Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
INTERNET - LOKALNOŚĆ GLOBALNA
Wiedza i Życie nr 3/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 3/2000

Otrzymałem list od jednego z moich Czytelników, pana Michała Beima. Oto fragmenty:

Z ciekawością czytam Pańskie artykuły o Internecie. W listopadowym numerze publikował Pan strony przysłane od czytelników i nie związane bezpośrednio z nauką, dlatego pozwalam sobie przysłać adres internetowy stron, których jestem współautorem. Jest to "Jeżycki Informator Multimedialny Rady Osiedla Jeżyce". http://www.jezyce.poznan.pl.

Nasz informator istnieje prawie rok (od 13.01.1999) i jest trzecim w Polsce informatorem prowadzonym przez samorządy pomocnicze gmin, a pierwszym w naszym mieście. Od samego początku jest prowadzony społecznie przez osoby młode (choć mam dopiero 20 lat, pełnię na osiedlu funkcję radnego). Informator cieszy się uznaniem mieszkańców, o czym mogą świadczyć statystyki założone na początku września http://www.jezyce.poznan.pl/statystyki (klikając na poszczególne miesiące, może Pan zobaczyć, co się cieszy największą popularnością i skąd są odwiedzający). Informator nie jest doskonały, dlatego w planach mamy jego rozbudowę (m.in. o gazetkę osiedlową) i utworzenie jeżyckiej listy dyskusyjnej.

Dziękuję za ten sympatyczny list, panie Michale - i ponieważ chcemy Panu przesłać upominek, proszę o zwykły adres. Wyróżnienie należy się nie tylko za wskazanie nam ciekawego miejsca w Sieci, ale za wywołanie arcyważnego tematu: o sieciowej prasie lokalnej. Może ona przecież odegrać w życiu społeczności osiedli, dzielnic, gmin, powiatów - z czego nie każdy działacz społeczny czy polityk zdaje sobie sprawę ogromną, trudną do przecenienia rolę. Nie każdą przecież lokalną społeczność stać na wydawanie "prawdziwej" gazety, która wymaga fachowych dziennikarzy, grafików, redaktorów technicznych przede wszystkim papieru i drukarni, a także zorganizowanego kolportażu. To niemało kosztuje - i należy zrozumieć władze osiedla, dzielnicy itp., gdy odmawiając pieniędzy, mówią, że są pilniejsze potrzeby. Tymczasem do uruchomienia gazety sieciowej wystarczy komputer z dostępem do Internetu i kilku (a czasami nawet jeden) entuzjastów. A może ona spełnić wszelkie funkcje gazety drukowanej, dostarczając ludziom potrzebnych informacji, rozrywki, wiedzy - i zintegrować lokalną społeczność. Przykładem może być prosta a pomysłowa incjatywa z witryny Jeżyc: kolekcja starych pocztówek.

Oczywiście, gazeta internetowa ma w porównaniu z klasyczną jedną poważną wadę: jest dostępna tylko dla umiejących posługiwać się komputerem, mających w dodatku dostęp do Sieci; jest to więc dziś jeszcze medium dosyć elitarne. Ale - w miarę upływu lat - będzie się to bardzo szybko zmieniało; proszę wziąć pod uwagę, że już pod koniec ub.r. z Internetu korzystała więcej niż połowa mieszkańców USA, a przecież i tam jeszcze 10 lat temu Sieć była dziwowiskiem dla wąskiego grona jajogłowych.

Tak więc, kto dziś nie weźmie się za robienie lokalnej sieciowej gazety czy choćby prostego informatora, ten za parę lat będzie sobie zapewne pluł w brodę, bo zrobi to kto inny. I zgarnie wówczas wszystkie profity, które temu przedsięwzięciu z pewnością będą towarzyszyć.

Jeśli jednak pominąć wspomnianą wadę - gazeta sieciowa ma same zalety. Jest niezmiernie tania. Może niezwykle szybko reagować na wydarzenia, nawet wyprzedzając telewizję - pod tym względem jest porównywalna wyłącznie z rozgłośnią radiową. Może zapewnić odbiorcy bogaty informacyjnie przekaz multimedialny w postaci nagrań dźwiękowych lub filmów. Ma nieograniczony nakład i globalny bezpłatny kolportaż, bo przecież dostępna jest dla każdego chętnego w każdym miejscu na świecie. Jest przy tym - a w każdym razie: może być dużo łatwiej od prasy konwencjonalnej odporna na naciski zewnętrzne i niepodatna na jakąkolwiek cenzurę: przecież gdy zamieszczane w niej treści nie spodobają się jakiemuś lokalnemu kacykowi czy właścicielowi serwera, na którym będzie ulokowana, można ją w ciągu minut przenieść - do Australii, USA, Izraela czy gdziekolwiek.

Skoro zaś już pokazaliśmy witrynę Jeżyc, to pragnę czytelnikom zaprezentować jeszcze jedną, podobną w charakterze. To witryna Trzebini - niewielkiego miasta, słynnego dziś głównie z protestów przeciw zamknięciu kopalni Siersza (adres: http://www.trzebinia.pl). Jest tam kilku wspaniałych młodych ludzi (miałem przyjemność ich poznać), którzy pasjonują się Siecią i potrafili swoim entuzjazmem zarazić starsze pokolenie, przede wszystkim zaś animatorów lokalnego życia społecznego.

Reprodukowana obok witryna to tylko malutki fragment całości, na którą składają się doskonale wyposażona kawiarnia internetowa, włączanie do Sieci kluczowych instytucji miejskich, organizowanie ogólnopolskich sympozjów i sesji naukowych oraz wiele innych inicjatyw, których wspólnym mianownikiem formalnym jest Internet, a które promują Trzebinię w świecie daleko lepiej niż owa nieszczęsna sprawa kopalni.

Reprodukujemy również śliczną stronę Miejskiej Biblioteki Publicznej. Nie reprodukujemy strony ofert inwestycyjnych miasta, ale tak właśnie lokalna władza powinna korzystać z Sieci. Nawiasem mówiąc: może założymy wspólnie w Trzebini Krajowe Stowarzyszenie Prasy Internetowej? Czy nie warto wymienić doświadczenia, nauczyć się czegoś od sprawniejszych warsztatowo, poznać różne sposoby pokonywania trudności? Chętnie będziemy taką inicjatywę wspierać słowem drukowanym!

A na marginesie: tak sobie czasem myślę, że dzisiejsza Siłaczka czy współczesny doktor Judym zapewne także byliby entuzjastami Sieci.