Twoja wyszukiwarka

EWA MAKAŁA VAN DEN BERGEN
OKOŃ, PIELĘGNICE I CZŁOWIEK
Wiedza i Życie nr 11/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1999

CHYBA NIKT W NAJŚMIELSZYCH MARZENIACH NIE MÓGŁ PRZEWIDZIEĆ TEGO, CO NASTĄPIŁO W KILKADZIESIĄT LAT PO OSIEDLENIU W JEZIORZE JEDNEGO GATUNKU RYBY.

Niestety, coraz częściej okazuje się, że ingerencja człowieka w przyrodę miewa dalekosiężne i opłakane skutki. Okoń nilowy, wprowadzony do Jeziora Wiktorii po raz pierwszy w 1954 i powtórnie 8 lat później, miał podreperować kondycję miejscowego rybactwa i dawać smaczne mięso w dużych ilościach. Te nadzieje spełnił, ale zniszczył także bogaty świat pielęgnic w tym jeziorze. Jak na ironię, największe spustoszenie wśród swych ofiar zrobił w czasie trwania intensywnych badań nad populacją tych endemicznych ryb. Wyglądało to tak jakby 30 lat czyhał na przypuszczenie głównego ataku.

Okoń nilowy - potężna ryba o tłustym mięsie - spowodował prawdziwą katastrofę ekologiczną

Fot. Fred Hoogervorst

Instytut Nauk Ewolucyjnych i Ekologicznych Uniwersytetu w Lejdzie w Holandii i tanzański Instytut Badań Rybołówstwa w Nyegezi od ponad 20 lat prowadzą badania nad mechanizmami ewolucji pielęgnic oraz ekosystemem Jeziora Wiktorii. Z ponad 300 opisanych do tej pory gatunków pielęgnic połowę odkryli holenderscy biolodzy. Rok 1985 okazał się zarówno dla naukowców, jak i dla przedmiotu ich badań, przełomowy. Pochłonięci żmudną pracą opisywania kolejnych gatunków systematycy i etolodzy raptem zostali zaskoczeni marnymi wynikami swych połowów. Do tej pory niemal co tydzień odkrywali nowy gatunek ewolucyjnie utalentowanych rybek. Tajemnica ich zniknięcia wyjaśniła się, gdy zaczęto znajdować je masowo w żołądkach okonia nilowego. Nikt nigdy nie dowie się, ile nie poznanych jeszcze gatunków pielęgnic zniknęło bezpowrotnie w paszczy olbrzyma-drapieżnika, który z ponad 300 opisanych wytrzebił blisko 200.

Pielęgnica owadożerna

Fot. Tijs Goldschmidt

Wkrótce ujawniły się dalsze skutki jego apetytu. Pielęgnice - jako wysoko wyspecjalizowane organizmy pod względem stylu żywienia oraz zdobywania pokarmu (wśród tych ryb wyróżniono 16 grup troficznych, czyli o różnych sposobach odżywiania się) - były niezbędne w utrzymaniu równowagi ekologicznej jeziora. Tymczasem w ciągu zaledwie kilku lat zniknęła większość z zasiedlających otwarte wody rybożernych, ślimakożernych, glonożernych, zooplanktonożernych, owadożernych, krewetkożernych i mułożernych gatunków.

W efekcie nastąpiła inwazja glonów, która doprowadziła do silnego zmętnienia wody i tworzenia się na rozległych obszarach jeziora beztlenowych pustyń - poważnego zagrożenia dla pozostałych gatunków ryb. Ponadto nad powierzchnią jeziora pojawiły się rekordowej wielkości chmury komarów, wiele rybożernych gatunków ptaków musiało zmienić swoje menu. A i sam okoń w końcu przestawił się na inny pokarm, którym stały się od tej pory głównie krewetki.

i ślimakożerna

Fot. Tijs Goldschmidt

Zwiększające się w początkowym okresie połowy okonia nilowego także miały negatywny wpływ na ekosystem jeziora. Jego tłuste mięso nie nadawało się do suszenia na słońcu. Potrzeba było dużo drewna do wędzenia ryb-kolosów. Wyrąb okolicznych lasów pociągnął za sobą erozję gleb, przyczyniając się do silnej eutrofizacji (czyli wzbogacenia w składniki odżywcze) wód jeziora. Nadmierne zaś zmętnienie wody utrudnia samicom znalezienie partnera ozdobionego charakterystyczną dla danego gatunku kombinacją kolorów. Dotyka to również te gatunki, które niemal w ostatniej chwili przeniosły się na przybrzeżne partie jeziora lub w pobliże licznych skalistych wysepek. Są tam bezpieczne przed okoniem, który jest zbyt duży, by do nich dotrzeć. Właśnie ta grupa pielęgnic, zasiedlająca obecnie płytsze wody, mogłaby przetrwać ataki drapieżnika. Ale ich przyszłość zależy od tego, czy uda się ograniczyć stężenie substancji biogennych w wodach jeziora, dzięki czemu rozwój glonów zostałby ograniczony i poprawiłaby się przejrzystość wody. Jednak by to osiągnąć, należałoby zahamować erozję gleb poprzez radykalne ograniczenie wyrębu lasów; wybudować oczyszczalnie ścieków i zmniejszyć wielkość połowów skałolubnych pielęgnic w celach konsumpcyjnych.

Drapieżny gatunek pielęgnicy żywiący się innymi rybami

Fot. Tijs Goldschmidt

To jeszcze nie wszystkie problemy do rozwiązania. Nie mniej pilnie trzeba znaleźć skuteczny sposób na gwałtownie rozprzestrzeniający się hiacynt wodny (Eichhornia crassipes). Gatunek ten pojawił się w Jeziorze Wiktorii w końcu lat osiemdziesiątych i wkrótce niepodzielnie zapanował na wodach południowej części jeziora, tworząc rozległe, mięsiste dywany na jego powierzchni. Hiacynt pogarsza i tak nie najlepszą jakość wody, obniżając w niej zawartość tlenu oraz utrudniając pielęgnicom poruszanie się po ich skalnym terytorium. Roślina ta utrudnia także pracę miejscowym rybakom i działanie urządzeń wodnych, takich jak pompy czy zapory.

Co z tym fantem zrobić? Pomysłów nie brakuje, lecz ich realizacja napotyka poważne trudności. Zastosowanie herbicydów byłoby zapewne najskuteczniejszą, ale i bardzo ryzykowną, metodą dla całego ekosystemu. Dobrym sposobem na plagę hiacyntów może okazać się wykorzystanie jego biologicznych wrogów - dwóch gatunków chrząszczy rodem z Ameryki Południowej. Ich hodowlę już rozpoczęto, ale na wynik tej wojny trzeba poczekać jeszcze kilka lat.

Jeden z gatunków, który przystosował się do życia w przybrzeżnych wodach jeziora

Fot. Tijs Goldschmidt

Na razie nie pozostaje nic innego jak mechaniczne wycinanie, usuwanie i składowanie na brzegu jeziora gigantycznych ilości roślin. Specjalnie w tym celu zaprojektowane dwa "wodne buldożery" pracują pełną parą, usuwając wodne hiacynty po ugandyjskiej stronie jeziora. Gigantyczne ilości ściętych roślin gromadzonych na brzegu to kolejny problem, który należałoby szybko rozwiązać.

Najprawdopodobniej nigdy nie uda się całkowicie oswobodzić Jeziora Wiktorii ani od okonia nilowego, ani wodnego hiacyntu. Na przywrócenie jego wodom ekologicznej równowagi (o ile jest to jeszcze możliwe) potrzeba wielu lat intensywnych i kosztownych działań. Rozwój miejscowego rybactwa okazał się krótkotrwały - już w połowie lat dziewięćdziesiątych połowy okonia nilowego wyraźnie zmalały. Oto jak dalekosiężne mogą być konsekwencje nieprzemyślanej działalności człowieka.

W wydanej niedawno nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka książce Wymarzone jezioro Darwina. Dramat w Jeziorze Wiktorii holenderski biolog Tijs Goldschmidt opisuje to, co przydarzyło się pielęgnicom. Autorowi nie udało się rozwikłać zagadki przyspieszonej ewolucji tej grupy ryb, choć był to początkowo cel jego pobytu w Afryce. Wkrótce po rozpoczęciu przez niego badań ekosystemu Jeziora Wiktorii okoń nilowy przetrzebił populację pielęgnic.

Mgr EWA MAKAŁA VAN DEN BERGEN jest absolwentką Wydziału Chemii Uniwersytetu w Amsterdamie. Zajmuje się popularyzacją wiedzy.