Twoja wyszukiwarka

STEFAN BRATKOWSKI
POOL MORGANA
Wiedza i Życie nr 8/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1999

WTEDY, W PIERWSZYM DZIESIĘCIOLECIU NASZEGO STULECIA, WIELKIE AMERYKAŃSKIE PIENIĄDZE PO RAZ PIERWSZY POROZUMIAŁY SIĘ MIĘDZY SOBĄ. PRAWDA, ŻE W  SYTUACJI KRYZYSOWEJ. JEDNAKŻE BEZ TEGO POROZUMIENIA, DO DZIŚ POMIJANEGO PRZEZ TEORETYKÓW PIENIĄDZA, NIE DOSZŁOBY DO POWOŁANIA PÓŹNIEJ BANKU CENTRALNEGO AMERYKI - SYSTEMU REZERWY FEDERALNEJ.

W długi czas po I wojnie światowej rządowa delegacja brytyjskich fachowców ogłosiła, że to wojna wywołała rozwój wszystkich gałęzi przemysłu i uczyniła USA wierzycielem Europy i że od 1922 roku obserwuje się tam szybki wzrost produkcji we wszystkich gałęziach przemysłu. Tymczasem Ameryka eksplodowała nowym rozwojem już w pierwszych latach stulecia, i to na taką skalę, że mówiło się wręcz o "drugiej rewolucji przemysłowej"!

Do tej pory przemysł obywał się w swym rozwoju bez kredytów od bankierów i tylko banki lokacyjne, "investment banks", starały się objąć swą kontrolą przedsiębiorstwa wydobywcze, przemysłowe, handlowe czy transportowe, lokując wtedy swe środki w ich rozwój. Teraz wielcy przemysłowcy sami już mieli tyle pieniędzy, że trudno je było wykorzystać w obrębie własnej branży. A nie tylko John D. Rockefeller Pierwszy chorował na myśl o tym, że pieniądz mógłby leżeć bezczynnie. Tak myśleli oni wszyscy.

O tym, że pieniądze mogłyby współpracować ze sobą, myślał tylko John Pierpont Morgan.

Epoka samochodu przyniosła nowy napęd interesom Rockefellerów. Benzyna miała uczynić ich miliarderami. Władze federalne i władze poszczególnych stanów robiły, co mogły, by rozbić ich monopol naftowy; kiedy w końcu Sąd Najwyższy kazał rozwiązać firmę jako monopol, rozparcelowali oni w roku 1911 koncern na 38 firm pod różnymi nazwami - i, wypuściwszy ich akcje, zarobili jeszcze 200 mln dolarów! Rok wcześniej oceniano ich na 800 mln dolarów.

"Bankierem Rockefellerów" nazywa się Jamesa Stillmana. Ale Stillman nie zawdzięczał im swojej kariery. Syn kupca z Cincinnati, osiadłego w Nowym Jorku, od 22 roku życia w interesach ojca, poznał wielu bankierów i zyskał ich uznanie; sam prezes nowojorskiego National City Bank, jednego z wielkich banków Ameryki, Moses Taylor, z satysfakcją uczył go bankierskiego fachu.

Wybierano Jima, milczka jak większość ówczesnych wielkich ludzi biznesu, do rad nadzorczych spółek kolejowych, w których jego udziały były minimalne. W jednej z nich poznali się z młodszym bratem Rockefellera Pierwszego, równie małomównym Williamem. Zaprzyjaźnili się na tyle, że po latach dwie córki Jima Stillmana wyszły za synów Billa. Ale nie jemu zawdzięczał Stillman awans do rady nadzorczej National City Bank; kiedy w 1882 roku zmarł stary Taylor, sięgnął poń kolejny prezes, zięć Taylora, Percy R. Pyne i to on, zapadłszy na śmiertelną chorobę, zalecił w roku 1891 radzie nadzorczej, by wybrała po nim 41-letniego Stillmana.

To potem napłynęły pieniądze Rockefellerów. Depozyty wzrosły w parę lat czterokrotnie! W ręku Stillmana nie próżnowały; stateczny do tej pory bank wszedł z całą swą siłą do gry o przemysł i koleje - choć nawet Wall Street złościła się na taką rolę banku "ogólnokrajowego", emitującego banknoty. Ale National City Bank był już drugim bankiem Wall Street...

Życia domowego Stillman nie znał; żona opuściła go, urodziwszy mu trzech synów i dwie córki, owe żony młodych Rockefellerów. Z Williamem siadywali razem w milczeniu, szczęśliwi, że nie muszą się odzywać. Harriman, z którym zawarł w imieniu Rockefellerów sojusz w walce o koleje, był taki sam; kiedyś w operze spytał Stillmana, czyby nie mogli wrócić do domu, Stillman sądził, że "Tedowi" coś ważnego wpadło do głowy, tymczasem śmiertelnie zmęczony, nieco tylko odeń starszy król kolei siadł po prostu i nie odzywał się, zadowolony, że w towarzystwie drugiego takiego jak on może bez urażenia go - milczeć...

Podczas bitwy o koleje w grupie, rywalizującej z Morganem, wymieniano jednak cztery brzmiące potęgą nazwiska: Rockefellera, Harrimana, Stillmana i - Schiffa. Nazwisko tego ostatniego w wielkim dziele Beardów Rozwój cywilizacji amerykańskiej pada jedynie okazjonalnie, gdy Japonia, biorąca odeń kredyty na wojnę z Rosją, nie wpuściła go, jak przedtem Harrimana, z jego interesami do Mandżurii. Ale Schiff nie pchał się do historii. Robił ją.

Legenda amerykańskiej bankowości nie pamięta banku Kuhn, Loeb & Company, choć kiedy Salomon Loeb zapraszał Johna Pierponta Morgana do swego biura na śniadanie lub gdy wydawał przyjęcie, Morgan nigdy nie przepuścił okazji do takiego spotkania. Mówiono, że Loeb miał kuzynów we wszystkich bankach europejskich, a był blisko z paryskimi i londyńskimi Rotszyldami; wcale prawdopodobne - pochodził z Frankfurtu nad Menem. Ale Morgan uważał go po prostu, i nie bez racji, za fachowca najwyższej klasy.

Loeb i starszy odeń szwagier, Abraham Kuhn, nie byli wcale jakimiś "lichwiarzami", co to kapitał przywieźli z Europy. Obaj osiedli w Cincinnati w Ohio; tam handlowali tekstyliami. Dorobili się na dostawach dla armii Unii podczas wojny secesyjnej i dopiero potem przenieśli się do Nowego Jorku, gdzie około roku 1864 założyli bank.

Pośredniczyli w lokowaniu pieniędzy europejskich. Jak przypuszczam - głównie tych z Niemiec, w interesach Ameryki. Lokowali te pieniądze i swoje zarówno w kolejach, jak w przemyśle. Nie wiem, kiedy weszli do grona banków ogólnokrajowych, tych z przymiotnikiem "national", z prawem emitowania banknotów o krajowym zasięgu; nie mam też szczegółowych danych o zasięgu ich wpływów. Loeb, świadom ówczesnej niechęci anglosaskich białych protestantów Ameryki do Żydów, unikał reklamy, ale sądząc po tym, czym ów bank dysponował jeszcze w latach trzydziestych XX wieku, skalą swych lokat kolejowych rzeczywiście Kuhn
i Loeb mało ustępowali Morganowi.

To ich bankiem od roku 1885 kierował Jacob Henry Schiff. Też wywodził się z Frankfurtu, też z rodziny dawniej zamieszkałej na Judengasse. 18-letni, przyjechał do Nowego Jorku w roku 1865; rok później uzyskał licencję maklera giełdowego, ale założył własną firmę z niejakim Budge'em. Wrócił jednak w parę lat potem do Niemiec; tam dzięki swej ruchliwości wybił się dość szybko, nawiązując kontakty z bankierami Paryża i Londynu.

