Twoja wyszukiwarka

KATARZYNA STANIEWSKA
SKĄD SIĘ WZIĘŁA WISŁA?
Wiedza i Życie nr 8/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1999

KIEDY WYMIENIAMY NAZWY POLSKICH RZEK, NIE ZDAJEMY SOBIE SPRAWY Z TEGO, ŻE CZĘSTO SĄ TO SŁOWA PRZEKAZANE NAM PRZED WIEKAMI ALBO I TYSIĄCAMI LAT PRZEZ NIEZNANE JUŻ DZIŚ LUDY. WYDAWAŁOBY SIĘ, ŻE NIE MA NIC BARDZIEJ ULOTNEGO, NIETRWAŁEGO NIŻ SŁOWO... A JEDNAK NIERAZ TO WŁAŚNIE SŁOWA MOGĄ ODSŁONIĆ TAJEMNICE ODLEGŁEJ PRZESZŁOŚCI.

Naturalną i jedną z podstawowych czynności psychicznych człowieka jest nazywanie. Potrzebujemy nazw, aby ułatwić sobie orientację w przestrzeni i móc porozumieć się z innymi. Nazywamy każdy nowy obiekt w naszym otoczeniu, nawet najmniejszą uliczkę osiedlową, nową stację czy przystanek autobusowy. Jednak potrzeba usprawnienia komunikacji językowej nie jest jedynym bodźcem do nadawania nazw. Od wieków to, co nazwane - uchodzi za oswojone. Nadając miano jakiemuś obiektowi, punktowi w przestrzeni, człowiek obejmuje go w posiadanie, zyskuje nad nim pewien rodzaj władzy.

Konieczność nazywania jako formy obrony przed chaosem, przed tajemniczymi mocami przyrody była wyraźna w czasach wędrówek ludów, tzn. od paleolitu aż po pierwsze wieki naszej ery. Człowiek, przybywając w nowe miejsce, za pomocą charakteryzujących nazw zakreślał granice własnego świata, własnego - a więc uporządkowanego, znajomego, bliskiego. Te pierwotne nazwy, nadane przez przybyszów podczas zagospodarowywania obszaru, okazywały się w wielu przypadkach niezwykle trwałe. Powtarzane z ust do ust, z pokolenia na pokolenie, związane z jednym tylko, na ogół niezmiennym obiektem, ulegały znacznie powolniejszym przemianom aniżeli wyrazy pospolite.

Nazywano także wytwory działalności ludzkiej - osady, wsie, miasta, drogi. Jednakże te nazwy stosunkowo łatwo ulegały zmianom bądź zapomnieniu. Tym natomiast, co może sięgać bardzo starych dziejów ludzkości, są nazwy elementów przyrody - gór, rzek, jezior. Z nich właśnie hydronimy, tzn. nazwy wodne, charakteryzują się ogromną trwałością. Dotyczy to zwłaszcza - choć nie tylko - największych, najważniejszych rzek. Te nie wysychają, nie zmieniają w istotny sposób swego biegu; przez tysiące lat stanowią znaczący punkt odniesienia nie tylko w najbliższej okolicy, ale i na większych obszarach, łączą ze sobą odległe tereny, stanowią główne szlaki komunikacyjne, a nierzadko w przeszłości miały charakter sakralny i pełniły niezwykle ważną funkcję w kulturach osiadłych ludów czy plemion.

Nazwy te, powtarzane przez różnojęzyczne ludy, przez wieki zatracały swój pierwotny kształt i upodabniały się do mowy tych, którzy używali ich później. Nigdy nie zdołamy w pełni odtworzyć dziejów naszego kontynentu sprzed tysięcy lat, ścierania się rozmaitych ras, kultur, języków. Szczególnie istotne przemiany etniczne nastąpiły wraz z przybyciem plemion indoeuropejskich. Był to proces długotrwały, stanowi jednakże wyrazistą cezurę w dziejach Europy - plemiona te zawładnęły nieomal całym jej obszarem, opanowały ludy zamieszkujące ją uprzednio i sobie podporządkowały. Dziś nieliczne relikty językowe mogą świadczyć o tym, że to nie Indoeuropejczycy stanowili autochtoniczną ludność Europy - według najpowszechniejszej z hipotez pirenejscy Baskowie są ostatnim bastionem ludności przedindoeuropejskiej na naszym kontynencie [patrz: Euskera, "WiŻ" nr 7/1998].

Nazwy niektórych rzek - na przykład Sanu czy Nidy - są bardzo stare. Czasami stanowią ślad pobytu na naszych ziemiach ludów dziś już nie istniejących

Ryc. Elżbieta Rosa

Burzliwe dzieje Europy, które możemy jedynie hipotetycznie odtwarzać, wpłynęły m.in. także na jej charakter językowy. Właśnie nazwy, głównie rzek, stanowią jedną z podstaw rekonstrukcji odległej przeszłości.

W nazewnictwie wodnym możemy wyodrębnić cztery główne warstwy chronologiczne. Najmłodszą stanowią hydronimy utworzone na podstawie słownictwa pospolitego, żywej, potocznej mowy. Z nazw polskich rzek i strumieni będą tu przynależeć takie, jak Długi Potok, Czarna Woda, Kamienna, Sucha. Rozumiemy znaczenie każdej z tych nazw, gdyż zostały utworzone stosunkowo niedawno, od znanych nam wszystkim wyrazów.

Kolejna warstwa hydronimiczna to nazwy archaiczne, lecz znajdujące odpowiedniki na obszarach, na których mieszkają ludzie mówiący językami należącymi do jednej rodziny językowej. Dla terenów dzisiejszej Polski będą to więc nazwy utworzone zgodnie z prasłowiańskim systemem językowym. Należą do nich takie, jak Brynica, która dzisiejszemu użytkownikowi języka, choć strukturalnie nie wydaje się obca, nie kojarzy się z żadnym wyrazem pospolitym. Tymczasem związana jest z prasłowiańskim wyrazem *br(dot)nije (gwiazdka przed wyrazem sygnalizuje, iż jest to forma jedynie rekonstruowana, nie znana z zapisów), oznaczającym błoto. Inną tego typu nazwą jest Wełnianka - dziś może dziwić jako nazwa rzeki, gdyż kojarzy się z wyrazem wełna, oznaczającym głównie wełnę owczą. Jednak pierwotne znaczenie wyrazu *vl(dot)na to "fala wodna". Wyrazem tym zaczęto określać owczą wełnę, która też jest w pewien sposób "falista", kłębiasta; z biegiem czasu stare znaczenie zanikło.

Następną warstwę tworzą hydronimy obcego pochodzenia z różnych epok historycznych. Występują one szczególnie często na pograniczach danego obszaru. Dla terenów Polski warstwę tę stanowią północno-wschodnie nazwy staropruskie, takie jak Gołdapa, Sidra, Netta, Lega, Guber. Z terenów południowo-wschodnich przynależą tu nazwy wprawdzie słowiańskie, ale z pochodzenia ukraińskie, na przykład Serednica, Wołosatka, Smerek. Nazwy tego typu, zwłaszcza te z terenów dawniej zamieszkanych przez Prusów - ludność bałtycką, a więc spokrewnioną z dzisiejszymi Litwinami i Łotyszami, są znakomitym przykładem na "pośmiertne życie" podbitych plemion - ostatni ludzie używający języka staropruskiego umarli w XVII wieku, a nazwy, które nadali Prusowie swoim rzekom, funkcjonują do dziś.

I wreszcie najstarsza, najbardziej archaiczna warstwa hydronimów pochodzi z czasów jeszcze sprzed rozbicia wspólnoty praindoeuropejskiej (co nastąpiło najprawdopodobniej ok. 6-8 tys. lat temu), a więc są to nazwy nadane przez ludność co prawda indoeuropejską, ale mówiącą różnymi dialektami, które dały początek rozmaitym językom Europy i części Azji. Czasem jednak te nazwy mogą być jeszcze starsze: przedindoeuropejskie, a więc stanowiące ostatni ślad pobytu na ziemiach naszego kontynentu ludów wcześniejszych. Jest to tzw. substrat językowy, na który nawarstwiły się języki ekspansywnych przybyszów z południowego wschodu (gdzie znajdowała się kolebka Praindoeuropejczyków).

Te właśnie hydronimy stanowią najciekawszy, ale też najbardziej kontrowersyjny przedmiot badań językoznawców. Przynależą tu nazwy zwłaszcza dużych i średnich rzek, takich jak: San, Wiar, Ina, Wda, Drawa, Gwda, Nida i wielu innych. W tej grupie nasze największe zainteresowanie budzi nazwa Wisły. Nazwa ta pojawia się w źródłach pisanych po raz pierwszy pod koniec I wieku p.n.e. na mapie Agrypy, wystawionej na widok publiczny w 7 roku n.e., jako wschodnia granica Germanii. Najczęstsza postać tej nazwy w źródłach rzymskich to Vistula. W początkach naszego wieku ustalono, że pochodzi ona od praindoeuropejskiego rdzenia *veis-, oznaczającego różne rodzaje cieczy i płynięcia. W językach słowiańskich rdzeń ten nieomal całkowicie zanikł, lecz występuje w innych językach indoeuropejskich - celtyckich, germańskich, bałtyckich. Z rdzeniem tym wiążą się takie hydronimy, jak niemiecka Wezera czy stosunkowo liczne nazwy środkowo- i wschodnioeuropejskie typu Wisa, Wisza.

Niektórych etymologii nazw rzecznych nie można jednak ustalić i powstaje kilka bądź nawet kilkanaście różnych interpretacji. Częstokroć istotne jest nie tyle samo znaczenie nazwy, ile jej pochodzenie, tzn. przynależność językowa. Nazwy rzek, na różne sposoby interpretowane, stają się orężem w ręku nie tylko językoznawców, ale także historyków, archeologów, etnologów, polityków, chcących ustalić pierwotne siedziby danych ludów i udowodnić za pomocą hydronimów swoje hipotezy. Spór taki toczy się również od dawna na temat praojczyzny Słowian, przy czym wskazywane są dwie kolebki tego ludu: jedną z nich byłyby tereny położone między Odrą a Wisłą, drugą zaś - obszar dzisiejszej Ukrainy, ściślej środkowa część dorzecza Dniepru. Zwolennicy każdej z hipotez usiłują wykazać, że właśnie na terenie przez nich wymienionym występują rdzennie słowiańskie nazwy wodne - te bowiem głównie, jeśli nie jedynie, bierze się pod uwagę ze względu na ich pradawność i trwałość.

Pomimo intensywnie rozwijających się badań nad hydronimią Europy i poszczególnych jej obszarów coraz częściej językoznawcy dochodzą do wniosku, że niemożliwe jest ostateczne rozwikłanie zagadek nazw rzecznych. Tym bardziej należy zrezygnować z prób poznawania prehistorycznych dziejów naszego kontynentu za pomocą hydronimów. Trzeba chyba pogodzić się, że na zawsze już pozostaną ukryte w mrokach niepamięci. Lecz czasem, wypowiadając nazwę dobrze nam znanej, na pozór swojskiej rzeki, spróbujmy zastanowić się nad tym, kto nazwał ją przed tysiącami lat i jak mogła brzmieć w jego ustach...

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(07/98) Euskera