Twoja wyszukiwarka

KATARZYNA GRACZYKOWSKA
OKUPACYJNA CODZIENNOŚĆ
Wiedza i Życie nr 9/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1999

LATA WOJNY I OKUPACJI HITLEROWSKIEJ TO CZAS PEŁEN DRAMATYCZNYCH WYDARZEŃ. Z 35 MLN MIESZKAŃCÓW POLSKI ZGINĘŁO OKOŁO 6 MLN; 5 708 TYS. STANOWIŁA LUDNOŚĆ CYWILNA. JAK WYGLĄDAŁO WÓWCZAS CODZIENNE ŻYCIE PRZECIĘTNEGO CZŁOWIEKA - CO JADŁ, JAK SIĘ UBIERAŁ, GDZIE PRACOWAŁ I JAK RADZIŁ SOBIE Z TRUDNOŚCIAMI ZWIĄZANYMI Z OKUPACJĄ?

Po przekroczeniu polskiej granicy państwowej i zajęciu znacznych obszarów Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku dowództwo niemieckie stopniowo zaczęło realizować zarządzenia Hitlera, dotyczące organizacji władzy na podbitych terenach. Na mocy dekretu z 8 października 1939 roku część ziem zagarniętych przez Niemcy wcielono do Rzeszy. Obszary, obejmujące województwo pomorskie, poznańskie oraz częściowo warszawskie i łódzkie, od tej pory stanowić miały dwa nowe okręgi: Danzig-Westpreussen (Gdańsk-Prusy Zachodnie) i Wartheland (Kraj Warty). Większość pozostałych obszarów zajętych przez armię niemiecką, zgodnie z postanowieniem z 12 października 1939 roku, przekształcono w Generalne Gubernatorstwo (powszechnie używany skrót GG).

Wraz z reorganizacją administracji władze niemieckie z pozycji zwycięzcy zaczęły ustanawiać w podbitym kraju nowe prawa. Z punktu widzenia hitlerowskich Niemiec nie były one i nie mogły być przychylne dla słabych i pokonanych. W ciągu miesiąca życie Polaka uległo zasadniczym zmianom. Nie tylko dlatego, że w wyniku politycznych zawirowań znaleźć się mógł w obcym państwie w następstwie wcielenia pewnych obszarów do Rzeszy, ale i ze względu na fakt, że nagle stawał się elementem biologicznie niepożądanym. W sposób dobitny miały go o tym przekonać surowe prawa, kary niewspółmiernie wysokie do przewinień, polityka terroru i atmosfera bezustannego lęku. Życie zaczęło toczyć się anormalnym rytmem, a słowo "codzienność" w zasadniczy sposób zmieniło swój sens.

"Biuro pośrednictwa" - ogłoszenia na parkanie

Fot. Archiwum Dokumentacji Mechanicznej

W rytmie tym jednak dawny obywatel Rzeczypospolitej musiał się odnaleźć i przystosować, aby dalej żyć. Należało zapewnić sobie i rodzinie w miarę znośne warunki bytu, zadbać o wyżywienie, mieszkanie, pracę i odzież. W wielu aspektach owe podstawowe dążenia człowieka były sprzeczne z polityką i rozporządzeniami okupanta, co stworzyło sytuację niezwykle charakterystyczną dla tamtego okresu: życie biegło dwoma nurtami, legalnym - zwanym często życiem "na niby", i utajnionym - prawdziwym. Kwestią zasadniczą stało się też zapewnienie sobie w owych warunkach bezpieczeństwa. Rozpoczęła się więc walka o przetrwanie.

Pierwsze dni października 1939 roku były szczególnie trudne dla mieszkańców Warszawy. Miasto w dużej części zniszczone, zasłane gruzem i szkłem, pozbawione wody, światła i gazu, przedstawiało już u progu okupacji widok wstrząsający. Niemożność korzystania z poczty, telefonów i komunikacji sprawiła, że życie zaczęło nabierać innego wymiaru. Jak wspomina w swej kronice Ludwik Landau1: wytłuczone okna bądź zabite dyktą, bądź zupełnie gołe, przy trudnościach zaopatrzenia się w węgiel powodowały, że mieszkańcy marzli w mieszkaniach, a wobec tego przeważnie skupiali się w kuchniach [...], życie w tych warunkach zmieniło swój terminarz: wieczorem już o godz. 7-8 kończyło się, tym bardziej że często o godz. 5 rano lub nawet wcześniej wstawano, by zająć miejsce w kolejce po cukier czy ryż.

Trudności aprowizacyjne były w tym czasie ogromne. Dotyczyło to zresztą nie tylko żywności, ale także i wody, którą po zniszczeniu wodociągów ludność musiała czerpać z nielicznych studni, przenosząc ją w wiadrach lub dzbanach często na duże odległości.

Powszechnym zjawiskiem stały się kolejki. Jak podawał "Warszawski Dziennik Narodowy" z 7 października 1939 roku: najtrudniej oczywiście o chleb, kartofle i węgiel. Przed sklepami [...] tworzą się ogonki już o 4 rano. Jednak nie tylko sklepy były oblegane w pierwszych dniach okupacji. Osoby posiadające oszczędności w bankach napotkały nagle trudności związane z podjęciem gotówki. Od 9 października 1939 roku wypłacano bowiem jednorazowo tylko po 50 zł, aby więc wydostać większą sumę pieniędzy (bez względu na wielkość oszczędności, można było wycofać najwyżej 500 zł), należało uzbroić się w cierpliwość i poświęcić na całą operację nawet kilka dni. Warto zaznaczyć, że przeciętna pensja urzędnicza wynosiła około 300 zł.

Kurs konduktorek zorganizowany przez przedsiębiorstwo Tramwaje i Autobusy w Warszawie. Charakterystyczne dla czasów okupacji strój i uczesanie oraz widoczne torby i czapki konduktorskie

Fot. Archiwum autorki

Zgoła niczym mogły wydawać się owe problemy w po-równaniu z zamiarami, jakie wobec narodu polskiego miał okupant. Według "naukowego" podziału rasowego na nadludzi i podludzi, Polacy zostali zaklasyfikowani do tej drugiej kategorii. W związku z tym władze niemieckie opracowały system wyjątkowo okrutnych i bezwzględnych przepisów prawnych, które - choć zróżnicowane ze względu na obszar, dla jakiego zostały wydane - miały jedną wspólną cechę: wysoki i szybki wymiar kary za najdrobniejsze nawet przewinienie. Przytoczmy kilka fragmentów z rozporządzenia wydanego 31 października 1939 roku dla GG: §1. Kto dopuszcza się czynu gwałtu przeciw Rzeszy Niemieckiej [...], ulega karze śmierci. §2. Kto umyślnie uszkadza urządzenia władz niemieckich [...], ulega karze śmierci. §3. Kto nawołuje [...] do nieposłuszeństwa [...] zarządzeniom władz niemieckich, podlega karze śmierci. §5. Kto dopuszcza się czynu gwałtu przeciw Niemcowi z powodu jego przynależności do narodu niemieckiego, ulega karze śmierci. §6. Podżegacz i pomocnik karani będą jak sprawca, czyn usiłowany karany będzie jak dokonany. §9. Kto otrzymawszy wiadomość o zamiarze popełnienia przestępstwa określonego w §§1-5 zaniecha donieść o nim władzy [...], ulega karze śmierci. Taki system prawny z jednej strony miał podkreślać potęgę i w wielkość III Rzeszy, z drugiej zaś doprowadzić społeczeństwo polskie do uległości wynikającej z bezustannej obawy o życie.

Jako powód zastosowania najwyższego wymiaru kary władze okupacyjne najczęściej podawały sabotaż. Różne on miał jednak oblicza. W Kraju Warty tajny niemiecki protokół z 20 lutego 1942 roku przedstawiał okoliczności skazania na śmierć Mieczysława Przychodzkiego, oskarżonego o przywłaszczenie pary skórzanych rękawic oraz dwóch par pończoch. Obecnego przy tym zdarzeniu Mikołaja Janika, pomimo iż: nie uczestniczył w zagarnięciu odzieży, skazano na 10 lat obostrzonego obozu karnego za przywłaszczenie znajdujących się w kieszeni futra papierosów i cygar2.

