Twoja wyszukiwarka

BARBARA RISS
PISARZ ZAANGAŻOWANY
Wiedza i Życie nr 5/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 5/2000

Günter Grass stał się Polakom szczególnie bliski ze względu na kaszubskie korzenie, do których chętnie się przyznaje, i fakt, że akcja wielu jego książek rozgrywa się w Gdańsku.

Dla Europy lat sześćdziesiątych Grass stał się symbolem rozrachunku Niemców z nazizmem, którego podjął się jako pisarz i intelektualista nie stroniący od udziału w życiu politycznym. Nagrodę Nobla otrzymał równo w czterdzieści lat po opublikowaniu "Blaszanego bębenka" (1959), swej pierwszej powieści, dziś przetłumaczonej na dwadzieścia kilka języków. To właśnie ona już wtedy zapewniła Grassowi rozgłos i pozycję jednego z najwybitniejszych pisarzy niemieckich, choć obok aplauzu w jego kraju od razu podniosły się głosy sprzeciwu i krytyki. "Szczekającym pinczerkiem" określił pisarza kanclerz Ludwig Erhard, zwany ojcem "cudu gospodarczego", antypatią obdarzał Franz Jozef Strauss (m.in. przewodniczący CDU). Zatargi Grassa z kolejnymi pokoleniami chadeckich polityków stały się trwałym elementem jego publicznego wizerunku.

Od początku bowiem nie było dla niego tematów tabu i nietykalnych wartości. Demokracja zaordynowana Niemcom przez kanclerza RFN, Konrada Adenauera, i jego następców pozostawiała wedle pisarza zbyt wiele do życzenia. Krytykował "sytą bezduszność" w państwie dochodzącym do dobrobytu. Widziano w nim burzyciela idei nowych Wielkich Niemiec.

Nie pochwalał kapitalizmu, nienawidził komunizmu. W socjaldemokracji upatrywał siłę, która miała pchnąć Niemcy na "trzecią drogę". Jednocześnie stale przypominał swoim rodakom o hańbie 1939 roku. Postulował wyrzeczenie się terytoriów utraconych przez Rzeszę podczas II wojny światowej, konieczność rezygnacji "państwa bońskiego" z pretensji do reprezentowania całych Niemiec i akceptacji wschodnich granic. Nawet wielu przedstawicielom SPD to się nie podobało, choć pisarz aktywnie uczestniczył w kampanii wyborczej Willy'ego Brandta w 1969 roku. Do partii tej wstąpił dopiero w 1980 roku (gdy znalazła się w opozycji do bloku rządowego CDU-CSU). Opuścił jej szeregi w dziesięć lat później, oburzony zmianą polityki wobec cudzoziemców szukających w Niemczech azylu z powodu politycznych prześladowań we własnych krajach (także Polaków). Niejeden raz oświadczał publicznie, że znakomicie rozumie ich sytuację jako ktoś, kto przeżył coś podobnego w młodości. Jednak zaangażowanie w politykę okazywało się niekiedy kłopotliwe, bo rzutowało na ocenę jego książek. Przykładem może być powieść "Z dziennika ślimaka" (1972), w Niemczech uznana za zbyt stronniczą. W Polsce z zainteresowaniem spotkały się "Niemieckie rozliczenia. Przeciw tępemu nakazowi jedności" - zbiór politycznych przemówień i artykułów Grassa z lat 1960-1990.

O tym, że autor "Blaszanego bębenka" nie popadł w euforię po obaleniu muru berlińskiego, miała ośrednio świadczyć także jego ostatnia powieść "Rozległe pole" (1995), dość chłodno przyjęta przez krytyków z Berlina.

Przez czterdzieści lat Grass powiedział sporo gorzkich słów własnemu narodowi, z sarkazmem, ale i niezwykłą przenikliwością oceniając bieg wydarzeń w naszym stuleciu. Wydarzeń, których po części sam - urodzony w 1927 roku w Wolnym Mieście Gdańsku jako syn Niemca i Kaszubki, protestanta i katoliczki - był świadkiem i do których wraca w swych książkach, gdyż określiły jego pierwsze doświadczenia.

Gdańsk opuścił pod koniec wojny, powołany do pomocniczych formacji Luftwaffe, a potem regularnych oddziałów Wehrmachtu. Miał wówczas siedemnaście lat. Ranny pod Cottbus trafił do niewoli amerykańskiej. W 1945 roku jego bliskich wysiedlono do Niemiec (tylko krewni matki, Kaszubi z pochodzenia, pozostali pod Gdańskiem, w Bysewie i Klukowie). Dorywczo pracował jako robotnik i uczył się kamieniarstwa, nim w 1948 roku zaczął studia rzeźbiarskie w Düsseldorfie. W latach 1953-1956 kontynuował je w zachodniej części podzielonego na strefy Berlina, zajmując się coraz intensywniej także grafiką i układaniem sztuk teatralnych. Pierwsza z nich została wystawiona w 1953 roku.

Dla młodego Grassa ważne okazały się dyskusje o nieodwołalnym bankructwie kultury opartej na humanistycznych wartościach (w Polsce też mówiono, iż pisanie wierszy po Auschwitz jest niemożliwe). Jego pokolenie nie chciało milczeć, ale długo nie miało odpowiedzi na pytanie, jak "język niemiecki wytrącić z marszowego rytmu". Wedle Grassa można było dalej tworzyć pod jednym warunkiem: "stając się pamięcią i nie pozwalając, by przeszłość się zamknęła".

Do sztuki pisania podszedł tak, jak wcześniej do rzeźbienia, w którym decydująca okazuje się właściwa perspektywa. Narzucił sobie ascezę i szorstkość, dopiero po jakimś czasie (mieszkał wówczas w Paryżu), zająwszy się prozą, odkrył bogactwo swego języka. Coraz mocniej wciągała go rozpoczęta w 1953 roku powieść pod roboczym tytułem "Oskar dobosz". W związku z nią, przygotowując rozdział o obronie Polskiej Poczty w Wolnym Mieście Gdańsku we wrześniu 1939 roku (zginął wówczas wuj Grassa), zdecydował się w 1958 roku pierwszy raz przyjechać do Polski. W niespełna rok później "Blaszany bębenek" był gotów.

Jego autor dokonał wielkiej rzeczy: "oddemonizowania faszyzmu", jak określiła fenomen powieści profesor Maria Janion, zdeklarowana wielbicielka pisarstwa Grassa (napisała kilka znaczących tekstów o jego twórczości, zebranych w tomie "Günter Grass i polski Pan Kichot", 1999).

Grass od 1958 roku odwiedził kilkanaście razy Gdańsk i okolice ("Mam na Kaszubach chyba ze stu krewnych"), choć nie był w swoim rodzinnym mieście chętnie widziany przez peerelowskie władze. Należy przypomnieć, że "Blaszany bębenek" wydany został u nas z dwudziestoletnim opóźnieniem, najpierw przez podziemną oficynę NOWA (1979), dopiero potem przez PIW (1983). Padły wówczas określenia: pornografia, bluźnierstwa i cynizm, że już sama edycja powieści, która "obraża Polaków", jest skandalem. Podobnie krytyka komunistyczna odniosła się do filmowej adaptacji, częściowo kręconej przez Volkera Schlöndorffa w Gdańsku (w 1978 roku) i z polskimi aktorami.

Również inna powieść Grassa, "Turbot", pisana w latach siedemdziesiątych, długo nie mogła ukazać się w Polsce z powodów politycznych. A przecież pisarz należał do nielicznego niegdyś grona Niemców, którzy żądali od Bonn uznania granicy na Odrze i Nysie, a potem, w 1970 roku, zjawił się w Warszawie w składzie oficjalnej delegacji rządowej z kanclerzem Willym Brandtem na czele. Mimo to w latach osiemdziesiątych polskie władze niejeden raz odmówiły mu wizy, bo - przypomniał o tym Adam Michnik, gratulując pisarzowi Nagrody Nobla na łamach Gazety Wyborczej - Grass pospieszył z pomocą demokratycznej opozycji w stanie wojennym (m.in. upominał się o represjonowanych twórców). Podobna bezkompromisowość cechuje jego niedawne wypowiedzi o wojnie w Kosowie.

Po "Blaszanym bębenku" Grass w szybkim tempie napisał i wydał dwie powieści z autobiograficznym kluczem: "Kot i mysz" (1961) oraz "Psie lata" (1963). Obie zawierają wspomnienia z wojennego dzieciństwa: w tle znów mamy Gdańsk, a w nim Wrzeszcz (właściwie przedmieście Langfur), Brzeźno i inne zakątki miasta, Zatokę Gdańską z zatopionymi w 1939 roku polskimi okrętami, których wystające spod wody wraki stają się celem pływackich wypraw gimnazjalistów, a wszystko opisane z magiczną wręcz wiernością szczegółów. Krytycy podkreślają, że od czasów Tomasza Manna nikt z niemieckich pisarzy w technice opisu realistycznego nie osiągnął takiej precyzji i zwięzłości, jak Grass w tych opowieściach. Ale tak samo jak w "Blaszanym bębenku", realistyczną konstrukcję wspiera nadrealny pomysł.

Opowieścią o całym świecie, którego epicentrum umieszcza Grass na ziemi gdańskiej, nad Motławą, Radunią, w delcie Wisły, na Kaszubach, jest "Turbot" (1977). Ironia, podszyta erudycją, splata się z fantazjotwórstwem, jak w późniejszej powieści "Szczurzyca" (1986), więc trudno określić, gdzie kończy się to, co realne. Akcja "Turbota", ujęta w dziewięć części, o których się mówi jak o kolejnych miesiącach ciąży, trwa kilka tysięcy lat - od neolitu po lata siedemdziesiąte naszego stulecia. To lata, w których sformułowano liczne teorie feministyczne. Ich echo jest wyraźne: Grass pokazuje "proces wykluczania kobiet z historii". W finale dochodzi jednak do głosu sugestia, że może dalszy ciąg dziejów będzie zależał od przymierza turbota z kobietą, nie z mężczyzną.

Ważnym wątkiem tej powieści stały się protesty polskich robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, gdy strzelano do stoczniowców, i zmowa milczenia ówczesnych władz wokół ofiar. "Zrozumiałem wtedy, że historia to jest także dzień dzisiejszy" powiedział Grass kilka lat temu. Książką w całości "zbudowaną na aktualności" okażą się "Wróżby kumaka" (1992)- pisane równolegle z tym, co działo się w Polsce i w Gdańsku pomiędzy rokiem 1989 a 1991.

W rozrachunkowym duchu utrzymany jest również tom najnowszych opowiadań Grassa, "Moje stulecie" (1999), wydany pół roku przed werdyktem sztokholmskiego jury. Okazał się kalejdoskopową mozaiką powściągliwie zrelacjonowanych anegdot osnutych wokół perypetii przeróżnych postaci (ale za każdym razem Niemców) - świadków historii, najczęściej "z dalszych rzędów". Do głosu dochodzą w nich idee od lat obecne w eseistyce i publicystyce Grassa, intrygują odwołania do biografii pisarza i sytuacji z jego powieściowych światów. Na każdy rok (1899-1999) przypada jedna opowieść. Zsumowane, przedstawiają dzieje człowieka w XX wieku, spisane dla samej "rozkoszy opowiadania", ale i ku przestrodze, bo - jak twierdzi Günter Grass - historia nie toczy się bezkarnie.

Ceniony u kresu XX wieku także za odnowienie tradycji wielkiej epiki i kunszt słowa, autor "Blaszanego bębenka" kolejny raz przypomniał nam, że pisarz musi "uczestniczyć w tym, co przynosi czas, wtrącać się, zabierać głos".

W tekście wykorzystano fragmenty prozy i wypowiedzi Güntera Grassa w przekładzie S. Błauta i R. Ciemińskiego (R. Ciemiński, "Kaszubski werblista", 1999).

Mgr Barbara Riss jest fililogiem, pracuje w Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie