Twoja wyszukiwarka

MARIA SUPRANOWICZ
ŚWIĘTO ODRODZENIA POLSZCZYZNY
Wiedza i Życie nr 10/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1999

22 LIPCA BR. SEJM UCHWALIŁ USTAWĘ O JĘZYKU POLSKIM. UWZGLĘDNIAJĄCA POPRAWKI SENACKIE OSTATNIA WERSJA USTAWY NAKŁADA NA NAS OBOWIĄZEK POSŁUGIWANIA SIĘ W ŻYCIU PUBLICZNYM JĘZYKIEM POLSKIM, JĘZYKI OBCE ZAŚ DOPUSZCZA JAKO TOWARZYSZĄCE POLSZCZYŹNIE. ZA NARUSZENIE NIEKTÓRYCH POSTANOWIEŃ PRZEWIDUJE KARY.

Rok temu prasa donosiła o dwóch konkurencyjnych projektach ustawy o języku polskim, rządowym i klubu PSL. Rządowy projekt w znanej mi wersji - mówił profesor Walery Pisarek, przewodniczący Rady Języka Polskiego przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk, autor jednego z kilkunastu projektów ustawy - jest rzeczywiście bardziej liberalny od zgłoszonego przez PSL. Ale każdy projekt jest bardziej liberalny niż obecny stan prawny, który nie dopuszcza niczego poza językiem polskim. Projekt rządowy w wersji, którą znam, zapewnia obecność języka polskiego. Nigdy nie głosiłem potrzeby wywoływania krucjaty o jego czystość ("Gazeta Wyborcza" z 17 lipca 1998 roku). W swej wypowiedzi prof. Pisarek nawiązywał zapewne do dekretu o języku państwowym i języku urzędowania rządowych i samorządowych władz administracyjnych z 30 listopada 1945 roku, do tej pory obowiązującego.

W maju br. Komisja Kultury i Środków Przekazu, Komisja Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Komisja Mniejszości Narodowych i Etnicznych wniosły do Sejmu projekt ustawy. Na posiedzeniu 22 lipca Sejm ustawę uchwalił, na początku sierpnia Senat wprowadził do jej tekstu 31 poprawek.

Celem ustawy ma być ochrona języka polskiego w życiu publicznym, a tym samym - nas przed obcojęzycznymi tekstami informacyjnymi. Wymienia ona cztery chronione obszary: 1) nazewnictwo towarów i usług, oferty, reklamę, instrukcje obsługi, informacje o właściwościach towarów i usług, warunki gwarancji, faktury, rachunki i pokwitowania (Sejm wnosił również o ochronę nazewnictwa na etykietach towarów, sprzeciwił się temu Senat, uzasadniając, że etykieta towaru, czasem głęboko zakorzeniona w świadomości konsumentów, jest graficznym symbolem oznaczonego przez nią produktu), 2) umowy, 3) nauczanie, 4) napisy oraz informacje w urzędach i instytucjach użyteczności publicznej, w środkach transportu. Tak więc napis na jednej z głównych warszawskich ulic The best Indian restaurant in Poland albo zniknie z szyldu, albo będzie uzupełniał napis polski Najlepsza w Polsce restauracja hinduska; informacje w niektórych biurach: open, entrance, push czy no smoking - będą mogły jedynie towarzyszyć słowom polskim - otwarte, wejście, pchać czy palenie wzbronione.

Przykłady można mnożyć. Wpływ języków obcych, głównie angielskiego, widoczny jest na każdym kroku. Rzucają się w oczy obcojęzyczne nazwy sklepów, towarów, filmów. Na etykietkach i ulotkach można przeczytać informacje w języku angielskim i innych europejskich, często wśród nich brakuje polskiego. W gazetach widzimy ogromne ogłoszenia o pracy w języku angielskim, które wielu czytelników bardzo rażą. W tym wypadku można się jednak zastanowić - czy słusznie? Takie ogłoszenie jest przecież pierwszym sprawdzianem znajomości tego języka, który będzie niezbędny w wykonywaniu danej pracy.

Ustawa uznaje ochronę języka polskiego za obowiązek wszystkich organów i instytucji publicznych Rzeczypospolitej Polskiej i powinność jej obywateli - o czym czytamy w preambule. Powołuje się przy tym na dobro kultury narodowej, doświadczenia historii. Warto tutaj przypomnieć wypowiedź profesora Janusza Tazbira, historyka, członka Polskiej Akademii Nauk, podczas czwartego posiedzenia Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN [maj 1998 - patrz: Rada w radę, "WiŻ" nr 8/1998]. Jego zdaniem obce wpływy nie są zagrożeniem dla polszczyzny, która już niejednokrotnie mogła ulec innym językom, nigdy jednak do tego nie doszło. Dodajmy - nawet w sytuacji braku własnego państwa i możliwości dekretowania naszych zachowań językowych.

Ocena wpływu obcych języków na kulturę języka narodowego - obcego słownictwa, frazeologii, wymowy, odmiany wyrazów, składni - nie może być jednoznaczna. Nie sposób takiego wpływu uniknąć, sprzyjają temu międzynarodowe kontakty handlowe, polityczne i kulturalne. Nie ma języków pozbawionych obcych zapożyczeń, a zasada ochrony czystości języka może oznaczać jedynie przeciwstawianie się zapożyczeniom nowym i uznanym za niepotrzebne. Obce wpływy niewątpliwie wzbogacają język. Polszczyzna na przykład językowi czeskiemu zawdzięcza znaczną część słownictwa związanego z chrześcijaństwem (od X wieku), niemieckiemu - wyrazy dotyczące organizacji miejskiej, handlu, rękodzielnictwa, budownictwa, wojskowości (XIII-XIV wiek) oraz związane z administracją i przemysłem (później, w okresie zaborów), obecne są w niej zapożyczenia z łaciny (głównie XVI-XVIII wiek), włoskiego (XVI-XVII stulecie), francuskiego (XVI-XIX wiek), a także ukraińskiego, białoruskiego, tureckiego, węgierskiego, rosyjskiego i innych.

Spróbujmy sobie wyobrazić, że posłowie na Sejm Wielki tuż przed urlopem chcieli się wykazać troską o ojczystą mowę i zabrali się za sprawy języka. Postanowili usunąć wyrazy pochodzenia niemieckiego i wyrzucili burmistrza, sołtysa oraz wójta, zlikwidowali gminę i ratusz, wyrzucili cegłę, mur, dach, rurę i blachę, zrezygnowali z cła, czynszu i żołdu, wykreślili fartuch. Nie oszczędzili też łaciny - skreślili quorum, vivat, consensus, beneficium i wiele innych. Co by zostało z polszczyzny do naszych czasów?

Gdybyśmy chcieli zestawić słowa, które w języku polskim mają własny prasłowiański rodowód, to okazałoby się, że z około 30 tys. wyrazów zebranych w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny PWN pod redakcją Andrzeja Markowskiego (1999 r.) lub z około 10 tys. słów używanych przez przeciętnego wykształconego Polaka pozostałoby może tysiąc wyrazów.

Sprawa ustawy o języku polskim i jego ochronie zyskuje na znaczeniu w kontekście naszego przystąpienia do Unii Europejskiej. Wielu Polaków obawia się wspólnej Europy, w której nasz język będzie wypierany przez inne języki państw do niej należących, przede wszystkim przez angielski.

Senat na sierpniowym posiedzeniu uznał, że ustawa nie powinna naruszać praw Kościołów i innych związków wyznaniowych oraz mniejszości narodowych i grup etnicznych. Ochrona języka polskiego ma polegać m.in. na dbaniu o poprawne jego używanie, upowszechnianiu szacunku dla regionalizmów i gwar oraz przeciwdziałaniu wulgaryzacji. Nie uznał natomiast używania wulgarnych słów za wykroczenie. Zobowiązał środki przekazu do dbania o poprawność języka i unikania wulgarnych słów.

Na posiedzeniu Senatu zgłoszono 45 poprawek do ustawy o języku polskim, z których 31 zostało przyjętych. Wszystko wskazuje na to, że nie będzie obowiązku tłumaczenia nazw własnych, czym straszyły gazety pod koniec lipca. Skreślono nawet zastrzeżenie nakazujące jednak tłumaczyć nazwę własną, jeśli ma ona odpowiednik w języku polskim. Czyżbyśmy więc mogli swobodnie pisać New York, London, Paris, Köln, München, Beijing, Kau~nas?

Gdy ten numer "Wiedzy i Życia" ukaże się w kioskach, być może tekst ustawy będzie już zatwierdzony przez Sejm (który ustawą ma zająć się we wrześniu) i podpisany przez Prezydenta RP. Warto jednak zachęcać rodaków do dbałości o własny język nie tylko restrykcjami, ale też jego promowaniem, o czym również traktuje tekst ustawy, mówiąc o upowszechnianiu wiedzy o języku polskim, doskonaleniu sprawności posługiwania się nim w życiu społecznym i stwarzaniu warunków sprzyjających jego rozwojowi. Promowanie wymaga jednak wielu, nieraz bardzo kosztownych, działań i przemyślanego planu na długie lata.

O podobnych zagadnieniach przeczytasz w artykułach:
(08/98) Rada w radę