Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF MICHALSKI
BITWA O MASZT
Wiedza i Życie nr 11/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1999

NA POCZĄTKU WRZEŚNIA URUCHOMIONO W SOLCU KUJAWSKIM NAJNOWOCZEŚNIEJSZĄ NA ŚWIECIE RADIOSTACJĘ DŁUGOFALOWĄ EMITUJĄCĄ PROGRAM I POLSKIEGO RADIA.

Już pod koniec lat sześćdziesiątych wiadomo było, że nadająca dotąd program I Polskiego Radia radiostacja w Raszynie dobiega swego żywota. W 1974 roku uruchomiono nową stację długofalową w Konstantynowie. Jej lokalizację wybrano po gruntownych badaniach, uwzględniając geometryczne centrum kraju, układ korytarzy powietrznych czy możliwość dojazdu z Warszawy. Wysokość masztu (646 m) została ściśle określona w zależności od długości fali emitującej program (1322 m). Nie było to więc jedynie bicie rekordu. Warto przypomnieć, że maszt ten przez wiele lat był najwyższą konstrukcją na świecie wzniesioną przez człowieka. Fakt ten zresztą odnotowano w kilku wydaniach słynnej Księgi Rekordów Guinnessa. Wybrano maszt półfalowy, dzięki któremu osiągnięto duży zysk antenowy, czyli szczególnie dogodne właściwości ukierunkowania mocy wypromieniowanej fali, a także przesunięcie poza granice Polski tzw. strefy zaniku, która powstaje w miejscu nałożenia się fali przyziemnej z falą odbitą od jonosfery.

W czerwcu 1991 roku rozpoczęto w Konstantynowie wymianę lin odciągowych na najwyższym poziomie masztu. Jak wykazała kontrola NIK-u na przełomie lat 1989/1990, należało to zrobić już dawno. W raporcie po kontroli napisano, że w przypadku przerwania się jednego z odciągów nastąpi zachwianie statyki trzonu masztu, grożące katastrofą. I taka katastrofa nastąpiła 8 sierpnia 1991 roku po godz. 19, a jej bezpośrednią przyczyną, jak ustaliła komisja, były błędy popełnione przy wymianie jednego z trzech najwyższych odciągów. "Jedynka", dotychczas słyszana w całej Europie, przez następnych kilka lat emitowana z rezerwowego nadajnika w Raszynie, z ledwością odbierana była na terenie Polski.

Byłem wtedy dyrektorem programu I Polskiego Radia. Kiedy zorientowałem się po kilku tygodniach, że odbudową masztu tak naprawdę nikt nie jest zainteresowany (poza słuchaczami, oczywiście), rozpocząłem "bitwę o maszt długofalowy" dla mojej macierzystej instytucji, dla Polski, a może najbardziej dla naszych rodaków poza granicami kraju.

Po pięciu latach negocjacji, wszechstronnych ekspertyz, żmudnych badań lekarskich, specjalnej ustawy (sic!) o odbudowie centrum w Gąbinie w 1996 roku wydawało się, że właścicielowi obiektu, Telekomunikacji Polskiej S.A., uda się odbudować maszt. A jednak...

OD GĄBINA DO SOLCA

Ostatni rozdział "bitwy o maszt" rozpoczyna się jesienią 1996 roku. Przeciwnicy masztu, zrzeszeni w Stowarzyszeniu Ochrony Życia przy Najwyższym Maszcie Europy, zaskarżyli do Naczelnego Sądu Administracyjnego dwie decyzje umożliwiające jego odbudowę. Pierwsza skarga na pozytywną opinię Ministerstwa Ochrony Środowiska, dotyczącą rozwiązań projektowych ze względu na ochronę zdrowia, została oddalona we wrześniu w Warszawie. Pełni nadziei oczekiwaliśmy na werdykt w drugiej sprawie. Niestety, oddział zamiejscowy NSA w Łodzi 11 października uznał, że skarga stowarzyszenia na zgodę wojewody płockiego dotyczącą odbudowy masztu jest zasadna. Sędziowie dopatrzyli się uchybień formalnych, co związane było z wprowadzeniem w 1995 roku nowego prawa budowlanego, a zgoda kierownika Urzędu Rejonowego wydana została w 1994 roku w oparciu o poprzednie prawo. Wydawało się, że to już koniec! Że 5 lat starań, batalii, którą podczas rozmów z kolejnymi prezydentami, premierami, posłami, senatorami i ministrami nazywałem "polską racją stanu", poszło na marne.

