Twoja wyszukiwarka

MICHAŁ RÓŻYCZKA
SYGNAŁY - SŁONECZNE HUMORY
Wiedza i Życie nr 4/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/2000

Na krótko przed kolejnym maksimum aktywności Słońce zgotowało nam prawdziwą niespodziankę.

Podczas 11-letniego cyklu aktywności słonecznej na przemian rośnie i maleje częstotliwość występowania gwałtownych zjawisk w atmosferze Słońca (m.in. protuberancji i rozbłysków). Wraz z nią rośnie i maleje liczba plam słonecznych, które odzwierciedlają stan pola magnetycznego naszej gwiazdy dziennej [patrz: Rytmy Słońca, "WiŻ" nr 8/1999]. W najbliższych miesiącach nastąpi kolejne maksimum aktywności, które w kronikach obserwatorów Słońca nosi numer 23. Jak w każdym maksimum, możemy oczekiwać wzmożonego bombardowania Ziemi przez wyrzucane z powierzchni Słońca cząstki elementarne. Zwiększą się zakłócenia w łączności radiowej, a zorze polarne będą większe i jaśniejsze. Rozwijające się w magnetosferze Ziemi burze geomagnetyczne będą częstsze i silniejsze. Nie można też wykluczyć awarii linii energetycznych oraz sieci łączności przewodowej, choć ich wystąpienie jest bardzo mało prawdopodobne (tym bardziej że nadchodzące maksimum powinno być wyraźnie słabsze od poprzedniego, które miało miejsce w 1989 roku).

Niespełna rok temu wzmagające swą aktywność Słońce zgotowało heliofizykom nie lada niespodziankę. Zazwyczaj z jego atmosfery wypływa strumień cząstek elementarnych (głównie protonów i elektronów), który powszechnie nazywamy wiatrem słonecznym. W pobliżu orbity Ziemi osiąga on gęstość kilku cząstek na cm3 i prędkość kilkuset km/s. 10 maja 1999 roku, z nieznanych do dziś powodów, wiatr słoneczny niemal całkowicie ucichł.

W czasie kosmicznej flauty ściskana zwykle przez wiatr magnetosfera Ziemi pięciokrotnie zwiększyła swe rozmiary, a zewnętrzne pasy radiacyjne naszej planety uległy niemal całkowitemu rozproszeniu. Całkowitej zmianie uległ również kształt ziemskiego pola magnetycznego, które częściowo połączyło się z polem magnetycznym Słońca. Dzięki temu wprost z korony słonecznej dotarły do Ziemi wąskie wiązki szybkich elektronów, które w normalnych warunkach zderzają się z dużo od nich wolniejszym wiatrem. Wtargnąwszy do naszej magnetosfery, "zapaliły" nad Arktyką nadzwyczaj jasną i rozległą zorzę polarną. Zwykłe zorze układają się w pierścień otaczający biegun magnetyczny. Ta przybrała postać rozpościerającego się nad biegunem parasola.

Praktyczny brak wiatru dał heliofizykom unikalną możliwość badania warunków panujących w koronie słonecznej w fazie wzrostu aktywności. Mieli jednak na to zaledwie dwie doby, ponieważ 12 maja 1999 roku sytuacja powróciła do normy.