Twoja wyszukiwarka

KONRAD R. FIAŁKOWSKI
NORMY MORALNE: LUKSUS CZY KONIECZNOŚĆ?
Wiedza i Życie nr 1/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/2000

Normy moralne nie zostały człowiekowi przekazane z góry. Ukształtowały się w drodze jego ewolucji i trzeba je respektować, by przeżyć.

To, że człowiek broni swego potomstwa i swoich krewnych, jest oczywiste. Tak czyni wiele zwierząt. Bronią one po prostu części swoich genów, wspólnych sobie i krewnym. Zachowania takie noszą nazwę altruizmu krewniaczego. Inny rodzaj altruizmu, identyczny człowiekowi i wielu zwierzętom, to altruizm odwzajemniony. Zasada jest prosta i znana z życia codziennego: ja tobie wyświadczę przysługę w oczekiwaniu, że ją odwzajemnisz, gdy będę w potrzebie. Jest to zachowanie na ogół obserwowane wśród zwierząt żyjących w grupach, a przenikające niemal wszystkie wątki życia ludzkiego.

MIĘDZY DWOMA BIEGUNAMI

Człowiek przejawia jednak jeszcze inny typ zachowania: altruizm bezinteresowny. W takim zachowaniu jest jedyny wśród wszystkich gatunków tej planety (być może z wyjątkiem delfinów, jednakże tego rodzaju zachowania delfinów nie znalazły dotąd naukowego potwierdzenia). Tylko człowiek z narażeniem życia ratuje innego człowieka tonącego w rzece, mimo że nigdy go wcześniej nie spotkał i może więcej nie spotka. Biologicznie uzasadnionym zachowaniem byłoby w tej sytuacji stosowanie się do stwierdzenia umieszczonego na tablicy kąpieliska, opisywanego przez Ilfa i Pietrowa: Ratowanie tonących to sprawa samych tonących. Człowiek jest jednak biologicznie dziwnym gatunkiem; na ogół postępuje inaczej.

Abyśmy jednak nie popadali w zachwyt nad własnym gatunkiem jedynie człowiek zdolny jest również do zachowań nazywanych potocznie "bezinteresowną złośliwością". Najlepiej zilustrować je bajką o żabie i skorpionie. Skorpion prosi żabę, by przewiozła go na swym grzbiecie przez rzekę. Gdy są już pośrodku rzeki, skorpion niespodziewanie kąsa żabę i toną oboje. W tej sytuacji nikt nie odnosi korzyści, oboje tracą. Również samobójstwo wydaje się specyficznie ludzkim zachowaniem.

Należymy do gatunku, którego osobnicy są zdolni do wszystkiego, i różnimy się od zwierząt, w zasadzie zachowujących się tak, jak przewiduje socjobiologia. Co więcej, człowiek jest istotą wewnętrznie niespójną i potrafi brak tej spójności ocenić. Pojęcie "dobra" i "zła", bo taka jest jedna z ocen człowieczej niespójności, jest obce innym gatunkom. Dla zwierząt "dobre" jest to, co zwiększa udział zestawu genów najbardziej podobnego do własnych w następnych pokoleniach (tzn. wszystko to, co maksymalizuje jedyną miarę sukcesu biologicznego zwaną fitness). Kryterium jest jednoznaczne, socjobiologiczne. Nie ma zachowań złych, tylko mniej lub bardziej skuteczne przekazywanie własnych genów.

U człowieka nie ma jednego kryterium oceny zachowań. Zabicie rywala (co zdarza się i u zwierząt) i spłodzenie potomstwa z samicą dotąd związaną z rywalem tylko u człowieka wzbudza, na ogół, wątpliwości zwane moralnymi. Zjedzenie samca przez samicę pająka zaraz po kopulacji zwiększa szansę przeżycia matki i przyszłego potomstwa dzięki dodatkowej porcji białek.

