Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
SYGANŁY - ZABAWKA XXI WIEKU
Wiedza i Życie nr 2/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 2/2000

Japońska menażeria powiększyła się o kolejne komputerowe zwierzę.

Czy ktoś z Państwa nazwałby swojego pieska Aibo? Raczej nie. Wbrew pozorom nie jest to nowa rasa powstała z genetycznych krzyżówek. Japoński piesek jest najbardziej skomplikowanym robotem?zabawką, który może w przyszłości zastąpi zapracowanym mieszkańcom Kraju Kwitnącej Wiśni domowego przyjaciela.

Moda na elektroniczne zabawki rozpoczęła się również w Japonii dwa lata temu. Tamagotchi, elektroniczny kurczak w breloczku, podbił cały świat. Wymagał stałej opieki: karmienia, leczenia, zabawy, ale i karania. "Żył" mniej więcej dwa tygodnie, a cel zabawy został osiągnięty, jeśli "umarł" szczęśliwy. Oczywiście, kiedy stawał się nieznośny i o szóstej rano piszczał, domagając się posiłku, można było po prostu wyjąć baterię.

Następcą tamagotchi został Furby. Wygląda jak mała pluszowa zabawka, ale pod futerkiem nafaszerowany jest elektroniką, która pozwala mu mówić, uczyć się nieskomplikowanych zdań i reagować na głos człowieka. Reaguje również na dotyk i natężenie światła w pomieszczeniu. Za 150 zł można go kupić w każdym sklepie z zabawkami.

Aibo (Artificial Intelligence RoBOt lub po japońsku "przyjaciel") został natomiast skonstruowany na wzór prawdziwego pieska. Potrafi biegać, łasić się, przewracać na grzbiet i wstawać. Skomli, szczeka i bawi się jak prawdziwy zwierzak. Rozpoznaje świat za pomocą dwóch kamer, a elektroniczne czujniki pozwalają mu balansować ciałem i omijać przeszkody. Aibo potrafi się również uczyć i w zależności od reakcji swojego pana odpowiednio reagować wyrażać smutek i radość czy okazywać przywiązanie. Za zachowanie zwierzaka odpowiada szybki procesor połączony z 8-MB wymienną kartą pamięci. W odróżnieniu jednak od prawdziwego psa Aibo można podłączyć do każdego peceta i nauczyć go nowych czynności.

Niestety, niełatwo kupić elektronicznego przyjaciela. Firma Sony przygotowała na początek tylko 10 tys. sztuk Aibo, z czego do wolnej sprzedaży trafiła jedynie połowa. Kosztuje tyle co champion z rodowodem - 8 tys. marek. Jeśli Aibo odniesie sukces, za kilka lat można go będzie kupić w cenie kundelka. Dzieci pewnie się ucieszą, tylko co na to psychologowie?