W trudnej sytuacji znalazła się Telekomunikacja Polska, która miała już podpisany kontrakt z Mostostalem Zabrze na budowę półfalowej anteny, posiadała dwa, w dalszym ciągu bardzo dobre, nadajniki szwajcarskiej firmy Brown Boveri, radiolinię dosyłającą program z Warszawy czy wreszcie doświadczony personel. Ale właśnie ten moment zadecydował. Decyzja, która dojrzewała od paru lat, zapadła: budujemy sami, jako Polskie Radio, własne długofalowe centrum nadawcze. Oznaczało to, że program, który swym zasięgiem miał objąć znaczną część Europy, nie będzie emitowany przez monopolistę na rynku radiodyfuzyjnym, przez TP S.A.

Nowa radiostacja leży około 8 km na południowy wschód od Solca Kujawskiego. Komputery umożliwiają błyskawiczne sterowanie pracą trzech nadajników (każdy o mocy 400 kW)

Najpierw trzeba było znaleźć miejsce na budowę obiektu. Po niepowodzeniach Telekomunikacji Polskiej w Gąbinie, aferze związanej z Żarnowcem i Czorsztynem, protestami wielu społeczności lokalnych podczas wznoszenia masztów telefonii komórkowej widziałem, że sprawa nie będzie łatwa. W ciągu kilku dni udało mi się spotkać z wicepremierem Romanem Jagielińskim (zaproponował pod budowę centrum hałdy kopalni węgla brunatnego w Bełchatowie oraz kilkanaście lokalizacji po PGR-ach), ministrem obrony narodowej Stanisławem Dobrzańskim i szefem Sztabu Generalnego WP, gen. Tadeuszem Wileckim. Minister Dobrzański przedstawił kilka miejsc po likwidowanych poligonach wojskowych.

Szybko wykonaliśmy analizy zasięgu nadawania z poszczególnych miejsc, a także możliwości stworzenia stref ochronnych. Początkowo najlepszym miejscem wydawały się okolice kopalni Bełchatów. Spotkałem się kilkakrotnie z wojewodą piotrkowskim, dyrektorem kopalni i władzami gminy Kamieńsk, na terenie której miałaby znajdować się przyszła lokalizacja stacji. Trzeba było rozwiać wątpliwości, czy kilkusetmetrowy maszt może stanąć na hałdach. W Kamieńsku, co było do przewidzenia, zawiązał się komitet protestacyjny. W tym samym czasie zlustrowaliśmy kolejne miejsca: poligon koło Ruskiego Brodu w gminie Przysucha i wreszcie - w styczniu 1997 roku - dużą polanę w Puszczy Bydgoskiej, niedaleko Solca Kujawskiego.

Miejsce piękne, ale niebezpieczne. Tutaj przez kilkadziesiąt lat byłpoligon-bombowisko. Później okazało się, że saperzy z Włocławka wydobyli z ziemi kilka tysięcy różnych niewypałów i odłamków. Ale właśnie przychylność oraz ogromna sprawność władz Solca i wojewody bydgoskiego pozwoliły nam w parę miesięcy załatwić wszystkie formalności: ekspertyzy ekologiczne i zdrowotne, zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, decyzję o warunkach zabudowy czy wreszcie zakup ziemi. Ta ostatnia sprawa, po tzw. aferze zEko-Sękocinem, przysparzała nam sporo problemów, które zniknęły dopiero po mojej rozmowie z premierem Jerzym Buzkiem.

Najważniejsze było jednak poparcie społeczności lokalnej. Władze Solca nie ukrywały od początku, że wydanie ostatecznej zgody na budowę ośrodka nadawczego nie będzie możliwe bez aprobaty mieszkańców. 26 lutego 1997 roku spotkaliśmy się w Domu Kultury z mieszkańcami miasta i gminy. Na sali byli także przeciwnicy budowy masztu i ich "ekspert" z Gdańska. Na szczęście, wcześniej otrzymałem od rektora Politechniki Gdańskiej pismo, że ów "ekspert" nigdy nie zajmował się ani polami elektromagnetycznymi, ani tym bardziej ich wpływem na człowieka.

