Twoja wyszukiwarka

MARIA MIŚKIEWICZ
1000 LAT TEMU
Wiedza i Życie nr 2/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2000

Jako zadatek przymierza i przyjaźni cesarz Otton III włożył Bolesławowi Chrobremu na głowę diadem cesarski oraz ofiarował jedno z insygniów władzy królewskiej w Niemczech włócznię św. Maurycego z relikwią gwoździa z krzyża Pańskiego. Bolesław zrewanżował się ramieniem św. Wojciecha, którego ciało niedawno wykupił od Prusów.

Tysiąc lat temu cesarz Otton III wyruszył z Italii z pielgrzymką do Gniezna. Chciał uczcić prochy św. Wojciecha, który zginął z rąk pogańskich Prusów, gdy przybył do nich, aby ich nawrócić. Bolesław Chrobry wykupił ciało męczennika, a jego relikwie umieścił w swoim stołecznym grodzie Gnieźnie.

O tych wydarzeniach mówią dwie obszerne relacje kronikarskie. Thietmar (975-1018) swojej kronice opisuje dzieje biskupstwa merseburskiego oraz panowanie pierwszych władców dynastii saskiej. W późniejszej o stulecie kronice polskiej poświęconej Bolesławowi Krzywoustemu Gall Anonim skrótowo omawia panowanie pierwszych władców polskich. W obu odnotowany jest fakt przybycia w 1000 roku cesarza Ottona III do Gniezna. Było to niewątpliwie ważne wydarzenie dla przyszłości Polski i Niemiec.

Opis Thietmara dotyczy "technicznych" aspektów podróży Ottona. Kronikarz podaje, że: cesarz dowiedziawszy się o cudach, które Bóg zdziałał przez upodobanego sobie męczennika Wojciecha, wyruszył [do Gniezna] pospiesznie gwoli modlitwy. W następnej księdze odnosi się jednym zdaniem do politycznej misji pielgrzymki, stwierdzając: Niechaj Bóg wybaczy cesarzowi, że czyniąc trybutariusza panem, wyniósł go tak wysoko... 1

Thietmar relacjonuje, że Otton III podjął wędrówkę po 4 lutego 1000 roku w Italii, skąd następnie wyruszył do Ratyzbony. Towarzyszyli mu patrycjusz Ziazo (Dedi), oblacjonariusz Robert oraz kardynałowie. To wyliczenie wskazuje, że ranga podróży od początku była wysoka, gdyż Dedi był namiestnikiem i zastępcą cesarza, a oblacjonariusz był z reguły kardynałem stojącym bardzo blisko papieża. Dedi ponadto był żonaty z rodzoną siostrą Ody drugiej żony Mieszka. A jeszcze towarzyszyli cesarzowi "kardynałowie". Nie wiemy ilu, ale wliczając Roberta, musiało ich być więcej niż dwu. Thietmar pisze: Nigdy jeszcze żaden cesarz nie wyjeżdżał ani nie wracał do Rzymu z większym przepychem. W Ratyzbonie dołączył do nich Gizyler arcybiskup magdeburski. Dalej Thietmar stwierdza, że cesarz był godnie przyjmowany przez biskupów w Îytycach Hugona II, i w Miśni Idziego. Następnie na jego spotkanie wyjechał aż do kraju Dziadoszan (jedno z plemion śląskich) Bolesław, a po goszczeniu go na kwaterze w miejscowości Iława nad Bobrem: z wspaniałością przyjmował [...] cesarza i [...] prowadził go przez swój kraj aż do Gniezna.

Cesarz po modlitwach i zakończeniu spraw kościelnych, czyli powołaniu arcybiskupstwa w Gnieźnie i trzech biskupstw w Kołobrzegu, Krakowie i Wrocławiu, otrzymał od księcia Bolesława wspaniałe dary i wśród nich, co największą sprawiło mu przyjemność, trzystu opancerzonych żołnierzy. Bolesław odprowadził cesarza aż do Magdeburga, gdzie obchodzili uroczyście niedzielę palmową.

Wynika z tego, że Otton III był w podróży około trzech miesięcy, z czego co najmniej połowę spędził w państwie Piastów. Była to także podróż niezwykła, inna niż ciągłe peregrynacje władców wczesnofeudalnych, którzy musieli przemieszczać się po kraju nie tylko po to, by dobrze nim z bliska zarządzać, ale przede wszystkim ze względu na słabość ówczesnej gospodarki i trudności z aprowizacją dworu. Skoro żaden cesarz [...] nie wyjeżdżał z większym przepychem, to podróż do kraju Bolesława najpewniej miała od początku znamienitą oprawę. Możemy się więc domyślać, że Ottonowi towarzyszyła spora grupa osób także niższych urzędników, duchownych, sług, gdyż przecież i kardynałowie musieli mieć swoją świtę. Sam skład uczestników wskazuje, że dla Ottona ważny był zarówno świecki, jak i duchowy wymiar spotkania z Bolesławem. Jeśli przyjmiemy, że każda z oficjalnych osobistości miała zaplecze co najmniej 10 osób towarzyszących, to już daje nam liczbę około 50 uczestników. Cesarz niewątpliwie nie poruszał się bez oddziału zbrojnych, co pozwala nam poszerzyć skład pielgrzymki do grobu św. Wojciecha do 80-100 uczestników.

Jak zareagował na przybycie cesarza Bolesław? O tym pisze obszernie Gall Anonim, podkreślając kilkakrotnie przepych, z jakim polski książę witał i gościł Ottona. Stwierdzał mianowicie: Bolesław przyjął go [...] zaszczytnie i okazale [...] na przybycie cesarza przygotował przedziwne cuda [...] Nastąpiła dalej wymiana darów: cesarz Bolesławowi włożył na głowę diadem cesarski jako zadatek przymierza i przyjaźni oraz ofiarował jedno z insygniów władzy królewskiej w Niemczech włócznię św. Maurycego z relikwią gwoździa z krzyża Pańskiego. Bolesław zrewanżował się ramieniem św. Wojciecha, którego ciało niedawno wykupił od Prusów. Następnie rozpoczęły się uczty, w których brali udział wszyscy przybyli i cały dwór. Przez trzy dni codziennie zmieniano wszystkie naczynia i sprzęty, które następnie komornicy znosili do izby zajmowanej przez cesarza. Lecz któż zdoła wyliczyć, ile i jakich darów dał przedniejszym, skoro nawet nikt z tak licznej służby nie odszedł bez podarunku.

Gall nic nie pisze o darze w postaci oddziału 300 zbrojnych, których wymienił Thietmar, za to opisywał różne hufce wojsk polskich, rozlokowane na równinie (pod Gnieznem zapewne) w oczekiwaniu na przybycie cesarza. A nie była to [tania] pstrokacizna byle jakich ozdób> [...] bo za czasów Bolesława każdy rycerz i każda niewiasta dworska zamiast sukien lnianych lub wełnianych używali płaszczy z kosztownych tkanin, a skór, nawet bardzo cennych, choćby były nowe, nie noszono [...] bez [podszycia] kosztowną tkaniną i bez złotych frędzli. Za jego [Bolesława] czasów [...] ogół rycerstwa nosił łańcuchy złote [...] niewiasty zaś dworskie [...] chodziły obciążone złotymi koronami, koliami, łańcuchami na szyję, naramiennikami [...] i klejnotami.

Jak te opisy mają się do danych archeologicznych? Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie, ale spróbujmy. Po pierwsze, musimy określić, w jakich miejscach i w jakich pomieszczeniach przebywał cesarz w gościnie Bolesławowej. Thietmar na początku wymienia Iławę. W literaturze archeologicznej wspominane jest grodzisko, rzekomo istniejące w tej miejscowości. Szczegółowe poszukiwania tego obiektu w terenie dały jednak wynik negatywny. Próbowano łączyć wzmiankę Thietmara o Iławie z początkowym odcinkiem tzw. Wałów Śląskich. Być może najbliższe prawdy jest domniemanie, że w Iławie funkcjonowała komora celna związana ze szlakiem handlowym, w tym miejscu przekraczającym rzekę Bóbr. Wobec tego musiały tam istnieć jakieś zabudowania dla stróżów, lecz trudno przypuścić, by nadawały się do podejmowania dostojnych pielgrzymów. Thietmar stwierdził, że Bolesław w miejscowości zwanej Ilua przygotował przedtem kwaterę, co może oznaczać, że zarówno cesarza, jak i jego świtę rozlokowano bądź w różnych, na tę okazję wzniesionych, domostwach, bądź raczej w namiotach. Bo przecież kilka wierszy dalej Thietmar pisze: Gdy Otto ujrzał z daleka upragniony gród [Gniezno], zbliżył się doń [...] ze słowami modlitwy. Przy Iławie zaś o grodzie milczy. Gall Anonim wspomina z kolei o izbie zajmowanej przez cesarza w grodzie gnieźnieńskim, do której znoszono cenności dla cesarza. Widocznie kwatera w miejscowości i izba na grodzie to dwa różne pojęcia, które rozróżniali ówcześni kronikarze.

Wydaje się więc, że skoro Bolesław od samego początku chciał okazać Ottonowi szacunek oraz zadziwić go swoim władztwem, musiał starać się o stworzenie całemu gronu niemieckich dostojników warunków maksymalnie komfortowych. Pamiętajmy jednak, że o te było w Polsce ówczesnej niezwykle trudno. W porównaniu do dawno schrystianizowanego świata zachodniego, co w sferze materialnej objawiało się m.in. bogatym budownictwem romańskim kościelnym i świeckim, Polska musiała nadrabiać owe braki w innych dziedzinach. I o nich właśnie pisze Gall Anonim. To więc były ubiory, niewątpliwie wykonane z importowanych materii, skoro ani z lnu i wełny, ani samych futer choćby nowych na tę okazję nie przywdziano. To również wystawne uczty. Gall, opisując wspaniałości stołu Bolesława, mówi, że miał on ptaszników i łowców ze wszystkich niemal ludów, którzy chwytali wszelkie rodzaje ptactwa i zwierzyny. Z tych zaś czworonogów jak i z ptactwa codziennie przynoszono do jego stołu potrawy każdego gatunku. Można sobie wyrobić pogląd na temat ówczesnych dań, analizując skład szczątków kości zwierzęcych z badań wykopaliskowych na Wzgórzu Lecha w Gnieźnie. Są to wyroby z rogu i kości, pochodzące ze zrzutek (80%), ale także ze zwierząt upolowanych. Należały do nich jelenie, sarny i łosie. Drobne przedmioty kościane wykonywano z kości ptaków, kręgów ryb i kłów zwierzęcych.

Hodowano też zwierzęta bydło, świnie i owce. Z innych osiedli owego czasu wiemy, że polowano głównie na zwierzynę grubą (niedźwiedzie, jeleniowate, dziki). Na stoły pańskie trafiały lepsze części tuszy, zarówno ze zwierząt dzikich, jak i hodowlanych. Przygotowywano je w postaci polewek i galaret oraz mięs pieczonych na rożnie i w jamach ziemnych. Gall twierdzi, że w zwykłym czasie Bolesław Chrobry kazał zastawiać każdego dnia powszedniego 40 stołów głównych, nie licząc pomniejszych. Czy poza mięsem i napojami (do których służyły kubki, puchary, czarki i rogi) jeszcze coś było podawane, nie wiemy. Raczej nie, gdyż potrawy mączne, "jarzyny" i strączkowe uważano wówczas za pokarm niższych warstw ludności. Tym bardziej że na przykład po pokonaniu Rusinów rżnięto niezliczoną ilość bydła i przygotowywano je zwykłym obyczajem na zbliżającą się uroczystość na stół króla [...] a kucharze i pachołcy [...] zgromadzili się na brzegu rzeki celem płukania mięsa i wnętrzności zwierząt [...]. O potrawach niemięsnych kronikarz nie wspomina.

To także owe sprzęty, znoszone po ucztach do izby cesarskiej: zasłony i obrusy, dywany, kobierce, serwety, ręczniki [...] złote i srebrne naczynia, bo żadnych drewnianych tam nie było, mianowicie kubki, puchary, misy, czarki i rogi [...]. Z tego opisu można się domyślić, że również gliniane naczynia nie stanowiły zastawy stołowej uczt wydanych przez Bolesława. Naczynia gliniane z owego czasu nie miały bowiem ani formy kubków czy pucharów, a miski pojawiały się niezwykle rzadko. Na przełomie X i XI wieku z gliny wyrabiano naczynia baniaste o esowatym profilu, zwykle słabo jeszcze obtaczane na szybkoobrotowym kole garncarskim. I takie formy powszechnie znajdowane są przez archeologów w trakcie badań wykopaliskowych, również dotyczących wczesnośredniowiecznego Gniezna. Natomiast w wykopaliskach nie znaleziono srebrnej i złotej zastawy. Może dlatego że Otton ją wywiózł.

Cesarz modlił się przy relikwiach św. Wojciecha w katedrze gnieźnieńskiej. To jedyna wówczas kamienna budowla grodu, choć fortyfikacje obronne również mogły robić wrażenie. Dzięki pracom wykopaliskowym wiemy, że wał dookolny, zbudowany w konstrukcji rusztowej, miał w podstawie szerokość około 13 m, a jego wysokość musiała być również znaczna. Wewnątrz gród był już dość ciasno zabudowany, zamieszkany przez ludność rzemieślniczo?kupiecką, utrzymującą rozległe kontakty handlowe, o czym świadczą różne luksusowe przedmioty obcego pochodzenia oraz ozdoby i monety srebrne. Wokół grodu rozciągały się podgrodzia, a na jednym z nich wzniesiono jeszcze prawdopodobnie za Mieszka murowany, niewielki kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Gniezno było więc ośrodkiem prężnym i ludnym, gród zrobił na cesarzu wrażenie. Gall pisze: Cesarz rzymski zawołał w podziwie: [...] to, co widzę, większe jest, niż wieść głosiła.

Powróćmy do 300 opancerzonych żołnierzy, których wymienia Thietmar. Musiał być to dar niezwykły, skoro niechętny Polsce kronikarz przyznał, że Bolesław dał cesarzowi i inne wspaniałe dary. Niestety, opancerzeni żołnierze to nie jest termin precyzyjny. Gall Anonim, pisząc o siłach zbrojnych Bolesława, używa dwu określeń, wymieniając pancernych i tarczowników. Zostawmy na boku liczebność oddziałów Bolesławowych, znacznie chyba pomnożonych w wyobraźni kronikarza. W literaturze przedmiotu uważa się, że pancerni to odpowiednik wojowników konnych (loricati), w pełnym uzbrojeniu ochronnym składającym się z tarczy, hełmu i pancerza, wyposażeni w miecz, topór i włócznię oraz łuk. Pozostali to tarczownicy (clipeati). Tych albo uważa się za piechurów, albo również za konnych, lżej uzbrojonych.

Nie ulega wątpliwości, że Bolesław ofiarował cesarzowi drużynników konnych. Przecież musieli dorównać w podróży całej kawalkadzie, która zdążała na Wielkanoc (31 marca-1 kwietnia) do Quedlinburga. Natomiast nie wiemy, jak byli uzbrojeni. Znaleziska broni z ziem Polski tego czasu nie są bowiem jednoznaczne. Przede wszystkim uderza w nich znikoma ilość uzbrojenia odpornego w porównaniu ze znaczną liczbą broni zaczepnej, znajdowanej zresztą przede wszystkim w grobach. W całej Polsce znaleziono tylko 7 hełmów (pochodzących z X-XII wieku) i ani jednego pancerza czy tarczy. Było to na pewno drogie uzbrojenie, a więc nie składane wraz ze zmarłym do ziemi. Uzbrojenie ochronne wojów Bolesława stanowiły raczej kubraki skórzane, wzmacniane płytkami i blachą żelazną, niż pełne zbroje płytkowe. Mogli również być zaopatrzeni w kolczugi, szczególnie często spotykane w uzbrojeniu ruskim; Gall Anonim pisze, że za Bolesława Chrobrego wojsko nosiło je powszechnie. Natomiast na pewno mieli broń zaczepną, w tym również miecze i topory, ta broń przecież stanowiła o ich sile i przydatności w walce. A zważywszy, że owi zbrojni byli "oddani" przez Bolesława cesarzowi, musieli być wobec tego całkowicie od księcia zależni, zapewne też przez niego uzbrajani.

Gall pisze, że Bolesław obdarował nie tylko cesarza, lecz i poszczególnych jego książąt, z przyjaznych zrobił ich sobie największymi przyjaciółmi. To typowy zwyczaj wczesnośredniowieczny, na którym opierał się cały gmach feudalnego społeczeństwa. Obdarowując, spodziewano się tego samego od obdarowywanych. Dar jest rękojmią przyjaźni, a ta musi być podtrzymywana darami. A przyjaźń z cesarzem i jego możnymi była celem Bolesława, który dążył do zbudowania silnego, niezależnego państwa. Gall podsumowuje: Cesarz tedy wesoło z wielkimi darami powrócił do siebie, Bolesław zaś [...] wznowił dawny gniew ku wrogom [...] i [...] z wielką mocą wkroczył na Ruś.

Pielgrzymka cesarza Ottona III do Gniezna, rozpatrywana w świetle źródeł archeologicznych, jawi się jako wizyta składana równorzędnemu partnerowi. Bogaty kraj Bolesława, zamożni mieszkańcy (przynajmniej góra społeczna, z którą zetknęli się przybysze), zorganizowany aparat władzy państwowej pozwalały na realizowanie dalekosiężnych marzeń cesarza włączenia Polski do odrodzonego imperium rzymskiego. Najlepiej przedstawia to miniatura z tronującym cesarzem i personifikacjami ziem Italii, Niemiec, Galii i Słowiańszczyzny. Cesarz zmarł w 1002 roku. Może w tysiąc lat po jego śmierci dojdzie do spełnienia idei połączenia ziem Europy w jeden organizm tym razem w ramach struktur Unii Europejskiej?

1Cytaty pochodzą z: Kronika Thietmara. Wyd. M.Z. Jedlicki, Poznań 1953; Anonim tzw. Gall, Kronika polska. Przeł. R. Grodecki, oprac. M. Plezia, Wrocław 1965.

 Prof. dr hab. MARIA MIŚKIEWICZ jest wykładowcą na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i kuratorem w Państwowym Muzeum Archeologicznym.