Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ PIEŃKOWSKI
HOLENDERSKIE BRZOZY I ANTARKTYCZNE LODY
Wiedza i Życie nr 10/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1999

Pojawiły się dwa nowe ważne zbiory danych klimatycznych. Pierwszy z nich, uzyskany z analizy warstw torfu, opisuje ostatnie 11 300 lat. Drugi, otrzymany z pomiarów rdzenia lodowego, odsłania ponad 400 tys. lat klimatycznej historii Ziemi. Z obu wynika, że obecnie mamy rekordowo wysokie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze.

Fot. Corel

Frederike Wagner z Uniwersytetu w Utrechcie i jej współpracownicy wybrali z bardzo starego holenderskiego torfu liście trzech gatunków europejskiej brzozy, po czym zbadali je, określając zagęszczenie aparatów szparkowych. To nowa metoda w badaniach klimatu. Liczba aparatów szparkowych - otworów w liściach, które służą roślinom do oddychania - zmienia się w zależności od stężenia CO2 w powietrzu: im więcej tego gazu, tym mniej aparatów roślina potrzebuje. Okazało się, że u schyłku ostatniego zlodowacenia (około 10 tys. lat temu) ilość dwutlenku węgla w atmosferze bywała prawie tak wysoka jak współcześnie. Odkrycie to zaprzecza twierdzeniu, że poziom CO2 utrzymywał się na względnie niskim poziomie aż do połowy XIX wieku, kiedy rozpoczęła się rewolucja przemysłowa [patrz: "Science", 5422/1999]. Rozbieżność danych pani Wagner i badaczy rdzeni lodowych może być wskazówką, że procesy dyfuzji niszczą częściowo zapis klimatyczny w starym lodzie [patrz: Czy człowiek zmienia klimat?, "WiŻ" nr 5/1998].

Drugi zbiór danych powstał z pomiarów stężeń różnych gazów i ich składu izotopowego w lodzie, odwierconym nieopodal rosyjskiej stacji polarnej Wostok we wschodniej Antarktydzie. To najgłębsze na świecie rdzeniowane wiercenie w czapie lodowej zakończono w styczniu 1998 roku, ponieważ okazało się, że około 120 m niżej rozpościera się ogromne podlodowe jezioro [patrz: Sygnały, "WiŻ" nr 1/1998]. Analizowanie zebranego materiału trwało aż do wiosny 1999 roku, da jącw końcu precyzyjny zapis klimatyczny z okresu ostatnich czterech zlodowaceń. Wyniki, opublikowane przez zespół dziewiętnastu naukowców w miesięczniku "Nature" [6735/1999], potwierdziły, że głównym sprawcą wielkoskalowych zmian klimatycznych są cykliczne zaburzenia w ruchu orbitalnym Ziemi wokół Słońca. Po raz kolejny stwierdzono także ścisły związek wahań temperatury i stężenia gazów cieplarnianych w powietrzu. Wciąż nie wiadomo tylko, czy przyrost CO2 w powietrzu powoduje ocieplenie (w wyniku efektu cieplarnianego), czy też jest na odwrót - ocieplenie powoduje przyrost CO2 (jako konsekwencja rozgrzania oceanów i uwolnienia z nich tego gazu). Jak przyznają sami autorzy tej pracy, wzrost ilości gazów cieplarnianych w ciepłych okresach międzylodowcowych wystarcza do wytłumaczenia tylko około połowy obserwowanego ocieplenia.

Z nowych danych wyłaniają się dwa główne wnioski w sprawie przyszłości klimatu Ziemi. Po pierwsze, ewentualne zmiany najprawdopodobniej ujawnią się najpierw w rejonie Antarktydy. Po drugie, ich kierunek trudno przewidzieć, bo ostatnie 10 tys. lat to wyjątek w klimatycznej historii naszej planety - aż od 400 tys. lat nie było tu ciepło przez tak długi okres.