Po parogodzinnej, bardzo ciężkiej rozmowie, w której ogromną rolę odegrał prof. dr Witold Zatoński z Instytutu Onkologii w Warszawie, wydawało się, że w Solcu więcej mamy zwolenników niż przeciwników. Władze postanawiają jednak, że przy okazji referendum konstytucyjnego, 25 maja 1997 roku, mieszkańcy miasta i gminy odpowiedzą również na pytanie, czy są za postawieniem na pobliskim poligonie masztów radiowej "Jedynki".

Rozpoczęła się wtedy trwająca kilka tygodni walka na argumenty. Do Solca jadą na spotkanie z mieszkańcami m.in. prof. dr Stanisław Szmigielski -epidemiolog, ekspert WHO, prof. dr Jerzy Duszyński - biolog z PAN, dr Marek Szuba i dr Krzysztof Pachocki - eksperci Ministerstwa Ochrony Środowiska i Zasobów Naturalnych. Kręcimy kilka filmów z udziałem prof. dr. Zbigniewa Wronkowskiego - onkologa i prof. dr. Krzysztofa Dołowego, fizyka. Z dalekiej Ameryki za pośrednictwem radia apele o poparcie budowy stacji długofalowej śle Jan Nowak Jeziorański.

Władze Solca stawiają warunki, że jeśli dojdzie do budowy, radio musi w zamian pomóc w powstaniu przychodni zdrowia i hali sportowej. Wiem, że należy wykorzystać wszystkie możliwości dotarcia z różnymi argumentami do jak największej rzeszy ludzi. Dwa dni przed referendum jestem gościem Radia Maryja. W blisko godzinnej audycji rozmawiam ze słuchaczami, prezentuję nagraną wcześniej przychylną wypowiedź kardynała Józefa Glempa i argumenty kilku uczonych. Później, już po pozytywnym wyniku referendum, powiedziano mi, że być może ten program zadecydował o naszej wygranej (blisko 67% mieszkańców opowiedziało się za budową radiostacji).

Pojawiła się wtedy jednak kolejna przeszkoda: protestują astronomowie z UMK w Toruniu, którzy boją się, że nadajnik będzie zakłócał pracę radioteleskopu. W sprawie tej wymieniam listy z prof. dr. Aleksandrem Wolszczanem. (I tutaj osobista dygresja: pracując kilkanaście lat jako dziennikarz popularyzujący naukę, nie sądziłem, że kiedykolwiek będę musiał stanąć po przeciwnej stronie barykady co uczeni). Astronomów nie przekonują wyliczenia prof. dr. Daniela Bema, że natężenie pola elektromagnetycznego nie będzie miało wpływu na pracę radioteleskopu i przykłady lokalizacji radioteleskopów za granicą, które mają w pobliżu stacje nadawcze, np. we włoskiej Medicinie.

Umawiamy się z astronomami, że przeprowadzimy tzw. eksperyment balonowy. Polegał on na tym, że do balonu meteorologicznego wyniesionego na wysokość ponad 300 m podczepiony zostaje przewód miedziany symulujący antenę. Przewód ten pobudzono wzmacniaczem szerokopasmowym tak, by w okolicy radioteleskopu wytworzyć pole o natężeniu nawet większym, niż da maszt w Solcu. Pomiary na szczęście wykazały, że nasza radiostacja nie powinna mieć wpływu na pracę urządzeń astronomicznych.

Pozostał nam więc jeszcze jeden "drobiazg" - znaleźć pieniądze na budowę centrum. Jeszcze w lutym 1997 roku Polskie Radio zwróciło się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z prośbą o pomoc w sfinansowaniu inwestycji. Po kilku miesiącach otrzymujemy pozytywną odpowiedź. W ciągu trzech lat mamy dostać 41 mln zł. Wiemy jednak, że to nie wystarczy. Z przeprowadzonych rozmów z potencjalnymi wykonawcami masztów i nadajnika wynika bowiem, że koszt całości inwestycji wyniesie około 50 mln zł.

Najsłabszy sygnał zmierzony na terenie Polski (w Przemyślu) wynosi 82.5 dBmV/m, co gwarantuje bardzo dobrą jakość odbioru. Im dalej od nadajnika, tym sygnał jest słabszy. Poza obszarem zaznaczonym odbiór programu jest również możliwy, ale z gorszą jakością. Niesymetryczny kształt zasięgu jest efektem zastosowania anteny kierunkowej (dwa aktywne maszty o wysokości 330 i 289 m)

W październiku z pomocą przyszedł nam premier Włodzimierz Cimoszewicz. Z rezerwy ogólnej budżetu państwa otrzymaliśmy 10 mln zł. To wystarczyło na zakup ziemi i pierwszą ratę dla wykonawcy nadajników i masztów. Wkrótce rusza budowa drogi dojazdowej, linii energetycznych zasilających obiekt i linii światłowodowych doprowadzających rezerwowo sygnał programu (do podstawowej emisji wykorzystywany jest sygnał przesyłany drogą satelitarną).

INŻYNIERSKIE DZIEŁO

Już w październiku 1996 roku Polskie Radio wystąpiło z zapytaniem ofertowym do blisko dwudziestu firm, które mogłyby wybudować maszty i wykonać nadajniki. Do oceny ofert powołano komisję z udziałem m.in. prof. dr. Daniela Bema z Politechniki Wrocławskiej, jednego z najwybitniejszych specjalistów od systemów anten długofalowych na świecie, i Zygmunta Grzelaka, byłego kierownika Centrum Nadawczego w Konstantynowie. Po kilku tygodniach rozmów, negocjacji i wizji lokalnych wiedzieliśmy, że liczyć się będą cztery firmy: GEC Marconi (W. Brytania), Harris Corporation Broadcast Division (USA), Telefunken-Continental(RFN-USA) i francusko-szwajcarski Thomcast.

Nasi eksperci analizują potrzeby (zasięg) i możliwości (trzeba wziąć pod uwagę przestarzałe przepisy zobowiązujące nas do stworzenia wokół obiektu dwóch stref ochronnych, przeprowadzić badania geologiczne gruntów, przeanalizować dane meteorologiczne czy wreszcie dopasować lokalizację masztów do wymogów ruchu lotniczego). Istotne dla zasięgu są także pomiary konduktywności ziem Polski. Wstępne obliczenia wykazują, że do pokrycia kraju sygnałem dobrej jakości, a także dotarcia z programem do Polaków mieszkających na Litwie, Białorusi i Ukrainie, konieczny będzie nadajnik o mocy 1000-1200kW (przypominam, że w Konstantynowie moc stacji wynosiła 2000 kW), a także- ze względu na oddaloną od centrum kraju lokalizację Solca Kujawskiego- dwumasztowy, kierunkowy system antenowy. Chcemy także, by aparaturę nadawczą można było, gdy nadejdzie pora, przestawić na nadawanie sygnału cyfrowego.

Budynek radiostacji

Przed następną turą rozmów amerykański Harris zawiązał z polskim Mostostalem konsorcjum. Z dalszych negocjacji wycofał się natomiast GEC Marconi. Po przedstawieniu kolejnych wariantów i wizytach naszych specjalistów w kilku ośrodkach wykonanych przez konkurujące firmy Polskie Radio postanowiło wybrać najnowocześniejszą i najlepszą finansowo ofertę francuskiego Thomcastu. Zdecydowaliśmy się na nadajnik, a właściwie trzy nadajniki (każdy po 400 kW) półprzewodnikowe, z anteną przystosowaną do emisji cyfrowej, tak by w przyszłości program I był pierwszym cyfrowym, a więc emitowanym z doskonałą jakością, programem długofalowym w Europie.

Kontrakt na budowę masztów i nadajników został podpisany 18 listopada 1997 roku. Pomni doświadczenia z Gąbinem zawarliśmy w nim klauzulę, że trzynastomiesięczny okres realizacji inwestycji zacznie się dopiero wtedy, gdy pozwolenie na budowę uprawomocni się i nie będzie już żadnej możliwości zaskarżenia go.

EPILOG

4 września 1999 roku została uroczyście otwarta najnowocześniejsza stacja długofalowa na świecie. Inwestycji w Solcu Kujawskim gratulowało mi wiele osób, także ci politycy, którzy wcześniej powątpiewali w możliwość jest zbudowania. Zakończyła się ponadośmioletnia "bitwa o maszt". Dziś, patrząc z dumą na jedną z najpiękniejszych budowli technologicznych powojennej Polski, wiem, że warto było się o nią bić.

Zdjęcia: Jerzy Szubski

KRZYSZTOF MICHALSKI był w latach 1990-1993 dyrektorem programu I, a w latach 1993-1998 prezesem Polskiego Radia S.A. Nadal pracuje w tej instytucji i zajmuje się popularyzacją nauki.