Twoja wyszukiwarka

PAWEŁ WERNICKI
ŁYSE JEST PIĘKNE
Wiedza i Życie nr 4/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/2000

Wymyślne kuracje przeciw łysieniu nie tyle pomagają włosom, co ich właścicielom. Dają poczucie dobrze spełnionego obowiązku w walce o to, by podobać się sobie i innym.

Włosy to nitkowate, elastyczne rogowe wytwory naskórka, które porastają skórę ssaków. Najdelikatniejsze są włosy tworzące futro szynszyli, na przeciwnym biegunie znajdują się zrośnięte włosy jeża, czyli kolce. Łyse zwierzę miałoby marne szanse na przeżycie - włosy chronią przed zimnem, a czasem i przed wrogami. U człowieka już od dawna nie pełnią istotnych fizjologicznych funkcji. Po prostu są ozdobą.

Nic dziwnego, że u ludzi włosy rosną inaczej niż u zwierząt. Podczas gdy na przykład lisy wraz ze zmianą pór roku linieją, czyli nagle tracą znaczną część sierści, człowiekowi włosy wypadają stopniowo i w dodatku ubytek na bieżąco wyrównywany jest przez nowo rosnące. Wyrastają z zagłębienia w skórze, zwanego mieszkiem włosowym. Liczba mieszków to posag, z którym każdy z nas przychodzi na świat. Nie zmienia się w ciągu życia, i to jest właśnie problemem. Niektóre z nich z czasem mogą całkowicie przestać funkcjonować, a to oznacza łysienie.

Z wiekiem włosy przerzedzają się u obu płci, jednak z różnych powodów czasem tracą je nawet dzieci. Na szczęście łysina może być stanem przejściowym. Jednym z najczęstszych powodów takiego łysienia są zatrucia. Rtęć, arsen czy tal (znajduje się w trutce na szczury) to ewidentne trucizny, ale kłopotów przysparzają też substancje skądinąd pożyteczne, na przykład leki przeciwzakrzepowe. Jeszcze bardziej obciążające dla organizmu są kuracje przeciwnowotworowe - zarówno leki cytostatyczne, jak i promieniowanie jonizujące. Wypadanie włosów towarzyszy też różnym chorobom. Niezbyt często, ale jednak zdarza się to chorym na grypę, szkarlatynę, kiłę, gruźlicę i inne choroby zakaźne. Dużo częściej łysieją osoby z nadczynnością lub niedoczynnością tarczycy, guzami przysadki lub jajnika, niedoczynnością nadnerczy, a więc schorzeniami, które mają pewną cechę wspólną istotne zaburzenia hormonalne.

Zachwiana gospodarka hormonalna jest też przyczyną łysienia poporodowego. Podwyższony poziom estrogenów w czasie ciąży sprawia, że wypada mniej włosów, ale za to potem około 30% mieszków włosowych jednocześnie wchodzi w fazę spoczynku i wytwarzane przez nie włosy wypadają. Podobny efekt wywołują niekiedy doustne środki antykoncepcyjne. Rzadkim, ale udowodnionym powodem łysienia są zepsute zęby. Zaszkodzić można sobie też zbyt forsowną dietą odchudzającą, ubogą w białka i tłuszcze, nie zawierającą dostatecznych ilości cynku i żelaza.

Odrębny problem to niewłaściwe preparaty i zabiegi kosmetyczne. Szkodliwe bywają farby i lakiery do włosów, trwała ondulacja, ale także złe uczesanie, nazbyt napinające włosy, na przykład koński ogon. Amerykańscy badacze zwracają uwagę, że z powodu upodobania do fantazyjnych fryzur częściej łysieją kobiety czarne niż białe. Nawet masaż głowy, skądinąd bardzo pożyteczny, wykonywany zbyt mocno może być przyczyną utraty włosów. Podobnie jak ucisk głowy przez żołnierski hełm lub pielęgniarski czepek. We wszystkich tych przypadkach włosy zwykle odrastają same po wyeliminowaniu przyczyny.

Nie w pełni wyjaśnionym schorzeniem jest łysienie plackowate. Zaczyna się od małych, z czasem powiększających się ognisk pozbawionych włosów, głównie na głowie, ale także na brodzie i w innych owłosionych miejscach. Niekiedy wypadają wszystkie włosy na całym ciele nawet brwi i rzęsy. Choroba atakuje i mężczyzn, i kobiety, a nawet dzieci.

Wprawdzie skłonności do tej formy łysienia są dziedziczne, jednak dużą rolę w uaktywnieniu się choroby mają czynniki psychiczne, na przykład lęk i depresja. Sama utrata włosów zaś ma podłoże immunologiczne jest spowodowana autoagresją, czyli działaniem układu odpornościowego przeciwko własnym tkankom. Wskazuje na to zarówno częsta obecność we krwi nieprawidłowych przeciwciał, jak i obraz mikroskopowy - wokół mieszka włosowego widać liczne limfocyty T odpowiedzialne za reakcje odpornościowe. Choć choroba objawia się na skórze, jest związana ze stanem całego ustroju. A pomogły to ustalić badania na zwierzętach. Jeśli przeszczepi się myszy fragment ludzkiej skóry dotkniętej łysieniem plackowatym, włosy odrastają.

NAJLEPIEJ BYĆ AZJATĄ

Najpowszechniejszą, a zarazem najbardziej oporną na leczenie formą utraty włosów jest łysienie typu męskiego. Występuje zwykle po 40. roku życia, choć zdarza się i wcześniej, czasem nawet tuż po okresie dojrzewania. Po pięćdziesiątce dotyczy już co drugiego mężczyzny rasy białej. To ważne podkreślenie - czarni mężczyźni łysieją rzadziej, a najrzadziej mieszkańcy Azji, tylko jeden na siedmiu. Zaczyna się od kątów czołowych i szczytu głowy, a skończyć może głową całkowicie wolną od włosów. Występowanie tej dolegliwości wiązano początkowo z wiekiem i zużyciem się mieszków włosowych, później z podwyższonym poziomem testosteronu. Według obecnej wiedzy podatność na ten rodzaj łysienia zależy od wrodzonej, dziedziczonej po rodzicach, nadwrażliwości na działanie pochodnych testosteronu, czyli męskiego hormonu płciowego wytwarzanego przez jądra. Wprawdzie od dawna znany jest niezwykle skuteczny środek zapobiegawczy, czyli kastracja, brak jednak mężczyzn chętnych do jego wykorzystania.

Testosteron w tkankach przekształca się w dihydrotestosteron (DHT), substancję, od której zależy rozwój męskich narządów płciowych w życiu płodowym. Później jednak z DHT są już tylko same kłopoty oprócz łysienia ma wpływ na powstawanie raka gruczołu krokowego (prostaty) oraz łagodnego przerostu gruczołu, choroby trapiącej wielu starszych mężczyzn.

Walka z łysiną zawsze była wyzwaniem dla szalonych wynalazców. Każdy aptekarz (i każdy szarlatan) miał na składzie "niezawodny" środek na porost włosów. Według danych amerykańskiej agencji rządowej dopuszczającej na rynek żywność i farmaceutyki (Food and Drug Administration) zarejestrowano dotąd aż 300 tys. rozmaitych środków i metod . Jednak tylko dwa zasługują na miano leku. Pierwszy rzeczywiście działający środek odkryto przypadkowo pod koniec lat siedemdziesiątych. Podczas prób klinicznych z minoksydylem, bardzo silnym lekiem przeciwko nadciśnieniu, który rozszerza naczynia krwionośne, zauważono nietypowe działanie uboczne: pacjentom wszędzie rosły włosy, na przykład w uszach. Po badaniach, oprócz artykułów donoszących, jak skutecznie depilować zbyteczne owłosienie, pojawiły się propozycje wykorzystania tego preparatu w walce z łysiną. Gdy zastosowano go miejscowo, wcierając w skórę głowy, efekty przeszły najśmielsze oczekiwania. U 60% leczonych powstrzymał utratę włosów, u 40% zaś nawet zwiększył ich ilość. Niestety, pomaga tylko tak długo, jak długo się go stosuje. Trzy, cztery miesiące po przerwaniu kuracji wszystko wraca do stanu poprzedniego.

Lek jest dostępny pod różnymi nazwami, bez recepty w roztworze 2-procentowym, 5-procentowym zaś z przepisu lekarza. Co ciekawe, mimo 20 lat badań ciągle nie ma pewności, na czym polega jego działanie. Sugestie dotyczące wpływu na powstawanie naczyń krwionośnych i replikację DNA w komórkach mieszka włosowego nie zostały dostatecznie potwierdzone. Natomiast znaleziono jeszcze jedno potencjalne zastosowanie minoksydylu - użyty jako krople do oczu może pomagać w operacjach rogówki oka, dzięki którym przestają być potrzebne okulary.

