Twoja wyszukiwarka

ANDRZEJ KAJETAN WRÓBLEWSKI
UCZENI W ANEGDOCIE - NIC NIE POWSTAJE Z NICZEGO
Wiedza i Życie nr 2/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2000

Julius Robert Mayer urodził się 25 listopada 1814 roku w Heilbronn nad Neckarem, w ówczesnym królestwie Wirtembergii.

Był synem aptekarza. W dzieciństwie pasjonował się obserwacją różnych mechanizmów, próbował nawet konstruować perpetuum mobile. Dwaj jego bracia poszli w ślady ojca i zostali aptekarzami. Robert tego imienia używał postanowił zostać lekarzem. W 1832 roku wstąpił na uniwersytet w Tybindze. Studentem był przeciętnym. Koledzy ze studiów wspominali go jako wesołego kompana do zabawy i gry w karty, choć trochę dziwaka.

Na początku 1837 roku Robert wraz z paroma kolegami został zaaresztowany za przynależność do nielegalnej korporacji studenckiej "Guestphalia", której był współzałożycielem. Karą było wydalenie z uczelni na rok. Mayer wykorzystał czas, wzbogacając wiadomości w klinikach w Monachium i Wiedniu. W 1838 roku uzyskał pozwolenie na złożenie egzaminów doktorskich w Tybindze.

Robert od dzieciństwa był zafascynowany Indonezją, która wówczas należała do Holandii. Udał się do Amsterdamu, aby zdać specjalny egzamin na lekarza okrętowego i bez namysłu przyjął takie stanowisko na holenderskim statku "Java". W lutym 1840 roku wyruszył w rejs do Batawii (dawna nazwa Dżakarty). Zajęć na statku miał niewiele, toteż mógł się oddawać lekturze i rozważaniom. Wiedział już wtedy o poglądzie Lavoisiera, że ciepło zwierząt i ludzi jest wynikiem procesów powolnego spalania (utleniania) w organizmie.

Kiedy po ponadtrzymiesięcznej podróży statek dotarł do celu, kilku członków załogi zachorowało. Zgodnie z ówczesną praktyką Mayer zastosował kurację polegającą na puszczaniu krwi. Jak potem wspominał: Krew z żyły była niezwykle jasnoczerwona, aż się obawiałem, iż przez pomyłkę naruszyłem tętnicę. To zjawisko wzbudziło jego zainteresowanie. Kiedy mu wyjaśniono, iż w tych okolicach nie jest to nic nadzwyczajnego, Mayer wyciągnął wniosek, że w tropikach krew jest jaśniejsza, ponieważ dla podtrzymania temperatury ciała wystarczy mniej spalania niż w strefie umiarkowanej. Ta obserwacja była punktem wyjścia dla rozważań o przekształcaniu pożywienia w ciepło wewnątrz organizmu. Ponieważ organizmy żywe mogą także wykonywać pracę, Mayer doszedł do wniosku, że ciepło i praca są dwiema postaciami tej samej wielkości fizycznej.

Po powrocie do Heilbronn w lutym 1841 roku Robert rozpoczął praktykę lekarską. Jednocześnie szybko opisał swoje poglądy na przekształcanie się wzajemne ciepła i pracy i wysłał do redakcji prestiżowego wówczas czasopisma "Annalen der Physik und Chemie". Na nieszczęście Mayer opisał swe rozważania chaotycznie i bełkotliwym stylem, toteż redaktor, Johann Christian Poggendorf, uznał autora za maniaka, odłożył tekst do akt i nawet nie odpisał Mayerowi, mimo iż ten dwukrotnie jeszcze prosił listownie o jakąś wiadomość. Tekst Mayera znaleziono w stosie papierów dopiero po śmierci Poggendorfa, 36 lat później.

Zawiedziony Mayer napisał w następnym roku artykuł Rozważania o siłach przyrody nieożywionej, który wysłał do redagowanego przez Justusa Liebiga czasopisma "Annalen der Chemie und Pharmacie". Pismo to nie było jednak czytane przez fizyków, toteż publikacja pracy Mayera przeszła bez echa. I tak zresztą tekst nie mógł być zrozumiały dla fizyków, ponieważ autor, mając jedynie fragmentaryczną znajomość fizyki, przedstawiał raczej ogólne rozważania filozoficzne w rodzaju: Nic nie powstaje z niczego..., Przyczyna równa jest skutkowi..., skąd wyciągał ogólny wniosek, że ciepło i praca są formami niezniszczalnej "siły" przyrody. Jednak w końcowej części podawał pierwsze w historii obliczenie mechanicznego równoważnika ciepła.

Los prześladował Mayera przez wiele lat. Nie mogąc znaleźć uznania wśród fizyków, dowiedział się w 1847 roku, że oto w Anglii James Joule dokonał ważnego odkrycia równoważności ciepła i pracy oraz wyznaczył mechaniczny równoważnik ciepła. Mayer próbował upominać się o swe pierwszeństwo, ale głos nieznanego lekarza z prowincjonalnego miasta w Wirtembergii nie był brany poważnie.

W 1842 roku Mayer ożenił się z Wilhelminą Closs. Z tego małżeństwa przyszło na świat w latach 1843-1854 siedmioro dzieci, ale aż czworo z nich zmarło w dzieciństwie, z tego dwie córki w odstępie tygodnia w sierpniu 1848 roku. Podczas wypadków Wiosny Ludów jego starszy brat został wciągnięty w działalność rewolucyjną, a Mayer o mało nie został zastrzelony, kiedy chciał go z tego wyplątać. To pasmo niepowodzeń wywołało u Mayera załamanie nerwowe. Po nieprzespanej nocy 28 maja 1850 roku próbował popełnić samobójstwo, wyskakując na ulicę z okna na trzecim piętrze. Przeżył jednak ten upadek, ale złamał obie nogi i przez wiele tygodni pozostawał w stanie krytycznym. Do końca życia utykał na prawą nogę. Po powrocie do zdrowia próbował wydobrzeć w sanatorium. Wkrótce jednak został zamknięty w zakładzie dla umysłowo chorych. Pozostając w odosobnieniu przez ponad rok, Mayer więcej tam wycierpiał, niż doznał pomocy, ponieważ starano się go wyleczyć z urojenia, że dokonał wielkiego odkrycia.

Powoli jednak los Mayera się odmieniał. Hermann Helmholtz, który sam zajmował się zasadą zachowania energii, dojrzał w pracach Mayera ważne odkrycie. Inni też zaczęli go doceniać, ale sam autor pozostawał postacią mało znaną. Kiedy 19 marca 1858 roku Liebig wspomniał podczas odczytu w Monachium o zasługach Mayera, dodał, że niestety ich autor zmarł już w domu wariatów.

W 1859 roku Mayer otrzymał doktorat honorowy Uniwersytetu w Tybindze, a potem został członkiem kilku Akademii Nauk. W czerwcu 1862 roku John Tyndall w wykładzie w Royal Institution w Londynie publicznie przyznał Mayerowi pierwszeństwo w odkryciu zasady zachowania energii. Ta deklaracja w ojczyźnie Jamesa Joule'a miała wielką wagę.

Robert Mayer był człowiekiem głęboko religijnym. Kiedy go zapytano, jak może łączyć swą wiarę z fizyką, odpowiedział: Ja ich nie łączę. Dla mnie do pewnego miejsca jest fizyk, a dalej zaczyna się wierzący chrześcijanin. Zmarł na gruźlicę 20 marca 1878 roku. Na znak żałoby flagi miejskie zostały opuszczone, a w pogrzebie brały udział tłumy ludzi.