Twoja wyszukiwarka

MARTA GÓRNICKA
GENIUSZ-CZŁOWIEK
Wiedza i Życie nr 10/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1999

W PAŹDZIERNIKU 1999 ROKU MIJA 150. ROCZNICA ŚMIERCI FRYDERYKA CHOPINA. MUZYKA TEGO GENIALNEGO KOMPOZYTORA ZNANA JEST NA CAŁYM ŚWIECIE. MNIEJ WIEMY O CHOPINIE CZŁOWIEKU.

Wiedeń 1830 roku. Ponura wigilijna noc. Dwa dni później Fryderyk Chopin napisał o sobie: sam jeden o 12-tej wolnym krokiem udałem się do Ś-tego Szczepana. Przyszedłem, jeszcze ludzi nie było. Nie dla nabożeństwa, ale dla przypatrzenia się o tej porze temu olbrzymiemu gmachowi, stanąłem w najciemniejszym kącie u stóp gotyckiego filara. [...] Cicho było. Czasem tylko chód zakrystiana zapalającego kagańce w głębi świątyni przerywał mój letarg. Za mną grób, pode mną grób... Tylko nade mną grobu brakowało. Ponura roiła mi się harmonia. Czułem więcej aniżeli kiedy osierociałość moją (fragment listu do Jana Matuszyńskiego z 26 grudnia 1830 r.)*.

George Sand, Portret Fryderyka Chopina. Rysunek ołówkiem, 1844

Fototeka TiFC

Było zimno. Gdy kościół zaczął zapełniać się ludźmi, Fryderyk zasłonił się kołnierzem od płaszcza i przez puste ulice wrócił do wynajmowanego mieszkania. Wcześniej bawił w towarzystwie, spędzał wigilię w polskim domu Konstancji Bayerowej, znanej ze szczególnej dbałości o narodową tradycję. Pił, jadł, improwizował, może robił swoje zabawne "poliszynele" - rozśmieszał zebranych, naśladując ich miny i gesty.

Dla współczesnych Chopin pozostawał geniuszem osnutym tajemnicą - jak pisał markiz Astolf de Custine, francuski literat, autor pamiętników, w których wspomina Chopina, oraz kilku listów do kompozytora. Dla nas skrywa się za swoją muzyką, próby jej dogłębnego zrozumienia i opisu to zamknięcie w terminach muzycznych tego, co nieuchwytne i niedefiniowalne.

Zapiski z okresu pobytu w Wiedniu i Stuttgarcie są jedynymi, w których Chopin się odsłonił, i wydaje się, że mogą być one kluczem do uchwycenia fenomenu tej osobowości.

Mały Chopinek

Wyposażony w ojcowskie oszczędności, żegnany czule przez rodzinę i przyjaciół 2 listopada 1830 roku dwudziestoletni Fryderyk Chopin wyjechał z Polski. Opuszczał kraj pełen nieufności, długo zwlekał z ustaleniem daty wyjazdu, miał niejasne przeczucia. Wraz z decyzją o wyjeździe pojawiła się zaskakująca myśl o śmierci, zaskakująca, ponieważ dzieciństwo Frycka to czas najbardziej beztroski i spokojny. Już mnie szały napadają mocniejsze jak zazwyczaj. - Jeszcze siedzę - nie mam dość siły do zdecydowania dnia; myślę, że wyjeżdżam po to, żebym na zawsze zapomniał o domu; myślę, że jadę umrzeć, a jak to przykro musi być umierać gdzie indziej, nie tam, gdzie się żyło. Jakże mi to okropnie będzie widzieć zamiast rodziny doktora albo służącego przy łożu śmiertelnym - pisał w liście do Tytusa Woyciechowskiego
z 4 września 1830 roku.

Co mogło być przyczyną powstania takiego zapisu? Dom Chopina był szczególny i znaczył dla niego bardzo wiele. Mieszczański, pełen miłości i ciepła, gdzie relacje między domownikami pozostawały bliskie i serdeczne, a mały Frycek otoczony był miłością i troską. W przyszłości będzie próbował szukać takich relacji i takiej miłości, ale nigdy już nie dostanie jej tyle, co w rodzicielskim domu. W nim po raz pierwszy, jeszcze jako niemowlę, usłyszał dźwięki fortepianu matki i, będąc dzieckiem nadwrażliwym, rozpłakał się. To przewrażliwienie pozostało cechą jego natury.

Zgodne i kochające się małżeństwo Chopinów wspólnie muzykowało. Matka, Justyna z Krzyżanowskich, lubiła śpiewać, akompaniując sobie na fortepianie, a ojciec, Mikołaj Chopin, często jej towarzyszył, grając na flecie lub skrzypcach. Mały Fryderyk bardzo wcześnie zainteresował się instrumentem. Po raz pierwszy jego małą rączkę ułożyła na klawiaturze najstarsza siostra - bezpośrednia i ujmująca Ludwika - powierniczka młodzieńczych uczuć, jedyna spośród rodziny obecna przy śmierci ukochanego brata. To ona i matka wprowadziły ciekawe muzyki dziecko w świat dźwięków. Frycek zadziwiał rodzinę swymi niezwykłymi umiejętnościami, błyskawicznie się uczył, zasłyszane melodie grał ze słuchu, komponował. Rodzice zadbali o wykształcenie uzdolnionego syna i od szóstego roku życia rozpoczął on naukę pod kierunkiem Wojciecha Żywnego.

Pierwszy nauczyciel to bardzo ważna postać w życiu dziecka. Żywny był z pochodzenia Czechem, dowcipnym, starszym panem, zwracającym się do Chopina "Panie Fridrich". W liście do Jasia Białobłockiego Frycek opisywał z humorem jego postać jako sympatycznego, ale zdziwaczałego profesora w zielonym surducie i spadającą z głowy peruką. Żywny był świetnym pedagogiem i to dzięki niemu Chopin poznał muzykę Mozarta, a przede wszystkim Bacha, od którego wiele się nauczył i któremu wiele zawdzięczał. Profesor wszedł do grona domowników i pozostał wielkim przyjacielem Frycka oraz całej rodziny.

Wierzby w Żelazowej Woli, miejscu urodzenia Fryderyka Chopina

Fot. Natalia Szczucka-Kubisz

W tym czasie Chopin skomponował dwa polonezy i jeden z nich, popisowy Polonez g-moll, Polonaise pour le pianoforte, został wydany drukiem. Pojawiły się pierwsze, formułowane wówczas nieco na wyrost, ale prorocze recenzje. Kompozytor tego tańca polskiego ośm lat skończonych mający [...] prawdziwy geniusz muzyczny: nie tylko bowiem z łatwością największą i smakiem nadzwyczajnym wygrywa sztuki najtrudniejsze na fortepianie, ale nadto jest już kompozytorem kilku tańców i wariacji, nad którymi znawcy muzyki dziwić się nie przestają, a nade wszystko zważając na wiek dziecinny autora - pisał "Pamiętnik Warszawski" w styczniu 1818 roku.

Fryderyk umiał się też bawić. Wraz z siostrami dawał przedstawienia, podczas wakacji redagował "Kurier Szafarski" na wzór ojcowskiego "Kuriera Warszawskiego", w kręgu rodziny i znajomych nawiązał pierwsze przyjaźnie: z Jasiem Białobłockim, kolegą szkolnym, z którym korespondował od 1825 roku do śmierci Białobłockiego, i Tytusem Woyciechowskim, najbliższym przyjacielem w czasie studiów. Przyjaźń znaczyła dla Chopina odkrywać swoje uczucia, żalić się, spowiadać. Dlatego szukał przyjaciół wśród starszych od siebie, tych, którzy mogli go zrozumieć. Tytus Woyciechowski był pierwszym krytykiem muzycznym małego kompozytora i powiernikiem w sprawach sercowych.

Po raz pierwszy publicznie Chopin wystąpił 24 lutego 1818 roku, tego wieczoru swoje wiersze recytował też mały Zygmuś Krasiński. Ośmioletni pianista znów zadziwił swą kompozycją i grą, za co porównywano go z małym Mozartem, a wieści o cudownym dziecku obiegły Warszawę. "Mały Chopinek", jak go nazywali, zaczął grać poza domem, dawał wiele występów w salonach arystokracji, m.in. przed słynną śpiewaczką operową Angeliką Catalani. Od tej pory Chopin większość swego życia będzie spędzał w salonach, hołubiony i rozpieszczany, a późne powroty do domu będą niszczyć jego zdrowie. W tym czasie zaczęła rozwijać się odkryta dopiero pod koniec życia gruźlica.

Złoty zegarek Fryderyka Chopina, dar włoskiej śpiewaczki Angeliki Catalani dla dziesięcioletniego kompozytora

Zbiory Muzeum TiFC

Fryderyk wcześnie rozpoznał nieautentyczność salonów, które go nudziły i męczyły, przeklinał ich sztuczność, ale jednocześnie nie umiał bez nich żyć. To przecież arystokracja, jej dzieci i znajomi zapewnili Chopinowi środki utrzymania w Paryżu. Odtąd będzie żył w dwóch światach, salonowym i swoim - w salonie będzie "udawać spokój", u siebie będzie "szalał".

Szczególna zdatność -- geniusz muzyczny

Urodził się w Żelazowej Woli, ale już jako półroczne dziecko zamieszkał z rodzicami w mieście, w Warszawie. Ojciec, z pochodzenia Lotaryńczyk, dostał posadę w Liceum Warszawskim jako nauczyciel języka i literatury francuskiej. Był to człowiek o wysokiej kulturze osobistej, wszechstronny pedagog i wychowawca syna. Chopinowie prowadzili otwarty dom, w którym bywali ludzie kultury i nauki ówczesnej Warszawy: Juliusz Kolberg (matematyk w Liceum Warszawskim), ojciec Oskara i Antoniego, przyjaciół Frycka, Kazimierz Brodziński (poeta, tłumacz, historyk i teoretykiem literatury), Samuel Bogumił Linde (autor Słownika języka polskiego). Gdy wieść o zdolnościach młodego pianisty rozeszła się po Warszawie, grono przyjaciół domu powiększyli Józef Elsner i Wilhelm Würfel, późniejsi nauczyciele Chopina.

Dla poprawy zdrowia Fryderyk każde wakacje spędzał na wsi. Podczas tych pobytów chłonął jej atmosferę. Fascynowały go obrzędy, śpiew wiejskich kobiet, melodyka muzyki ludowej. Sanniki i Nohant to miejsca, które działały na niego leczniczo. W wiejskiej posiadłości George Sand, francuskiej pisarki, z którą Chopin był związany dziewięć lat, czuł się lepiej niż w Paryżu, jakby bliżej domu, i wtedy intensywniej komponował.

Po skończeniu liceum Chopin rozpoczął studia kompozycji i opiekę nad nim przejął Józef Elsner, kompozytor, pedagog, rektor Konserwatorium i Szkoły Głównej Muzyki, który pielęgnował i człowieka, i jego geniusz. To właśnie Elsner napisał o Chopinie "Geniusz-człowiek". On uprzedził wszystkich krytyków muzycznych i w raporcie z egzaminu dyplomowego w 1829 roku skreślił słynne zdanie: Szopen Friderik. Szczególna zdatność. Geniusz muzyczny. Chopin bardzo intensywnie studiował, a jego inteligencja i żywy umysł nie pozwalały mu zamknąć się tylko w kręgu muzyki. Był niezwykle chłonny i otwarty na świat, pasjonował się teatrem i operą, podczas studiów, za namową ojca, słuchał wykładów z literatury Kazimierza Brodzińskiego.

Może się wydawać, że ten okres w życiu Chopina to czas szczęśliwy. Chopin niewiele mówił. W korespondencji przemilczał wszystkie dramatyczne wydarzenia. Pierwsze bolesne doświadczenie - śmierć najmłodszej siostry Emilki - ukrył głęboko w sobie. Podobnie zareagował na śmierć Jasia Białobłockiego, bliskiego przyjaciela. Ta osobliwa skrytość samego go dziwiła. Próbował o tym powiedzieć Tytusowi, któremu jeszcze niedawno wylewnie pisał: daj mi buzi. Wiesz, żem nie myślał o sobie, żebym mógł być tak skrytym, ile jestem, kiedy nie ma serca także powtórzyć tego, co mi dolega. Coraz częściej "gadał" już tylko fortepianowi.

Dojrzewał, a wraz z nim jego muzyka. Niezwykła osobowość objawiła się w zupełnie nowym języku muzycznym. W trakcie studiów pisał niezwykle dojrzałe kompozycje, m.in. okrzyknięte w Wiedniu genialnymi Wariacje B-dur na temat duetu La ci darem la mano z Don Juana Mozarta i Rondo (integral) la krakowiak op. 14. Wtedy po raz pierwszy pojawił się w jego utworach charakterystyczny melancholijny akompaniament.

Honoriuszowi Balzakowi, słynnemu pisarzowi francuskiemu, Chopin wydawał się raczej duszą wrażliwą niż muzykiem. Chudy, blady, niemal przezroczysty delikatnie i cicho uderzał w klawisze. Ignaz Moscheles, niemiecki pianista, który poznał Chopina w 1839 roku w Paryżu, pisał w liście do rodziny, że zewnętrzna postać kompozytora dokładnie odpowiada jego muzyce. Towarzysząca mu całe życie choroba, fizyczne cierpienie przenikało do kompozycji i nadawało muzyce niespotykaną kruchość. Jego wyjątkowa gra poruszała każdego.

Tuż przed śmiercią Chopin próbował spisać swe myśli na temat muzyki, gdyż od dawna nosił się z zamiarem ułożenia podręcznika gry fortepianowej - Méthode des Méthodes (Metoda). Powstał zaledwie szkic, 16 stron pisanego po francusku tekstu, w którym genialnie rozpoznał i objawił filozofię swojej muzyki. Muzyka to stan emocjonalny, nieracjonalny, niedefiniowalny, ale jednocześnie autentyczna "wypowiedź", ekspresja często przeciwnych uczuć. W tej filozofii mieści się swoista antropologia. To człowiek jest dziedziną emocji, zamkniętą, niedostępną i niezrozumiałą. Każde poruszenie w człowieku objawia się w dźwięku. Dźwięk to ludzkie emocje. Osobowość staje się treścią muzyki, jej twórczym materiałem. I w tym tkwi zagadka tej muzyki natychmiast rozpoznawalnej, ale nieuchwytnej w opisie.

Jako dziewiętnastoletni pianista Chopin wyjechał do Wiednia, gdzie z dużym powodzeniem koncertował, a improwizacja na temat ludowej pieśni weselnej Oj, chmielu, chmielu wzbudziła sensację. Pierwsze zagraniczne sukcesy niosły radość, ale każdemu publicznemu występowi towarzyszył niepokój. Wystąpić, znaczy przecież ujawnić uczucia, odsłonić coś z siebie. Chopin zwykle występował przed grupką znajomych w prywatnych salonach, sala koncertowa wzbudzała w nim lęk, dlatego do końca życia ograniczał audytorium.

Fryderyk Chopin, fotografia L. A. Bissona (około 1846 roku). Reprodukcja B. J. Dorysa

Zbiory Muzeum TiFC

Po przyjeździe do kraju intensywnie komponował. Był to okres niezwykle twórczy w jego życiu. Kłębiły się w nim młodzieńcze uczucia, ale to kompozycja stawała się dla nich naczyniem. Chopin miał w tym czasie swój ideał, któremu wiernie [...] nie mówiąc z nim służył, który mu się śnił. Tym ideałem była Konstancja Gładkowska, uczennica
klasy śpiewu konserwatorium, później śpiewaczka Teatru Narodowego w Warszawie. Konstancja nigdy nie dowiedziała się od Chopina o jego afekcie, na pamiątkę ideału stanęło adagio (fragment listu do Tytusa Woyciechowskiego z 3 października 1829 r.) do Koncertu f-moll. W poświęconej ukochanej, romantycznej II części koncertu, Larghetto, obok jasnego uczucia pojawił się mrok. W kolejnym Koncercie e-moll na tle śpiewnego tematu zabrzmiały dramatyczne dźwięki. Podczas wakacji powstały nokturny i w nich oddał swój nocny, melancholijny nastrój.

Melancholia, samotność

Do Wiednia przybył na kilka tygodni przed wybuchem powstania listopadowego w towarzystwie swego przyjaciela Tytusa Woyciechowskiego. Tu miał rozpocząć swoją europejską karierę. Kiedy w Polsce wybuchło powstanie, Tytus wrócił do kraju. Chopina dopadła pustka, zaczął melancholizować.

W tradycji, od Fajdrosa Platona poprzez renesans, melancholia wiąże się z tym, co twórcze, z duchem geniusza. Od romantyzmu melancholia stała się doświadczeniem filozoficznym, ale dla Chopina było to doświadczenie życiowe. Ciągle towarzyszyło mu zwątpienie, które prowadziło do rozpaczy. Był gdzieś pomiędzy, zawieszony: zawsze jedną nogą u was - drugą nogą w pokoju obok - wcale nie u siebie w ten moment - tylko jak zwykle w jakiejś dziwnej przestrzeni - pisał w liście do rodziny 20 czerwca 1845 roku. Czuł się obco w nie swoim świecie, ale już do końca życia pozostał cudzoziemcem.

Jednocześnie prowadził życie towarzyskie, składał wizyty w salonach, udawał. Był otoczony ludźmi, którym: wszystko jedno czy dobra, czy zła muzyka. Świat salonu, świat obcych ludzi, tak inny od atmosfery rodzinnego domu, potęgował osamotnienie, wzmagał lęk o rodzinę i kraj.

Chopin wyrósł jednak w tym świecie i pozostał w nim do końca - w Paryżu sam prowadził salon, drobiazgowo dbając o jego wystrój, kolory tapicerki, układ mebli. Zwierzał się jedynie swemu fortepianowi, jemu przekazywał emocje, na nim krzyczał.

W liście do przyjaciela Jana Matuszyńskiego, 21 grudnia 1830 roku pisał: Gdyby nie to, że ojcu teraz ciężar, natychmiast bym wrócił. Przeklinam chwilę wyjazdu. Wszystkie obiady, wieczory, koncerta, tańce, których mam po uszy, nudzą mnie: tak mi tu smętno, głucho, ponuro. Lubię ja to, ale nie w tak okrutny sposób. Nie mogę czynić, jak mi się podoba, muszę się stroić, fryzować, hossować; w salonie udaję spokojnego, a wróciwszy piorunuję na fortepianie.

Czuł się obcy, osierociały. W dzienniku stuttgarckim notował: Ja tu sam [...] stękam, boleję na fortepianie, rozpaczam [...] dziwno mi, smutno [...] - czemuż ja sam? Popadł w depresję, melancholizował, szalał. Wówczas powstało genialne, przejmujące dzieło, Scherzo h-moll. To zapis ciągłych zmian nastrojów, przemieszanych emocji, słychać w nim i wzruszające dźwięki wigilijnej kołysanki Lulajże, Jezuniu, i dramatyczne akordy.

W Stuttgarcie Chopin dowiedział się o klęsce powstania. Granatowy dzienniczek, pierwotnie sztambuch z wpisami Żywnego i Gładkowskiej, stał się powiernikiem nagromadzonych uczuć. "Obłęd poetycki", który w muzyce Chopina, swego przyjaciela, odnalazł Robert Schumann, niemiecki kompozytor i pianista - został zapisany w słowach: Stuttgart. Dziwna rzecz! To łóżko, do którego idę, może już niejednemu służyło umierającemu, a mnie to dziś nie robi wstrętu! - A cóż trup gorszego ode mnie? - Trup także nie wie nic o ojcu, o matce, o siostrach, o Tytusie! [...] Nie może rozmawiać z otaczającymi go swoim językiem! [...] To trupowi musi być tak jak mnie było w chwili, gdym skończył płakać. - Było widać jakieś skonanie momentalne uczuć moich - umarłem dla serca na moment - Czemuż nie na zawsze? [...]. Będę tym jeszcze podobniejszy do trupa.

Jako ostatni z publicznych występów Chopina biografowie najczęściej wymieniają zamknięty, starannie zaplanowany koncert w sali Pleyela 16 lutego 1848 roku, który zgromadził elitę Paryża i stał się ogromnym wydarzeniem. W rzeczywistości ostatni koncert to kilka cichych dźwięków, które Chopin zagrał w kącie na dobroczynnym przyjęciu na rzecz polskich emigrantów, w Londynie, 16 października 1848 roku, po którym nie ukazała się żadna wzmianka w prasie. Jego ostatnie utwory to zapis rezygnacji i smutku.

Do "cierpiącego na spleeny" Julka Fontany, oddanego przyjaciela, który zajmował się sprawami kompozytora, pośredniczył w kontaktach, kopiował utwory, Fryderyk pisał z Paryża: Nieś w duszy nabój i słabuj, ale nosiwa niech tego nikt nie spostrzegiwa! Chopin nigdy nie uwolnił się od myśli, które nękały go w Stuttgarcie. Samotny, staranie ukrywał swoje "nosiwo".

* Cytowane listy pochodzą z: Korespondencja Fryderyka Chopina. Oprac. Bronisław Edward Sydow. Tom I i II, Warszawa 1955.

MARTA GÓRNICKA jest studentką V roku Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego; specjalizacja animacja kultury w Instytucie Kultury Polskiej.