Twoja wyszukiwarka

PAWEŁ WERNICKI
POGODNI ŻYJĄ DŁUŻEJ
Wiedza i Życie nr 12/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1999

CZY MOŻNA ROZCHOROWAĆ SIĘ Z NADMIARU KŁOPOTÓW? CZY ŁATWIEJ WRÓCIĆ DO ZDROWIA, GDY BARDZO SIĘ TEGO PRAGNIE? DZIŚ JUŻ WIEMY, ŻE JEDNOŚĆ CIAŁA I DUSZYNIE JEST ANI WYMYSŁEM POETÓW, ANI SZARLATANÓW.

To, że nastrój wpływa na ogólny stan organizmu, czyli zdrowie, wiadomo od dawna. Galen (II w. n.e.), kontynuator dzieła Hipokratesa, twierdził, że rak piersi częściej atakuje kobiety pełne smutku, zamknięte w sobie. Perski lekarz Rhazes (IX w. n.e.) zalecał kobietom ciężarnym śpiew, żarty i "wszystko, co przynosi radość", zaś melancholikom słuchanie śpiewów, wiele snu i... "posiadanie przy sobie kosztownych przedmiotów".

W średniowieczu wpływano na zdrowie pacjentów, wmawiając na przykład choremu duchownemu, że został biskupem, a ludziom świeckim poprawiając nastrój grą na instrumentach i czytaniem psalmów. Skuteczne było podobno również fałszowanie listów donoszących o śmierci nieprzyjaciół.

Dziś powiedzielibyśmy, że wszystkie te działania miały złagodzić stres, ale wtedy tego pojęcia nie znano. Wprowadził je do fizjologii Hans Selye (dobrze nam znany autor książki Stres okiełznany) w latach trzydziestych tego stulecia, określając stres jako reakcję organizmu na szkodliwy bodziec.

Od tego czasu stało się jasne, że wszystkie przeżycia, także psychiczne, mają swe odzwierciedlenie w zmianach fizycznych i biochemicznych zachodzących w naszym organizmie, ale ich zakres poznawano stopniowo. Dopiero w latach siedemdziesiątych obecnego wieku odkryto, że układ odpornościowy i mózg porozumiewają się wzajemnie (ramka: Jak mózg wpływa na odporność? na s. 21), co dało podstawy do poważnego zajmowania się wpływem stresu na zdrowie.

W prasie naukowej nie brak doniesień, które doskonale pasują do naszych intuicyjnych odczuć na ten temat. Oto na przykład u studentów medycyny z Düsseldorfu w okresie poprzedzającym egzaminy nastąpił spadek wydzielanych ze śliną białek odpornościowych zwanych immunoglobulinami. W innej grupie - z Ohio - w czasie egzaminów zanotowano obniżenie aktywności leukocytów, choć - wbrew oczekiwaniom - u obecnych wśród badanych astmatyków nie zaobserwowano zaostrzenia choroby. Badania komandosów podczas ćwiczeń wykazały, że w ekstremalnych warunkach zmienia się skład bakteryjnej flory jelitowej, a jej wpływ na układ chłonny jelita i w rezultacie na odporność jest przedmiotem dalszych dociekań.

Takich badań można znaleźć znacznie więcej. Przeprowadza się je zawsze według tego samego schematu - sprawdza się aktywność różnych elementów układu odpornościowego u osób w oczywisty sposób zestresowanych. Ponieważ trudno wywoływać silny stres tylko na potrzeby eksperymentu, głównymi ich bohaterami są studenci w czasie sesji egzaminacyjnej, kontrolerzy ruchu lotniczego, przymusowo bezrobotni, księgowi sporządzający bilans roczny, osoby w ciężkiej żałobie, a także chorzy na depresję. Wynika z nich, że w zasadzie stres osłabia reakcję odpornościową organizmu, choć czasem może ją wzmocnić. Każdy z własnego doświadczenia wie, że w stanie wyższej konieczności potrafi zapanować nad lekką grypką czy innym niedomaganiem. Wszystko zależy więc od tego, jaki jest rodzaj stresu, jego siła, jak długo trwa, w jakiej akurat jesteśmy sytuacji.

Załóżmy, że jest to stres bardzo poważny, długotrwały, subiektywnie odbierany jako życiowa katastrofa. Czy to wystarczy, żeby się rozchorować? Skoro stres osłabia nasze zdolności obronne, co wyraża się mniejszą aktywnością takich elementów układu odpornościowego, jak limfocyty T, immunoglobuliny, komórki NK, czyli naturalni zabójcy, logiczne wydaje się, że nieuchronnie prowadzi do choroby. Immunolodzy nie kwapią się jednak ze sformułowaniem tak jednoznacznego wniosku.

