Twoja wyszukiwarka

KONRAD HAŁUPKA
DRAPIEŻNIK DODA CI SKRZYDEŁ
Wiedza i Życie nr 5/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/2000

Czy drapieżnik działa na korzyść swojej ofiary? Jakie są dobre strony bycia prześladowanym? Odpowiedź można znaleźć na biebrzańskich bagnach.

Na podmokłych, biebrzańskich łąkach bardzo trudno ukryć się przed niebezpieczeństwem. Nic więc dziwnego, że drapieżniki niszczą tam znaczną część ptasich lęgów. Nad bagnem chybotliwym lotem krążą błotniaki - duże ptaki o rozpiętości skrzydeł grubo ponad metr. Dla takiego łowcy ważący 200 gramów gronostaj jest zdobyczą najwyżej średniej wielkości. Błotniaki są też wyspecjalizowanym i poszukiwaczami gniazd niewielkich świergotków łąkowych. Gdy więc pewnego majowego dnia znalazłem gniazdo ze szczątkami piskląt świergotka, było dla mnie niemal jasne, że krwawą ucztę odbywały tam właśnie błotniaki.

W nadbiebrzańskiej populacji świergotka drapieżniki niszczą około 50% lęgów. Mimo tych strat populacja ma się całkiem dobrze przyrost naturalny wyrównuje śmiertelność.

Przechytrzyć prześladowcę

Wśród świergotków są rodzice lepsi, którym lęgi udają się częściej, i gorsi, którzy tracą większość potomstwa. Są nawet tacy, którym nie udaje się żaden lęg w życiu. Czy sukces jest tylko kwestią przypadku? A może szczęśliwi rodzice i ich gniazda różnią się czymś od pechowych?

Gniazda zbudowane w gęstwinie krzaków trudniej dostrzec. Liście tłumią także dźwięki i utrudniają rozchodzenie się zapachów. Mogłoby to sugerować, że receptą na sukces jest dobre ukrycie się. Jednak taka strategia w środowisku, w którym żerują wzrokowcy, może być zdradliwa.

Drapieżnik, któremu udało się kilka razy, nawet przez przypadek, znaleźć gniazdo na przykład na jałowcu, będzie przeszukiwał następne jałowce. W rezultacie na pozór skuteczne ukrywanie gniazda stanie się łatwym do rozszyfrowania wybiegiem, podobnie jak chowanie klucza pod wycieraczką. Ptak?dziwak, budujący gniazda w nietypowych miejscach, może wychować więcej potomstwa niż rodzice, którzy wybierają tylko idealnie osłonięte, ale zawsze te same miejsca.

Ale to jeszcze nie wszystko. Równie istotny jest sposób, w jaki gospodarze gniazda zachowują się w jego pobliżu. Drapieżnika można po prostu przepędzić, jeżeli jest mały i konfrontacja z nim nie stwarza wielkiego niebezpieczeństwa. Kosy potrafią energicznie przeganiać nawet dużo większe od nich sroki czy wiewiórki. Gdy napastnik zagraża broniącym gniazda rodzicom, ptaki, zamiast atakować, próbują odwrócić jego uwagę. Pokrzykują, wielokrotnie przelatują obok niego lub zawisają w trzepoczącym locie nad jego głową.

Świerszczaki i cierniówki mamią intruza, udając nieświadome niebezpieczeństwa zwierzątko, beztrosko buszujące w pobliskiej kępie suchej trawy. Drapieżnik penetruje obiecujące miejsce: nic jadalnego tam nie ma. Ale to jeszcze nie koniec polowania, bo "myszka" nie uciekła, "żeruje" metr dalej. Drapieżnik sprawdza więc kolejne kępy traw, coraz bardziej oddalając się od gniazda.

Inne gatunki ostentacyjnie udają kalectwo. Na przykład świergotki przelatują chybotliwie kilka metrów i upadają na trawę, a sieweczka rzeczna ucieka, wlokąc rozłożone skrzydło. Napastnik ściga symulanta, a ten w ostatniej chwili wymyka się z rozwartej paszczy i kilka metrów dalej kontynuuje spektakl. Po pewnym czasie ptak odlatuje, a zaaferowany polowaniem drapieżnik zwykle nie potrafi już odtworzyć drogi do gniazda. Ptak, by wzbudzić zainteresowanie napastnika, musi naprawdę dobrze odegrać swoją rolę. Niektórzy ptasi rodzice popisują się swoim kalectwem tak doskonale, że rzeczywiście zostają złapani!

W grupie siła

Tworzenie kolonii lęgowych również zmniejsza szanse napastnika. W kolonii panuje nieustanny rwetes. Wszyscy wokół wiedzą, gdzie się znajduje, i że są w niej jaja i pisklęta, które można zjeść. Ale tylko niektóre drapieżniki decydują się złożyć tam wizytę.

Nawet duży i niebezpieczny napastnik jest w kolonii lęgowej nieustannie nękany. Ptaki wypróżniają się na niego, krzyczą mu do ucha i ciągną za ogon. Zwykle więc w pośpiechu porywa pisklę lub jajo i szybko zmyka. Niektóre drapieżniki są jednak tak gruboskórne albo głodne, że niewiele sobie robią z nieustannego poszturchiwania. Dzik, jeżeli dostanie się na wyspę z kolonią śmieszek, opuści ją biały od ich odchodów, ale najedzony. Nawet w konfrontacji z tak zdeterminowanym drapieżnikiem gniazdowanie w kolonii ma pewną przewagę nad odbywaniem lęgów pojedynczo. Gdyby dzik natknął się na gniazdo pojedynczej mewy, na pewno spustoszyłby je. Jeśli jednak mewa gniazduje w kolonii, drapieżnik może się nasycić jajami sąsiadek i odejść. U wielu kolonijnych gatunków występuje zjawisko zsynchronizowania lęgów. Pojawienie się w krótkim czasie dużej liczby potencjalnych ofiar wabi drapieżniki. Mimo to pojedynczy osobnik ma więcej szans na wychowanie potomstwa.

Nie ma jednak idealnej taktyki unikania wroga. Pół biedy, jeżeli w środowisku dominuje jeden gatunek drapieżnika. Wtedy można się do niego przystosować, stając się przeciwieństwem jego ofiar: maskować gniazdo - jeżeli drapieżnik posługuje się wzrokiem, budować je nad wodą - gdy nie lubi sobie moczyć łap, gniazdować wśród hałaśliwej tłuszczy - jeśli lubi spokojnie celebrować posiłek. Ale co zrobić, gdy okolicę penetruje wiele różnych drapieżników wypatrujących, strzygących uszami, węszących? Małych i ruchliwych albo wielkich i powolnych, nocnych lub polujących w ciągu dnia, pływających, latających, pełzających, skaczących? Cierpliwych i tępych poszukiwaczy albo spryciarzy, którzy potrafią śledzić rodziców karmiących pisklęta?

Pod ścianą?

W środowiskach z tak różnorodnym zespołem drapieżników żadna strategia nie jest dobra, bo, stając się przeciwieństwem ulubionej ofiary jednego myśliwego, ptak naraża swe gniazdo na ataki takiego, który używa innych zmysłów i stosuje odmienny sposób polowania. Drapieżników można jednak nie tylko unikać, ale także nauczyć się żyć w ich obecności. Straty w lęgach da się wyrównać większą płodnością, na przykład odbywając zamiast jednego lęgu w sezonie dwa albo trzy. Można też zmniejszyć szanse napastnika, skracając okres, w którym pisklęta są bezradne i nie potrafią same uciec.

Tak jak większość cech w populacji, także szybkość osiągania dojrzałości jest zróżnicowana. Te młode, które rozwijają się szybciej, są mniej narażone na spotkanie z drapieżnikiem, bo ma on mniej czasu na odnalezienie gniazda. Taka metoda jest zawsze skuteczna, niezależnie od tego, czy na pisklęta czyhają węże, sroki czy jeże.

O tym, kiedy młode ptaki stają się gotowe do opuszczenia gniazda, decydują dostępność pożywienia, liczba rodzeństwa (pokarm trzeba dzielić; im więcej jest piskląt, tym mniej go przypada na głowę) i doświadczenie rodziców (dorosłe ptaki żerują z różną wydajnością). O niektórych cechach decyduje zestaw genów, który ma dany osobnik. Tak można tłumaczyć fakt, że nawet w identycznym środowisku pewne lęgi rozwijają się szybciej niż inne. Można przypuszczać, że jeżeli nasilenie drapieżnictwa sprawi, iż lęgi złożone z "szybkich" piskląt będą częściej przeżywały niż "wolne", to w populacji wzrośnie udział osobników o genach determinujących szybki rozwój.

Przyroda preferuje tylko pewne określone konfiguracje cech. Poszczególne cechy organizmu są połączone siatką zależności gen, który determinuje jedną cechę, wpływa także na ekspresję całego szeregu innych. Pewne zmiany wymuszają zaistnienie następnych. Jeżeli dobór naturalny faworyzuje osobniki, które szybko rozmnażają się i potrafią wyrównać straty powodowane przez drapieżniki, to pośrednio sprzyja także utrwaleniu wielu innych cech powiązanych z liczbą potomstwa i liczbą lęgów w sezonie rozrodczym. Silna presja drapieżników wyzwala więc w populacjach ptaków lawinę zmian przystosowawczych.

Można się o tym przekonać, porównując cechy gatunków żyjących w środowiskach, w których drapieżników nigdy nie było, z reprezentantami środowisk penetrowanych przez bogaty zestaw różnych rabusiów. Ptaki żyjące na oceanicznych wyspach wolnych od wrogów naturalnych zwykle osiągały większe rozmiary ciała niż ich krewni na kontynentach, dłużej opiekowały się potomstwem, niekiedy traciły lotność i były, według standardów kontynentalnych, "inteligentne inaczej". Nie uciekały przed drapieżnikami i broniły się przed nimi niemrawo. Nielotne papugi, kaczki i gołębie w większości już wymarły. Wielkie jak gęsi ptaki dodo z wyspy Mauritius nauczyły się w końcu, że człowieka należy się bać. Ale widocznie nie biegały wystarczająco szybko - jak podsumował ich historię jeden z ornitologów. Także na kontynentach ptaki ze środowisk z niewielką liczbą drapieżników różnią się od swych krewniaków żyjących w bardziej niebezpiecznych miejscach. Rozwijają się wolniej i więcej inwestują w opiekę nad potomstwem.

Zwykle biolodzy tłumaczą konieczność ochrony drapieżników ich rolą w środowisku: regulują liczebność swych ofiar. Pomija się natomiast ewolucyjne znaczenie drapieżnictwa. Skoro wygląd, zachowanie, tryb życia, liczba potomstwa w sezonie, szybkość wzrostu młodych i jeszcze bardzo wiele innych cech są przystosowaniami do określonej presji wrogów naturalnych, to jeśli usuniemy drapieżniki ze środowiska, ewolucja potoczy się w innym kierunku. Takie zmiany mogą, w ewolucyjnej skali czasu, być bardzo gwałtowne. W przypadku drobnej fauny, gdzie wymiana pokoleń jest szybka, wystarczy nawet kilkadziesiąt lat do gruntownego przebudowania cyklu życiowego. Nowoczesna ekologia zaleca więc ochronę zagrożonych wyginięciem gatunków w otoczeniu ich "własnych" drapieżników po to, by chronione populacje nie utraciły genów związanych z chroniącymi je przystosowaniami.

Powstanie gatunku jest efektem milionów pojedynczych zdarzeń. Gdyby nie istniały drapieżniki zjadające jaja i pisklęta, nad Biebrzą nie byłoby też pewnie samych świergotków.

Drapieżnik...

Błotniak stawowy jest nad Biebrzą drapieżnikiem odpowiedzialnym za większość strat w lęgach świergotków. Poluje też na dorosłe ptaki, gady, płazy i drobne ssaki. Używa w czasie polowania wzroku i słuchu. Specjalna budowa uszu pozwala mu z kilkucentymetrową dokładnością zlokalizować źródło dźwięku odległe o 30 m.

... i jego ofiara

Świergotek łąkowy jest nieco większy od wróbla, waży około 18 g. Odżywia się drobnymi bezkręgowcami. Z północnej Afryki wraca wczesną wiosną i osiedla się na podmokłych łąkach. Na bagnach biebrzańskich na każdy hektar przypada jedna monogamiczna para świergotków. Samica buduje niewielkie gniazdo, ukrywając je w gęstej roślinności blisko ziemi. Przez około 14 dni wysiaduje jaja, z których wykluwają się nagie i ślepe pisklęta. Młode rozwijają się jednak bardzo szybko i opuszczają gniazdo zwykle po kolejnych dwóch tygodniach. Przez następny tydzień korzystają jeszcze z jedzenia przynoszonego przez rodziców.

Dr KONRAD HAŁUPKA jest adiunktem w Zakładzie Ekologii Ptaków Instytutu Zoologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego.