Twoja wyszukiwarka

BOGDAN MIŚ
INTERNET - SOKRATES W PŁOCKU
Wiedza i Życie nr 6/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 6/2000

Jest w Płocku szkoła szczególna - taka, której temu niezbyt wielkiemu miastu mogą pozazdrościć metropolie. Mowa o liceum im. Władysława Jagiełły. Buszując - jak to mam w zwyczaju - po Sieci, natknąłem się niedawno na jej witryny i przyznam, że dała mi wiele do myślenia. Nie tylko dlatego, że jest zrobiona profesjonalnie i inteligentnie (odnotujmy na przykład, że kliknąwszy na odpowiedni przycisk, możemy sprawić, iż po odwiedzeniu witryny kolejny raz trafimy w to miejsce, w którym ją opuściliśmy).

Rys. 1. Tu zaczynamy poznawania "Jagiellonki"

Rodowód szkoły sięga 1906 roku; szczegóły dziejów uczelni znajdą internauci w odpowiednim dziale witryny (przycisk Historia). Zachęcam do jej przestudiowania zwłaszcza młodych czytelników: niektóre realia sprzed kilkudziesięciu lat wydadzą się im zapewne dość egzotyczne i pozwolą z nowej perspektywy spojrzeć na własne "cielęce lata". Tu powiem tylko tyle, że poziom "Jagiellonki" był od samego początku ogromnie wyśrubowany, a wymagania stawiane uczniom także dotyczące dyscypliny bardzo wysokie. Już po niespełna trzech latach istnienia gimnazjum rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego podjął decyzję, na mocy której dziekani wydziałów prawnego, teologicznego i filozoficznego uznali świadectwo szkoły za równoznaczne z patentem rządowych szkół austriackich, co wówczas było niemałym wyróżnieniem.

Rys. 2. Wchodzimy do szkoły...

Rys. 3. ...i dalej kierują nas odnośniki sterujące po prawej

W bogatej i różnorodnej witrynie szkoły znajdziemy wiele ciekawych informacji - oczywiście, nie tylko o historii. Niebanalna jest także forma ich przekazu; zetkniemy się tu nawet z czymś w rodzaju rzeczywistości wirtualnej: liczne zdjęcia tak ułożono i połączono hipertekstowymi odnośnikami, że klikając na odpowiednich odnośnikach, możemy odbyć długą wycieczkę. I za każdym razem może być nieco inna.

Uczniowie Jagiellonki nie marnują szansy, jaką stwarza połączenie z Siecią. Widać, że komputer nie stanowi dla nich wrogiego narzędzia - i jestem zupełnie pewien, że są w tej szkole dobrzy i mądrzy nauczyciele, którzy pracowni informatycznej nie zamykają na klucz. Oglądając prezentowaną dziś witrynę, mam również pewność, że akcje, takie jak "Internet dla szkół", nie są wyrzucaniem społecznych pieniędzy w błoto; nawet jeśli tylko 10% skomputeryzowanych w ich ramach szkół uzyska podobne rezultaty jak "Jagiellonka", to i tak warto.

Rys. 4. Witryna "Sokrates"

Chodzi jednak nie tylko o to, że absolwenci płockiego liceum (a przynajmniej ich część) opuszczą szkolne mury dobrze przygotowani do używania najważniejszego urządzenia naszych czasów, co z miejsca daje im przewagę na rynku pracy. Pora wyjaśnić tytuł artykułu. Otóż "Sokrates" to kryptonim ważnego programu Unii Europejskiej, który zainaugurowano w 1996 roku, a od 1998 roku uczestniczy w nim również Polska. Jego celem jest "promowanie europejskiego wymiaru kształcenia na wszystkich poziomach (od przedszkola po uniwersytet) oraz koncepcji uczenia się na całe życie w aspekcie kreowania europejskiej tożsamości i poczucia jedności wśród mieszkańców zjednoczonej Europy". Brzmi to jak większość oficjalnych dokumentów dość skomplikowanie, ale chodzi o budowanie od podstaw poczucia europejskiej wspólnoty kulturowo-cywilizacyjnej, a nie ma dla realizacji tego celu drogi lepszej niż edukacyjna.

W ramach "Sokratesa" funkcjonuje kilka podprogramów, wśród których jest "Comenius" przeznaczony dla szkół podstawowych i średnich. Chodzi tu o wymianę doświadczeń i współpracę między placówkami edukacyjnymi krajów UE, EFTA oraz Europy Środkowej i Wschodniej. I oto czym również możemy dowiedzieć się z witryny internetowej "Jagiellonki" i w czym Sieć odgrywa rolę dość zasadniczą nie tylko jako "okno wystawowe", ale też jako ważne narzędzie wymiany informacji bohaterowie naszego dzisiejszego spotkania uczestniczą w czymś, co w ramach owego "Comeniusa" nosi kryptonim "Akcja 1". Chodzi tu o wspólne badania średniowiecza: ustalanie podobieństw i różnic w rozwoju średniowiecznej kultury, literatury, systemu wartości, historii, geografii, języka i wszelkich aspektów życia w krajach europejskich jako dowód wspólnych korzeni kulturowo-historycznych wszystkich partnerów. A partnerów tych jest dziesięciu dziesięć szkół z pięciu krajów: Włoch (3 szkoły) Niemiec (1), Szwecji (3), Belgii (1) i Polski (2 szkoły, obie z Płocka - z tym, że ta druga to podstawówka).

Nie sposób omówić całego bogactwa tej niezwykle pożytecznej akcji. W jej ramach uczniowie z Płocka opracowują m.in. tablice genealogiczne Piastówien i żon Piastów, inscenizują średniowieczne moralitety i misteria, badają (w ramach lekcji angielskiego) wpływ legendy o królu Arturze na współczesną angielszczyznę. Robią jeszcze mnóstwo innych ciekawych i pożytecznych rzeczy, ogromnie wzbogacających intelektualnie. Odpowiednie prace prowadzą naturalnie wszyscy partnerzy i następnie wymieniają rezultaty, pozostając przez cały czas w kontakcie (wspólnym językiem wszystkich tych przedsięwzięć jest oczywiście angielski).

Sądzę, że nie dałoby się tego wszystkiego zrobić bez Internetu, który jak widać stał się ważnym czynnikiem integrującym. Co więcej, bez Internetu jak sądzę daleko trudniej budowałoby się wspólną Europę. Nie jest bowiem prawdą, że "Polska od dawna była w Europie", jak dość bezpodstawnie puszy się część naszej klasy politycznej. Podobnie zresztą jak nie jest prawdą, że w Europie była Anglia czy Francja; w każdym razie nie w tej nowej Europie Europie Internetu, wspólnej waluty, tolerancji, rozumu i liberalizmu. Do tej właśnie Europy wprowadzają nas szkoły typu "Jagiellonki" już dziś bardziej "europejskie" od wielu znanych mi renomowanych szkół stołecznych.

Żałuję, że nie mam już szans, by być uczniem "Jagiellonki".