Twoja wyszukiwarka

KRZYSZTOF SZYMBORSKI
SYGNAŁY - Z PRZYMRUŻENIEM OKA
Wiedza i Życie nr 4/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/2000

Kolejny krok ku nieśmiertelności

Przed 25 laty uczeni z Uniwersytetu Mediolańskiego odkryli, że mieszkańcy wsi Limone sul Garda zawdzięczają swe wyjątkowo zdrowe serca nie tylko umiarkowanemu piciu wina chianti, lecz także pewnej obecnej w ich krwi odmianie naturalnej substancji białkowej, która zapewnia im pełną odporność na szkodliwe działanie cholesterolu. Białko to nazwano A1 Milano i po długoletnich usiłowaniach brytyjskiej firmie farmaceutycznej Covance udało się je wyprodukować syntetycznie. Próby kliniczne potrwają jeszcze około 5 lat, ale przewiduje się, że lek ten może obniżyć o 50% koszty medyczne związane z chorobami serca. Zagadką pozostaje, dlaczego geny z przepisem na A1 Milano nie rozprzestrzeniły się po sąsiednich wsiach. Mieszkańcy Limone sul Garda musieli strzec swej tajemnicy, zawierając małżeństwa tylko pomiędzy sobą.

Ewolucja niemile widziana

Dwa miesiące po tym, jak władze stanu Kansas uchwaliły, że darwinizm nie będzie już dłużej wymaganym tematem w szkolnych programach biologii, Departament Edukacji stanu Kentucky postanowił uprzedzić cios i wyeliminować ze swego słownictwa termin "ewolucja". Został on zastąpiony bardziej neutralnym określeniem "zmiana w czasie". Nauczyciele biologii w Kentucky będą więc od tej chwili uczyć "darwinowskiej teorii zmiany w czasie".

Obraz i dźwięk

Już czteromiesięczne niemowlę potrafi rozpoznać rysy twarzy swej matki. Okazuje się, że jeszcze wcześniej, bo już mniej więcej w wieku trzech miesięcy, rozpoznaje jej głos i odróżnia go od wszystkich innych. Uczeni wciąż nie wiedzą, jak to wyjaśnić, ale pewne światło na tę kwestię rzuciły niedawne badania Pascala Belina z Montrealskiego Instytutu Neurologicznego. Obserwował on za pomocą magnetycznego rezonansu jądrowego funkcjonalne obrazy mózgu osób, którym odtwarzano rozmaite dźwięki. Odkrył, że mózg ma osobny wyspecjalizowany ośrodek położony w pobliżu uszu (superior temporal sulcus - bruzdę skroniową górną). Belin nie sprowadził jednak do laboratorium matek badanych osób i nie prosił ich, by im coś szeptały do ucha. Myślę jednak, że naprawi to niedopatrzenie.

Świetliste ostrzeżenie

Nieprzyjemnego zapachu dobywającego się niekiedy z naszych ust na ogół nie jesteśmy w stanie poczuć i w konsekwencji podjąć skutecznych środków zaradczych. Problem ten został, jak się wydaje, rozwiązany przez hiszpańskiego naukowca Alfredo Sanza-Medela z Uniwersytetu w Oviedo. Skonstruował on niewielki, kieszonkowy detektor pozwalający mierzyć zawartości związków siarki w naszym oddechu. Kiedy dmuchamy weń, związki siarkowe reagują ze znajdującymi się w urządzeniu związkami rtęci, co powoduje fluorescencję.

Barwa jej światła jest miarą intensywności wydzielanych przez nas woni.

Kanarek-jąkała

Choć nie wszyscy potrafimy to zauważyć, niektóre ptaki śpiewające jąkają się całkiem jak ludzie. David Rosenfeld z Bazlor College of Medicine w Houston w Teksasie nagrał śpiewy 76 różnych osobników zięby i stwierdził, że 7% z nich co pewien czas zacina się na jakiejś sylabie i powtarza ją bez sensu wiele razy. Badania te mają pomóc ludzkim jąkałom, u ptaków bowiem łatwiej będzie wyjaśnić neurologiczne przyczyny tej dolegliwości.

Męski unik

Duńska badaczka, dr Dorthe Hansen z Glostrup, doniosła, że - jak wynika z jej badań dotyczących płci dzieci urodzonych w Danii w latach 1980-1992 - stres i ciężkie przeżycia rodziców sprawiają, że rośnie prawdopodobieństwo spłodzenia przez nich dziewczynki. Zjawisko to może być spowodowane m.in. obniżeniem jakości męskiego nasienia. Oznaczałoby to jednak, że dziewczynki mogą być wyprodukowane nawet z gorszego materiału, co wydaje się wnioskiem wysoce politycznie niepoprawnym.

Pnie się w górę

Kartografowie z National Geographic Society podwyższyli w listopadzie Mt. Everest. Nowe wzniesienie jego wierzchołka wynosi 8849.9 m i jest o całe 2.1 m wyższe od tego, którego uczyli nas w szkole. Choć uczeni twierdzą, że nowy wynik jest po prostu konsekwencją dokładniejszego pomiaru za pomocą satelitarnego systemu nawigacyjnego, mnie się zdaje, że góra jednak rośnie. Nepalscy kartografowie nie wierzą jednak Amerykanom i twierdzą, że muszą sami zweryfikować ten wynik przed naniesieniem go na nową mapę.

Dyktatura mańkutów?

Czujni obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej dostrzegli pewne interesujące zjawisko. Otóż - pomimo że w całym społeczeństwie liczba mańkutów nie przekracza 10% - prawie wszyscy liczący się kandydaci w nadchodzących wyborach prezydenckich są leworęczni. Mańkutami są Al Gore, jego demokratyczny rywal Bill Bradley, a także republikańscy kandydaci John McCain i Steve Forbes. Wśród czołówki tylko gubernator Teksasu George W. Bush jest praworęczny, ale... tak, tak, zgadliście - jest synem mańkuta. Nie powinno więc już nas zaskoczyć, że leworęczny jest też Bill Clinton. Stanley Coren, profesor psychologii z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, twierdzi, że nie ma w tym nic dziwnego, bo "mańkuci często reprezentują profil psychologiczny sprzyjający karierze politycznej". Są oni na ogół bardziej dominujący niż opiekuńczy a także nieco bardziej bezczelni i emocjonalnie chłodni. Coren zyskał pewien rozgłos, kiedy w swej wydanej przed kilku laty książce "Syndrom leworęczności" (Free Press, 1992) stwierdził, że mańkuci z reguły umierają przedwcześnie. Czego bynajmniej nie życzymy żadnemu z szacownych kandydatów.

Dlaczego para?

Intrygujące pytanie, dlaczego samice naszego gatunku mają akurat dwie piersi - a nie, na przykład jedną lub cztery - budziło zainteresowanie uczonych już od starożytności. Za Arystotelesem większość badaczy akceptowała dotychczas generalną regułę, dotyczącą jakoby wszystkich ssaków, że liczba wymion jest w przybliżeniu dwukrotnie większa od przeciętnej liczebności miotu. Słuszności tej zasady zadały jednak ostatnio kłam badania pewnego gatunku afrykańskiego gryzonia o nazwie Heterocephalus glaber. Samice tego bardzo płodnego zwierzątka, które w jednym miocie urodzić mogą 11 do 28 małych, mają na ogół tylko 11 gruczołów mlecznych. Wydaje się, że i ta teoria Arystotelesa, jak wiele innych, wymaga korekty.

Wciąż dobry na wampiry

Jedzenie czosnku, jak stwierdzili autorytatywnie dwaj brytyjscy lekarze Andrew Neil z Oksfordu i Anthony Winder z Londynu, nie zmniejsza ryzyka choroby serca, jak twierdziło wielu miłośników tego wonnego warzywa. Nie znaczy to, że jego spożywanie nie przynosi żadnych korzyści, a tylko niedogodności natury towarzyskiej. Uczeni ci nie zaprzeczyli w końcu, że czosnek odstręcza wampiry. Nie mówiąc o niektórych ludziach.

Zapach porażki?

Naukowcy z Monell Chemical Senses Center (Centrum Zmysłów Chemicznych) w Filadelfii doszli do interesujących wniosków dotyczących roli zapachów w naszym życiu. Stwierdzili mianowicie, że jeśli jakaś szczególna woń skojarzy nam się z życiowym niepowodzeniem, to w przyszłości jej wąchanie może stać się przyczyną porażki. Doszli do tego drogą pomysłowego doświadczenia. Grupa badanych ludzi, która dostała do wykonania niewykonalne, a zatem frustrujące zadanie była jednocześnie dyskretnie eksponowana na zapach niewinnej wody kwiatowej. W dalszej części eksperymentu te same osoby rozwiązywały łatwiejsze już zadania i te, którym znów dano do wąchania ten sam zapach, wykazały statystycznie znacznie niższą sprawność niż reszta grupy. Prowadząca owe badania dr Ruth Herz pracuje teraz z kolei nad zapachem sukcesu.

Męskość ewoluuje najszybciej

Kosztowny Human Genome Project, którego celem jest rozszyfrowanie kompletnej sekwencji nukleotydów w ludzkich genach, już zaowocował ważnym odkryciem. Analiza genów zaangażowanych w produkcje męskiego nasienia, przeprowadzona przez dr. Chung-I Wu i jego kolegów University of Chicago, wykazała, że ewoluowały one znacznie szybciej niż jakiekolwiek inne. Psycholodzy ewolucyjni znają proste wyjaśnienie przyczyn tego pośpiechu - jest nią kobieca niewierność. Groźba, że dzieci naszych żon mogą mieć za ojców kogoś innego, niż podaje się oficjalnie w metryce, wystawiła mężczyzn na tak silną presję selekcyjną, że ich geny (przynajmniej niektóre) podjąć musiały swoisty wyścig zbrojeń.

Wirusy z kosmosu?

Znany brytyjski astrofizyk sir Fred Hoyle wystąpił niedawno w czasopiśmie "Current Science" z niezwykłą hipotezą. Jego zdaniem, wirusy grypy docierają na Ziemię z przestrzeni kosmicznej w pyle pochodzącym z przelatujących nieopodal komet. Ilość tego opadającego na Ziemię pyłu związana jest z okresowym nasileniem plam słonecznych i dlatego poważniejsze epidemie grypy pojawiają się jakoby raz na 11 lat. Sir Fred nie odpowiadajednak na pytanie, skąd się biorą wirusy grypy w kosmosie. Może z Ziemi?