Po krachu roku 1873, kiedy zawiedzione w swych spekulacjach niemieckie warstwy średnie uznały finansistów żydowskich winnymi swej klęski, dał się namówić Kuhnowi, wtedy - seniorowi banku: w roku 1874 przyjechał znowu do Nowego Jorku. Rok później ożenił się z córką Salomona Loeba, Teresą, i wszedł do rodziny. Nigdy nie zmienił imienia "Jacob" na brzmiące po anglosasku "James". Z czasem zostanie jednym z najwyżej cenionych bankierów Ameryki, zasiadającym w wielu radach nadzorczych; zawarłszy w imieniu banku sojusz ze Stillmanem, obejmie przewodnictwo m.in. rady nadzorczej National City Bank, wtedy już jednego z trzech największych banków Ameryki.

Z Harrimanem znali się z czasów, gdy obaj zaczynali jako maklerzy na giełdzie Wall Street. Teraz Harriman panował nad głównymi szlakami kolejowymi Południa Stanów. W przymierzu z Rockefellerami, w końcu wieku XIX próbował zagarnąć i szlaki północne, opanowane przez Jamesa Hilla sprzymierzonego teraz z Morganem. Jego ludzie grali na zwyżkę i Morgan, zanim się zorientował, sprzedawał drożejące akcje, a ludzie Harrimana skwapliwie je kupowali. Kiedy Morgan się zorientował, Schiff przeskoczył od gry na zwyżkę do wyprzedaży i 9 maja 1901 roku wybuchłą dzień wcześniej panikę giełdową zamienił w piekło. Ale on też później doprowadził do porozumienia walczących stron i wespół ze Stillmanem skonstruował holding, który je połączy wspólnym interesem. Tylko Teodor
Roosevelt znowu okaże się niewdzięczny: w roku 1906 jego rząd położy kres tej monopolowej zmowie.

W roku 1894 Schiff ściągnął do Nowego Jorku syna doświadczonej bankierskiej rodziny Żydów z Hamburga, dwudziestoparoletniego Feliksa Warburga - z domu bankowego M.M. Warburg & Company, założonego jeszcze w 1798 roku, jednego z najstarszych banków prywatnych w wolnym mieście Hamburgu. Starszy brat Feliksa, Max, od poprzedniego roku był już partnerem ojca - i to on będzie w roku 1919 członkiem delegacji Niemiec na rozmowy w Wersalu; młodszego odeń o rok Paula Moritza sprowadzi w 1902 roku do USA Feliks, od roku 1896 partner domu Kuhn-Loeb. W I wojnie światowej bank Kuhn-Loeb stanie po stronie aliantów.

Schiff i Paul Warburg odegrają wielką rolę w następnej opowieści - o powołaniu amerykańskiego banku centralnego. Wcześniej - pomogą niedawnemu przeciwnikowi, Morganowi, w pokonaniu kryzysu roku 1907.

Nie dokonaliśmy tu bynajmniej przeglądu wszystkich potęg finansowych Ameryki początku XX wieku. Pominęliśmy np. przyszłą gwiazdy finansów światowych, Andrew Mellona i jego ojca.

Co to była za głowa? Gdy w roku 1901 największe rekiny finansów toczyły swoją wielką bitwę o koleje, stary John Ro-ckefeller Pierwszy nie zauważył poszukiwań ropy w Teksasie, które za pie- niądze niejakiego pułkownika Jamesa Guffeya prowadził jakiś emigrant chorwacki. Kiedy Andy Lucas dowiercił się ropy, pułkownikowi zabrakło już pieniędzy. Wtedy pojawił się Andrew Mellon. Wyłożył bez wahania 3 mln dolarów. Z tego wziął się koncern Gulf Oil Corporation, w niedalekiej przyszłości druga potęga naftowa świata po rockefellerowskiej Standard Oil.

Kiedy po I wojnie światowej 65-letni Andrew Mellon wart był już 2 mld dolarów, nadal nikt go prawie nie znał poza światem finansów i kilkudziesięcioma firmami, które kontrolował. Sława przeszkadzałaby mu w pracy, rozpraszałaby uwagę. Gdyby to do niego zgłosił się twórca General Motors, William Durant, którego ofertę w roku 1908 zlekceważył stary Morgan, Mellon nie rzepuściłby okazji.

Mellon już wiedział, że przyszłość należy do samochodów; Morgan należał do epoki lokomotyw. W sześć lat później taksówki paryskie, zmobilizowane przez generała Gallieni, przerzuciły całą tzw. armię paryską na odsłonięte wschodnie skrzydło atakujących Niemców, dzięki czemu generał Joffre wygrał pierwszą bitwę nad Marną...

Morgan starzał się, ale bogacił się nadal. Choć i jego spotykały niespodzianki. Charles Schwab okazał się menedżerem tak znakomitym, że sam postanowił zostać nowym Carnegiem. Odszedł po dwóch latach - i stworzył Bethlehem Steel Company. Byłby może i został Carnegiem, gdyby nie próbował później zostać też Morganem. Ale swe pieniądze lokował bez wyczucia; zmarnował i pozycję, i fortunę.

Kiedy następca Schwaba, William E. Corey, wydał na swój drugi ślub i miodowy miesiąc pół miliona dolarów, a jeszcze chwalił się tym przed dziennikarzami, Morgan też się z nim pożegnał.

US Steel Corporation budował jednakże dla Morgana znany już nam Elbert H. Gary, który porzucił dla Morgana i stali swoją wysoce dochodową kancelarię prawniczą, tworząc w 1898 roku Federal Steel Company, zalążek przyszłej US Steel; Gary przeniósł się wtedy z Illinois do Nowego Jorku.

Odkrył w sobie przedsiębiorcę. Ale nie - gracza; cierpliwy, bardzo serio traktował i siebie, i swoje zadania. Po roku 1903 nie grał nawet w karty - bo to nie wypadało prezesowi rady nadzorczej US Steel Corporation. Od konkurencji wolał współpracę i negocjacje; także z pracownikami. Chciał mieć w nich współpracowników i partnerów, na związki zawodowe przystać nie chciał. Dbał więc o dobrobyt i warunki pracy robotników; zarabiali w Korporacji o połowę więcej niż w innych hutach Pensylwanii. I to jego ideą była sprzedaż udziałów US Steel - po cenach ulgowych i na raty - menedżerom i pracownikom, zarówno akcji zwykłych, jak uprzywilejowanych. Tę m.in. okazję wykorzystał Schwab.

W roku 1906 korporacja zaczęła budować w stanie Indiana nowe miasto z nową hutą, najnowocześniejszą w Ameryce. Kryzys roku 1907 opóźnił jej uruchomienie, ale 21 grudnia 1908 roku ruszyła. Dano miastu imię Gary. Nie - Morgan.

Morgan już nie musiał zajmować się stalą. Jego finansami zarządzał zaś Thomas W. Lamont, wspólnik mało znany historii, ale kompetentny i niezawodny, który będzie potem pilnował interesów Morganowi Młodszemu.

Ojciec, bliski już siedemdziesiątki, zaangażował się w nowy, iście wizjonerski interes. I to razem z "Teddym" Rooseveltem, którego tak bała się Wall Street. Prezydent udowodnił już Morganowi, że go się nie boi; jak dogadali się w sprawie budowy Kanału Panamskiego, nie wiem. Ale - dogadali się. Kanał miał otworzyć połączenie morskie między Wschodem i Zachodem Ameryki!

Zawłaszczenie strefy kanałowej było operacją iście szalbierczą. Panama "uwolniła się" od Kolumbii, a po trzech dniach Stany Zjednoczone uznały nowe państwo, by zaraz podpisać z nim umowę na budowę kanału z prawem kontroli nad nim.

Kongres wyasygnował 40 mln dolarów na spłacenie spółki francuskiej, której prawa wygasały w 1904 roku. Do Francji nb. niewiele tych milionów trafiło: obrotni Amerykanie wykupili przedtem większość udziałów od Francuzów, szczęśliwych, że mogą się pozbyć bezwartościowych papierków; owe miliony wpłacił rząd do banku Morgana, który je potem rozdzielał...

