Twoja wyszukiwarka

JERZY KOWALSKI-GLIKMAN
NAJWIĘKSZE ODKRYCIE EINSTEINA?
Wiedza i Życie nr 11/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1999

W 1917 roku, tuż po sformułowaniu ogólnej teorii względności opisującej m.in. historię i przyszłą ewolucję Wszechświata jako całości, Einstein wprowadził do swoich równań dodatkowy element odpowiadający energii zawartej w pustej przestrzeni i nazwany przez niego "stałą kosmologiczną". Kilka lat później zmienił zdanie, twierdząc, że w naszym Wszechświecie stała ta jest równa zeru, zaś samo jej wprowadzenie nazwał największą pomyłką swego życia. Jednak, tak jak w przypadku dżina, który, raz uwolniony, nie ma zamiaru wrócić do swojej butelki, tak i stała kosmologiczna bez przerwy pojawia się w rozważaniach kosmologów i fizyków. Powód jest taki, że trudno zrozumieć, dlaczego po prostu nie istnieje coś, co może istnieć w naszym Wszechświecie. Tak zwany problem stałej kosmologicznej nęka fizyków już od z górą osiemdziesięciu lat.

Niedawno problem stałej kosmologicznej odżył na nowo. Okazało się, że znane i obserwowane we Wszechświecie formy materii nie mogą być same odpowiedzialne za obserwowane zachowanie kosmosu - potrzebny jest dodatkowy element i wszystko wskazuje, że jest nim właśnie stała kosmologiczna. Najnowsza analiza danych obserwacyjnych wskazuje, że energia pustej przestrzeni, czyli właśnie stała kosmologiczna, to około 70% całej energii Wszechświata.

Choć wyniki tej analizy zamieszczone zostały w najbardziej prestiżowym periodyku naukowym "Nature", to należy podchodzić do nich z daleko idącą ostrożnością. Obserwacje astrofizyczne obarczone są nadal niezwykle dużym błędem, co często w przeszłości prowadziło do wręcz absurdalnych wniosków (na przykład, że Wszechświat jest młodszy od najstarszych gwiazd). Jednak w przyszłym roku pomiary wykonane przez satelity MAP i Planck powinny raz na zawsze rozwiać wątpliwości. Być może za rok przekonamy się, że Einstein, choć sam w to wątpił, miał jednak rację.

"Nature", 6750/1999