Twoja wyszukiwarka

MONIKA ZAŚKO-ZIELIŃSKA
TYTUŁOMANIA
Wiedza i Życie nr 8/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/2000

Każdy, kto chce napisać coś na temat języka popularyzacji nauki, ma świadomość, że jego sytuacja jest bardzo trudna. To tak, jakby jeden z najbardziej znanych współczesnych iluzjonistów, David Copperfield, zamiast demonstrować swoje umiejętności, zaczął nagle na scenie odsłaniać jej tajniki - to w konwencji popisów estradowych.

Napisać tekst popularnonaukowy o języku popularyzacji to także dosyć karkołomne zadanie. Zawsze jednak gdy pojawia się jakaś trudność, lepiej ją obnażyć, czyli z wady uczynić cnotę. Dlatego właśnie spróbuję ujawnić kolejne etapy powstawania tego tekstu. Najważniejszym elementem typowego artykułu naukowego są hipotezy, argumenty czy wnioski, wypowiedź popularnonaukowa powinna zaś mieć swoją fabułę, dzięki której można pokazać dochodzenie do wiedzy i dodać tekstowi nieco dynamiki. Takiej właśnie koncepcji podporządkowany jest artykuł pt. "Długie narodziny elektronu"1, w którym autor pokazuje, że przekonanie o istnieniu elektronu nie zrodziło się nagle, ale torowało sobie drogę w fizyce przez kilkadziesiąt lat. Podobnie wiedza, która mieści się w jednym rozdziale podręcznika lub wypełnia wykładową godzinę, jest najczęściej rezultatem pracy wielu uczonych. Warto więc tym tworzonym i modyfikowanym przez lata teoriom przywracać ich chronologię.

Aby nauka nie wydawała się trudna, można też obok problemu badawczego pokazać człowieka - jego wątpliwości, pomyłki i radość odkrycia, czyli to wszystko, co zwykle jest niewidoczne, a sprawia, że nawet najbardziej skomplikowane zagadnienia stają się przystępniejsze.

Moje zmagania z popularyzacją nauki rozpoczęłam od tytułu; wszyscy od tego zaczynają. Czasami po kilku nieudanych próbach trzeba się poddać i zostawić decyzję o tytule na sam koniec. Tak stało się i tym razem, gdyż wpisanie nagłówka zapowiadającego tekst było ostatnim etapem mojej pracy. Okazało się nawet, że tytułowanie pochłonęło mnie całkowicie. Zwłaszcza gdy uświadomiłam sobie, że wszystkie informacje, z których korzystałam przy wymyślaniu zapowiedzi rozważań o języku popularnonaukowym, są ważnymi cechami tego stylu mówienia.

Nagłówek w tym typie tekstów jest więc tak istotny, że nie wystarczy go wymyślić, ale trzeba coś więcej o nim napisać. Dobry tytuł to cecha, która bardzo zbliża język popularnonaukowy do publicystyki. Nasuwa się więc pytanie: czym kieruje się autor wypowiedzi popularnonaukowej, szukając odpowiedniego tytułu dla swego tekstu?

Gdy tylko odnalazłam podobieństwo między iluzjonistą a popularyzatorem wiedzy, zaraz pomyślałam, że Wiedza to magia, a Arkana nauki i Tajemnice języka warto zdradzać, ale najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie - Jak pokazać niewidzialne? Wplecione w ostatnie zdanie tytuły są dość ogólne. Ale to dobrze, bo aby powstał skuteczny tekst popularnonaukowy, trzeba przede wszystkim przyciągnąć uwagę odbiorców (magia się do tego nadaje). Na konkrety i informacje czas przyjdzie później. Cuda, zjawiska nadprzyrodzone interesują wszystkich, ale tytuły podporządkowane metaforze Wiedza to magia nadają się chyba jednak lepiej do tekstów poświęconych naukom ścisłym. Dla wielu ludzi przecież matematyka czy fizyka to zagadka nie do rozwiązania.

Zastanawiałam się więc dalej. Nagłówek to przecież reklama, a popularyzacja wiedzy ma być zachętą nie tylko do tego, aby zajrzeć do czasopisma popularnonaukowego, ale także później przeczytać książkę naukową. Być może więc warto by nazwać moje rozważania Wiedza na sprzedaż. Byłoby to nawiązanie do książki profesora Jerzego Bralczyka o języku reklamy "Język na sprzedaż".

Zarówno popularyzacja wiedzy, jak i reklama są przecież poszukiwaniem takiej formy, która będzie dla odbiorców najskuteczniejszą zachętą. Dlatego właśnie artykuł o metodach badań stosowanych we współczesnej archeologii nosi tytuł "Wykopaliska w komputerze". Ta intrygująca zapowiedź kryje w sobie paradoks, podobne zabiegi znajdziemy w tytułach: "Muszle, ale nie znad morza", "Zobaczyć czas", "Delfin, krowa i hipopotam", "Im bliżej, tym gorzej". Postanowiłam więc wymyślić coś podobnie zaskakującego, np. O trudnym łatwo albo Każdy jest naukowcem, a może Uwolnić wiedzę.

Uznałam jednak, że lepiej będzie odwołać się do ciekawości świata, która charakteryzuje nie tylko filozofów analizujących odwieczne pytania ludzkości, ale także każde dziecko. Dla niego właśnie odkrywanie świata jest najlepszą zabawą. Ten pomysł wykorzystali autorzy telewizyjnego programu o fizyce i chemii - Kuchnia. Aby się nie powtarzać (Język od kuchni), mogłabym wybrać inny tytuł, np. Jak powstaje tekst popularnonaukowy? Stylistykę pytań podstawowych odnajdujemy w wielu nagłówkach, chociażby: "Co czeka świat?", "Gdzie powstało życie?", "Skąd się wzięła Wisła?", "Czy jesteśmy sami w kosmosie?"

Okazuje się, że tytuł tekstu popularnonaukowego zazwyczaj w ogóle nie brzmi naukowo. Autorzy dbają, aby w pierwszych słowach nie bombardować czytelnika terminologią. Tutaj trzeba raczej szukać podobieństwa między opisywanymi zjawiskami a tym, co najbliższe odbiorcy, czyli właśnie człowiekiem i jego życiem. Wiadomo, że najważniejszą cechą języka potocznego jest antropocentryzm człowiek ogląda świat przez pryzmat samego siebie. Można więc powiedzieć Nauka jest dla ludzi. Dlatego też tak celne są tytuły: "Cyfrowe oko i ucho" (o najnowszych kamerach i aparatach), "Gdy Słońce umarło" (o zaćmieniu Słońca), "Zazdrość w ptasich piórkach" (o zachowaniu ptaków) czy "Kwantowe zmarszczki czasoprzestrzeni". Dla każdego z nas czytelne i bardzo obrazowe są także odniesienia do jedzenia, np.: "Kęs Srebrnego Globu, czyli Księżyc w zasięgu ręki", "Befsztyk z prionem w tle" czy też "Zagłodzić raka".

Dzięki konkretnym, plastycznym tytułom udaje się przezwyciężyć przekonanie, że wiedza to trudna do przekazania abstrakcja. Dlatego też pomyślałam o tytule Nauka jak deser, który z pewnością wywołuje same przyjemne skojarzenia. Aby przybliżyć odbiorcy zagadnienia często obce jego codzienności, autorzy odwołują się do wyobraźni czytelników i słuchaczy, a także do ich emocji. Niestety, ta metoda kryje w sobie pewne niebezpieczeństwa.

Najłatwiej wykorzystać strach i obawy człowieka. Może to zniechęcić do szkodliwych przyzwyczajeń, rozwiać niepotrzebne lęki, ale także napełnić czytelnika niepokojem, gdy celowo potęguje się zagrożenia, aby tekst zyskał odpowiednią temperaturę. Mówiąc o wiedzy, warto do niej zachęcać nawet w sposób dosyć bezpośredni, np.: Nie bój się języka, Nie taka nauka straszna.

Wszystkie zabiegi językowe w tytułach mają być dla odbiorcy także sygnałem i obietnicą, że autor decyduje się nawet o najtrudniejszych zjawiskach pisać prosto. Dopiero dalszy ciąg wypowiedzi potwierdza, że tekst popularnonaukowy jest nie tylko przystępny, ale także rzetelnie przekazuje najważniejsze informacje, unikając zarówno nadmiaru terminologii, jak i zbędnych uproszczeń. Ta nieustanna współobecność czytelnika w tworzeniu tekstu popularnonaukowego sprawia, że wykład czy artykuł, który z natury jest monologiem, nagle przekształca się w rozmowę. Myśl o odbiorcy, jego wiedzy, możliwościach poznawczych wciąż towarzyszy przecież autorowi i decyduje o ostatecznym kształcie wypowiedzi.

Swoje refleksje o nagłówkach tekstów popularnonaukowych ostatecznie nazwałam Tytułomanią, chociaż przy okazji doszłam do wniosku, że dlatego O nauce pisać trudno, aby łatwo było o niej czytać.

1 Wszystkie tytuły z wyjątkiem zapisanych kursywą pochodzą z Wiedzy i Życia.

Dr Monika Zaśko-Zielińska pracuje w Zakładzie Współczesnego Języka Polskiego Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego