Twoja wyszukiwarka

JOANNA KOMOROWSKA
TRADYCJA, TRADYCJA
Wiedza i Życie nr 12/1999
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 12/1999

JEŻELI BOŻE NARODZENIE, TO OCZYWIŚCIE TRADYCYJNA WIGILIJNA WIECZERZA, KOLĘDY I ŚWIĄTECZNA CHOINKA. WŁAŚNIE PRZEKAZYWANE MIĘDZY POKOLENIAMI OBYCZAJE I OBRZĄDKI STANOWIĄ O NASZEJ, LUDZKIEJ WYJĄTKOWOŚCI. NOWE BADANIA DOWODZĄ TYMCZASEM, ŻE O CZYMŚ, CO PRZYPOMINA TRADYCJĘ, MOŻNA MÓWIĆ RÓWNIEŻ W PRZYPADKU ZWIERZĄT.

Gdyby każde z ponad 6 mld ludzkich istnień potraktować jako pojedynczą komórkę budującą gigantyczne cielsko ogromnego organizmu, a narody świata uznać za tkanki tego rozdętego biomasą kolosa, to czynnikiem decydującym o wewnątrztkankowej tożsamości byłaby niewątpliwie tradycja. To ona jednoczy i wiąże członków każdej ludzkiej nacji specyficznym dla niej językiem, zwyczajami, wierzeniami oraz normami postępowania. Właśnie ona powoduje, że treści kulturowe wyznaczające każde narodowe ego potrafią trwać w praktycznie niezmienionej formie przez całe stulecia.

Biolodzy coraz częściej mówią o możliwości istnienia czegoś, co można by nazwać zwierzęcą wersją tradycji. Choć z pewnością w wielu przypadkach opierałaby się ona na prostszych zasadach niż u człowieka, niewątpliwie nawet w swej nieskomplikowanej postaci pozwalałaby pewnym wybranym zwyczajom zapuścić korzenie w glebie niejednej grupowej jaźni zwierzęcej. Pod jednym warunkiem: zwyczaje te muszą przynosić członkom społeczności natychmiastowe osobiste korzyści, pozwolić lepiej i szybciej napełnić żołądek, uchronić się przed niebezpieczeństwem czy zwiększyć powodzenie u płci przeciwnej. W innym razie, jak zauważa kanadyjski psycholog Bennett Galef: nie ma żadnych powodów, by sądzić, że schematy zachowań wyuczonych społecznie w ogóle się utrzymają.

Istotnie, nowe doniesienia pojawiające się w fachowej literaturze dostarczają intrygujących przykładów powszechnego stosowania przez zwierzęta ciekawych, nietypowych i korzystnych osobniczo zachowań, a czasami nawet podtrzymywania ich z pokolenia na pokolenie. Należy do nich m.in. łapanie termitów na wędki z traw i gałązek, rozpowszechnione wśród szympansów z Parku Narodowego Gombe i udokumentowane po raz pierwszy przez znaną brytyjską badaczkę małp Jane Goodall.

W tym przypadku, jak się okazuje, "zarażanie się" nowym zachowaniem może się odbywać nie tylko na podstawie obserwacji doświadczonych pobratymców, ale także w wyniku aktywnego instruktażu, którym służą starsze osobniki małpiej młodzieży. Bywa więc, że szympansia matka chwyta dłonią piąstkę swego dziecka nieudolnie wpychającą źdźbło trawy w otwór termitiery i manewruje nią delikatnie tak, jakby celowo dawała malcowi bezpośrednią lekcję połowu. Obserwacje, sugerujące społeczne korzenie pewnych oryginalnych zwyczajów pokarmowych, poczynione zostały też na bliskich kuzynach szympansów: bonobo (inaczej zwanych szympansami karłowatymi), które grupowo tłuką znalezione w lesie orzechy.

Stosunkowo niedawno badania w Suaq Balimbing na Sumatrze prowadzone przez zespół Carela van Schaika z Duke University w USA zaowocowały odkryciem jeszcze innego ciekawego małpiego zwyczaju, tym razem u orangutanów. Małpy te wykorzystują ogołocone z liści i postrzępione na jednym końcu gałęzie do wypłaszania owadów oraz wybierania miodu. Orangutan, wygodnie obłapiwszy pień drzewa, chwyta swój patyk w zęby, po czym zaczyna nim walić w gniazdo termitów lub dzikich pszczół niczym dzięcioł dziobem w korę chorej sosny. Fakt, że ten sposób zdobywania pokarmu jest powszechny w sumatrzańskich lasach obfitujących w owadzie smakołyki, a zupełnie nieobecny na pobliskim Borneo, gdzie o nie już znacznie trudniej, dowodzi według van Schaika, że za orangutani zwyczaj - przynajmniej po części - odpowiedzialna jest tradycja.

Nie wszyscy badacze zgadzają się z tą opinią. Zauważają oni, że nawet jeśli jakieś wyjątkowe zachowanie utrzymuje się w jednej zwierzęcej populacji, a jest zupełnie nieznane w innych grupach, niekoniecznie musi to oznaczać, iż w tym pierwszym przypadku upowszechniło się wskutek naśladownictwa. Nowa technika postępowania mogła być przecież odkryta samodzielnie i niezależnie przez poszczególnych członków danej społeczności, bo natrafili oni na trudne do przeoczenia okazje, o jakie łatwo było w ich okolicy. W takich okolicznościach doszukiwanie się tradycji byłoby oczywiście zupełnie nie na miejscu.