Morgan miał lat 70, kiedy w 1907 roku nowa panika giełdowa załamała interesy bankierów i przemysłowców Ameryki. Czy ją przewidział? Myślę, że tak. Koniunktura od miesięcy już była przegrzana - rosły ceny, rosły zarobki, rozbudowywano potencjał produkcyjny, ale złota nie przybywało w odpowiedniej proporcji, stąd cena kredytu, stopa dyskontowa, musiała przy rosnącym popycie na pieniądz rosnąć także. A zyski spadały. Już w marcu tego roku mówił o tym Harriman; Morgan więc musiał wiedzieć. I nie ma większego znaczenia, że zaczęło się akurat od miedzi. Dla kolei tak samo za droga była stal i też zamówienia spadały.

W środę 16 października nie kupowana już miedź spadła z 26 do 10 centów za funt i "United Copper" musiała zawiesić swe płatności.

Nie było to jeszcze hasło do paniki. Zaczęło się dopiero w poniedziałek od pogłoski, że któryś z banków nie honoruje czeków z "Knickerbocker Trust Company", uwikłanego w spekulację miedziową. We wtorek "Knickerbocker" zamknął drzwi po wypłaceniu 800 tys. dolarów, a potem już leciały po kolei dziesiątki banków, rezerwy kasowe pękały, gotówki było 12 dolarów na 100 dolarów depozytów; oprocentowanie kredytu skoczyło z 22% do 75%, a w środę 23 października do 125%!

Stary Morgan był wtedy na kongresie Kościoła Episkopalnego w Richmond w Wirginii. Charley Barney, prezes "Kni-ckerbockera", przyszedł do niego o pomoc, ale Morgana nie było i Barney się zastrzelił. Morgan wrócił do Nowego Jorku, najpierw zaprosił do siebie czołowych duchownych metropolii i prosił, by w nadchodzącą niedzielę wygłosili optymistyczne kazania. Potem przez dwa dni on i Schiff, przywódca drugiej strony, konferowali z całym gronem bankierów, kolegów i rywali, czasem do białego rana. Zaapelował do sekretarza skarbu, George'a B. Cortelyou, o pomoc dla kolejnego zagrożonego banku lokacyjnego - potężnego Trust Company of America.

Przepisy nie pozwalały na pomoc bezpośrednią, więc skarb państwa ulokował 25 mln dolarów w bankach klasy "ogólnokrajowych", a te już mogły odpożyczyć zastrzyk Trustowi. Jednocześnie Morgan utworzył pool pomocy i sam postawił do jego dyspozycji 25 mln dolarów; Rockefellerowie przekazali 10 mln dolarów zagrożonemu "Union Trust Company" i zadeklarowali, że gotowi są użyczyć w miarę potrzeby więcej. Panika się skończyła, a do stycznia 1908 roku klienci banków nie mogli podjąć gotówki i regulowali należności wyłącznie czekami.

Morgan przy okazji wymusił na Trust Company of America sprzedaż akcji konkurującego z US Steel koncernu węgla i stali ze stanu Tennessee; ba, rząd musiał zaakceptować to naruszenie ustawy antymonopolowej...

Bankierzy Ameryki po raz pierwszy wtedy porozumieli się między sobą. Kosztowało to... Anglię dwa miesiące odpływu złota, którego do końca roku Ameryka ściągnęła za 110 mln dolarów; zapasy złota w Banku Anglii stopniały do 35% pokrycia.

Pool 1907 roku zaowocuje za kilka lat - oskarżeniem go o monopol, ale także - powołaniem, przy udziale samych bankierów, Systemu Rezerwy Federalnej, czyli banku centralnego Ameryki.

W roku 1908 dzielny senator Robert La Folette przypisał katastrofę machinacjom Morgana. Nie rozumiał, że dla bankiera lokacyjnego spadek obrotów i zamówień oznacza tylko spadek zysków. Morgan nie miał skłonności samobójczych.

Rys. Julian Bohdanowicz