Od 1940 roku, kiedy stopniowo zaczęła narastać fala ulicznych łapanek, czynnikiem niezwykle istotnym, mogącym przesądzić o życiu człowieka, stały się tzw. mocne dokumenty. Były nimi początkowo polskie, a następnie niemieckie dowody tożsamości, tzw. kennkarty, wydawane na terenie GG od 1942 roku i oznaczone poszczególnymi kolorami zależnie od narodowości (Polaków obowiązywały szare) oraz ausweisy potwierdzające zatrudnienie. Ponieważ dokumenty te mogły w jakiś sposób chronić przed aresztowaniem, najbardziej pożądane stawały się ausweisy, które wydały zakłady czy instytucje bezpośrednio podlegające władzom okupanta, na przykład fabryki zbrojeniowe. Za nieposiadanie dokumentów można było trafić do obozu koncentracyjnego lub zostać wysłanym na przymusowe roboty do Niemiec. W dość krótkim czasie powstał więc system komórek "legalizacyjnych", powołanych przez organizacje konspiracyjne, fałszujących dokumenty na potrzeby członków ruchu oporu i ludności żydowskiej.

Banknot pięćdziesięciozłotowy z 1941 roku

Fot. Archiwum autorki

Na terenie GG obowiązek pracy obejmował Polaków w wieku od 18 do 60 lat, zaś w okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie był to już przymus dotyczący osób w wieku 16-65 lat. Na zatrudnienie można było liczyć przede wszystkim w prywatnych zakładach przejętych przez okupanta, w urzędach, kolejnictwie i transporcie miejskim, na poczcie i w szpitalach. Wszystkie te placówki otrzymały kierownictwo wyłącznie niemieckie, a oferowane Polakom stanowiska pracy miały charakter raczej podrzędny. Bez względu jednak na to, gdzie się pracowało i na jakim stanowisku, cechą wspólną były zarobki - na tyle niskie, że czasami zupełnie nie wystarczały na utrzymanie. Zmuszało to wiele osób do szukania innych źródeł dochodu, jakimi były m.in. wyprawy szmuglerskie lub po prostu kradzież w zakładach przemysłowych, co - jako forma sabotażu gospodarczego - spotykało się z poparciem społeczeństwa. Nie należy się temu dziwić, gdyż przez cały okres okupacji ceny niemal bezustannie rosły, podczas gdy zarobki wzrastały jedynie nieznacznie. Dla porównania warto przypomnieć, że w Paryżu koszt utrzymania czteroosobowej rodziny w latach 1939-1943 wzrósł sześciokrotnie, podczas gdy w Polsce do końca okupacji odnotowano aż siedemdziesięciokrotną podwyżkę.

Niemałe kłopoty wiązały się z zaopatrzeniem w odzież, żywność, obuwie, opał, środki piorące i lekarstwa. Bezpośrednią tego przyczyną było zmniejszenie liczby sklepów oraz wiele ograniczeń w sprzedaży wyżej wymienionych artykułów, m.in. wprowadzenie systemu kartek. Asortyment przydziałów otrzymywanych na owe kartki był niezwykle ubogi. Można było kupić chleb, kartofle, marmoladę i sól, inne "kartkowe" artykuły spożywcze pojawiały się nadzwyczaj rzadko, najczęściej były to kasze, makaron, a czasem jajka. O jakimkolwiek mięsie w tym systemie aprowizacyjnym raczej w ogóle nie było mowy. Raport Delegatury Rządu z lipca-sierpnia 1943 roku podawał, iż: przydziały żywnościowe na kartki nie pokrywają więcej niż 15% zapotrzebowania żywnościowego ludności polskiej3. Większość rodzin ze względu na niskie zarobki miała kłopoty nawet z wykupem i tego, tak skromnego, przydziału.

Podstawą pożywienia stawał się zatem chleb, charakteryzujący się: coraz gorszym gatunkiem mąki, coraz większą ilością domieszek i coraz gorszym wypiekiem [...]. Nic też dziwnego, iż chleb kartkowy wykazuje gorzki smak, nadmierną kwaskowatość i wilgoć. W bardzo wielu wypadkach wprost nie nadaje się do spożycia - informowano w sprawozdaniu Delegatury z 1943 roku4.

Wydawanie Polakom dowodów tożsamości

Fot. Archiwum Dokumentacji Mechanicznej

Jak wobec braku podstawowych artykułów spożywczych radziły sobie gospodynie domowe? Na łamach niemieckiej prasy wydawanej w języku polskim ukazującej się w Warszawie (potocznie zwanej "gadzinówką" lub "szmatławcem") życzliwie zalecano zastąpienie herbaty skórkami owoców, cukru - syropem, a kawę radzono wytwarzać z żołędzi i pszenicy, napój ten ponoć smakiem: nie ustępuje niemal prawdziwej. Pomimo godnej podziwu pomysłowości codzienne posiłki przedstawiały się nadzwyczaj skromnie: śniadanie składa się z chleba kartkowego o zawartości m.in. mąki z drzewa w procencie najwyższym, na jaki pozwala wypiek, oraz marmolady, w której skład oprócz buraków i farby nie wiadomo, co jeszcze wchodzi; kawa czarna również z buraków, słodzona sacharyną - oto menu pierwszego posiłku podczas okupacji niemieckiej - pisano w "Kronice Tygodniowej" z 9 grudnia 1941 roku.

Niezwykle małe i ubogie pod względem asortymentu przydziały kartkowe sprawiły, że już od początku okupacji zaczął się rozwijać na szeroką skalę handel pokątny i szmugiel, spełniające podwójną rolę - źródła utrzymania i stałej dostawy żywności do miast. Pomimo dużego ryzyka, proceder ten stał się jednym z najbardziej charakterystycznych obrazów okupacji. Wobec częstych rewizji na dworcach i w pociągach, osoby szmuglujące musiały wykazać się nie lada sprytem i pomysłowością, aby ocalić towar przed konfiskatą, a siebie przed obozem koncentracyjnym. Mięsa i wędliny przewożono więc zawieszone na hakach przyszytych do kołnierza płaszcza lub umieszczano je w specjalnych workach, odpowiednio wkomponowanych w garderobę. Jako dowód aprobaty, wśród ludności Warszawy powstał nawet pomysł wystawienia po wojnie pomnika Nieznanego Szmuglera.

Podczas okupacji trudno było także zaopatrzyć się w odzież, nie tylko dlatego, że w przydziałach kartkowych artykuł ten występował raczej sporadycznie, ale przede wszystkim ze względu na cenę. W owym okresie najczęściej bardzo skromny budżet domowy praktycznie nie pozwalał na zakup nowego ubrania. Noszono to, co pozostało sprzed września 1939 roku, zadowalając się renowacją i ewentualnymi przeróbkami. Najczęściej spotykanym obuwiem były przydziałowe drewniaki, zaś na terenie okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie dość tanim i przydatnym materiałem odzieżowym okazały się flagi hitlerowskie, z których miejscowa ludność szyła spódnice, chusty i inne części garderoby. Wkrótce jednak władze zapobiegły podobnym sytuacjom.

Kennkarta wydana na terenie GG

Fot. Archiwum autorki

W tych warunkach zima stawała się okresem najtrudniejszym do przetrwania, zwłaszcza że przez całą okupację występował dotkliwy brak węgla; jak wszystkie surowce był on reglamentowany, gdyż Niemcy przeznaczali go głównie na zbrojenia. Ludność otrzymywała niewielkie jego przydziały, co nie tylko ograniczało możliwość ogrzania mieszkania, ale często uniemożliwiało nawet przygotowanie ciepłych posiłków. Aby więc zmniejszyć zużycie opału, ogrzewano zazwyczaj tylko jedno pomieszczenie, w którym i tak temperatura zazwyczaj nie przekraczała 10° C. Życie dodatkowo utrudniały stosowane przez okupanta poważne ograniczenia w dostawie energii elektrycznej. Spowodowany tym brak oświetlenia sprawił, że jako środek zastępczy rozpowszechniły się lampy, zwane potocznie "karbidówkami". Wobec bezustannego chłodu i braku dostatecznego oświetlenia życie rodzinne i towarzyskie przenieść się musiało do kuchni.

Ogromny w tym czasie był problem mieszkaniowy, związany nie tylko ze zniszczeniem części zabudowań podczas wrześniowej obrony, ale także z zakrojoną na szeroką skalę akcją wysiedlania ludności polskiej z mieszkań i domów przeznaczonych odtąd dla napływowej ludności niemieckiej. Dawnych właścicieli wysiedlano do GG lub po prostu dokwaterowywano do innych rodzin polskich, co znacznie pogarszało warunki mieszkaniowe.

