helikoptera lecącego nad doliną Loary we Francji. Tego samego roku Chris Allum znalazł w zachodniej Wirginii most, z którego skoczył na głębokość 250.5 m. Rok później na czele 7-osobowego zespołu oddał w przełomie New River skok na 267 m. Dokonał tej sztuki w specjalnie skonstruowanym koszu. Ów imponujący wyczyn nie usatysfakcjonował lidera zespołu. Kiedy kosz osiągnął najniższe poOłożenie, Allen wyskoczył z niego na linie i dotarł aż do powierzchniwody.

Imponują rekordowe skoki z balonów. W 1990 roku John Kockelman skoczył 300 m z balonu zawieszonego na wysokości 1.5 km. Wyczyn zakończył odcięciem liny i wylądowaniem na spadochronie. Doug Hase, skacząc rok później z balonu nad Boulder (Kolorado), uzyskał odległość 730 m.

Skoki na linie weszły w 1995 roku do programu rozgrywanego corocznie konkursu sportów ekstremalnych. Wzięło w nim wtedy udział 30 skoczków, a pula nagród wynosiła 40 tys. dolarów. Z roku na rok obie liczby rosną, a dzięki rozwojowi technologii skoczkowie poprawiają wyniki.

Bohaterka pierwszego skoku nie przewidywała zapewne, że jej podyktowane desperacją szaleństwo stanie się zabawą, i do tego tak dalece skomercjalizowaną.

Rysunki: Krzysztof Białkowski

Prof. dr hab. KRZYSZTOF ERNST pracuje w Instytucie Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. W wydawnictwie Prószyński i S-ka ukaże się niebawem jego książka pt. Fizyka zabawek, pokazująca rolę fizyki w zabawach i różnego rodzaju rozrywce.