Twoja wyszukiwarka

JERZY KOWALSKI-GLIKMAN JERZY KOWALSKI-GLIKMAN MARIA SUPRANOWICZ
GENIUSZ - NOWY SŁOWNIK POPRAWNEJ POLSZCZYZNY PWN
Wiedza i Życie nr 10/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1999

NOWY SŁOWNIK POPRAWNEJ POLSZCZYZNY PWN

Pod red. Andrzeja Markowskiego.
Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1999.

Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN zawiera około 31 tys. wyrazów, dobranych ze względu na wątpliwości językowe, jakie może budzić ich używanie. Słownik składa się z części zasadniczej oraz następujących bloków tematycznych: nazwy geograficzne i etniczne, nazwiska i imiona, skrótowce, cząstki słowotwórcze oraz hasła problemowe.

Ten słownik poprawnościowy - jak i poprzednie, a więc Słownik poprawnej polszczyzny pod red. Witolda Doroszewskiego i Haliny Kurkowskiej (1973) oraz wcześniejszy Stanisława Szobera (1971, wydanie pierwsze w 1937 roku pt. Słownik ortoepiczny. Jak mówić i pisać po polsku) - służy celom normatywnym. Informuje o obowiązującej pisowni wyrazów, wymowie, odmianie, budowie słowotwórczej, znaczeniu i właściwościach składniowych.

Otrzymaliśmy od dawna oczekiwany, uwspółcześniony słownik poprawnościowy, rejestrujący zmiany, które zaszły od czasu opracowania poprzednich słowników. Zasadniczą nowością w Nowym słowniku... jest jednak określenie normy językowej. Redaktor naukowy, prof. Andrzej Markowski (Uniwersytet Warszawski), w Słowie wstępnym pisze, że współczesna norma językowa jest zróżnicowana i co najmniej dwupoziomowa: istnieje norma wzorcowa, wysoka i norma użytkowa, potoczna. Norma wzorcowa obejmuje formy właściwe w każdej sytuacji, a pożądane zwłaszcza w kontaktach oficjalnych i starannych nieoficjalnych. Norma użytkowa, mniej rygorystyczna, jest charakterystyczna dla swobodnych kontaktów nieoficjalnych.

Takie rozwiązanie problemu poprawności w wielu sytuacjach nie pomoże pozbyć się kłopotu użytkownikom języka sięgającym po ten słownik, a więc nauczycielom, uczniom, korektorom czy redaktorom. Najczęściej szukają oni bowiem konkretnych odpowiedzi, jak pisać. Tymczasem skorzystanie ze słownika w pewnych wypadkach może zmienić jedynie charakter wątpliwości z "czysto językowych" na "obyczajowe". Czy zatem korektor, który w artykule dbającej o język gazety znajdzie zdanie: Ceny akcji nieustannie skaczą, powinien zareagować na słowo skaczą, którego znaczenie w tym kontekście zostało przez słownik zakwalifikowane jako "potoczne"? A czy uczeń, który napisze w wypracowaniu: Gdy miałem osiem lat, zamieszkałem na ulicy Polnej, otrzyma gorszą ocenę za użycie wyrażenia zamieszkać na ulicy?

Warto przy okazji zauważyć, że być może jedno z haseł w słowniku pozwoli śmielej korzystać z zasady łącznej pisowni nie z imiesłowami przymiotnikowymi, uchwalonej w ub.r. przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN i zaakceptowanej przez Ministra Edukacji Narodowej. Pomimo informacji prasowych o tej decyzji mało kto ją stosuje. W Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN możemy przeczytać: Z imiesłowami przymiotnikowymi partykułę nie piszemy zasadniczo łącznie, niezależnie od znaczenia całości. [...] Pisownia rozdzielna jest właściwa tylko przy wyraźnym przeczeniu. Np.: Postać nie znana, lecz całkowicie obca. Ani nie czytający, ani nie piszący, a dopuszczalna także wówczas, gdy chce się świadomie mocno podkreślić czasownikowy charakter zaprzeczonego imiesłowu. Można sobie jednak znów zadać pytanie: w jakich sytuacjach należałoby mocno podkreślać ów charakter zaprzeczonego imiesłowu?

Nie ulega wątpliwości, że słownik zmusza do uważnego czytania haseł i do świadomego wyboru odpowiedniej formy wyrazu. Na pewno dzięki temu na dłużej zapamiętamy to, co w nim przeczytamy podczas naszych poszukiwań.

GENIUSZ

James Gleick Przełożył Piotr Amsterdamski.
Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 1999.

Pamiętam, że kiedy wiele lat temu rozpoczynałem studia na wydziale fizyki, moimi największymi idolami - poza gwiazdami rocka - byli Albert Einstein (co jest samo przez się zrozumiałe) i Richard Feynman. Nie wiedząc zbyt wiele o jego życiu i czytając Feynmana wykłady z fizyki, miałem wrażenie obcowania z żywym człowiekiem, pełnym emocji i, co najważniejsze, nieprawdopodobnej radości płynącej z wydzierania przyrodzie jej tajemnic. Wiele lat później udało mi się trafić na Geniusza, biografię naukową tego jednego z największych fizyków XX wieku - najpierw w oryginale, a niedawno w wyśmienitym tłumaczeniu Piotra Amsterdamskiego.

Richard Feynman był dzieckiem XX wieku. Urodził się w roku 1918, kiedy cichły działa I wojny światowej, zmarł na rok przed upadkiem Muru Berlińskiego. W ciągu tych siedemdziesięciu lat był świadkiem - i aktywnym uczestnikiem - wielkiego przewrotu, jaki dokonał się nie tylko w fizyce i całej nauce, ale również w życiu społecznym i duchowym ludzkości. Był jednym z twórców bomby atomowej, a jednocześnie nieustannym źródłem kłopotów wojskowych cenzorów z pustynnego laboratorium Los Alamos. Opracował kwantową teorię oddziaływań elektromagnetycznych i grywał na perkusji w nocnych klubach. Był niezależnym ekspertem w zespole wyjaśniającym zagadkę katastrofy promu kosmicznego i, już jako profesor fizyki, spędzał tygodnie, obserwując półświatek Las Vegas.

Napisanie rzetelnej biografii postaci, takiej jak Feynman, nie jest rzeczą łatwą. Na autora - szczególnie amerykańskiego - czyha pokusa stworzenia polukrowanej laurki lub wręcz przeciwnie, pogoni za sensacją rodem z prasy brukowej. James Gleick wywiązał się, w moim przekonaniu, ze swojego zadania znakomicie. Geniusz to z jednej strony bardzo prawdziwa opowieść o życiu osoby wybitnej, nie unikająca wnikania w sferę bardzo intymną, a z drugiej doskonały, popularny opis dokonań naukowych. Jest to książka dla każdego. Laik może z powodzeniem skoncentrować się na warstwie biograficznej, fizyk znajdzie w niej nie tylko wiele anegdot, ale również będzie mógł prześledzić rozwój intelektualny jednego z najwybitniejszych uczonych XX wieku.