W nowojorskim centrum badawczym Sloan Kettering przeanalizowano dane tysięcy pacjentów z nowotworami i u wielu z nich - około 40% więcej niż w zdrowej grupie kontrolnej - doszukano się bardzo ciężkich przeżyć osobistych przed zachorowaniem. Ale inni, na przykład naukowcy z Uniwersytetu Illinois, po dwudziestoletniej obserwacji ponad 2 tys. pracowników Western Electric stwierdzili, że stan psychiczny nie tyle wywołuje chorobę, co pogarsza jej przebieg.

Bywa, że pacjenci wierzą w wyższość leku zagranicznego lub po prostu droższego. Ta wiara sprawia, iż leczenie takimi specyfikami bywa skuteczniejsze. Wykorzystują to oczywiście producenci leków. Na przykład cały rynek środków przeciwbólowych dostępnych bez recepty opiera się na kilku substancjach, z których produkuje się setki preparatów różniących się nazwą, opakowaniem, wyglądem i oczywiście ceną

Od dawna podejrzewa się, że, oprócz nowotworów, stres ma swój udział w powstawaniu chorób infekcyjnych, a także nadciśnienia tętniczego, choroby wieńcowej, reumatoidalnego zapalenia stawów, niektórych rodzajów łysienia czy stanów zapalnych jelit. Rozstrzygających badań w tej sprawie nikt jednak nie przedstawił. Zdrowie człowieka zależy od tak wielu czynników, że udowodnienie wpływu jednego, wybranego, jest niezwykle trudne. Na co dzień stykają się z tym problemem epidemiolodzy. W przypadku badania wpływu stresu na zdrowie jest to może szczególnie trudne, bowiem osoby badane niejako z definicji obarczone są wieloma innymi czynnika ryzyka wystąpienia chorób. Często ulegają nałogom, źle się odżywiają, nie dosypiają.

Może więc warto odwrócić problem: czy szczególnie korzystna sytuacja życiowa, poczucie szczęścia zapewniają lepsze zdrowie? Doprawdy trudno sobie wyobrazić badania w pełni odpowiadające kryteriom naukowym (np. właściwa grupa kontrolna), które mogłyby odpowiedzieć na tak postawione pytanie. W takich przypadkach często odwołujemy się do eksperymentów na zwierzętach. Już w latach czterdziestych, a więc zanim odkryto powiązania między układem odpornościowym i mózgiem, Amerykanie puszczali kurom przyjemną muzyczkę, żeby się lepiej niosły. Skutki podobno były bardzo dobre.

W czasach znacznie nam bliższych eksperymentowano z małpami zakażonymi wirusem SIV, czyli odpowiednikiem ludzkiego HIV. Okazało się, że zwierzęta wprawdzie zakażone, ale pozostawione w spokojnych, normalnych warunkach żyły dłużej od tych, które przymusowo przesiedlono i oddzielono od współtowarzyszy. Podobne obserwacje dotyczą prosiąt. Mimo że zadbane i poddane starannej profilaktyce (np. szczepieniom), chorują i tracą na wadze, gdy przenosi się je do nowego pomieszczenia. Problem jednak w tym, że bardzo trudno zapytać kury albo prosięta, czy są szczęśliwe.

A jednak dzięki badaniom na zwierzętach zwrócono uwagę na bardzo istotny problem związany z wpływem stresu na zdrowie - jak ważne są nadzieja i poczucie panowania nad sytuacją. Doświadczenie Martina Seligmana z Uniwersytetu stanu Pensylwania polegało na wstrzyknięciu szczurom komórek rakowych w takiej ilości, że, statystycznie rzecz biorąc, połowa z nich miała szansę zwalczenia choroby i przeżycia. Szczury podzielono na trzy grupy - jedną poddano słabym, możliwym do uniknięcia wstrząsom elektrycznym, druga nie miała żadnego wpływu na wstrząsy, trzecią pozostawiono w spokoju - dla kontroli. Szczury nie mające wpływu na swój los, nauczone bezradności, umierały dwukrotnie częściej.

A u ludzi? Przeprowadzone w 1998 roku badania psychologów z uniwersytetu w Amsterdamie wykazały, że stres, na który nie ma się wpływu, jest bardziej szkodliwy niż kontrolowany. Niski stopień kontroli nad stresem prowadzi - zarówno w porównaniu z grupą kontrolną, jak i osobami mającymi wpływ na sytuację stresującą - do spadku ilości pomocniczych limfocytów T, komórek rozpoczynających każdą akcję obronną organizmu. Organizm osób "mających władzę" zachowuje się inaczej - pod wpływem stresu wzrasta liczba limfocytów B, które atakują wroga nie bezpośrednio, lecz za pomocą przeciwciał. Czy ten pojedynczy parametr immunologiczny ma jakiś wpływ na zdrowie jako całość?

W pewnym stopniu odpowiadają na to pytanie badania ochotników z krajów zachodnich przebywających z misją humanitarną w Kazachstanie. Warunki, w jakich tam się znaleźli, długotrwała rozłąka z najbliższymi oraz przerastający siły ogrom pracy wprawdzie zwiększyły konsumpcję alkoholu i papierosów (typowa, ale mało skuteczna reakcja na stres), jednak nie zaobserwowano pogorszenia stanu zdrowia. Prawdopodobnie zaangażowanie i świadomość celu misji zniwelowały skutki stresu.

A jeśli choroba już się przytrafiła? Czy świadomość, że panuje się nad sytuacją, zwiększa szansę na wyzdrowienie? Klasycznym przykładem braku nadziei i poczucia, że nie panuje się nad swym życiem, jest depresja. Okazuje się, że jeśli zapadną na nią osoby po wylewie krwi, trzykrotnie zwiększa to ryzyko śmierci w ciągu 10 lat. A oto inny spektakularny przykład. Gdy w 1950 roku szef paryskiej kliniki chorób płuc po raz pierwszy mógł zastosować w leczeniu gruźlicy streptomycynę, nie starczało jej dla wszystkich. Dlatego połowa pacjentów otrzymywała - nie wiedząc o tym - w zastrzykach sól fizjologiczną (0.9-procentowy roztwór NaCl). Jednak wszyscy czuli się lepiej - spadła temperatura ciała, powróciły apetyt i siły. Oczywiście, dokładne badania wykazały, że tylko u leczonych antybiotykiem goiły się zmiany w płucach i zniszczone zostały bakterie gruźlicy.

Stres osłabia siły obronne organizmu dlatego, że pod jego wpływem gorzej pełnią swe funkcje kluczowe komórki układu odpornościowego: limfocyty T (po lewej), które rozpoczynają akcję obronną, komórki NK (poniżej) niszczące komórki nowotworowe, a także zaatakowane przez wirusy oraz limfocyty B (po prawej), wytwarzające przeciwciała

Ryc. Joanna Murawska

Tak zwany efekt placebo polega na zależności między tym, co się zasugeruje, a rzeczywistym działaniem leku czy nawet substancji tylko udającej lek. Przeszkadza, gdy chce się sprawdzić skuteczność nowego leku, ale może za to pomóc, gdy potraktuje się go jako psychologiczny trik dający człowiekowi poczucie panowania nad sytuacją. Na przykład okazuje się, że spośród zawierających tę samą ilość tego samego środka kapsułek czerwone działają silniej niż białe, a dwie tabletki aspiryny lepiej zwalczają ból głowy niż jedna, zawierająca równą im dawkę. Można to oczywiście wykorzystać w leczeniu. Podobnie zastrzyki silniej działają niż krople czy tabletki, choćby stężenie leku we krwi było takie samo. Skuteczność placebo, na przykład zastrzyków soli fizjologicznej lub kapsułek wypełnionych laktozą w bólach przewlekłych, wynosi do 50%. Ba, placebo podawane jako morfina działa silnej niż nazwane aspiryną!

I tak dochodzimy do problemu, jak sobie poradzić ze stresem. Skoro silny, długotrwały, wymykający się spod kontroli może utorować drogę chorobie i utrudnić wyzdrowienie, warto popracować nad rozładowaniem go. Recept jest wiele i wciąż pojawiają się nowe. Rozmaite rodzaje medytacji, ćwiczenia fizyczne, grupy wzajemnego wsparcia dla chorych, terapia pracą, muzyką czy zapachami, wreszcie różne formy rozrywki i śmiech to tylko przykłady.

