Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
KŁOPOTY Z TOŻSAMOŚCIĄ
Wiedza i Życie nr 10/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1999

We Wrocławiu przy ul. Szewskiej znajduje się kościół pod wezwaniem św. Macieja. Ma przy nim swą siedzibę duszpasterstwo akademickie "Maciejówka". Interesujący się historią swego miasta wrocławianie wiedzą, że z tą częścią nadodrzańskiego grodu, a ściślej - z dzisiejszym budynkiem Ossolineum - należy też wiązać dzieje gimnazjum św. Macieja. Tak o nim pisze np. Teresa Kulak w swym przewodniku historycznym Wrocław (Wydawnictwo Dolnośląskie, 1997): Po edykcie sekularyzacyjnym i kasacie zakonu krzyżowców w 1810 r. w klasztornych zabudowaniach znalazło się katolickie gimnazjum św. Macieja, a tak ks. Herbert Jeziorski w pracy o wielkim proboszczu tarnogórskim ks. Michale Lewku (W XXX rocznicę śmierci ks. infułata Michała Lewka, Tarnowskie Góry 1997): W 1900 roku w znanym z wysokiego poziomu gimnazjum św. Macieja we Wrocławiu uzyskał świadectwo dojrzałości.

W niemieckich przewodnikach po Wrocławiu, na przykład w Breslau in 144 Bildern (Leer 1955), bez trudu odnajdujemy i Matthiaskirche, i Matthias-Gymnasium, a słowniki niemiecko-polskie informują: Matthias - Maciej.

Tymczasem w znanej powieści Horsta Bienka Pierwsza polka - w przekładzie Marii Przybyłowskiej - znajdujemy następujące zdania o przywołanej tu szkole: Młody Georg Montag chodził do gimnazjum św. Mateusza we Wrocławiu, Montag zapytał, czy Valeska wie, że wychowywał się w gimnazjum św. Mateusza we Wrocławiu, Mój kuzyn Andreas Pilgrim jest z Wrocławia, chodzi tam do gimnazjum św. Mateusza. Dlaczego Macieja zastąpiono w nich Mateuszem? Ten ostatni to przecież po niemiecku Matthaeus - wyraźnie różniący się od Matthiasa!

Nietrudno się domyślić, że opowiadam się za Maciejem w książce Bienka. Wszak w naszej tradycji święci Maciej i Mateusz to dwie odrębne postacie ewangeliczne: pierwszy z nich dopełnił liczbę dwunastu apostołów po samobójczej śmierci Judasza, drugi - jest autorem jednej z czterech ewangelii. Powiedzmy wyraźnie i to, że jeśli się pisze o szczegółach związanych z Wrocławiem, należy uszanować tradycje nazewnicze - i niemieckie, i polskie.

Relatywizują się natomiast trochę te niepokoje, gdy sobie uświadamiam, że i dzisiejszy Maciej, i Mateusz są kontynuantami wspólnej postaci hebrajskiej Mattatyah - "dar Boga, dany przez Boga". Zróżnicowanie wzięło się stąd, że Maciej jest nawiązaniem do zgrecyzowanej formy Mattias (Matthias), Mateusz natomiast - do zlatynizowanej Matthaeus. Ale od początku imię Mateusz było mieszane z imieniem Maciej - piszą Henryk Fros i Franciszek Sowa, autorzy przewodnika onomastyczno-hagiograficznego Twoje imię (Kraków 1975).

Kłopoty z tożsamością Macieja i Mateusza każą mi tutaj przywołać jeszcze jedną parę imion, a mianowicie Szczepana i Stefana. Bo kiedy rodacy wracają z Wiednia, z reguły opowiadają o wrażeniach z katedry św. Stefana. Przecież mamy w przewodnikach ze stolicy Austrii Stephansdom (w innych językach: St. Stephen's Cathedral, Duomo di Santo Stefano) - bronią się, gdy im mówię, że byli w kościele pod wezwaniem innego świętego.

Ze względu na wielowiekową tradycję powinniśmy u nas mówić o wiedeńskiej katedrze św. Szczepana, bo świątynia ta związana jest z męczennikiem z czasów apostolskich, czczonym przez Kościół w drugi dzień Bożego Narodzenia - właśnie Szczepanem, a nie z królem Węgier - Stefanem (w głównym ołtarzu katedry wiedeńskiej znajduje się zresztą obraz przedstawiający ukamienowanie diakona Szczepana).

Skąd się wzięła w polszczyźnie fonetyczna różnica między tymi imionami, utrwalona także w pochodnych postaciach imienno-nazwiskowych typu Stefek, Stefcio, Stefuś, Stefanik, Stefaniak, Stefański - z jednej strony i Szczepek, Szczepcio, Szczepuś, Szczepanik, Szczepaniak, Szczepański - z drugiej strony? Jej źródłem jest brak spółgłoski f w języku prasłowiańskim i w polszczyźnie pierwszych wieków jej istnienia. To dlatego w starych zapożyczeniach na jego miejscu występuje wargowe p, np. lucifer - lucyper, Christophorus - Krzysztopor, Faber - Pabir, Fabian - Pabian, Rafałowic - Rapałowic, Jozef - Ożep. W ten sposób - z głoską p - zapisywano te nazwy jeszcze w wiekach XIII-XV.

Nietrudno się domyślić, że imię greckie Stephanos, pochodzące od rzeczownika stephanos - "wieniec, korona", w Polsce było najpierw (od X wieku) znane pod postacią Szczepan, a dopiero z czasem, gdyśmy już przyswoili do naszego systemu spółgłoskę f (zapożyczenia XIV- i XV-wieczne: folwark, flak, farba - obok starszego barwa), pojawił się Stefan. Jeszcze później te dwie formy stały się niezależnymi imionami, przy czym Stefan występował raczej u osób z wyższych sfer, a Szczepan - wśród ludu. Powtórzmy: polska tradycja chrześcijańska każe odróżniać św. Stefana - króla Węgier (po węgiersku Istvan) i św. Szczepana - męczennika z czasów apostolskich. Tak jak Maciej i Mateusz - Stefan i Szczepan są jednak wariantami fonetycznymi tego samego imienia, pochodzącego z języka greckiego.

Wróćmy na koniec do form, które - jak widzieliśmy wyżej - miały kiedyś staropolskie brzmienia ze spółgłoską p. Dziś lucyper wiedzie językowy żywot obok młodszej w polszczyźnie postaci lucyfer, ale mamy Krzysztofa, Fabera, Fabiana, Rafała, Józefa - już tylko z głoską f. Funkcjonuje firma i firmowanie - z łac. firmus "silny, trwały". Starsze jednak zapożyczenie wywiedzione z tego samego łacińskiego źródła (firmo, confirmo - "czynić silnym, umacniać, utwierdzać") ma do dziś wargową głoskę b: bierzmować, bierzmowanie (w ang. Confirmation, we franc. confirmation, w niem. Konfirmation). Można więc podsumowująco powiedzieć, że pary wyrazowe bierzmować - firmować i Szczepan - Stefan pozostają do siebie w takich samych relacjach historyczno-fonetycznych.