Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
OD ŚREDNIOWIECZA DO SIECI
Wiedza i Życie nr 9/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 9/1999

Nasze kolejne spotkanie będzie miało charakter silnie postmodernistyczny: wymieszamy wszystko ze wszystkim. Świętość będzie sąsiadowała z polityką, technika z zabobonem, wszystko zaś razem z robieniem interesów. Nie jest to jednak schizofrenia. Nic na to nie poradzę, cały Internet jest postmodernistyczny. Nieśmiało zaryzykowałbym opinię, że w ogóle dzisiejsze życie jest postmodernistyczne...

Aha, pytają Państwo, co oznacza to dźwięczne słowo? Ot, kłopot. Niegdyś epitet ów odnosił się jedynie do pewnego niezbyt pięknego (choć to kwestia gustu) stylu w architekturze; ostatnio jest jednym z modnych słów-wytrychów, zazwyczaj używanych na określenie czegoś o pomieszanych właśnie treściach oraz ideach, zwłaszcza zaś czegoś, w czym nie ma wyróżnionych Wartości. Tych przez wielkie W, naturalnie.

Jest to więc epitet graniczący z wyzwiskiem; rozumieją Państwo tedy, dlaczego w odniesieniu do życia - a nawet Internetu - używam go nieśmiało. Sądzę, że docenią też Państwo odwagę, z jaką przyznaję się do pisania i upowszechniania postmodernistycznych elukubracji. Żeby nie powiedzieć wprost: miazmatów.

Do rzeczy jednak.

MAŁA ENCYKLOPEDIA ŚREDNIOWIECZA

Pierwsza z przedstawianych dziś witryn jest typową witryną amatorską - w najszlachetniejszym zresztą sensie tego słowa. Autor ma wyraźnie pewną pasję historyczną: lubi okres średniowiecza, zna go i swoją wiedzę zechciał udostępnić nam wszystkim poprzez Sieć. Znajdziemy tu kilkaset dość szczegółowo omówionych terminów i biogramów, sporą liczbę ciekawych i pieczołowicie wyszukanych ilustracji, wiele interesujących tabel i wykresów. W sumie - jest to potężna porcja wiedzy o historii i kulturze; o demonach, świętych i rycerzach, o zamkach i opactwach; wszystko po polsku. Doskonała pomoc naukowa na lekcję historii!

Graficznie jest to jednak witryna mocno średnia: przeładowana zbędnymi ozdóbkami, z mało czytelnymi tekstami, zbyt intensywnymi tłami. A nawet - co z przykrością stwierdzam - z literówkami i zwykłymi błędami językowymi. Młodym (niekoniecznie wiekiem, ale stażem) webmasterom w ogóle usilnie zalecam: nie spieszcie się z publikacją swoich dzieł; lepiej tydzień później, a bez kaleczenia języka, bo to grzech trudno wybaczalny. I więcej umiaru graficznego, panie i panowie...

Reprodukuję z tej witryny obrazek przedstawiający ruiny słynnego opactwa w Cluny. Pamiętają Państwo, że opactwo to zostało, jako jeden z pierwszych obiektów dziedzictwa kulturalnego Europy, odtworzone wirtualnie programem komputerowym z gatunku tzw. Virtual Reality?

Adres: http://sredniowiecze.koti.com.pl

MUZEUM KALKULATORÓW RADZIECKICH

Nie mylą się Państwo: coś takiego też jest w Sieci. W dodatku (co z adresu nie da się bezpośrednio odczytać, trzeba nad tym trochę popracować) witryna ta powstała w... Australii. Ale nic dziwnego: te kalkulatory były zawsze doskonałe i tanie, choć ich wzornictwo może w niektórych wypadkach pozostawiało co nieco do życzenia. Sam lata całe z satysfakcją używałem - sprawnego do dziś - modelu "Elektronika B3-38" i z pewnym sentymentem reprodukuję obok jedną ze stron ogromnej i przebogatej w treści australijskiej witryny, poświęconą tej maleńkiej maszynce.

Namawiam do zajrzenia tam nie tylko hobbystów. Nie ma co ukrywać: wielu Polaków odnosi się do b. ZSRR (zwłaszcza) i w ogóle do Rosji z pewną niechęcią, niekiedy nawet z lekceważeniem. Nie przyjmujemy do wiadomości - z uwagi na określone resentymenty historyczne - lub po prostu nie wiemy, że rosyjska i radziecka matematyka to była i jest ścisła czołówka światowa; to informacja pierwsza z brzegu, jedna z wielu podobnych. Komputery radzieckie z pewnością nie były tak szeroko znane w świecie i tak doskonałe, jak - powiedzmy - maszyny IBM. Ale kto to pierwszy poleciał w Kosmos na podstawie odpowiednich wyliczeń? Czyja sonda pierwsza trafiła na Księżyc?

Proszę przyjrzeć się tej witrynie i zwrócić uwagę, z jakim szacunkiem i sympatią jej autorzy odnoszą się do twórców tej ważnej i przez wiele lat podstawowej aparatury inżynierskiej.

Adres: http://members.xoom.com/_XOOM/adavie/soviet.html

DOMENY

Wypisany powyżej adres internetowy witryny z radzieckimi kalkulatorami jest - powiedzmy sobie szczerze - nader kiepski. Jest paskudnie skomplikowany i poza słowem soviet w żaden sposób nie kojarzy się z treścią publikacji; równie dobrze może ona dotyczyć pieriestrojki, żartów z "nowych Ruskich" lub czegokolwiek innego. A przecież początkujący, mało sprawny w odszukiwaniu informacji sieciowej internauta, szukając czegoś - powiedzmy - o austriackich samochodach, wpisze najpierw hipotetyczny adres http://www.austriancars.com/ albo www.austrian-cars.com, albo coś podobnego; słowem, wybierze domenę o nazwie łączącej się z tematem poszukiwań. Takie kojarzące się nazwy trzeba najpierw zarejestrować, potem zaś można je sprzedawać i kupować; niekiedy robiąc na tym niezłe pieniądze. Mało jeszcze starających się o wejście do Sieci z własną witryną firm (nie mówiąc o osobach prywatnych) o tym pamięta.

Dokonanie rejestracji, czyli rezerwacji, dobrej nazwy jest proste: wystarczy zajrzeć na polskojęzyczną stronę www.domeny.com, tam najpierw sprawdzić za pomocą prościutkiego formularza, czy wybrana nazwa jest dostępna - i jeśli tak, to za pośrednictwem tej samej witryny zastrzec ją i opłacić rejestrację (w zależności od wymagań i celu kosztuje to od około 200 zł do około 1500 zł). Ja np. przekonałem się, że do momentu pisania tych słów nie było chętnych na domenę bogdan.pl - a jaki to byłby snobistyczny adres bogdan.mis@bogdan.pl, co? Tyle że ja za sam snobizm nie lubię płacić. A że wolny był też adres www.proszkidoprania.pl? W wiadomych firmach marketing chyba śpi...