Twoja wyszukiwarka

STANISŁAW IWANISZEWSKI
W CIENIU WULKANU
Wiedza i Życie nr 8/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/2000

Popocatépetl, od niedawna uaktywniony wulkan, stale zagraża meksykańskim wieśniakom mieszkającym na jego stokach w małych wioskach. Życie w cieniu tej stale dymiącej góry sprawiło, że postanowili się z nią "zaprzyjaźnić".

Wszystko zaczęło się w grudniu 1994 roku, kiedy mieszkańcy Santiago Xalitzintla, małej wioski wtopionej w zbocza Popocatépetlu, przebudzili się i ze zdziwieniem spostrzegli unoszącą się nad wulkanem chmurę dymu. Wydawało się, że także ów majestatyczny kolos pokryty białą czapą śniegu przebudził się po latach drzemki.

Chmury pary wodnej przemieszanej z popiołem zaalarmowały władze, które zdecydowały się na natychmiastową ewakuację mieszkańców Xalitzintli. Następną noc większość z nich spędziła w niedalekiej Choluli, znanej z ogromnego kopca skrywającego w sobie szczątki wielu piramid, budowanych jedna nad drugą. Na dnie płaskiej doliny od co najmniej 800 roku p.n.e. kolejne pokolenia Indian z uporem wznosiły piramidy, naśladujące kształtem widoczne w dali wulkaniczne stożki Citlaltépetlu i Popocatépetlu (w XV wieku Aztekowie określali piramidę w Cholula mianem "sztucznej góry").

Mieszkańcy Xalitzintli, uciekając przed niebezpieczeństwem czyhającym na zboczach prawdziwej góry, znaleźli schronienie w cieniu sztucznego kopca. Gwałtownie wyrwani z dotychczasowego trybu życia z trudem odnajdywali się w chaosie wydarzeń.

Podobnie jak w innych rejonach świata, tak i w Meksyku od niepamiętnych czasów czczono góry. W starożytnym Teotihuacanie i w państwach Tolteków oraz Azteków wierzono, iż wierzchołki gór były siedzibami Tlaloka, boga ziemi, urodzaju, gór i deszczu, oraz jego małych pomocników, zwanych tlalokami (tlaloque). W okresie pory suchej Tlalok i tlalokowie, którzy byli identyfikowani z poszczególnymi górami, mieli gromadzić zapasy wody wewnątrz potężnych masywów. Z kolei z nadejściem pory deszczowej wysyłali chmury przynoszące opady całej Wyżynie Meksykańskiej. Niemniej zjawiska meteorologiczne postrzegane były jako kapryśne; rozróżniano zatem rozmaite typy deszczu, które mogły przynieść obfite plony lub straty. Najbardziej pożądany był Mały Tlalok sprowadzający użyźniający deszcz ze wschodu; inni tlalokowie powodowali powodzie, opady gradu i przymrozki albo zsyłali suszę. Dlatego starożytni mieszkańcy Meksyku nie tylko prosili o deszcz na parę miesięcy przed nadejściem pory deszczowej, ale także składali dziękczynne ofiary po jej zakończeniu.

Według wierzeń azteckich, pas gór oddzielający dolinę Meksyku od dolin Puebli i Tlaxcali, z pokrytymi wiecznym śniegiem wierzchołkami Popocatépetlu (5452 m n.p.m.) i Iztaccihuatlu (5286 m n.p.m.), był Tlalokanem, mityczną siedzibą Tlaloka, do której podążały dusze ludzi zmarłych na skutek porażenia piorunem, utonięcia, zamarznięcia lub też dotkniętych chorobami zesłanymi przez tego boga (reumatyzmem, artretyzmem). Tamże, na szczytach i zboczach gór, w pobliżu spływających z lodowców bądź też wypływających spod ziemi strumieni lokowano sanktuaria. Odwiedzano je kilka razy do roku, prosząc o pomyślne plony, deszcz, uniknięcie chorób lub też dziękując za pomyślne zbiory czy ozdrowienie.

Wznoszące się wysoko wierzchołki Iztaccihuatlu i Popocatépetlu odwiedzano na długo przed konkwistą. Spisana w języku hiszpańskim w XVI wieku relacja mówi, że w 1287 roku niejaki Chalchiuh-tzin ("Pan Szmaragdu"), kapłan z Amecameca, "wspiął się na Popocatépetl, aby wyjednać deszcz".

Iztaccihuatl i Popocatépetl są uśpionymi wulkanami powstałymi w okresie trzeciorzędu. Azteckie i późniejsze relacje mówią o erupcjach, które co kilkanaście czy kilkadziesiąt lat obserwowano na szczycie Popocatépetlu. Tradycyjna nazwa Popocatépetl oznaczająca "Dymiącą Górę" nawiązuje właśnie do tego zjawiska. Natomiast Iztaccihuatl - "Biała Kobieta" - przejawiała zawsze znikomą działalność wulkaniczną.

Dzisiaj w religii wieśniaków miejsce boga Popocatépetla zajął Gregorio (Grzegorz), zaś Iztaccihuatl czy Iztactépetl ("Biała Góra") zastąpiła Rosa (Róża) lub Genoveva (Genowefa). Mieszkańcy Xalitzintli zwracają się ze swoimi prośbami do don Gregoria (utożsamionego ze św. Grzegorzem) i Róży (chodzi o św. Różę Limeńską). Ich sanktuaria położone wysoko w górach odwiedzają w porach, kiedy - zgodnie z wierzeniami - oba wulkany obchodzą imieniny: 12 marca i 30 sierpnia. Wspinają się tu także podczas świąt ku czci Świętego Krzyża (2 i 3 maja), które w Meksyku oznaczają symboliczny początek pory deszczowej, oraz w dniu imienin don Antonia (13 czerwca), miejscowego "specjalisty" od kultu gór i deszczu - płanetnika. Po ustąpieniu pory deszczowej, na początku listopada, mieszkańcy Xalitzintli raz jeszcze odwiedzają zbocza Popocatépetlu, aby podziękować don Gregoriowi za otrzymane łaski.

Kilka jest miejsc świętych, które należy odwiedzić w dorocznej pielgrzymce na Popocatépetl. Warto dotrzeć do grupy wulkanicznych skał symbolizujących don Gregoria, zwanych "Pępkiem" (ok. 4250 m n.p.m.), gdzie odbywa się większość obrzędów. Stąd można wyruszyć do innej grupy skał, nazwanych "Krzyżami" (ok. 4500 m n.p.m.). Dawniej docierano również do krateru położonego na wysokości 5100 m n.p.m. Dzisiaj, kiedy wulkan wyrzuca ze swego wnętrza tony popiołu i kamieni, wspinaczka na sam wierzchołek stała się niebezpieczna, toteż wieśniacy najczęściej poprzestają na odwiedzeniu "Pępka".

Po pierwszych erupcjach wulkanu, od połowy stycznia 1995 roku, wśród mieszkańców Santiago Xalitzintla zaczęły się mnożyć opowieści o spotkaniach z don Gregoriem. Według ich relacji, na polach, na rozstajach dróg i w pobliżu zabudowań wiejskich spotykali starszego mężczyznę ubranego w tradycyjny strój wieśniaczy i sandały, który podchodził do nich, prosząc o papierosa, o pożyczenie zapałek, o poczęstowanie tortillą lub oranżadą. Gdy spełniano jego prośby, przedstawiał się jako Gregorio Popocatépetl i prosił o przysłanie na górę nowych ubrań dla siebie i żony, gdyż, jak twierdził, już od siedmiu lat chodził w starym. Innym osobom tłumaczył, że powinny okazać skruchę za złe uczynki, w przeciwnym razie zmuszony będzie ukarać ludzi. Mówił: "Nie chciałbym karać ludzi, ale Bóg mi rozkazuje. On jest moim Ojcem. On mnie stworzył. Jestem posłany przez mego Ojca. Okażcie skruchę. Nadejdą wojna, głód i choroby... Nie chciałbym karać, ale jeżeli mi rozkaże mój Ojciec, będę musiał to uczynić. Dlatego nie błądźcie więcej. Opiekuję się wami, kocham was, bo jesteście moimi dziećmi, ale jeżeli nadal będziecie grzeszyć, ukarzę was".

Także don Antonio, płanetnik z Xalitzintli, zaczął śnić o don Gregoriu, który go prosił o złożenie ofiar na górze. Zmuszony do nagłego wyjazdu do stolicy Meksyku, don Antonio w początkach stycznia 1995 roku opuścił Xalitzintli. Kolejne erupcje wulkanu połączone z relacjami coraz większej grupy ludzi, którzy opowiadali o spotkaniu don Gregoria bądź śniły o nim, powodowały narastanie w wiosce napięcia. Zdecydowano się odwiedzić "Pępek" i przynieść don Gregoriowi nowe ubranie. Zakupiono typowy strój urzędnika (garnitur, białą koszulę, krawat, półbuty i teczkę) i przybrano nim jeden z drewnianych krzyży stojących w skalnej niszy w "Pępku".

Ale napięcie spowodowane zagrożeniem pozostało. Dopiero później, kiedy do wioski powrócił don Antonio, postanowiono odwiedzić wulkan w dniu jego imienin, 12 marca. Tym razem kupiono strój wojownika azteckiego, z pióropuszem, tarczą, sandałami. Strój urzędnika wyrzucono i krzyż przybrano nowym odzieniem. Ofiarowano jedzenie i złożono w darze indyczkę.

Don Gregorio był już zadowolony z prezentów, które otrzymał, ale koniecznie chciał dostać nowy akordeon, który wniesiono na górę podczas świąt 2 maja 1995 roku. Jednak kiedy przyszło do prezentacji akordeonu don Gregoriowi, okazało się, że nikt z mieszkańców Xalitzintli nie umiał na nim zagrać. Niemniej wulkan był już nowymi prezentami udobruchany. Dwa lata później ofiarowano wulkanowi gitarę. Za każdym razem skrupulatnie spełniano prośby don Gregoria, które objawiał mieszkańcom w snach.

Dzięki darom składanym na górze mieszkańcy Xalitzintli i sąsiednich wiosek, żyjący w cieniu Popocatépetlu, odzyskali pewność siebie. Nieustannie ogłaszane alarmy i nawoływania do ewakuacji w chwili pojawienia się większej erupcji wulkanu już ich nie przerażają. Widząc chaos poczynań lokalnych władz zaskoczonych nową sytuacją, wieśniacy stracili zaufanie do administracji rządowej. Ufają don Gregoriowi, który przyrzekł im, że na kilka godzin przed eksplozją wulkanu uprzedzi wszystkich o grożącym niebezpieczeństwie.

Wydarzenia w Santiago Xalitzintla są znakomitym przykładem tego, jak w sytuacji kryzysowej rozwijają się nowe wątki nawiązujące do ogólnie znanego mitu. Postać don Gregoria, wywodząca się z tradycji przedchrześcijańskiej, w chwili niebezpieczeństwa zyskała nowy wymiar. Stale wisząca nad mieszkańcami Xalitzintli groźba wybuchu wulkanu została wytłumaczona poprzez odwołanie się do mitu, a dzięki temu aktywność wulkanu została zracjonalizowana i oswojona. Mieszkańcy zyskali w ten sposób pewność, że potrafią zapanować nad nieprzewidzianymi wydarzeniami, bez konieczności liczenia na chaotyczne i gorączkowe, improwizowane poczynania władz.

Najgroźniejsze wulkany

Popocatépetl, który obudził się po blisko 50 latach (jego poprzedni wybuch zanotowano w 1947 roku), nie należy do najgroźniejszych wulkanów na świecie. Najtragiczniejsze żniwo zebrał w 1815 roku wulkan Tambora w Indonezji - 92 tys. ofiar, z czego 80 tys. zmarło z głodu w wyniku zniszczenia upraw ogromną ilością pyłu wulkanicznego.

W niechlubnej czołówce znajduje się Krakatau w Indonezji (1883 rok, 36 tys. ofiar), Pelée na Martynice (1902 rok, 29 tys. ofiar), Ruiz w Kolumbii (1985 rok, 25 tys. ofiar), Unzen w Japonii (1792 rok, 14 tys. ofiar), Agung w Indonezji (1963 rok, 11 tys. ofiar). W Europie Wezuwiusz dwukrotnie pochłonął po ponad 3 tys. osób - w 79 i w 1631 roku. Podczas sławnego wybuchu w 79 roku ogromna ilość wyrzuconego popiołu zmieszanego z deszczem zniszczyła 3 miasta: Herkulanum, Pompeje i Stabie.

Informacja za: Russell J. Blong, "A Sourcebook on the Effects of Eruptions", Academic Press, 1984; Internet.

Dr STANISŁAW IWANISZEWSKI jest archeologiem, pracuje w Państwowym Muzeum Archeologicznym w Warszawie. Opisane w artykule obserwacje poczynił w czasie badań etnoarcheologicznych, przeprowadzonych pod koniec lat dziewięćdziesiątych, będących kontynuacją wysokogórskich wykopalisk autora z lat 1985-1987.