Twoja wyszukiwarka

TOMASZ MAZUR
ŚWIĘTA KROWA
Wiedza i Życie nr 7/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 7/2000

Spacerująca po ulicach krowa jest dla turystów ostatecznym sygnałem potwierdzającym przybycie do Indii. Z czasem jej wszechobecność staje się zjawiskiem całkowicie normalnym. Godzimy się z jej pierwszeństwem w ruchu drogowym, ustępujemy miejsca na chodniku, tolerujemy na bazarze. Bywa, że w tłumie ocieramy się o jej lśniącą skórę. Idziemy dalej nieświadomi, jak wielki spotkał nas zaszczyt...

Hindusi wymieniają pięć produktów, jakie mają dzięki krowie: mleko, masło, ser, mocz i kał. Wszystkie posiadają rytualne właściwości oczyszczające. W społeczeństwie podzielonym na kasty przedstawiciel tej najwyższej może pić mleko nawet wtedy, jeśli podane jest ręką niedotykalnego członka kasty najniższej. Istnieje rozróżnienie na pospolite potrawy kachcha gotowane na wodzie i znacznie wyżej cenione pakka, przyrządzane z mlekiem lub masłem. Nawozem smaruje się podłogi i ściany domów, aby je symbolicznie oczyścić.

Krowa jest symbolem matczynego dobra, talizmanem szczęścia. Prowadzi się ją na czele pochodów i przepędza jako pierwszą przez drzwi nowo zbudowanego domu. Pyłowi zbieranemu z krowich kopyt przypisuje się właściwości lecznicze, a sierść ma chronić przed chorobą i nieszczęściem. Umierający jeśli tylko mają ku temu okazję trzymają się krowiego ogona, by zapewnić sobie bezpieczną przeprawę przez rzekę Wajtarani dzielącą świat żywych od świata zmarłych. Stara legenda opowiada o podróżnych, którzy uratowali życie przed bandytami tylko dlatego, że w drodze towarzyszyła im krowa.

Krowy i byki są w Indiach zwierzętami pociągowymi. Tylko nielicznych stać na to, by zamienić trzysta trzydzieści milionów bóstw, jakie w myśl tradycji zamieszkują ciało krowy, na kilka tuzinów mechanicznych koni traktora. Ponadto traktor pochłania paliwo, krowa zaś "paliwa" dostarcza. Jej nawóz formuje się w okrągłe placki, suszy na słońcu i używa jako opału. Pali się on długo, dając równomierne ciepło, i wielu chwali sobie aromat potraw gotowanych na takim ogniu.

Hindusi mówią, że człowiek, który nie robi w życiu nic pożytecznego, ale troszczy się o krowy, zasługuje na szacunek i w przyszłym wcieleniu odrodzi się znów w ludzkiej postaci. Służyć krowie znaczy bowiem służyć Bogu. W indyjskich miastach świadomi są tego nawet przechodnie ubrani po europejsku, spieszący do biur, z aktówkami i w krawatach. Przystają na chwilę, wręczają siedzącej pod murem starej kobiecie pół rupii w zamian za pozwolenie nakarmienia jej krowy.

Gdy krowa jest stara i niezdolna do roboty, nikt nie odważy się jej zabić. Jest puszczana wolno. Zobaczymy ją przy drogach, na polach, na ulicach miast, na bazarach, placach i skrzyżowaniach. Nie ma jej tylko w centrum wielkich metropolii: Kalkuty, Bombaju, Bangalur, Delhi, gdzie wydano nakaz usunięcia świętych zwierząt, argumentując to obniżaniem prestiżu Indii w oczach przybyszów z innych krajów. Wywiezione na prowincję stada pustoszą uprawy i dają mleko tym, których nie stać na własne pola. Oto przyczynek krowy do sprawiedliwości społecznej.

Co szczęśliwsze zwierzęta trafiają do goramsala przytułków dla bezdomnych krów, mających w Indiach tradycję sięgającą XII wieku. Dba się tam o nie jak o przyjaciół, obchodzi jak z szacownymi emerytami. Goramsala utrzymują się ze sprzedaży suszonego łajna oraz datków osób zamożnych i bogobojnych. Tylko wyjątkowo sprzedawana jest skóra padłych zwierząt. Mięso rozdziobują sępy.

Praca, poświęcenie, wierność, dawanie pokarmu, symbol szczęścia... Dla Hindusa to dosyć, by krowę uznać za święte zwierzę, tym bardziej że dla niego każde stworzenie jest częścią boskości. Zamiast podporządkować krowę zasadom ekonomii i rozpatrywać w kategoriach przyrostu i korzyści, rozciąga na nią zasadę ahimsy - niezabijania. Zabić krowę to tak, jak pozbawić życia przyjaciela.

Patrząc na stada bezpańskiego, wychudzonego bydła, Europejczyk wpada na równie prosty, co zupełnie niedorzeczny pomysł. Proponuje wybicie wałęsających się sztuk. Chce nakarmić głodnych ich mięsem i oczyścić miasta z brudu.

Nieporozumienie. Po pierwsze, krowy nie brudzą. Krowy czyszczą. Zjadają wszelkie odpadki od bananowych skórek począwszy, a na gazetach kończąc. Po drugie, nikt prawie nie tknie ich mięsa, bo większość Hindusów to wegetarianie. Po trzecie, krowa żyjąca jest bardziej produktywna niż martwa.

Według statystyk amerykańskich jedynie 2% energii, jakie wchłonął w siebie wół w postaci sztucznej paszy, odzyskiwane przez spożycie jego mięsa. Naukowcy indyjscy twierdzą, że żywa krowa odwdzięcza się człowiekowi możliwością przygotowania 15 tys. posiłków, zaś krowa zarżnięta daje ich zaledwie niecałą setkę. Tylko bydło pozostające przy życiu produkuje bezcenne odchody. Dwie trzecie używane są jako nawóz, jedna trzecia na opał. W ten sposób najbiedniejsi użyźniają prawie darmo swoje pola i oszczędzają rocznie 40 mln ton węgla, na który zupełnie ich nie stać. Większa liczba krów, nawet marnie odżywionych, w podzięce za darowane życie wydaje na świat więcej cieląt, a między nimi młodych byków używanych później do pracy w polu. Chłop indyjski zna się na ekonomii.

Świętość krowy jest w Indiach nieodłączną częścią tradycji duchowej. Krowa stanowi łącznik między światem kultury i religii a światem przyrody. W Europie nie ma takiego pomostu; kultura i natura są sobie przeciwstawne. Kultura obraca się w kręgu ludzkich wytworów, religia dotyczy osoby jedynego Boga i zupełnie brak w niej miejsca na cześć oddawaną zwierzętom. Może dlatego tak trudno pogodzić nam świętość z krową. Podobne dylematy przeżywają radykalni indyjscy muzułmanie twierdzący, że indyjski panteon przypomina... ogród zoologiczny. Świętość krowy jest czułym punktem w dyskusjach politycznych kraju i żadna partia nie może sobie pozwolić na pominięcie tej kwestii w swoich tekstach programowych.

Gdyby Hindusi wybrali pawia na święte zwierzę, mogliby z pewnością liczyć na więcej zrozumienia. Kojarzyłby nam się przynajmniej z pięknem i dostojeństwem. Duchowa transformacja biorąca początek w powszechnym pojmowaniu krowy jako "tępego bydlęcia", a zakończona uznaniem jej za świętą jest dla osób wychowanych w kulturze europejskiej zabiegiem raczej niewykonalnym. Czy zresztą istnieje taka potrzeba? Wystarczy odrobina tolerancji, bo przecież inną kulturę można w pełni zrozumieć, tylko poznając jej własny system wartości. Staje się wtedy jasne, dlaczego pogardzaną Krasulę rozrywają hormony wzrostowe, podczas kiedy Święta, na wpół zagłodzona, przyjmuje hołdy.

Jednej i drugiej warto spojrzeć w oczy. Nie na darmo starożytni Egipcjanie malowali boginię Hathor z głową krowy, a Grecy mówili o Herze Wolooka. Kto spojrzy głęboko w krowie oczy, ujrzy w nich fascynujący od wieków, tajemniczy, a może nawet święty blask.

TOMASZ MAZUR jest podróżnikiem i żeglarzem, absolwentem etnologii na Ludwig-Maximilians-Universität w Monachium.