Twoja wyszukiwarka

ALEKSANDER STROJNY
OD PRUSAKA DO HITLERA
Wiedza i Życie nr 9/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1999

KARYKATURĘ MOŻNA ZNAKOMICIE WYKORZYSTAĆ W NAUCE HISTORII I POLITOLOGII. ALE MOŻE TEŻ PEŁNIĆ FUNKCJE PROPAGANDOWE, CZEGO PRZYKŁADEM SĄ KARYKATURY NIEMCÓW W POLSKIEJ PRASIE OKRESU MIĘDZYWOJENNEGO.

Twórcy karykatury najchętniej odzwierciedlają w niej problemy odmienności, wrogości, obcości itp. Dlatego nie dziwi fakt, iż będzie ona szczególnie bogata na obszarach, gdzie konflikty polityczne czy społeczne istnieją i narastają od dawna. Sąsiedztwo polsko-niemieckie dostarczało aż nazbyt wiele takiego materiału dla satyryków.

Alegoria Ligi Narodów (wyczerpana syzyfową pracą, sterana życiem kobieta) i typ Prusaka podżegacza usiłują, na siłę, nakarmić Litwina (Żmudzina) Wileńszczyzną. Symbolizuje ją młoda dziewczyna w ludowym stroju raczej polskim niż litewskim, którą troskliwie ochrania ramieniem żołnierz w polskim mundurze. Jest to propagandowy chwyt przemawiający za przyłączeniem Wilna do Polski ("Mucha" 1921)

Kopalnią znakomitych rysunków satyrycznych są czasopisma. W dwudziestoleciu międzywojennym wychodziło około 25 tego typu pism, lecz w zasadzie tylko wielkonakładowa "Mucha" ukazywała się przez cały ten okres.

Bezpośrednio po I wojnie światowej polska karykatura za całe zło, jakie spotkało nasz kraj, obwiniała nie Niemców jako takich, lecz Prusaków, utożsamiając ich czasami - na sposób zupełnie ahistoryczny - z Krzyżakami (biały płaszcz z czarnym krzyżem łączy się na rysunku z pruskim hełmem). Elementem ironii było samo znaczenie słowa Prusak. Prusak bowiem w języku polskim to również rodzaj owada (Blattella germanica) występującego na całej kuli ziemskiej, żyjącego w mieszkaniach i żywiącego się odpadkami. Wykorzystując homonimiczność tego słowa, rysowano zatem alegorię Germanii jako starej baby toczonej przez prusactwo, zestawionej z pięknym i młodym Polakiem. Prusactwo jako synonim robactwa równocześnie sugerowało, że to właśnie Prusacy odpowiedzialni są za upadek kraju.

Karykatura ostrzegała przed zbytnim lekceważeniem żywiołu niemieckiego. Jej twórcy przedstawiali wizje utraty suwerenności, rysując otyłego junkra z wielkim cygarem w zębach, przyjmującego hołd od Polaków ubranych w tradycyjny strój sarmacki. Nie należał do rzadkości wizerunek Prusaka jako monstrum ociekającego śliną, ściskającego nóż, żądnego mordu, ciemiężyciela polskości. Był to typowy zabieg propagandowy, świetnie pokazujący zależność karykatury od bieżącej polityki.

W pierwszych latach po wojnie Prusak był przez polskich karykaturzystów postrzegany czasem jako istota niezdolna zagrozić "potężnemu narodowi polskiemu". Rysowano polskiego robotnika, jak wypędza Prusaka solennym kopniakiem czy symboliczną polską pięść nokautującą pruskiego żołnierza ("Mucha" 1922)

Sytuacja w 1921 roku w naszych stosunkach z zachodnim sąsiadem była, delikatnie mówiąc, nie najlepsza. Przypomnijmy sprawę "płonącej granicy", której de iure jeszcze nie było. Kształtowała się ona w ogniu walk na wszystkich frontach. Powstanie wielkopolskie (1918) i trzy kolejne powstania śląskie (1919-1921) ugruntowały ją w części byłego zaboru pruskiego. W tamtych czasach często karykaturowano przedplebiscytowe poczynania rządu niemieckiego, polegające na sprowadzaniu przybyszów z głębi Niemiec w celu wzięcia udziału w plebiscycie na Górnym Śląsku pod pretekstem urodzenia się na tym terenie. Karykatura przerażonego Niemca odkopującego zwłoki na cmentarzu w Opolu w poszukiwaniu uprawnionych do wzięcia udziału w głosowaniu, a przypadkowo trafiającego na polską mogiłę - to świetny przykład kpiny z owej praktyki. Prócz tego, iż rysunek wydrwił działania rządu berlińskiego, próbował także dostarczyć argumentu za polskością Śląska, na którym znajdują się też wszak polskie (!) groby.

