Twoja wyszukiwarka

PAWEŁ P. ZAGOŻDŻON KAROL PANKOWSKI
CO JEST PLANETĄ?
Wiedza i Życie nr 10/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 10/1999

Przeczytanie artykułu Jana Oko W poszukiwaniu dziesiątej planety ["WiŻ" nr 5/1999] zaowocowało niniejszym listem polemicznym, w którym chcę zaprezentować nieco bardziej konserwatywne stanowisko w sprawie definiowania pojęcia i liczby planet w Układzie Słonecznym.

Uważam, że trwanie przy 1000-kilometrowej średnicy jako wartości odgraniczającej planety od nieplanet jest raczej nieuzasadnione. Granica ta jest sztuczna i nie widzę powodu, dla którego 1000 km miałoby być lepsze od, powiedzmy, 500 czy 4 tys. Ta ostatnia wartość wydaje mi się najbardziej odpowiednia, jeśli uwzględnimy, które ciała tradycyjnie przyjęto określać mianem planety.

Ważne w definiowaniu tego pojęcia wydają się pewne zależności geometryczne. Po pierwsze, planety są ciałami o kulistym (w przybliżeniu) kształcie. Po drugie, planetą nazywa się ciało samotne albo większy składnik układów podwójnych (np. Ziemia-Księżyc) czy też największy składnik układów wielokrotnych (np. Jowisz ze swym "przychówkiem"). Przyjmując taki punkt widzenia, unikniemy dość dziwnej sytuacji, gdy - tak jak proponuje Jan Oko - satelitami (a więc księżycami - termin synonimiczny) jednej planety są cztery inne.

Kolejną kwestią wartą poruszenia są orbity tych ciał niebieskich. Może nie do końca naukowo, ale chyba zupełnie zrozumiale, powiedzieć można, że planety krążą przede wszystkim wokół Słońca. Jest to konsekwencja myśli wyrażonej w poprzednim akapicie. Planetą nazwiemy Jowisza, ale nie jego satelity, które krążą przede wszystkim wokół wspomnianego giganta.

Włączając temperaturę w definicję planety, można - moim zdaniem - brać pod uwagę jedynie temperaturę powierzchni. O ile jednak w ten sposób łatwo odróżnić planety od Słońca, o tyle różnicy pomiędzy planetami a księżycami dostrzec nie sposób.

Podobnie zajmowanie się emisją promieniowania czy istnieniem lub nieistnieniem atmosfery niewiele tu wnosi. Istotne natomiast wydaje się wyłączenie z grona planet ciał wchodzących w obręb wielkich struktur, takich jak pas Kuipera albo pas asteroidów.

Podsumowując, moim zdaniem zaszczytne miano Planet przysługiwać winno jedynie ośmiu ciałom znanym od dawna pod tą nazwą. Tak więc zarówno Pluton, jak i planetoidy (jak sama ich nazwa wskazuje) nie powinny być uważane za planety.

PAWEŁ P. ZAGOŻDŻON
Wrocław

Jestem miłośnikiem astronomii i bardzo spodobał mi się artykuł Jana Oko na temat problemów z klasyfikacją obiektów Układu Słonecznego, a zwłaszcza Plutona. Przytoczone definicje pochodziły z czasów, kiedy nie znano jeszcze tak dużej liczby tzw. exoplanet, czyli obiektów poza naszym układem planetarnym, ani zagadnienia związanego z dynamiką Pasa Kuipera. W ostatnich latach okazało się jednak, że bardzo wygodna granica 1000 km niekoniecznie jest uzasadniona.

Pojawiły się przypuszczenia, że na krańcach naszego układu planetarnego mogą znajdować się obiekty dorównujące wielkością Plutonowi. Poza tym sam Pluton należy raczej do całej rodziny ciał zwanych plutinami, czyli znajdujących się na bardzo stabilnych orbitach w rezonansie 3:2 z Neptunem. Nie ma już żadnych podstaw do uznawania Neptuna z Trytonem za "planetę podwójną", bo ten drugi jest po prostu obiektem przechwyconym z Pasa Kuipera, o czym świadczą ślady na jego powierzchni, wskazujące na działanie sił pływowych powstałych po przechwyceniu. Wreszcie budowa niektórych planetoid może już być rozpatrywana z punktu widzenia geologii i nie różnią się one pod tym względem od dużych księżyców uznanych za planety w niektórych ujęciach. Istnienie wygasłych komet upodabniających się do planetoid zaciera nawet granicę między tymi dwiema klasami małych obiektów. Wykrycie planet takich, jak TMR-1C, dowodzi, że właściwym kryterium byłaby raczej historia obiektu, a nie tylko jego cechy fizyczne.

Zdecydowany opór ze strony środowiska zawodowych astronomów przeciwko nadaniu Plutonowi innego oznaczenia wynikał z zasady uszanowania przyzwyczajeń, zastosowanej zapewne już przy pozostawieniu bez zmian pojęcia księżycowych "mórz". Nie wolno chyba zapominać o tym, że termin "planeta" wprowadzili starożytni Grecy, którzy mogli jedynie mierzyć ruch obiektów w Układzie Słonecznym, a nie współcześni badacze mający lepszy wgląd w ich właściwości.

KAROL PANKOWSKI
Lublin