Twoja wyszukiwarka

JERZY KOWALSKI-GLIKMAN
ENCYKLOPEDIA DLA DZIECI ENCYKLOPEDIA MULTIMEDIALNA PWN
Wiedza i Życie nr 8/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/1999

ENCYKLOPEDIA MULTIMEDIALNA PWN

Edycja 1999.

Na pierwszy rzut oka ta, trzecia już, multimedialna edycja encyklopedii PWN robi bardzo dobrze wrażenie. Z informacji na tylnej części książki-pudełka dowiedzieć się można, że, posiadając średniej klasy komputer, uzyskujemy, za pomocą dwóch CD-ROM-ów lub jednego DVD-ROM-a, dostęp do ponad 100 tys. haseł, wielu nagrań dźwiękowych, filmów, map i ilustracji.

Rzeczywiście, po zainstalowaniu encyklopedii w okienku pojawia się informacja, że poza standardową encyklopedią możemy skorzystać z galerii obrazów i zabytków, mapy nieba, atlasu map geograficznych i historycznych oraz kronik filmowych. W moim przypadku to pierwsze bardzo korzystne wrażenie zepsute zostało faktem, że encyklopedia zainstalowała się dopiero za drugim razem, ale cóż, takie rzeczy się zdarzają.

Niestety, zawartość krążka odbiegała znacznie od moich oczekiwań. Po odpaleniu programu na ekranie pojawił się siermiężny i mało czytelny interfejs. Prawdziwym rozczarowaniem jest jednak część "multimedialna" encyklopedii. Ilustracje są podane w formie mało atrakcyjnej, zaś do oceny jakości ścieżek dźwiękowych trudno znaleźć mi inne określenie niż "kompromitująca". Mapy historyczne, obrazujące rozwój państwa polskiego, przypominają malunki trzylatka, wykonane za pomocą burych farbek, a mapy geograficzne są równie mało czytelne. Co więcej, nie można wśród nich znaleźć nawet planu Warszawy (który, a jakże, da się odszukać w amerykańskiej Encarcie).

Pozbawiony złudzeń, spróbowałem obejrzeć sobie umieszczone na drugim krążku filmy. Próba zmiany CD-ROM-a zakończyła się pełnym zawieszeniem systemu. Za drugim razem byłem już mądrzejszy i włożyłem do napędu od razu dysk B. Z prawdziwą radością obejrzałem bramkę strzeloną przez Kazimierza Deynę w meczu z Włochami w 1974 roku. Jak rozumiem, w przekonaniu autorów encyklopedii, było to wydarzenie o większej wadze niż lądowanie człowieka na Księżycu, bowiem tego ostatniego nie udało mi się odnaleźć. Na koniec obejrzałem sobie animowane mapy nieba - rzeczywiście bardzo ładne, ale (choć trudno za to winić PWN) za oknem wisiały chmury i nie udało mi się porównać ich z rzeczywistością.

Podsumowując, za 240 zł nabywa się bardzo ładne pudełko zawierające coś, co nazwać można, w najlepszym razie, kiepsko ilustrowanym leksykonem. Myślę, że redaktorzy z PWN powinni, przed następną edycją Encyklopedii multimedialnej, uważnie przyjrzeć się Encarcie Microsoftu czy Encyclopedia Britannica CD.

ENCYKLOPEDIA DLA DZIECI.

Optimus Pascal Multimedia S.A.,
Bielsko Biała 1998.

Od pewnego czasu firma Optimus, nasz największy producent komputerów osobistych, z powodzeniem wkracza na rynek multimediów. Owocem tej działalności jest kilkanaście bardzo udanych wydawnictw, do których bez wątpienia zaliczyć należy również wydaną niedawno Encyklopedię dla dzieci.

Otwiera ją pełna radosnych barw, trwająca dobrych kilka minut animacja, od której nie mogliśmy się z moim synem, służącym za "testera", oderwać. W kolejnej odsłonie na ekranie pojawia się przejrzysta główna konsola umożliwiająca łatwy dostęp do zawartości programu. Składa się on z dwóch części: encyklopedii właściwej i "środowiska".

Ta pierwsza podzielona jest na sześć działów: kulturę, przyrodę, historię, naukę, geografię i atlas, z których każdy pozwala na wycieczkę w określoną dziedzinę wiedzy. Poruszanie się po encyklopedii jest niezwykle proste (chociaż nie to jest najważniejsze; dzieci w końcu i tak świetnie radzą sobie z komputerami), a każda prezentacja opatrzona odnośnikami do zagadnień pokrewnych, animacji, filmów i zdjęć. Oczywiście, jak na encyklopedię przystało, istnieje możliwość odszukiwania haseł w skorowidzu i spisie biogramów, zawierającym życiorysy prawie sześciuset postaci; co więcej, w każdej chwili użytkownik może sprawdzić w słowniku znaczenie bardziej skomplikowanych wyrazów, przetestować zdobytą wiedzę, rozwiązując quiz lub odprężyć się, czytając krótki żarcik (Dlaczego kosmici są zieloni? Bo źle znoszą kołysanie statku). Oczywiście, można zobaczyć pierwsze kroki Neila Armstronga na Księżycu i usłyszeć jego historyczne słowa.

Druga część Encyklopedii dla dzieci to środowisko, czyli wirtualny świat, za pomocą którego dowiedzieć się można, co kryją głębiny oceanów, jakie zwierzęta żyją w tropikalnym lesie i dlaczego policjanci noszą mundury.

Zdarza się często, że tłumaczenia wydawnictw zagranicznych są niechlujne, pełne błędów językowych i redakcyjnych. Jednak Encyklopedia dla dzieci, której oryginalna edycja ukazała się nakładem wydawnictwa Dorling Kindersley, jest pod tym względem niemal idealna, co szczególnie ważne, biorąc pod uwagę jej młodych odbiorców.

Sądzę, że nad zakupem Encyklopedii dla dzieci powinien zastanowić się poważnie każdy, kto akurat stoi przed problemem wyboru prezentu dla kilkunastoletniego dziecka. Choćby dlatego, że - bądźmy szczerzy - kupujemy dzieciom zabawki, którymi sami mamy nadzieję cichaczem i w głębokiej tajemnicy trochę się pobawić.