W okresie weimarskim satyra polska jest nadal równie ostra i dosadna, jak w czasie normowania stosunków po wojnie światowej, choć liczba tematów niemieckich okresowo spada na rzecz spraw krajowych. Zawsze jednak wśród zagranicznych obiektów kpiny Niemcy i problemy z nimi związane biją wszelkie rekordy. Szczególnie widoczne było to w latach 1925-1930. Do najczęściej wykorzystywanych tematów należały tradycyjnie stereotyp Niemca - militarysty, sprawa Gdańska, wojna celna, indoktrynacja młodych pokoleń i in. Ekonomiczny aspekt stereotypu antyniemieckiego, którym próbowano tłumaczyć gospodarcze trudności Polski w dobie wojny celnej i wielkiego kryzysu, odbiła oczywiście również i karykatura. Postać - symbol niemieckiego Michela - Michałka, zawsze w nieodłącznej szlafmycy i z fajką, pojawiała się w całym omawianym okresie. Początkowo przedstawiany jako obłudnik utożsamiający najgorsze cechy drobnomieszczaństwa, podżegający do wojny i odwetu, stał się "wizytówką" Niemca w karykaturze, stopniowo wypierając typ Prusaka. Również w czasach hitlerowskich Michel znajdzie dla siebie miejsce. Doda mu się jedynie swastykę w formie opaski na ramię lub jakąś część munduru szturmowca jako swoisty znak czasu i przemian.

Przełom, jaki nastąpił w Niemczech na początku lat trzydziestych za sprawą Hitlera, znalazł także odbicie w naszej satyrze rysunkowej. Liczba karykatur, jakie poświęcano Hitlerowi i jego ugrupowaniu, rosła systematycznie z sukcesami NSDAP. Stąd rozmaite przedstawienia kanclerza III Rzeszy: a to jako Frankensteina, a to zakochanego amanta z bukietem fiołków zionących siarką, a to Don Kichota, malarza, dzieciaka z wybuchowymi zabawkami czy demagogicznego, prehistorycznego wodza przemawiającego do swych współplemieńców.

Polsko-niemiecki konflikt gospodarczy z lat 1925-1930 (tzw. wojna celna polegająca na wprowadzaniu wysokich ceł na eksportowane towary) był częstym motywem pojawiającym się w satyrze rysunkowej w Polsce. Michałek traci zęby na "polskich orzechach", czyli na produktach eksportowych, starając się je "rozgryźć" za pomocą leżącego u jego stóp dziadka do orzechów, tj. ceł zaporowych ("Mucha" 1930)

Karykatury takie pojawiały się dość często, mimo że po 1934 roku, po podpisaniu polsko-niemieckiej deklaracji o nieagresji, cenzura, stosując się do wytycznych linii polskiej polityki zagranicznej - tzw. polityki równych odległości, robiła, co mogła, by wyeliminować antyniemieckie elementy w publikacjach satyrycznych. Jak wykazują powyższe przykłady, nie do końca się jej to udawało. Analogicznie było i w samej Rzeszy. "Mucha" z 1938 roku pokazuje wnętrze restauracji, w której hitlerowiec zjada na obiad Czechosłowację i Austrię, a Anglik kelner podaje mu półmisek z Togo i Kongiem, czemu Francja przygląda się zza szyby w niemej asystencji. Jest to jedna wielka aluzja do polityki "niedrażnienia" Niemiec.

