Twoja wyszukiwarka

PAWEŁ ŁUKÓW
KŁOPOTY Z KLONOWANIEM
Wiedza i Życie nr 1/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 1/2000

Czy wolno klonować ludzi? Nawet jeśli wierzymy, że to człowiek tworzy moralny porządek świata i ma prawo ingerować w naturę, to i tak nie znamy związanego z klonowaniem ryzyka poważnych chorób, niesprawności i zaburzeń genetycznych. Techniki klonowania nie można jednak z góry odrzucać.

Klonowaniem (gr. kln - gałązka, odrośl) nazywa się techniki przypominające bezpłciowe rozmnażanie roślin przez odcinanie od okazów dorosłych pędów, kłączy bądź rozłogów, z których powstają genetycznie identyczne rośliny. Obecnie stosowane techniki klonowania organizmów można podzielić na dwie duże grupy. Do pierwszej należą metody polegające na podziale zarodka, w wyniku czego powstają genetycznie identyczne zarodki zdolne do niezależnego rozwoju. W technikach drugiej grupy dokonuje się transplantacji czy transferu jądra komórkowego: w nie zapłodnionej komórce jajowej umieszcza się jądro komórkowe pochodzące albo z zarodka, albo z komórki somatycznej dorosłego osobnika - w ten ostatni sposób powstała owieczka Dolly [patrz: Sukces w owczej skórze, "WiŻ" nr 5/1997; Witaj, Dolly, "WiŻ" nr 1/1998]).

Techniki pierwszej grupy pozwalają uzyskiwać organizmy genetycznie identyczne, jak w przypadku bliźniąt jednojajowych. Ponieważ niewielkie ilości DNA znajdują się poza jądrem komórki jajowej, w wyniku transplantacji jądra mogą przychodzić na świat organizmy o identycznym DNA wyłącznie jądra komórkowego. Identyczność całego DNA dwóch osobników powstałych w wyniku transplantacji jądra mogłaby mieć miejsce, gdyby kobieta postanowiła mieć dziecko na bazie własnej komórki jajowej.

Złe samo w sobie?

Ocenie moralnej klonowania człowieka można poddawać samą technikę bądź jej zastosowania. Klonowanie możemy oceniać jako neutralne, godne pochwały lub potępienia niezależnie od motywów i oczekiwanych bądź rzeczywistych następstw. Można je też oceniać ze względu na to, czemu ma służyć. Zastosowania klonowania dzielimy na dwa typy: zastosowania reprodukcyjne, których celem byłoby uzyskiwanie potomstwa, oraz zastosowania terapeutyczne w wykrywaniu chorób, zapobieganiu im i zwalczaniu. Przypadkiem granicznym między tymi dwoma typami zastosowań jest leczenie niepłodności z wykorzystaniem technik klonowania.

Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, że same w sobie technologie są moralnie neutralne, a dobre lub złe bywają w zależności od sposobu ich wykorzystania, klonowanie często uważa się za niemoralne jako nienaturalne czy sprzeczne z naturą. Jak w dyskusjach o przerywaniu ciąży i leczeniu niepłodności, słowo "nienaturalny" zwykle oznacza tu ingerencję w naturalny, a przez to i moralny, porządek świata.

Człowiek jednak narusza naturalny porządek świata na wiele sposobów i nie zawsze postępowanie to potępiamy. Uprawa ziemi, budowanie domów i miast zmieniają krajobraz oraz klimat; hodowla roślin i zwierząt prowadzi do powstawania nowych odmian. Mimo to żadnego z tych działań nie uważamy za złe samo przez się, a potępiamy je, gdy przyjmują niebezpieczne rozmiary lub wymykają się spod kontroli i rodzą złe następstwa. Gdyby więc zło klonowania polegało na naruszaniu porządku przyrody, to musiałoby przybrać niepokojące rozmiary bądź stać się nie do opanowania. To jednak nie dowodziłoby wewnętrznego zła klonowania, lecz tylko niektórych jego konsekwencji. Zło klonowania musi zatem polegać na czymś innym, na przykład na tym, że pewne czynności człowieka mają swój naturalny, a przez to dobry, charakter i sekwencję. Usuwanie pewnych elementów tych działań narusza ich zwykły przebieg, jak czyniłoby to klonowanie człowieka, oddzielające ludzką prokreację od aktu płciowego.

Jednakże związek stosunku płciowego z reprodukcją chociaż bardzo ścisły nie jest z natury nierozłączny, skoro nie każdy akt płciowy prowadzi do narodzin dziecka. Wielu ludzi, opierając się na tej obserwacji, aprobuje antykoncepcję i zapłodnienie in vitro, które również oddzielają akt płciowy od reprodukcji. Jeżeli zatem nie jesteśmy gotowi odrzucić antykoncepcji i zaawansowanych metod leczenia niepłodności, to nie możemy kwestionować klonowania na podstawie tak rozumianej jego nienaturalności.

Alternatywna metoda reprodukcji

Słabsza wersja argumentu o nienaturalności klonowania człowieka głosi, że jest ono złe, ponieważ poprzez powielanie genów jednego osobnika prowadzi do zubożenia ludzkich zasobów genetycznych. Bogatsza pula genów zwiększa szanse gatunku na przetrwanie w zmieniających się warunkach otoczenia. Klonowanie ludzi mogłoby zaś eliminować z rozmnażania osoby nosicieli genów dających ich potomkom szanse przetrwania po zajściu gwałtownej zmiany w otoczeniu. Stosując klonowanie, narażalibyśmy gatunek ludzki na katastrofę, na przykład w chwili pojawienia się nowego szczepu wirusów chorobotwórczych, ponieważ moglibyśmy usunąć z puli genowej tych, którzy mają mechanizmy obronne przydatne do ich zwalczania.

Choć, ogólnie rzecz biorąc, jest to argument trafny, jego siła zależy od dwóch względów. Po pierwsze, niebezpieczeństwo zubożenia puli genowej byłoby realne tylko wtedy, gdyby klonowanie człowieka się upowszechniło. Trudno jednak przypuszczać, aby (na przykład z powodów technologicznych i finansowych) klonowanie stało się bardziej pożądaną drogą reprodukcji niż rozmnażanie płciowe. Po drugie, nawet gdybyśmy osiągnęli poziom technologiczny gwarantujący umasowienie klonowania, można by zasadnie pytać, dlaczego jednostki miałyby kierować się w swych wyborach metody reprodukcji względami dobra całego gatunku. Jeżeli nie uważamy, aby wystarczającą racją w decyzjach o liczbie posiadanych dzieci były względy dobra narodu czy państwa, to dlaczego dobro gatunku miałoby stać się racją lepszą?

Gdyby zatem klonowanie miało być alternatywną metodą reprodukcji, to żeby się na nie zdecydować, należałoby dysponować wystarczająco dobrymi motywami. Na pewno odrzucilibyśmy niepoważne ambicje w rodzaju tych, które żywi milioner Richard Seed, zamierzający sklonować człowieka tylko po to, aby być pierwszym. Należałoby też zdyskwalifikować chęć uzyskania idealnych dzieci czy kopiowania osób żyjących wcześniej. Literatura fantastyczna, jak na przykład Na obraz i podobieństwo swoje D. Rorvika, przedstawia postaci ludzi prokurujących sobie idealne dziecko czy próbujących stworzyć armie Hitlerów, jak w książce Chłopcy z Brazylii I. Levina.

Propozycje te są nierealistyczne, ponieważ opierają się na fałszywym założeniu, jakoby osobowość zależała wyłącznie od wyposażenia genetycznego. Z obserwacji bliźniąt jednojajowych wiemy, że osobowość i charakter zależą nie tylko od genów, ale też od otoczenia i wydarzeń w życiu jednostki. Bezpodstawne są zatem zarówno nadzieje na kształtowanie i odtwarzanie charakterów za pomocą klonowania, jak i obawy przed armiami Hitlerów. Ludzie z klonu nie byliby kopiami osobowości ludzkich i wymagaliby wychowania tak samo, jak dzieci urodzone drogą płciową. Co więcej, do urodzenia armii posłusznych i gotowych na każde wezwanie żołnierzy potrzeba by armii równie posłusznych matek gotowych urodzić i wychować dzieci, które przyszłyby na świat w wyniku klonowania. Gdyby jakiś despota chciał mieć armię gotowych na wszystko żołnierzy, to mógłby użyć już dostępnych leków psychotropowych, które są i tańsze, i skuteczniejsze od klonowania.

Bardziej realistyczne stawałyby się oczekiwania par cierpiących na niepłodność, które korzystałyby z klonowania, gdyby jedyne źródło materiału genetycznego ojca stanowiły jego komórki somatyczne. Wykorzystując komórkę jajową przyszłej matki, można by wprowadzić do niej jądro komórki somatycznej ojca i uzyskać jego dziecko-bliźniaka. Podobną technikę mogłyby stosować także pary homoseksualne i lesbijskie oraz osoby samotne. Pary homoseksualistów musiałyby korzystać z pomocy kobiety dawczyni jajeczka i rodzicielki przyszłego dziecka. Ich dziecko byłoby jednak genetycznie spokrewnione tylko z jednym z nich.

Choć moglibyśmy zaakceptować klonowanie ze względu na moralne żądania par heteroseksualnych respektowania ich prawa do posiadania dzieci, to z powodu dominujących wyobrażeń o ludzkim społeczeństwie trudniej byłoby o taką akceptację żądań homoseksualistów. Ale i tutaj niełatwo o argumenty rozstrzygające. Można twierdzić, że skoro niepłodność par heteroseksualnych nie pozbawia ich prawa do posiadania dzieci, to niepłodność pary homoseksualnej również nie wystarcza do zdyskwalifikowania jej jako przyszłych rodziców.

Niezależnie od tego, jak dalece zaakceptowalibyśmy samo klonowanie, przy podejmowaniu decyzji o użyciu go w celu reprodukcji należałoby wziąć pod uwagę zmianę przyszłych relacji rodzinnych oraz wpływ klonowania na zdrowie przyszłych dzieci. Bliźnięta urodzone w wyniku podziału zarodka mogłyby być rozdzielone w czasie, a dzieci powstałe dzięki transplantacji jądra byłyby bliźniętami swych rodziców. Nie znamy też związanego z klonowaniem ryzyka spowodowania poważnych chorób, niesprawności i zaburzeń genetycznych. Ostatnie doniesienia sugerują, że procesy starzenia się komórek owieczki Dolly są bardziej zaawansowane niż u jej konwencjonalnie poczętych rówieśników. Gdyby miało się to powtórzyć u ludzi, to mielibyśmy ważne powody, by zrezygnować z klonowania jako metody reprodukcji.

Klonowanie ludzi w celach reprodukcyjnych nie wydaje się więc szczególnie pociągającą ofertą, jeśli nie przezwyciężymy dzisiejszych ograniczeń technologicznych i nie będziemy potrafili dokonać w genach ludzi powstałych w wyniku klonowania takich zmian, które uchronią ich przed przedwczesnym starzeniem się czy większą podatnością na zachorowania na raka, oraz jeśli nie zmienimy dominujących poglądów na pożądane relacje społeczne i rodzinne.

Zastosowania terapeutyczne

Bardziej uzasadnione wydaje się klonowanie ludzi w celach terapeutycznych, zwłaszcza do pozyskiwania organów do transplantacji. Atrakcyjność takiego zastosowania klonowania człowieka polegałaby na tym, że powstałe w ten sposób organizmy byłyby idealnym źródłem narządów. Na przykład metodą transferu jądra komórkowego można by sklonować osobę potrzebującą jakiejś tkanki lub organu, a następnie przeszczepić jej pobraną od klona tkankę lub organ. Dałoby się też przeprowadzić zapłodnienie poza organizmem matki, podzielić zarodek na dwa, a matce wszczepić tylko jeden z nich. "Zarodek zapasowy" można by zaś przechowywać bądź hodować jako magazyn "części zamiennych" dla przyszłego dziecka rozwijającego się w łonie matki. Ponieważ DNA dawcy i biorcy byłyby w obydwu przypadkach identyczne, praktycznie zniknęłaby groźba odrzucenia przeszczepu.

Niezależnie od wybranej metody, klonowanie w celu uzyskiwania tkanek i organów wiązałoby się z hodowaniem bliźniaczych organizmów ludzkich bez dania jednym z nich szansy na pełny rozwój. Trzeba by wtedy podać silne racje uzasadniające odmienne traktowanie dwóch biologicznie identycznych zarodków lub organizmów. Alternatywą mogłaby się tu stać hodowla tkanek i narządów z komórek wielopotencjalnych. Choć w przypadku tkanek pomysł taki wydaje się całkiem realny (już dziś laboratoryjnie hoduje się ludzką skórę), to hodowla całych narządów jak na razie pozostaje w sferze fantazji. W porównaniu z klonowaniem ludzi takie rozwiązanie również byłoby niedoskonałe, ponieważ niektórych organów (jak serce) zapewne nie dałoby się uzyskać bez podtrzymywania funkcji życiowych całego, może odmóżdżonego, organizmu. Rozwiązaniem tego problemu mogłaby być ksenotransplantacja z wykorzystaniem narządów transgenicznych zwierząt, ale i ona przegrywałaby w konkurencji z "idealnymi" narządami pochodzącymi od bliźniaczych organizmów otrzymanych za pomocą klonowania . Chcąc jednak zaakceptować taką hodowlę bliźniaczych organizmów ludzkich na "części zamienne", musielibyśmy jednoznacznie odmówić człowieczeństwa zarodkom i niektórym swym bliźniakom.

Klonowanie można by też stosować w diagnostyce genetycznej, łącząc zaawansowane metody leczenia niepłodności z inżynierią genetyczną. Można by na przykład klonować przez podział zarodek, a potem na jednym z tak otrzymanych zarodków przeprowadzić niebezpieczne i szkodliwe testy genetyczne. Drugi zarodek byłby w tym czasie zamrożony i "czekałby" na pomyślny wynik badań, a po ich uzyskaniu zostałby wszczepiony matce.

Kontrowersje są tu podobne do tych z dyskusji nad zapłodnieniem in vitro. Dotyczą m.in. problemu tzw. zarodków nadliczbowych, a więc tych, których się nie wszczepia matce. Można je zniszczyć lub przechowywać zamrożone, oczekując, że znajdzie się sposób na ich "zagospodarowanie". Ten sam problem wiązałby się z klonowaniem diagnostycznym. Zarodek badany skazywalibyśmy na zniszczenie i podejmowali ryzyko, że w przypadku niepomyślnych wyników badań trzeba będzie zniszczyć również zarodek oczekujący.

Być może mniej wątpliwości budziłyby genetyczne interwencje mające chronić przyszłe dziecko przed pewnymi chorobami. Gdyby na przykład okazało się, że jakaś choroba jest przenoszona za pośrednictwem DNA znajdującego się poza jądrem komórki jajowej, to można by jej uniknąć przez pobranie jądra z zapłodnionego jaja matki i wprowadzenie go do jaja dawczyni nie będącej nosicielką genów chorobowych. Tak otrzymany zarodek wszczepiałoby się matce, a pary zagrożone wystąpieniem tego rodzaju choroby miałyby zdrowe, genetycznie własne dzieci. Być może dałoby się też modyfikować geny zarodka w celu wyeliminowania chorób czy też uzyskania cech "zamówionych" przez przyszłych rodziców.

Akceptacja takiego zastosowania klonowania oczywiście znowu zależy od rozstrzygnięcia kwestii moralnego statusu zarodka oraz od rozmiarów ryzyka samej procedury. Przy obecnym stanie biotechnologii (Dolly powstała z 277. zarodka!) ryzyko jest tak wielkie, że trudno sobie wyobrazić racje wystarczające do jego podjęcia. Zastrzeżenia może budzić również "robienie dzieci na zamówienie". Wielu ludzi widzi w nim coś nieludzkiego, nie akceptując traktowania dzieci jak towaru czy ruchomości. Moc tego argumentu jest jednak ograniczona, skoro właściwie od zawsze podejmowano wysiłki dla uzyskania dzieci o pożądanych cechach, stosując rozmaite zabiegi magiczne bądź odpowiednio dobierając małżonków.

Czy wolno klonować ludzi?

Odpowiedź na to pytanie będzie warunkowa. Po pierwsze, zależy od naszych naczelnych przekonań metafizycznych i moralnych. Jeśli świat uznajemy za nośnik porządku moralnego, który został powierzony naszej trosce, klonowanie człowieka trzeba odrzucić bez względu na to, czemu miałoby służyć. Z pewnymi zastrzeżeniami można będzie je zaakceptować, jeśli wierzymy, że to człowiek tworzy moralny porządek świata. Po drugie, akceptacja klonowania człowieka w celu reprodukcji zależy od tego, czy nie potępiając techniki klonowania uznamy je za wystarczająco dobrze uzasadnioną alternatywę dla rozmnażania płciowego i czy zaakceptujemy pewne fundamentalne zmiany społeczne, takie jak zmiana modelu rodziny. Po trzecie, akceptacja terapeutycznego klonowania człowieka zakładałaby rozwiązanie problemu statusu zarodka ludzkiego oraz przezwyciężenia pewnych tabu związanych z wartością ludzkiego życia. Oprócz tego klonowanie musiałoby być co najmniej tak bezpieczne jak już stosowane zaawansowane metody leczenia niepłodności.

Ze względu na liczbę i wagę tych warunków akceptacja klonowania nie może być łatwa. Ale też chyba nie należy jej z góry odrzucać. Być może pewne elementy technik klonowania się ostaną, inne zostaną zarzucone, a jeszcze inne się pojawią. Nie jest wykluczone, że jak sugeruje "przedwczesna starość" Dolly niektóre dzisiejsze nadzieje i obawy okażą się bezprzedmiotowe. Na pewno jednak należy najpierw uzyskać rzetelną wiedzę i wszechstronnie rozważyć wszystkie argumenty. Podejmując refleksję moralną dzisiaj, możemy spokojnie przygotować się na przyszłość.

Dr Pawł Łuków jest adiunktem na Wydziale Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.