Twoja wyszukiwarka

RENATA HRYŃ-KUŚMIEREK
GODNOŚĆ CZŁOWIEKA TRWA POZA JEGO ŚMIERĆ
Wiedza i Życie nr 11/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 11/1999

KULT ZMARŁYCH I ZWIĄZANE Z NIM OBRZĘDY POGRZEBOWE SĄ RÓWNIE STARE, JAK HISTORIA LUDZKOŚCI. I CHOĆ NOSZĄ PIĘTNO CZASÓW I KULTUR, KTÓRE JE STWORZYŁY, TO PODSTAWĄ RÓŻNYCH SPOSOBÓW CHOWANIA ZMARŁYCH BYŁO PRZEKONANIE O ISTNIENIU ŻYCIA POZAGROBOWEGO.

Józef Chełmoński, Krzyż w zadymce, 1907 rok, Muzeum Narodowe w Warszawie

Fot. Teresa Żółtowska-Huszcza

Wiara w życie przyszłe jest istotą chyba większości religii świata, których wyznawcy uważają śmierć za początek innego rodzaju "życia". Mieszkańcy starożytnego Egiptu wierzyli na przykład, że warunkiem odrodzenia po śmierci było zachowanie ciała w kompletnej postaci. Przygotowaniem zmarłego do życia wiecznego zajmowała się kasta balsamistów, którzy podczas wykonywania każdej czynności wypowiadali określone formuły magiczne i modlitwy. Ze względu na wysokie koszty mumifikacji procesowi temu poddawano faraonów, kapłanów, dostojników państwowych i bogatych mieszkańców kraju nad Nilem.

W ciele pozostawiano jedynie serce, by - zgodnie z wiarą Egipcjan - bóg Ozyrys, władca podziemnego świata, mógł ocenić dobre i złe uczynki oraz zdecydować, czy zmarły zasłużył na życie wieczne. Żołądek, płuca, jelita oraz wątroba były balsamowane oddzielnie i umieszczane w specjalnych urnach, zwanych kanopami. Ich pokrywy miały kształt głów bóstw egipskich, synów Horusa.

Proces balsamowania trwał około dwóch miesięcy. Potem, przez kolejne dwa tygodnie, ciało było bardzo starannie bandażowane. Tej czynności również towarzyszyły modlitwy i obrzędy. Na koniec imię zmarłego wypisywano na zewnętrznej warstwie płóciennych bandaży, a twarz mumii była okrywana maską wiernie odtwarzającą rysy.

W ciągu tysięcy lat stosowano różne sposoby balsamowania. Pochodzący z Chile profesor antropologii na University of Nevada w Las Vegas, Bernardo Arriaza, opublikował w 1995 roku książkę zatytułowaną Beyond death: the Chinchorro mummies of ancient Chile - Dalej niż śmierć: mumie Chinchorro starożytnego Chile (nie jest to jedyna jego praca poświęcona temu zagadnieniu, ale pierwsza w języku angielskim). Opisał w niej m.in. wyniki badań, jakim poddano mumie ludu Chinchorro, odkryte na początku lat osiemdziesiątych na wybrzeżu Pacyfiku wokół miasta Arica, w pobliżu granicy dzisiejszego Chile i Peru.

Mumie południowoamerykańskie są starsze od egipskich o około 2 tys. lat, ponieważ wiek najstarszych określono na ponad 7 tys. lat. Spośród 282 odkrytych mumii około 150 jest dziełem człowieka, reszta powstała w sposób naturalny w wyniku działania suchego klimatu. Na uwagę zasługuje również fakt, że Chinchorro bardzo demokratycznie traktowali swoich zmarłych, mumifikując wszystkich - kobiety, mężczyzn i dzieci - bez względu na ich status w grupie i stan majątkowy.

Jacek Malczewski, Śmierć, 1902 rok, Muzeum Narodowe w Warszawie

Fot. Teresa Żółtowska-Huszcza

Mumifikowanie zwłok było znane również Europejczykom. Na przykład w Palermo na Sycylii, w katakumbach tamtejszego klasztoru Kapucynów ciągną się długie galerie, gdzie spoczywa około 8 tys. mumii. "Ulice" w tym mieście umarłych zwane są korytarzami mężczyzn, kobiet, profesjonalistów (czyli lekarzy, adwokatów, malarzy, urzędników, wojskowych, profesorów), kapłanów, braci zakonnych oraz dzieci i niemowląt. Najstarsze mumie, najczęściej już bezimienne, liczą ponad 400 lat, najmłodsza to pochowana w 1920 roku zabalsamowana dwuletnia dziewczynka, Rosalia Lombardo.

Jeszcze w XIX wieku mieszkańcy Palermo byli przekonani, że ziemia, na której został zbudowany klasztor, ma niezwykłe właściwości opóźniania rozkładu ciał zmarłych. Później to przekonanie osłabło, ponieważ uznano, że proces naturalnej mumifikacji zachodzi w wyniku braku dostępu powietrza. Zwłoki umieszczane były bowiem w piwnicy z szybem wentylacyjnym, gdzie powoli wysychały przez rok. Później wystawiano je jeszcze na słońce, następnie myto w occie winnym, owijano w słomę i aromatyczne zioła, wreszcie ubierano. Rodziny bardzo często odwiedzały zabalsamowanych krewnych, aby pomodlić się, opowiedzieć o kłopotach i poprosić o radę.

W katakumbach klasztoru Kapucynów w Palermo spoczywa około 8 tys. mumii. Sztych z XIX wieku

Z archiwum Bogdana Żurawskiego

Mumifikacja, choć już nie będąca dziełem człowieka, nie jest tylko rytuałem przeszłości. Na przykład Aborygeni północnej Australii nadal ciała swoich zmarłych umieszczają na drzewach, gdzie pod wpływem promieni słonecznych przechodzą one naturalny proces mumifikacji.

W wielu społecznościach ciało zmarłego poddawane jest obrzędowi kremacji, na przykład w Indiach i Nepalu, gdzie stos pogrzebowy układa się najczęściej na platformie z drewna, a popioły wrzuca do Gangesu - rzeki uważanej przez hinduistów za świętą. Potem następują ceremonie, dzięki którym uwolniona dusza może odnaleźć swoje miejsce w niewidzialnym świecie. Czas trwania tych uroczystości oraz ich przebieg są w znacznej mierze uzależnione od rangi zmarłego i jego stanu posiadania. Ceremonia pogrzebowa biedaka z niskiej kasty jest krótka, podczas gdy pogrzeb kapłana czy świeckiego dostojnika staje się prawdziwym widowiskiem, pełnym złożonych zachowań, rytualnych ofiar i przedmiotów. Ich końcem jest bardzo często dokonanie jakby powtórnej kremacji, tym razem na przykład wizerunku zmarłego lub należących do niego przedmiotów. W wielu społecznościach oznacza ona jednocześnie koniec żałoby dla członków rodziny.

W Indiach ciało zmarłego spala się na drewnianym stosie, a popioły wrzuca do rzeki - najlepiej, gdy jest to święta rzeka Ganges. Na zdjęciu - sprzedawcy drewna nad brzegami Gangesu w Waranasi (dawniej Benares)

Fot. Natalia Szczucka-Kubisz

W krajach uprzemysłowionych kremacja znajduje wielu zwolenników, choć już bez symbolicznego i sakralnego uzasadnienia. W Niemczech na przykład jest jej poddawanych około 70% zmarłych, w Wielkiej Brytanii ponad 60%, w Szwecji i Danii 50%. Na czele tej listy znajduje się Japonia, gdzie w miastach ustawowo wprowadzono obowiązek kremacji zwłok. Nie dotyczy on jedynie osób, którym nie pozwala na to religia.

Prochy zbierane są do urny, która następnie może być złożona w grobowcu rodzinnym lub kolumbarium albo opróżniona w specjalnym ogrodzie pamięci, nad oceanem czy gdziekolwiek indziej (z wyjątkiem dróg publicznych).

Również w Polsce istnieje możliwość wyboru tego sposobu pochówku. Wystarczy wola zmarłego wyrażona wobec bliskich lub, jeśli tego nie zrobił, zgoda rodziny na dokonanie kremacji. Urnę z prochami można złożyć do grobu albo prochy rozsypać nad Bałtykiem lub w ogrodzie pamięci przed krematorium w Poznaniu. W naszym kraju obrzęd kremacji stanowi od 1 do 2% wszystkich odbywających się co roku pochówków.

W Polsce przywykliśmy do tradycyjnej formy obrzędu pogrzebowego, tzn. do złożenia do grobu trumny z ciałem. Zwyczaj chowania zmarłych w trumnach zaczął się upowszechniać w Europie dopiero w XIV wieku. Zastąpienie całunów (płacht płóciennych) trumnami ma, być może, związek z wielką epidemią dżumy, która w połowie XIV wieku zdziesiątkowała ludność naszego kontynentu; trumny mogły być dodatkowym zabezpieczeniem przed szerzeniem się zarazy. Zdarzało się jednak i wcześniej, bo już w początkach średniowiecza, że zmarłych władców grzebano w drewnianych skrzyniach. Natomiast na polskiej wsi jeszcze na początku XX wieku dość często grzebano ciała owinięte jedynie w całun, bez trumny.

Trumny były sosnowe lub dębowe, obciągane czarnym materiałem albo malowane. Czasami czerń zastępowano czerwienią, jeśli zmarły poległ w boju, albo kolorem szarym na znak pokory. Jan Stanisław Bystroń w Dziejach obyczajów w dawnej Polsce (PIW 1976) pisze o Stanisławie Żółkiewskim, hetmanie i kanclerzu wielkim koronnym (ok. 1550-1620), który dał stosowne po temu rozporządzenia w testamencie: miasto aksamitu czarnego, który znaczy żałobę, niech trumna przykryta będzie szkarłatem na znak wylania krwi dla ojczyzny.

Egipskie urny grobowe służące do przechowywania wnętrzności zmarłych, których zwłoki balsamowano; Muzeum Egipskie w Kairze, urny z grobowca Tutanchamona

Fot. Bogdan Żurawski

W XVII wieku przyszła moda na kosztowne i bogato zdobione trumny metalowe, w które czasami wstawiane było przeszklone okienko. Na przykład w takich trumnach pochowano w kościele Franciszkanów w Krośnie przyrodnie rodzeństwo Annę i Stanisława Oświęcimów. Przez wieki żywa była legenda o łączącej ich gorącej miłości, dla której przeszkodę stanowiły więzy krwi. Stanisław, stolnik bełski, dworzanin Władysława IV, miał udać się do Rzymu dla uzyskania dyspensy od papieża na zawarcie małżeństwa. Serce Anny jednak nie wytrzymało radości na wieść o zgodzie na ich ślub.

Ciała osób bogatych były ubierane w najwspanialsze szaty i składane do wykonanej na specjalne zamówienie trumny. Z przodu przybijano do niej portret "osoby nieboszczykowskiej", czyli olejny wizerunek zmarłego. Malowano go na blasze cynowej, srebrnej albo miedzianej. Po pogrzebie portret trumienny zawieszany był na ścianie kościoła lub kaplicy rodowej. Trumnę przenoszono do kościoła, gdzie czekał już monumentalny katafalk. Jego dekorację stanowił często tzw. castrum doloris ("obóz boleści"), w którym umieszczano różne atrybuty śmierci, na przykład szkielety ludzkie ze skrzydłami nietoperza czy czaszki.

Aleksander Gierymski, Trumna chłopska, 1894-1895 rok, Muzeum Narodowe w Warszawie

Fot. Teresa Żółtowska-Huszcza

Po nabożeństwie rozpoczynały się długie mowy pogrzebowe, w których sławione były czyny i cnoty zmarłego lub zmarłej. Podczas pogrzebów królewskich i magnackich pojawiał się jadący na koniu dworzanin, ucharakteryzowany na zmarłego. Jeszcze w połowie XVIII wieku znany był w Polsce zwyczaj wjeżdżania do kościoła konno rycerza zakutego w zbroję. Jego zadaniem było złamanie o katafalk drzewca kopii i upadek z konia ze "srogim i ogromnym trzaskiem". Cytowany już Jan Stanisław Bystroń przywołuje (pochodzący z tego okresu) taki oto opis pogrzebu hetmana wielkiego koronnego Józefa Potockiego: Wjeżdżali w największym końskim biegu wybrani rycerze po jednemu, i ten z nich kruszył kopią przy herbie będącym u nóg trumny hetmańskiej, inny łamał szpadę, inny rzucał pałasz, inny strzały, inszy chorągiew, inszy buńczuk, inszy sztandar itd. Każdy zaś złamawszy swoje narzędzie przy nogach trumny, spadał z konia, niby żal po hetmanie swoim udając, a dwom z tych bohaterów nie udało się wyradzić skruszenia chorągwi i sztandaru, bo świece na katafalku porozrzucali, ale udał się lepiej niby żal i spadnienie z koni, bo byli dobrze pijanymi.

Meczet grobowy sułtana Inala (1453--1461), Miasto Umarłych, Kair

Fot. Maria Supranowicz

Obecnie w wielu krajach, głównie zachodnich, o śmierci i umarłych nie mówi się, są jakby ukrywani przed żywymi. Ludzie coraz częściej umierają w szpitalach, a nie jak dawniej w domach w otoczeniu bliskich. Na całym świecie rozwinął się przemysł nastawiony na produkcję coraz to "wygodniejszych" trumien. Na przykład w Nowym Orleanie (USA) na targach funeralnych jeden z producentów wystawił trumnę dwuosobową. Można było także zamówić trumnę-ciężarówkę, trumnę-limuzynę marki Mercedes, trumnę-cebulę itp. Coraz wymyślniejsze są również usługi świadczone przez przedsiębiorców pogrzebowych.

Antonina Ostrowska w swej książce Śmierć i umieranie (Oficyna Wydawnicza Almapress, 1991) opisuje dość powszechny w Stanach Zjednoczonych sposób dokonywania toalety zmarłego: Po [...] czynności balsamowania zwłok zostają one poddane praktykom kosmetyczno-upiększającym. Zęby zmarłego są czyszczone, a nawet lakierowane, oczy zaklejane specjalnym preparatem. Modeluje się twarz, usuwa opuchlizny, tuszuje blizny, a nawet uzupełnia brakujące części ciała. Jeżeli zmarły za życia np. stracił rękę, dorabia się ją ze specjalnego wosku. Zanim nastąpi ostateczny makijaż, twarz zmarłego modeluje się w ten sposób, aby rysom twarzy zapewnić odpowiednią ekspresję. [...] Czasem dla zapewnienia odpowiedniej pozycji ust (ponieważ oczy są zamknięte, cały wyraz twarzy zależy od ułożenia ust) przypina się je od wewnątrz igłami do dziąseł.

Amerykański "przemysł" pogrzebowy zarabiał w latach siedemdziesiątych ponad 4 mld dolarów i zatrudniał około 65 tys. ludzi w około 24 tys. domów pogrzebowych. Reakcją na uprzedmiotowienie zmarłego stał się zainicjowany w Kalifornii ruch na rzecz godnej śmierci i umierania. Jego zwolennicy domagali się naturalnego i pozbawionego pretensjonalności pogrzebu, choć wspomniane tutaj praktyki domów pogrzebowych nadal nie mają poważnej konkurencji.

Wojciech Gerson, Cmentarz w górach, 1894 rok, Muzeum Narodowe w Warszawie

Fot. Teresa Żółtowska-Huszcza

Autorka cytowanej książki pisze: Ciała zmarłych są wyjątkowo cierpliwe i praktycznie zniosą wszystko; są też całkowicie bezbronne. Mogą je więc tylko chronić zasady etyczne. Zmarłemu, który powiększył już krąg naszych przodków, winniśmy okazać szacunek. Według Arnolda Toynbee'go, brytyjskiego historyka i filozofa historii, jednego ze współautorów książki Człowiek wobec śmierci (1968, wydanie polskie 1973) - istota ludzka posiada godność z racji bycia człowiekiem, a godność człowieka trwa poza jego śmierć...

Mgr RENATA HRYŃ-KUŚMIEREK jest etnografem, absolwentką Katedry Etnografii Uniwersytetu Warszawskiego.