W wykonaniu ludzkim, gdy białka zastępuje odziedziczony spadek, zabicie partnera, aczkolwiek nadzwyczaj rzadkie, prawie zawsze związane jest z wyrzutami sumienia. Przyczyną tego nie jest fakt, że pająk akceptuje swój los i nawet nie ucieka, a ludzki samiec daleki jest pogodzenia się z losem. Stan określany wyrzutami sumienia jest w nas samych, tych, którzy czyny popełniają, i żadne działania poprawiające szansę naszych genów nie są w stanie odczuciom takim zapobiec. Wynika to z faktu, że hamulce nie dopuszczające do pozbawiania życia innego człowieka wbudowane są w nas (przynajmniej w przeważającej części populacji) kulturowo, a być może po części i genetycznie.

Takie i inne zahamowania czy też działania altruistyczne stanowią drugi biegun człowieczej istoty, biegun nie istniejący u zwierząt. Co ciekawsze, pierwszy biegun, wspólny nam i zwierzętom, zachowany jest u człowieka. Człowiek dba o swoje geny, a najlepszym tego przykładem jest nepotyzm.

Nepotyzm jest tu dobrym przykładem, bowiem jego kulturowa ocena jest w wielu kulturach negatywna. Tak więc dwa bieguny motywacyjne zachowań człowieka nie pozostają ze sobą w zgodzie i harmonii. Wręcz przeciwnie, w wielu przypadkach są w ostrym konflikcie, powodując napięcia psychiczne i wewnętrzne konflikty. Niekiedy bieguny te określa się jako "zwierzęcy" i "moralny" składnik natury ludzkiej. Który z tych składników zwycięża w sytuacjach konfliktu wewnętrznego, zależy od wolnej woli innego typowo człowieczego składnika naszej istoty.

Niezwykle literacko udane sformułowanie tego problemu zawdzięczamy prof. Tadeuszowi Bielickiemu z Instytutu Antropologii PAN, który w latach osiemdziesiątych, pracując nad problemem norm moralnych, napisał: ...gdzieś pomiędzy tymi dwoma przeciwstawnymi siłami leży wąska strefa ziemi niczyjej: tajemnicza strefa indywidualnego, wolnego wyboru.

Jednym z najbardziej drastycznych przykładów omawianego konfliktu jest celibat. Celibat zaprzecza najbardziej podstawowemu zachowaniu osobników wszelkich gatunków: aktywności, będącej warunkiem koniecznym przekazania swego zestawu genów następnemu pokoleniu. U wszystkich gatunków jakiekolwiek mutacje powodujące zakłócenia w procesie rozmnażania eliminowane są w pierwszym rzędzie. Jest to oczywiste, bowiem mutacje takie zagrażają samej istocie biologicznego mechanizmu przetrwania gatunku.

Jak ogromne napięcie psychiczne towarzyszyć musi konsekwentnie realizowanemu celibatowi, trudno zapewne wyobrazić sobie tym, którzy celibatu nie realizowali. Ludzie żyjący w celibacie wychodzą poza ramy pradygmatu socjobiologicznego, który w swym najbardziej krańcowym brzmieniu, sformułowanym przez Huberta Markla, brzmi, że wszelkie nasze poczynania są zręcznym sposobem naszych genów powodowania nami tak, byśmy robili to, co one chcą (tłum. autora).

Rozdarcie natury człowieczej pomiędzy dwa nierzadko przeciwstawne bieguny motywacyjne widoczne jest w wielu religiach i systemach filozoficznych; przeciwstawienia Naturalnego i Moralnego Ładu, Dobra i Zła, Egoizmu i Altruizmu są tego przykładami. Odzwierciedlają one wewnętrzny konflikt obecny w każdym człowieku, aczkolwiek mniej lub bardziej intensywny u różnych jednostek.

Zwierzęcy przodkowie człowieka, jako tacy, wyłącznie maksymalizowali fitness. Jeśli w przeszłości u jednego lub kilku z nich pojawiła się w genotypie losowa zmiana powodująca imperatyw ratowania tonących nieznajomych, powinna być natychmiast wyeliminowana. Zachowanie takie bowiem naraża życie osobnika, czyli zmniejsza szansę przekazania swego zestawu genów w następne pokolenie, a to potencjalne zmniejszenie nie może być rekompensowane zyskiem wynikającym z takiego przekazu genów ratowanego, bowiem, jako obcy, ma on inny zestaw.

Wszystko wskazuje więc na to, że zmiana pomniejszająca fitness została utrwalona w genomie, a to jest sprzeczne z podstawowym mechanizmem ewolucji.

Można wprawdzie powiedzieć, i wielu antropologów tak sądzi, że altruizm przejawiany w stosunku do tonącego nie ma podłoża genetycznego, a tylko kulturowy, czyli wyuczony i przekazany dzieciom przez rodziców. Paradoksalnie, nie zmienia to zbyt wiele, bowiem w takim razie, w jakiś sposób, istniejący genom nagminnie dopuszcza zachowania zmniejszające fitness, a to jest również sprzeczne z podstawowym mechanizmem ewolucji.

NIE TYLKO DLA DOBRA GRUPY

Ponieważ altruizm jest specyficznie ludzki, dla ustalenia przyczyn jego podtrzymywania w populacji należy poszukiwać innych cech, specyficznych dla ludzkiej zbiorowości.

Człowiek jest istotą społeczną, a altruizm może mieć sens tylko w jakiejś grupie społecznej. Jednakże wiele gatunków żyje w grupach. Wobec tego należałoby rozpocząć poszukiwania od postawienia pytania: czym, w rozumieniu biologii ewolucyjnej, grupa ludzka różni się od wszelkich innych grup. Odmienności takich jest wiele, na czele z mową, ale chodziłoby raczej o kontrast na poziomie organizacyjno-genetycznym.

W biologii ewolucyjnej grupą jest każdy zbiór organizmów należących do tego samego gatunku, pozostający razem przez pewien okres. Osobniki należące do grupy oddziaływają między sobą w stopniu wyraźnie większym niż z innymi osobnikami tego samego gatunku. Według tej definicji pluton żołnierzy jest grupą, ale pchły na psie grupą nie są (brak oddziaływania między sobą). Z drugiej strony, zarówno horda wilków, jak i rój pszczół są grupami organizmów, a grupy te są różne w swej organizacji.

W literaturze, szczególnie w przeszłości, organizację ula traktowano jako wzór społeczeństwa idealnego, stabilnego, pozbawionego konfliktów, w którym każda jednostka zna swoje miejsce w strukturze społecznej, rządzonego przez królową i wysoce efektywnego. Dzisiaj, w czasach demokracji, ul stracił wiele z powabu społecznego wzorca, ale w dalszym ciągu jest symbolem ładu i efektywności. Pszczoła miodna, z którą utożsamiamy wysoko zorganizowane społeczeństwa owadzie, tworzy rzeczywiście jedno z najbardziej bezkonfliktowych społeczeństw, i to wskutek bezpłodności większej części swego społeczeństwa. Jedną z sytuacji, która powoduje najpoważniejszy konflikt w tej grupie, jest obecność w gnieździe innej królowej niż matka.

Jedno jest pewne. Im większa genetyczna jednolitość społeczności, tym lepsza współpraca. Zacytujmy Brockmann, znaną badaczkę społeczności owadzich: Całkowicie bezpłodne robotnice są z reguły bardziej kooperatywne. Przyczyną tego jest zapewne fakt, że płodne robotnice posiadają inne możliwości rozrodu. Bezpłodne robotnice są w potrzasku. Współpraca z innymi robotnicami i królową jest ich jedynym źródłem fitness.

Tak więc pod względem jednolitości genetycznej bardzo uspołecznione owady różnią się zasadniczo od społeczeństwa ludzkiego, mimo że obie społeczności systemowo są podobne, bowiem w obu istnieje podział zadań między ich osobnikami. By w pełni sobie to uzmysłowić, można wyobrazić sobie grupę ludzką zorganizowaną na wzór owadzi.

Na czele grupy stoi królowa. Nie król, bowiem należy przypomnieć sobie fraszkę Jana Sztaudyngera: Mamo i tato różne to wołanie, bo w pierwszym brzmi pewność, w drugim zapytanie. Królowa ma bardzo liczne potomstwo z jednym mężczyzną, o ile klonowanie królowej nie jest możliwe. Potomstwem tym obsadza wszelkie stanowiska istniejące w społeczności. Na pierwszy rzut oka widać, że to marzenie nepoty nie jest możliwe. Ludzie są za mało płodni. Osiągnięcie wysokiej jednolitości genetycznej w grupie ludzkiej, w odróżnieniu od owadziej, nie jest możliwe. Musi to prowadzić do większej liczby konfliktów niż w społeczności owadów.

W odróżnieniu od późniejszych społeczeństw ludzka grupa myśliwsko-zbieracka składała się z elementów w pełni funkcjonalnie wymiennych, tak jak u wilków. Potem, gdzieś 40, 50 tys. lat temu, rozpoczęła się kulturowa rewolucja w gatunku Homo sapiens sapiens, która postępując, przyniosła podział ról. Garncarz nie mógł stać się natychmiast kowalem, a kowal garncarzem. Oczywiście, człowiek wszystkiego może się nauczyć, ale nie od razu, to trwa. A im bardziej w jakiś sposób elementy systemu są wyspecjalizowane, tym trudniej są zastępowalne. Gdyby na przykład w samczej konfrontacji o stałą towarzyszkę garncarza kowal zabił garncarza, a potem sam zmarł od ran odniesionych w bójce, grupa pozostałaby bez kowala i bez garncarza, co mogłoby po dalszych podobnych konfrontacjach prowadzić do załamania się całego systemu, tzn. ludzkiej grupy.

Ale w Dekalogu mamy przykazanie: Nie zabijaj! A także: Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego ani żadnej rzeczy, która jego jest.

Kooperacja, która jest naturalna i wynika, przy istniejącej jednolitości genetycznej grupy socjalnych owadów, z motywów biologicznych, w niejednolitej genetycznie grupie ludzkiej wymagała substytucji. Taką substytucją są normy moralne przeciwstawiające się biologicznemu dyktatowi genów. One to, zmieniając repertuar zachowań osobników należących do grupy, umożliwiają grupie istnienie i trwanie. W przeciwnym przypadku konflikty wynikające z maksymalizacji fitness poszczególnych osobników zniszczyłyby grupę.

Gdy zachowania "moralne" drugiego bieguna ludzkiej natury już raz zaistnieją, sytuacja w grupie staje się podobna do tej, jaka istnieje w grupie wysoce spolecznych owadów. Pozornie może się wydawać, że w obu przypadkach chodzi o dobro grupy. Ale tylko pozornie. Fundamentalną zasadą biologii ewolucyjnej jest przystosowanie powstające wskutek doboru naturalnego, a dobór naturalny, w zasadzie, nie dotyczy obiektów większych niż organizm biologiczny.

NIEALTRUIŚCI NIEMILE WIDZIANI

Dobor naturalny stanowi nadzwyczaj kontrowersyjny temat biologii ewolucyjnej. Grupa stwarza swoim osobnikom specyficzne warunki, które bez niej nie istnieją. To tak jakby grupa tworzyła specyficzne środowisko, w którym warunki i naciski selekcyjne są inne niż poza nią. Przy zmianie warunków, na przykład rozpadzie grupy, dotychczasowe zachowania maksymalizujące fitness mogą przynosić wręcz odwrotny skutek. Altruista-samarytanin, cieszący się poważaniem i wysokim fitness w grupie, po jej rozpadzie, w hordzie bezwzględnych łowców nie może oczekiwać wysokiego fitness. Rozpad grupy może być porównywalny dla jej osobników z taką zmianą warunków ekologicznych, jak nagłe nadejście lodowca w krainie wiecznie zielonych łąk.