W niektórych szpitalach Nowego Jorku, na przykład Mount Sinai, cyrkowi klowni zabawiają chore dzieci - także te ciężko chore. Śmiech podnosi poziom immunoglobulin IgA i podwyższa poziom limfocytów T. W dodatku gimnastykuje mięśnie brzucha. Niestety, wciąż wielu lekarzom śmiech kojarzy się z brakiem odpowiedzialności. Praesentie aegroto taceant colloquia, effugiat risus - dum omnia dominat morbus (w obecności chorego milkną rozmowy, znika uśmiech i nad wszystkim dominuje choroba) - można przeczytać na ścianie jednej z warszawskich klinik i zobaczyć na własne oczy w wielu innych.

Lekarze zbyt rzadko wykorzystują dobry nastrój w walce o zdrowie swoich pacjentów

A dbałość o dobry nastrój to naprawdę ważna sprawa. R. Ulrich, chirurg z Chicago, porównał szybkość rekonwalescencji pacjentów po operacji wycięcia pęcherzyka żółciowego w dwóch salach tego samego szpitala. W jednej długość pobytu była wyraźnie mniejsza, mniej też potrzeba było środków przeciwbólowych. Po wyeliminowaniu innych przyczyn tej różnicy okazało się, że okno "lepszej" sali wychodziło na ładny krajobraz, "gorszej" - na ślepą ceglaną ścianę sąsiedniego budynku. Artykuł zamieściło bardzo poważne pismo "Science". Późniejsze badania wśród pacjentów oddziałów chirurgicznych wykazały, że lęk i niepokój mogą opóźniać gojenie się ran po operacji. A potwierdził to m.in. eksperyment na studentach stomatologii z Ohio - ranka w jamie ustnej goiła się u tych samych osób o 40% dłużej w czasie egzaminów niż w okresie wakacyjnym.

Łatwo mówić o dobrym nastroju, gdy chorujemy na grypkę i mamy świadomość, że prędzej czy później wyzdrowiejemy. A jeśli ktoś wie, że niedługo umrze? Nawet wtedy można mu pomóc - a raczej chory może pomóc sobie sam.

Wśród pacjentów onkologii krążą dowcipy szokujące ludzi z zewnątrz, które pozwalają spojrzeć z dystansem na własną sytuację i osiągnąć spokój. Dzięki temu nawet osoby w stanie z pozoru beznadziejnym potrafią cieszyć się każdą pozostałą chwilą zamiast pogrążać się w depresji. Co może osiągnąć osoba wierząca w wyzdrowienie i silna psychicznie, być może najlepiej pokazał Amerykanin Lance Armstrong, wygrywając wyścig kolarski Tour de France po wyleczeniu z zaawansowanego raka jądra.

W psychoterapii często większą rolę odgrywają umiejętności, doświadczenie i mądrość terapeuty niż podstawy teoretyczne. Ludzie bez przygotowania medycznego - na przykład rodzina czy wolontariusze - często skutecznie pomagają, kierując się intuicją. Natomiast przeprowadzony niedawno w Japonii eksperyment, polegający na przesyłaniu osobom zagrożonym chorobą karteczek z dobrymi radami udzielonymi przez specjalistów, jak sobie radzić ze stresem, dał mierne rezultaty. Wydaje się, że spowodowała to bezosobowa forma przekazania porad.

Polscy pacjenci bardzo często skarżą się na przedmiotowe traktowanie i na to, że lekarze nie mają dla nich czasu. A przecież wystarczy niewiele - drobny gest czy użyte odpowiednio słowo, by nawet mając mało czasu, poprawić samopoczucie ciężko chorego, a przy okazji zwiększyć skuteczność leczenia, ponieważ taki pacjent dokładniej przestrzega zaleceń. Dobrzy lekarze to rozumieją, żeby jednak mogli na co dzień dodawać otuchy cierpiącym, powinni być zadowoleni ze swego życia. Niestety, w tej grupie zawodowej notuje się stosunkowo wysoki wskaźnik alkoholizmu, samobójstw, rozwodów. Nie wszyscy radzą sobie z codziennym obciążeniem nieszczęściami innych ludzi.

Życie jest chorobą w stu procentach nieuleczalną, jak mawia jeden z luminarzy polskiego świata medycznego. Co wcale nie oznacza, że nie warto powalczyć, by je przedłużyć. Moda na zdrowe życie dotarła i do nas. Mamy się zdrowo odżywiać, aktywnie spędzać wolny czas, zrezygnować z używek. Wszystko to bardzo mądre zasady, problem w tym, żeby przy okazji nie zabić radości życia. Nasz układ odpornościowy bardzo tego nie lubi.