Drugim preparatem, który zasługuje na nazwę leku przeciw łysieniu, jest finasteryd, stosowany na przerost prostaty. Blokuje on przemianę testosteronu w DHT, co o jakieś 70% obniża stężenia tej szkodliwej substancji. Po dwóch latach badań klinicznych u 83% mężczyzn otrzymujących finasteryd (o handlowej nazwie Propecia, wymawia się z łacińska Propecja) udało się powstrzymać utratę włosów. W grupie kontrolnej, dostającej placebo, czyli identyczne z wyglądu, choć pozbawione działania farmakologicznego tabletki, wyłysiało 72%. Inne badanie wykazało, że u dwóch na trzech leczonych wyrosły nowe włosy, podczas gdy w grupie kontrolnej zdarzyło się to tylko u jednego na czternastu.

Mogłoby się wydawać, że lek wpływający na przemianę testosteronu spowoduje zaburzenia natury seksualnej, ale obniżenie libido, zaburzenia ejakulacji i erekcji zdarzały się tylko sporadycznie i ustępowały po odstawieniu leku, a niekiedy także, kiedy kontynuowano leczenie. Nie stwierdzono innych istotnych efektów ubocznych. Co ważne, włosy rosły lepiej tylko tam, gdzie tego oczekiwano - na głowie.

Oczywiście, Propecia też nie jest cudownym lekiem. Trzeba ją brać codziennie przez co najmniej trzy miesiące, by zobaczyć pierwsze rezultaty, a rok po zaprzestaniu leczenia wszystko wraca do stanu wyjściowego. Nie ma na razie badań porównujących skuteczność fina-sterydu z minoksydylem. Wiadomo, że Propecia nie skutkuje w łysieniu plackowatym ani w utracie włosów wskutek choroby zakaźnej lub chemioterapii. Wiadomo też, że nie mogą jej stosować kobiety. A dla kobiet w ciąży nawet stykanie się z pokruszonymi tabletkami może być niebezpieczne prowadzi do zaburzeń rozwojowych genitaliów u dziecka płci męskiej. Proces reje-stracji Propecii w Polsce jest w toku. Lek będzie dostępny tylko na receptę.

Jak widać, leki nie rozwiązują wszystkich problemów, stąd popularność metod, które maskują łysinę. Treski i peruki dają dobry efekt, ale zawsze istnieje ryzyko, że się zsuną. W niektórych krajach kosztem paru tysięcy dolarów można zamówić idealnie dopasowaną perukę, przyklejaną do skóry głowy specjalnym klejem. Dzięki niej można zapomnieć o problemie nawet na 3 tygodnie - później perukę się odkleja, myje i znów przykleja. Wytrzymuje prawie wszystko, można w niej nawet pływać. Jednak próby amatorskiego naśladownictwa nie są wskazane. Zdarzały się u nas wypadki zatrucia wchłoniętym poprzez skórę klejem u osób stosujących Butapren.

Amerykańskim czarnym niewolnikom przypisuje się wynalezienie metody zagęszczania fryzury przez wplatanie cudzych bądź sztucznych włosów we własne. Jednak konserwacja takiej "konstrukcji" jest uciążliwa i kosztowna. Lepiej, przynajmniej teoretycznie, przeszczepić włosy. Idea transplantacji opiera się na spostrzeżeniu, że włosy z potylicy i boków głowy nie wypadają, nawet po przeniesieniu w inne miejsce. Najwyraźniej są odporne na działanie bodźców hormonalnych. Na początku realizacja tego śmiałego pomysłu miała wszelkie cechy oszustwa. Amerykański patent z maja 1913 roku dotyczył urządzenia podobnego do pistoletu, które "sadziło" na głowie pojedyncze włosy. Robiło w skórze dziurkę, wpychało do środka włos, a elastyczność skóry utrzymywała go na miejscu, niestety, najwyżej do pierwszego czesania... Włos bez żywego mieszka nie miał żadnych szans na przyjęcie się.

GŁOWA JAK SZCZOTKA

Dopiero w 1952 roku metodę transplantacji powtórnie odkrył Amerykanin Norman Orentreich, zresztą także pionier stosowania w kosmetyce silikonu, dermabrazji (czyli kosmetycznego ścierania wierzchniej warstwy skóry) oraz odsysania tłuszczu. Za pomocą odpowiedniej sztancy wycinał z zachowanej części owłosionej skóry pacjenta krążki o średnicy 4 mm i przeszczepiał je w miejsca pozbawione włosów. Później zmodyfikowano technikę, wycinając specjalnym nożem przeszczepy w formie wąskiego paska, dzielonego następnie na mniejsze fragmenty. W owym czasie za jednym zamachem przeszczepiano niewielką ilość włosów, rozmieszczając przeszczepy tak rzadko, by nie było problemów z ich ukrwieniem. A zatem dobry efekt można było osiągnąć dopiero po wielu zabiegach, choć i tak nie był on doskonały. Przeszczepianie całych kępek włosów na łysy obszar upodabniało głowę do szczotki.

Przełom jakościowy nastąpił dopiero w 1996 roku, kiedy zaczęto przeszczepiać pojedyncze mieszki włosowe. Obecnie dobry efekt kosmetyczny uzyskuje się po jednym, najwyżej dwóch zabiegach, w czasie których przeszczepia się zwykle około 2 tys. włosów wraz z mieszkami. Pobiera się je, używając mikros-kopu stereoskopowego, aby zapobiec uszkodzeniu mieszka. Do osadzania używane są specjalne igły, skalpele i wiertarki do robienia dziurek w skórze.

Czyni się próby automatyzacji wszczepiania włosów na przykład Rapid fire hair implanter carousel (nazwa jak z gry komputerowej) ma magazynek na 100 mieszków włosowych, utrzymujący je w odpowiednich warunkach. Korzyści z automatyzacji bywają dyskusyjne, ponieważ zarówno ten przyrząd, jak i "jednostrzałowe" Choi Implanters muszą być wcześniej "ładowane" przez technika, a nawet - jak te ostatnie- przez zespół od 4 do 7 techników. Przeszczepy włosów to nadal metoda bardzo żmudna i oczywiście kosztowna. Od doświadczenia i zręczności osoby "sadzącej" włosy, którą powinien być lekarz, zależy, czy będą rosnąć w odpowiednim kierunku i naturalnie się układać. Ponadto nie jest zbyt skuteczna u młodszych mężczyzn - trudno przecież przewidzieć, czy i jak bardzo wyłysieje skóra wokół przeszczepu. Jednak przeszczepianie cieszy się powodzeniem tak znacznym, że pojawiły się nawet firmy, które pozwalają spłacić należność w ratach.

Co w przyszłości? Ponieważ nie przeszczepia się włosów od innych osób, gdyż przez resztę życia trzeba by przyjmować szkodliwe leki tłumiące odporność, a włosy sztuczne nie dość, że są kosztowne, to jeszcze stale zagrażają stanem zapalnym - ratunek może przynieść... rozmnażanie własnych włosów. Na razie włosy można hodować na pożywkach tylko przez pewien czas, ale szanse na ich klonowanie są niemałe. Gdyby się udało, jeden żywy mieszek włosowy wystarczyłby do odtworzenia całej fryzury.

Prędzej czy później problem łysiny zostanie rozwiązany. Pytanie tylko, dlaczego tak bardzo nam na tym zależy. Rysunek Andrzeja Mleczki, przedstawiający łysego mężczyznę siedzącego w tramwaju pod tabliczką "miejsce dla inwalidy", mówi co nieco o istocie problemu. Wiele osób uważa ten w gruncie rzeczy nieistotny dla zdrowia stan za coś, co odbiera im pewność siebie i atrakcyjność. Zdarzały się nawet samobójstwa. Piłkarz Franz Beckenbauer powiedział w wywiadzie, że bardziej obawia się łysiny niż śmierci. Bywa, że osoby chore na nowotwory odmawiają leczenia, gdyż bardziej niż sama choroba przeraża je utrata włosów i jej symboliczne znaczenie, a także reakcje otoczenia.

Kult młodości i fizycznego piękna wywiera presję na osoby łysiejące, które odstają od obowiązującego wzorca. Nawet jeśli same siebie zaakceptują, mogą się spotkać z dyskryminacją w pracy - zdarzało się, że z powodu łysiny odsuwano pracowników od kontaktów z klientami firmy, w której pracują. Do tego mogą dojść kłopoty w życiu osobistym, co oczywiście zależy od partnerów i środowiska. Nie bez przyczyny Propecia sąsiaduje w ogłoszeniach z Viagrą, choć łysina nie ma oczywiście związku z impotencją.

Zanim jednak ktokolwiek zdecyduje się na kosztowne zabiegi przywracające bujną fryzurę, warto przez chwilę pomyśleć o pewnym mieszkańcu Beverly Hills. Wydał on mnóstwo pieniędzy na transplantację włosów, po czym żałował, gdyż wtedy właśnie zaczęła się kariera Bruce'a Willisa i nagle akcje łysiejących mężczyzn poszły w górę. Zaakceptowana łysina może wręcz stać się atutem - tak twierdził chociażby Telly Savalas. Zamiast zaczesywać resztki włosów zza ucha na czubek głowy, lepiej je obciąć i śmiało ogłosić światu, że to nie one decydują o wartości człowieka. Nic bardziej pogardy godnego niż łysy udający, że ma włosy - pisał przed dwoma tysiącami lat rzymski poeta Marcjalis i jego słowa wciąż warte są uwagi. Wiele dla zmiany nastawienia wobec łysiny zrobiły znane postacie kultury masowej, na przykład koszykarz Michael Jordan. W ostatnich latach całkowity brak włosów staje się coraz bardziej popularny w filmie, mediach i reklamie. Jeśli tak dalej pójdzie, wszyscy uwierzymy, że łyse jest piękne.

Oto dlaczego męskie włosy rosną zupełnie inaczej niż damskie. Mieszki włosowe mają swój cykl życiowy. W fazie wzrostu (zwanej anagenem - kolor żółty) mieszek jest przez klika lat długi i głęboki, wytwarza grube i wyraźnie zabarwione włosy, następnie kurczy się i po fazie przejściowej (katagen) nadchodzi trwająca trzy do czterech miesięcy faza spoczynku (telogen - kolor czerwony). Właśnie wtedy włos wypada. Dziennie przytrafia się to 50-100 spośród około 100 tys. rosnących na głowie. Później znów zaczyna się faza wzrostu, kiedy włos wydłuża się mniej więcej 1/3 mm na dobę. U kobiet trwa ona do ośmiu lat, tymczasem włos mężczyzny rośnie najwyżej trzy lata. Najdłuższe włosy wyhodowała hinduska odnotowana w Księdze Rekordów Guinnessa - miały ponad 4 metry. Żaden mężczyzna nie ma szans na taki wyczyn

Z łysiną przez wieki

Ludzkie włosy nie mają może wielu funkcji, ale jedną z najważniejszych jest dawanie dobrego samopoczucia. Utrata włosów źle się kojarzy już od dawna. Sennik Artemidora z Daldis interpretuje sen o utracie włosów niepomyślnie - łyse czoło zwiastuje kpiny i niepowodzenia, potylica - biedę i ubogą starość, brak włosów po prawej - śmierć męskich krewnych, po lewej - śmierć krewniaczek, a w razie ich braku inną stratę. Ludziom o nieczystym sumieniu łysina pojawiająca się we śnie wróżyła roboty przymusowe. Ogólnie łysina wróżyła utratę wszystkiego, co dodaje życiu urody. Na jawie też nie było wesoło. Zapewne dlatego, że zwykle łysienie wiąże się ze starością, a więc włosy kojarzono z siłą i energią życiową. Vir pilosus aut fortis, aut luxuriosus głosiło łacińskie przysłowie (Człek kosmaty jest albo silny, albo chutliwy). We wszystkich mitologiach bogowie i wielcy wojownicy mieli gęste włosy. Nawet Juliusz Cezar czuł się niepewnie, jeśli nie zaczesał włosów z potylicy na przód głowy.

Obcięcie włosów traktowano, jak u kapłanów, jako ofiarę, przymusowo strzyżono zaś niewolników, więźniów i zdrajców. Przez całe wieki naśmiewano się z łysiny, tworząc niezliczone stereotypy. Niewiele pomogły kontrargumenty w rodzaju: Wulkan trawą nie zarasta czy Mądrej głowy włos się nie trzyma. Jeszcze pod koniec XIX wieku niemiecki ksiądz Sebastian Kneipp, wielki zwolennik leczenia wodą, pisał: Zdarza się jednakowoż i u młodych ludzi, że włos przestaje im rosnąć, (...) znak to wówczas, że człowiek jest słabeuszem, niedołęgą lub nadciąga jakaś choroba (...). Skoro tak pisał ksiądz katolicki, zwany samarytaninem z Wörishofen, inni zapewne byli mniej delikatni.

Coś z życia

Wszystkim, którzy mają kompleksy z powodu łysiny, proponujemy niekonwencjonalne lekarstwo. Niepotrzebna jest recepta, lek jest łatwy w zastosowaniu i nie ma żadnych skutków ubocznych. Gwoli ścisłości dodajmy, że nie zapewnia bujnej fryzury. Ale też nie jest to potrzebne, skoro daje łysym przewagę nad owłosionymi. Otóż w restauracji w zajeździe "Józef", położonym w malowniczym Witowie koło Kir, goście z widoczną łysinką dostają 10-procentową zniżkę, która obejmuje nie tylko ich samych, ale też wszystkie towarzyszące im osoby. Zwyczaj ten obowiązuje od chwili otwarcia zajazdu i nic nie wskazuje, by miał się zmienić. Chyba że pięknie łysy właściciel znów pokryje się włosami.

Od hipopotama do... radonu

Choć z wielu starożytnych przekazów można wywnioskować, że odzyskanie włosów uważano za cud, to przecież poszukiwanie środków, które by w tym pomogły, jest równie stare jak sama ludzkość. Dawni Egipcjanie zalecali nacieranie głowy odchodami hipopotama zmieszanymi z tłuszczem krokodyla albo gotowanie mazidła z oleju, psiej nogi, pestek daktyli i kopyta osła. Rzymianie woleli sok z rzodkwi i kapusty. Już w czasach nowożytnych proponowano na przykład wcieranie w skórę głowy oliwy z jaszczurek, wywaru z żab, palonych pijawek lub psiego albo ludzkiego moczu (temat moczu do dziś przewija się w telewizyjnych dyskusjach o łysinie). Chińczycy prócz masażu odpowiednich punktów czaszki stosowali olejek z nasion herbaty, ewentualnie suszone i solone mięso szczura. Później rozpowszechniły się spirytusowe płyny do nacierania zawierające rozmaryn, chininę, chloroform, wyciąg z papryki, a nawet kantarydynę, bardziej znaną jako mucha hiszpańska, i wiele innych substancji o silnym działaniu na organizm, ale niekoniecznie na włosy. Proponowano też zdesperowanym pacjentom hormony, światłolecznictwo, helioterapię (wystawianie się na słońce) i leczenie klimatyczne, nie obiecując rewelacyjnych rezultatów, dając jednak nadzieję. Istniało i nadal istnieje przekonanie, że częste strzyżenie wzmacnia włosy, podobnie jak koszenie trawnik. Stąd może się wywodzić popularność terapii "nawożących" głowę (o moczu była już mowa, a stosowano i inne substancje). Później przypisywano korzystne działanie miejscowo stosowanym witaminom. Przez pewien czas modny był pogląd, że problemy z włosami wynikają z niedostatecznego dopływu krwi. Technicznie podchodzący do zagadnienia Amerykanie opracowali nawet w latach czterdziestych intrygujący przyrząd dzięki naprzemiennemu podnoszeniu i obniżaniu ciśnienia pod specjalnym hełmem zakładanym na głowę skóra miała być znacznie lepiej ukrwiona. W atomowych latach pięćdziesiątych sprzedawano w USA domowy generator radonu, który oprócz leczenia raka i wszelkich chorób miał chronić przed łysiną. Na szczęście był to tylko gadżet i jego radioaktywność nie powodowała poważnych następstw. Później okresy popularności przeżywały wstrzykiwanie pod skórę głowy mieszaniny zawierającej parafinę, działanie prądem elektrycznym (elektryczne grzebienie), akupunktura i naświetlanie laserem. W latach osiemdziesiątych polscy turyści przywozili z Węgier "Banfi hajszesz", ponoć cudowny płyn na porost włosów. Jak wiadomo, jeśli na coś są tysiące sposobów, oznacza to, że żaden nie jest naprawdę skuteczny. Jest wprawdzie wiele parafarmaceutyków, których działanie wydaje się korzystne, jak chociażby lansowany przez francuskich producentów Aminexil, jednak jako leki zatwierdzono dotychczas tylko dwa preparaty.