Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
ROZMYŚLAJCIE NAD MOWĄ - SAMI PREZYDENCI DOOKOŁA!
Wiedza i Życie nr 4/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 4/2000

Odczucia społeczne wobec wpływu języka angielskiego na współczesną polszczyznę są zdecydowanie negatywne i na ogół zogniskowane na konkretnych nowych jednostkach leksykalnych, takich jak lokaut, leasing, spółka joint venture, diler, marketing, sponsoring czy monitoring. Większość rodaków nie chce w nich dostrzec znaku gospodarczego normalnienia Polski, jej otwarcia na świat tak jak nie uświadamia sobie procesów adaptacyjnych, jakim wyrazy obce od wieków podlegają.

Z pełną odpowiedzialnością chcę powiedzieć, że z punktu widzenia systemowego stokroć niebezpieczniejsze są coraz częściej pojawiające się struktury typu protest marsz, kredyt bank, park hotel, tenis nauka, auto myjnia, seks symbol, Sopot festiwal, Eco zagadka, biznes informacje - z członem odróżniającym na pierwszym miejscu, a więc zupełnie obce polskim regułom morfologicznym, godzące w coś, co się tradycyjnie określało mianem ducha języka. Ale ludzie jakoś nie chcą tego widzieć - zadowoleni, że "na powierzchni" mają do czynienia z polsko brzmiącymi słowami.

To powierzchniowe oswojenie jest też przyczyną bardzo szybkiego utrwalania się angielskich kalk (replik) znaczeniowych. Jakże swojsko na przykład brzmi przysłówek dokładnie. Z języka co drugiego Polaka wyparł on wariantywne formy tak, tak jest, owszem, oczywiście, jasne, okej. A stało się tak dlatego, że angielskie exactly, które funkcyjnie jest bliskie yes, to w tłumaczeniu na polski... dokładnie (małym pocieszeniem niech będzie to, że z kolei Włosi oszaleli na punkcie formy esatto; jak pisze Umberto Eco w Zapiskach na pudełku od zapałek, do używania tego słówka zachęciły quizy telewizyjne, gdzie - oceniając odpowiedź jako poprawną - tłumaczono po prostu amerykańskie wyrażenia that's right lub that's correct).

A dlaczego coraz mniej osób w Polsce mówi o stanie, sytuacji (szkół, zakładów pracy, gospodarki), a przepustką do wyższego stylistycznego stylu stała się kondycja jeszcze do niedawna używana tylko w języku sportowym? Bo w angielskim condition to "stan, warunki, sytuacja".

Krytycy i twórcy filmowi zamiast film lubią mówić i pisać obraz, gdyż po angielsku picture to także "film", dziennikarze sportowi zaś, omawiając wyniki meczów amerykańskiej NBA, posługują się za swymi kolegami z drugiej półkuli określeniami wschodnia, zachodnia konferencja, choć w angielskim tak dosłownie to conference ligą nie jest. Można co najwyżej to znaczenie wywieść z ogólnego "spotkanie, często kilkudniowe, organizowane w określonym celu, zjazd". Czyż zatem nie lepiej mówić w języku polskim o lidze, grupie zachodniej, wschodniej, zostawiając konferencję rzeczywiście konferującym?!

Pan prof. Ryszard Piękoś z Gdańska, znany Czytelnikom tej rubryki z tekstów poświęconych antagonistom, przysłał mi olbrzymią stertę wycinków prasowych pokazujących, jaką karierę robi ostatnio u nas prezydent. I tak można być w polskich tekstach prezydentem Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej, Papieskiej Akademii Życia, Polskiej Unii Właścicieli Nieruchomości, Związku Niemieckich Rolników, Światowej Organizacji Badania Fluorków, Brytyjskiego Stowarzyszenia Ochrony Nienarodzonych Dzieci, Komitetu Olimpijskiego, FIFA, Międzynarodowej Katolickiej Unii Prasy. Są to wszystko przykłady kolejnej semantycznej repliki, bo w języku angielskim prezydent to nie tylko "głowa państwa", ale i przewodniczący, prezes, a niekiedy - jak zauważa prof. Piękoś - nawet minister, rektor i gubernator (na przykład w Indiach). Jeśli utrzyma się moda na prezydentów, pisze sarkastycznie gdański naukowiec, to wkrótce usłyszymy o prezydencie Międzynarodowego Stowarzyszenia Hodowców Kanarków albo Krajowego Związku Kółek i Organizacji Rolniczych.