Z tego rodzaju wątpliwością wystąpiły włoska psycholog Elisabetta Visalberghi i jej amerykańska koleżanka Dorothy Munkenbeck Fragaszy, które zdecydowały się podważyć jedno z bardziej zasiedziałych w annałach zoologii doniesień. Informacja, zresztą do dziś przytaczana jako elegancki dowód na istnienie zwierzęcej tradycji, w chwili swych narodzin w latach sześćdziesiątych narobiła sporego zamieszania. Sugerowała ona bowiem, że grupa dzikich makaków japońskich, dokarmiana regularnie rzucanymi na ziemię batatami oraz ziarnem, podchwyciła od jednej z młodocianych samic zwyczaj opłukiwania tego darowanego pokarmu w wodzie.

Badaczki zauważyły tymczasem, że zdrowa skłonność do mycia pożywienia upowszechniała się u zwierząt w podejrzanie ślamazarnym tempie. W trzy lata po wyodrębnieniu się z grupy pierwszej myjącej małpy czyścioszki tylko jej nieliczne towarzyszki zachowywały się tak, jak ona, czyli zanurzały w wodzie podniesione z piasku bulwy. Podobnie było z płukaniem ziarna. Po sześciu latach systematycznego podpatrywania zespół obserwatorów orzekł, że zaledwie 1/3 małp potrafiła wykonywać tę czynność. Prawdziwie żółwie tempo, jak na rozpowszechnianie się przydatnego zwyczaju metodą naśladownictwa - zauważają Visalberghi oraz Fragaszy. Mają oczywiście rację. Wspomniana powolność wcale nie wyklucza jednak możliwości kopiowania. Przecież nawet w tak kochających tradycję społecznościach ludzkich pewne zwyczaje rozprzestrzeniają się czasami nad wyraz ospale.

Z badań laboratoryjnych wyraźnie wynika, że pewne zwierzęta rzeczywiście potrafią naśladować i że wzorowanie się może prowadzić do dłuższego utrzymania jakiegoś zwyczaju w grupie zwierząt. Na przykład szczur, który na podstawie obserwacji nauczył się sprawnie wykopywać ze ściółki ukryty w niej pokarm, potrafi "zarazić" tą umiejętnością następnego szczura, a ten z kolei następnego itd. Co ciekawe, te szczury, które widziały tylko część doświadczalnego scenariusza, np. obserwowały osobnika kopiącego, lecz nie znajdującego pożywienia, nie zapożyczają już nowego zwyczaju.

Prosta forma "tradycji" została zauważona nawet u rybek akwariowych - gupików, a dotyczyła wyboru jednej z dwóch równorzędnych dróg docierania do źródła pokarmu. Jak okazało się na podstawie pięciodniowych testów, ryby, które zdążyły wcześniej przejąć od swych kompanów zwyczaj podążania do pokarmu określoną drogą, uparcie się jej trzymały (83% wyborów), mimo że znany im był inny, równie wygodny szlak. Dla autorów tego doświadczenia, brytyjskich biologów Kevina Lalanda oraz Kerry'ego Williamsa, jest to przykład powstania i trwania zwyczaju opartego na prostych mechanizmach ukierunkowanego uczenia. Dowodzą oni na tej podstawie, że nie tylko korzystne, ale nawet zupełnie neutralne pod względem wyniesionych korzyści zachowania mogą być utrzymywane jako tradycja w wybranych populacjach zwierząt.

Jeśli chodzi o unikanie niezdrowego pożywienia, tradycja zwierzęca zaczyna jeszcze bardziej przypominać tę ludzką. Może być bowiem dosyć długo podtrzymywana. O tego typu sytuacji donosi angielska uczona, biolog Marian Stamp Dawkins, opisująca zatrucie pokarmowe, któremu ulegli członkowie pewnej szczurzej kolonii. Kiedy niektóre szczury spożyły jeden z dwóch dobrze im znanych pokarmów (dodano doń niepostrzeżenie bezwonnego i bezsmakowego środka wywołującego nudności), wszystkie zwierzęta porzuciły go na rzecz drugiego, wciąż bezpiecznego pożywienia. Co jeszcze ciekawsze, niechęć do niezdrowej diety utrzymała się nawet wśród przedstawicieli kolejnego szczurzego pokolenia, które nigdy nie miało okazji do doświadczenia szkodliwych następstw zatrucia. Autorka twierdzi, że gdyby podobne zachowanie zaobserwowano u ludzi, bez wahania potraktowane zostałoby jako przykład tradycji.

Dziś nie ulega już najmniejszej wątpliwości, że reprezentanci pewnych zwierzęcych grup potrafią naśladować cudze zachowania - zarówno te podpatrzone u innych członków własnej społeczności, jak i przedstawicieli zupełnie obcych gatunków. Przyznają to nawet bardziej ostrożni interpretatorzy zwierzęcych zachowań. Czy jednak naśladowanie takie można już ze spokojnym sumieniem nazwać tradycją, i to bez zaopatrywania tego sformułowania w takie przedrostki, jak pseudo oraz niby? Decyzja wciąż jeszcze zależy w dużej mierze od przekonań konkretnego badacza i wykorzystywanych przez niego definicji.

Czekając na jednoznaczny werdykt w sprawie zwierzęcej tradycji, warto jednak pamiętać o zastanawiających ludzko-zwierzęcych podobieństwach. Sugerują one, że przynajmniej w niektórych wypadkach wspólnota psychiczna może okazać się głębsza niż proste i powierzchowne analogie. Jest więc całkiem prawdopodobne, że to, co w swej rozbudowanej wersji trwa jako wielowątkowa i wielopokoleniowa tradycja ludzka, odzywa się cichszym, przytłumionym echem w kolektywnej duszy szympansa, orangutana oraz innych naszych zwierzęcych kuzynów.

Ryc. Zbigniew Gręziak

JOANNA KOMOROWSKA jest doktorantką na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego w Katedrze Biopsychologii.