Gdy w grupie pojawią się osobnicy, nosiciele genów altruizmu bezinteresownego, różni z tych osobników w rozmaitym stopniu będą ulegać "nowemu dyktatowi". Tak naprawdę osobnik w grupie ludzkiej postępuje raz tak, a raz inaczej; to działa według starego "zwierzęcego" dyktatu, to według nowego "moralnego". Praktycznie stosuje strategię mieszaną, w której z różnym prawdopo- dobieństwem występują zachowania wynikające ze starego i nowego dyktatu. Rzecz w tym, by zwiększone prawdopodobieństwa zachowań wynikających z nowego dyktatu przynosiły zysk na fitness, a zwiększone prawdopodobieństwa działań według starego dyktatu zysku takiego nie przynosiły. Wtedy i tylko wtedy "ład moralny" jest selekcjonowany pozytywnie w ramach grupy.

Cóż się jednak stanie, gdy w wyniku długotrwałej selekcji członkowie grupy osiągnęli genetyczną tendencję do przewagi zachowań z repertuaru moralnego, a nagle pojawi się przybysz z nie wyselekcjonowanym genotypem pełnym "zwierzęcych" zachowań starego dyktatu. Gangster wśród aniołów może wówczas osiągnąć wysoki fitness i, rozrzutnie siejąc swój zestaw genów w grupie, w konsekwencji obniżyć statystycznie genetyczną tendencję grupy do zachowań moralnych. Prace znanego biologa ewolucyjnego Hamiltona z lat siedemdziesiątych wskazują, że jest to poważne zagrożenie dla wyselekcjonowanego altruizmu. Sądzi on, iż genetyczną adaptacją do takiego nacisku selekcyjnego, obniżającego fitness przez przybyszów z zewnątrz, jest ksenofobia genetycznie ugruntowana niechęć do obcych.

Obcy, przybywając do grupy, winien wiedzieć, jakie reguły postępowania w grupie obowiązują, i świadomie stłumić podszepty swej niedoskonałej jaźni ku innym zachowaniom, nie mieszczącym się w tych regułach. Również członkom grupy warto przypominać, jak należy postępować, gdyby roiły się im jakieś nieodpowiednie zachowania. Tym bardziej że w mieszadle mniej lub bardziej przypadkowych genów obojga rodziców może przypadkowo powstać zestaw genetyczny potomka, w którym nie znajdą się ich altruistyczne geny. Wtedy, mimo że poczęty w grupie, osobnik taki nie będzie się różnił od nieselekcjonowanego w kierunku altruizmu przybysza. Jeśli brak genów altruistycznych jest tak silny, że osobnik nie wie w ogóle, "o co chodzi" w altruistycznych zachowaniach, musi zostać z grupy wyeliminowany. Fizyczna eliminacja bądź banicja przynoszą genetycznie taki sam efekt nie może w przyszłości przekazywać swego niealtruistycznego zestawu genów następnym pokoleniom. Egzekwowanie norm moralnych przez grupę w ten sposób przyspiesza sito ewolucyjnej selekcji, filtrując osobników ze względu na altruizm, i podnosi średni poziom altruizmu w grupie.

Równocześnie trzeba dodać, że w tym samym mieszadle genów może powstać osobnik o zestawie genów bardziej altruistycznym niż u każdego z jego rodziców.

Banicja czy fizyczna eliminacja są ostatecznością. Nikt prawie nie jest w pełni altruistyczny lub niealtruistyczny. Jeśli człowiek się dowie, czyli świadomie zarejestruje repertuar zachowań uznawanych za właściwe, a jego genotyp nie jest skrajnie pozbawiony genów altruistycznych, może się zachowywać bardziej altruistycznie, niżby to wynikało z jego zestawu genetycznego. A jeśli tak, to wykazuje, że jego zestaw genów jest na tyle altruistyczny, iż eliminacja tego zestawu nie jest wymogiem selekcji.

Dla tych osobników, którzy mają szczególnie altruistyczne zestawy genów, normy są odczuwaną przez nich oczywistością. Dla tych, którzy tak altruistycznego zestawu nie posiadają, normy moralne stanowią wzmacniacz zachowań altruistycznych. Kosztem wewnętrznych konfliktów osobnik taki przejawia zachowania altruistyczne. Większość z nas znajduje się w tej sytuacji. Oba przypadki krańcowe: pełny altruizm i jego zupełny brak, są zapewne nadzwyczaj rzadkie.

Aby taki wzmacniacz altruizmu mógł jednak działać, normy muszą się znaleźć w polu świadomości osobnika. Świadomość jednakże to tylko mały fragment naszego ja. W introspekcji nie odnosimy takiego wrażenia, bo wszystko, do czego mamy wgląd, to nasza świadomość. Ze względu na świadomość werbalizacja jest dla człowieka aktem o zasadniczym znaczeniu. Stanowi gwarancję pojawienia się nazwanych obiektów w polu świadomości. Stąd werbalizacja norm moralnych.

Wspomniany wcześniej profesor Bielicki w latach osiemdziesiątych badał treści norm moralnych w kontekście głównego twierdzenia socjobiologii, sformułowanego w latach siedemdziesiątych przez Barasa, zwanego "zasadą MF" (maksymalizacji fitness), a stwierdzającego, że gdy jakiekolwiek badane zachowanie odzwierciedla jakikolwiek składnik genotypu, zwierzęta winny zachowywać się tak, by maksymalizować przekaz podobnych swojemu zestawów genów w przyszłe pokolenia.

Analizując normy moralne, Bielicki doszedł do wniosku, że można je podzielić na trzy grupy:

  1. Normy zgodne z zasadą MF, na przykład nakazujące troskę o swoje dzieci.
  2. Normy nie mające związku z MF, na przykład zakazujące okrutnego traktowania zwierząt.
  3. Normy sprzeczne z MF, których znakomitym przykładem jest norma: Kochaj bliźniego jak siebie samego.

Właśnie ta trzecia grupa norm stanowi substytucję jednolitości genetycznej, która w społeczeństwach owadzich nie dopuszcza do większych konfliktów.

Jeśli na chwilę zapomnimy o biologii i zajmiemy się systemami oraz rozważaniami analogii między nimi, to człowiek w grupie ludzkiej występuje w podwójnej roli: jako osobnik biologiczny i jako element, czyli część systemu. W każdej z tych ról ma swój program, jako osobnik - program biologiczny jak wszystkie inne zwierzęta, a jako element systemu moralny, specyficznie ludzki, tę substytucję jednolitości genetycznej, która wysoko zorganizowanym owadom pozwala podtrzymywać system. Nie przypadkiem najbardziej stabilne społeczności owadzie są tymi, w których część osobników jest bezpłodna. Wtedy ich program indywidualny praktycznie przestaje istnieć i jedyną forma maksymalizacji fitness jest podtrzymywanie systemu.

Człowiek ma niemal pełną swobodę wyboru elementów z każdego z tych programów, a w związku z tym rozterki wewnętrzne, bowiem programy te w wielu zakresach proponują działania przeciwstawne, wzajemnie się wykluczające.

Artykuł stanowi popularyzację części pracy An Evolutionary Mechanism for the Origin of Moral Norms; Towards the Meta-Trait of Culture, opublikowanej w "Human Evolution" (vol. 5, n. 2. (153-166), 1990), przedstawionej również na konferencji Człowiek - przeszłość, teraźniejszość, przyszłość, zorganizowanej przez Komitet Biologii Ewolucyjnej i Teoretycznej PAN.

Autor jest wybitnym informatykiem i pisarzem science-fiction. Jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego i Rensselaer Polytechnic Institute w Troy w stanie Nowy Jork w USA