Przesiedlenia dotyczyły również ludności wiejskiej, m.in. z obszarów wcielonych do Rzeszy oraz z Zamojszczyzny, gdzie gospodarstwa rolne przejmowali niemieccy koloniści. Zgodnie z ideą przekształcenia terytorium dawnego państwa polskiego w zaplecze rolniczo-surowcowe III Rzeszy, chłopi zobowiązani byli do dostarczania kontyngentów (za co często płacono im wódką). Spowodowane tym zmniejszenie nadwyżek produkcji wpłynęło na gwałtowne pogorszenie się warunków życia ludności wiejskiej, która przez cały okres okupacji odczuwała dotkliwy brak nafty, zapałek, mydła, środków piorących, obuwia, odzieży itp. Przyczyniło się to do znacznego obniżenia stanu zdrowotności mieszkańców polskiej wsi. Pomimo represji stosowanych przez okupanta za niedostarczanie kontyngentów, ludność wiejska często decydowała się na ukrywanie części produkcji rolnej i sprzedaż nadwyżek do miast.

Okupacyjna codzienność niosła ze sobą także spore ograniczenia w sferze kultury i oświaty. Wiązało się to z polityką okupanta, zakładającą całkowite wyeliminowanie polskiego dorobku kulturalnego oraz zahamowanie ewentualnego rozwoju kultury poprzez eksterminację inteligencji, jak również likwidację szkolnictwa wyższego i średniego. Młody Polak mógł więc albo zadowolić się przewidzianą dla niego prawnie powszechną szkołą czteroklasową, ewentualnie zawodową, albo zdecydować się na tajne komplety, co w okupacyjnej rzeczywistości było zjawiskiem dość powszechnym.

Patrol niemieckiej policji kontroluje chłopskie sanie

Fot. Archiwum Dokumentacji Mechanicznej

Zamykaniu polskich szkół na terenach Kraju Warty i okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie towarzyszyło systematyczne ograniczanie swobody w posługiwania się językiem polskim. Pod groźbą wysokiej kary wymagano przestrzegania zasady tutaj mówi się tylko po niemiecku, m.in. w urzędach, szkołach, sklepach, a także na ulicy i w kościołach.

Ostoją polskości stawały się zatem książki. Dostęp do nich był utrudniony, księgarnie bowiem i biblioteki zamknięto, pozostawiając jedynie nieliczne na terenie Generalnego Gubernatorstwa, i to z ograniczonym księgozbiorem oraz listą utworów zakazanych.

Polak nie mógł również urządzać wieczorków tanecznych, uczęszczać na koncerty czy inne imprezy kulturalne - były one najczęściej zakazane. Nie oglądał sztuk teatralnych; większość teatrów została zamknięta, prócz tych na terenie GG, które miały najniższy poziom i niewybredny repertuar, narzucany zresztą przez władze okupacyjne. Pozostawały zatem tylko kina, choć i te - nie pozbawione propagandowego charakteru - stały się przedmiotem bojkotu wyrażonego popularnym hasłem tylko świnie siedzą w kinie. Dostępu do dobrych lokali, wielu parków i plaż strzegły napisy: Polakom i psom wstęp wzbroniony. Jak łatwo się domyślić, miejscowa ludność, nie pozostając obojętna na tego typu ograniczenia, odpłacała humorystycznym wykorzystaniem wszechobecnego nur für Deutsche, umieszczając je m.in. na latarniach i murach cmentarzy.

Życie kulturalne podczas okupacji przeniosło się do mieszkań, gdzie odbywały się spotkania w gronie rodziny lub najbliższych przyjaciół. Spotkaniom takim przewodziła często idea propagowania polskości, znajdująca swój wyraz w organizowaniu tajnych przedstawień teatralnych czy wieczorków literackich. Wystawiano m.in. Balladynę Juliusza Słowackiego oraz Irydiona Zygmunta Krasińskiego.

Już od pierwszych dni okupacji społeczeństwo polskie podjęło ryzykowną walkę z wrogiem. Nie tylko w ruchu oporu. Większość obywateli przyjęła pełną godności, bierną postawę, wyrażającą się m.in. w bojkocie i oporze wobec rozporządzeń okupanta oraz wystrzeganiu się jak zarazy wszystkiego, co niemieckie.

1 Ludwik Landau, Kronika lat wojny i okupacji. Warszawa 1962-1963.

2 Gaupresseamt "Informationsblatt" nr 2 z dnia 20 lutego 1942 roku.

3 Zespół Delegatury Rządu RP na Kraj 202/I-34, k. 204.

4 Zespół Delegatury 202/I-34, k. 167, Pro memoria za okres 26 VII-26 VIII 1943 r.

KATARZYNA GRACZYKOWSKA jest studentką IV roku Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu w Białymstoku.