Oddzielną grupę symboli szablonów szczególnie chętnie wykorzystywanych przez satyryków stanowi symbolika zwierzęca. Uzwierzęcenie postaw i charakterów ludzkich w karykaturze to rzecz powszechna, dająca artyście większe możliwości podkreślenia, uwypuklenia pewnych cech. Rysunki takie są maską, pod którą kryją się lansowane przez satyryków stereotypy, maską, która je dodatkowo ugruntowuje w świadomości ich odbiorcy. Swoisty bestiariusz w omawianej tutaj karykaturze tworzą takie zwierzęta symbole, jak: świnia, buldog, czarny orzeł, lis czy wilk. Przypomnę choćby rysunek z 1936 roku, odwołujący się do polityki faszystowskich Niemiec wobec państw bałkańskich. III Rzesza uosobiona przez lisa obserwuje stadko gęsi. Czego lis może chcieć od gąsek, wyjaśniać nie trzeba. Jeżeli uświadomimy sobie, że gąski to alegoria Litwy, Łotwy i Estonii, przesłanie karykatury też będzie jasne.

Oto buldog faszysta i jamnik komunista na wspólnym spacerze. Dobór ras nie był przypadkowy, co uwypukla znaczenie myśli buldoga: Rasa jamników jest parszywa, ale przyjemną czasem bywa. Historia pokazała, że przedstawiony w ten sposób obraz stosunków niemiecko-radzieckich w latach trzydziestych był prawdziwy. Ciekawe jest też zestawienie nacjonalizmu z internacjonalizmem. W ujęciu karykaturzysty obie ideologie, tak charakterystyczne dla tamtych czasów, niekoniecznie w praktyce muszą się tak różnić, jak ich programy. W konformistycznej polityce liczą się tylko korzyści dnia dzisiejszego ("Mucha" 1932)

Dowcip rysunkowy często bywał niezbyt wybredny. Autor, nie bawiąc się w żadną symbolikę, mówił do swego odbiorcy wprost, jak ocenia Niemca. Przytoczmy chociażby podpis spod obrazka z początku lat dwudziestych: Ech, żeby mi nasz dobry Bóg niemiecki pozwolił ustrzelić na Boże Narodzenie pół kopy Polaków, a na Nowy Rok kopę Francuzów, jakby to było pięknie z jego strony! Trudno o bardziej jasny i dosadny przykład postrzegania Niemców. Natomiast pozytywny stereotyp Niemca w polskiej prasie pojawiał się sporadycznie i dotyczył niemieckiej gospodarności, punktualności, czyli tego wszystkiego, co składa się na tzw. Deutsche Ordnung.

Jaki był wpływ karykatury antyniemieckiej na społeczeństwo polskie przed wybuchem II wojny światowej? Jedno nie ulega wątpliwości - karykatura miała wówczas o wiele większą siłę docierania do umysłów niż dzisiaj. Przedwojenną karykaturę należy uznać za masowy nośnik informacji dostępnej wszędzie. Nie było zakładu fryzjerskiego, poczekalni lekarskiej czy kawiarni bez najświeższego numeru "Muchy" czy innych podobnych pism - piszą H. Górska i E. Lipiński w książce Z dziejów karykatury polskiej (Warszawa 1977). Jako że karykatura należy do wizualnych środków przekazu, trafić mogła także do osób nie potrafiących czytać, a w Polsce było wówczas ponad 23% analfabetów. Ci ludzie mogli być nawet szczególnie podatni na jej wpływy.

Militaryzm III Rzeszy dla szarego obywatela Niemiec, godzącego się z wyrzeczeniami w imię realizacji perspektyw nowych Niemiec, w oczach satyryków skończyć musi się głodem. Idee ideami, ale jeść trzeba! ("Mucha" 1936)

Tematem, który dominował w ówczesnej karykaturze, była polityka, wykorzystująca ją dla swych propagandowych celów, nierzadko manipulująca historią. Jakie były reakcje wywołane przez dowcip rysunkowy? Czy rysunki wzbudzały emocje? Czy i w jakim stopniu karykatura kopała przepaść między narodami, czy skłaniała do nienawiści? To pytania do dyskusji. Z całą pewnością jednak trzeba powiedzieć, że masowość i wszechobecność karykatury antyniemieckiej połączona z systematycznie rosnącą atmosferą wojennego zagrożenia nie pozostała bez wpływu na sposób postrzegania zachodniego sąsiada.

Ilustracje pochodzą ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej.

ALEKSANDER STROJNY jest studentem IV roku Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego.