Twoja wyszukiwarka

JAN MIODEK
ROZMYŚLAJCIE NAD MOWĄ - KRĘTEK BLADY CZY KRĘTKA BLADA?
Wiedza i Życie nr 8/2000
Artykuł pochodzi z "Wiedzy i Życia" nr 8/2000

Problemy językowe pojawiają się przy wyrazach rzadko używanych

Z listu studentki biologii Uniwersytetu Wrocławskiego: "Problemem, który nurtuje mnie od dłuższego czasu, jest ustalenie rodzaju gramatycznego liczby pojedynczej jednego z gatunków bakterii o polskiej nazwie krętki. Przykładem interesującym mnie w szczególności jest Treponema pallidum, który tłumaczony jest jako krętek blady. Czy nie powinna to być krętka blada? A co z dopełniaczem liczby mnogiej: tych krętków czy tych krętek?".

Współczesne ogólne słowniki języka polskiego przytaczają postać rodzaju męskiego krętek blady - "bakteria wywołująca kiłę". Polecają ją też słowniki ortograficzne, informujące w nawiasie, że chodzi tu o bakterię. Skoro jest to rzeczownik rodzaju męskiego, w dopełniaczu liczby mnogiej należy stworzyć formę tych krętków (krętków - jak wirusów, pyłków, kotów, kotków, psów, piesków, kogutów, lwów, tygrysów itp.).

I na tym wskazaniu można by poprzestać, ale byłoby to uprawianie jedynie praktycznego poprawnościowego poradnictwa, a nie rozmyślania nad mową! Zapytajmy więc: jakie jest źródło gramatycznego dylematu wrocławskiej studentki?

Gdyby zajrzeli Państwo do słownika języka polskiego, zobaczyliby Państwo coś bardzo znamiennego: chociaż hasłem jest wyraz krętek, to jednak definicja słowa następuje po przytoczeniu formy pluralnej krętki - "smukłe, spiralne bakterie, niektóre chorobotwórcze". A jeślibyście chcieli znaleźć naszego krętka w którejś z encyklopedii czy leksykonów encyklopedycznych, daremny byłby Wasz trud! Spotkalibyście się tylko z formą liczby mnogiej krętki. I to już prawie wszystko wyjaśnia: w praktyce używa się prawie wyłącznie postaci pluralnej, a kiedy trzeba stworzyć singularis (liczbę pojedynczą), może dojść do kłopotów z określeniem rodzaju gramatycznego, o czym mnie informuje autorka listu.

Bo tak już jest zazwyczaj w języku, że dylematy poprawnościowe stwarzają kategorie rzadko używane, zacierające się w powszechnej świadomości mówiących. Przecież identyczne problemy mają rodacy z liczbą pojedynczą rzeczowników używanych praktycznie tylko w liczbie mnogiej, takich np. jak kluski i rodzynki (któż poda na obiad jedną sztukę tego rodzaju ciasta?!, któż doda do ciasta jedną sztukę tego rodzaju owocu?!). To dlatego w obiegu są zarówno klusek i rodzynek (w drugim przypadku liczby mnogiej klusków, rodzynków), jak i kluska, rodzynka (w dopełniaczu liczby mnogiej klusek, rodzynek), a wszystkie słowniki rejestrują taką sytuację gramatyczną i ją aprobują. Dopuszczalne są również męski ten zawias i rzadsza żeńska ta zawiasa, bo też przecież w praktyce posługujemy się prawie wyłącznie dwoma zawiasami, utrzymującymi drzwi, furtki, ramy okienne. Jeden (jedna) zawias (zawiasa) drzwi czy furtki nie utrzyma!

A dlaczego tylu Polaków tworzy postać rodzaju nijakiego (to) rożno, choć utrwaloną tradycję ma męski (ten) rożen i tylko on znajduje się w słownikach? - I tu mamy do czynienia z zatarciem się w świadomości mówiących kształtu mianownika liczby pojedynczej, mimo że jest on przecież postacią prymarną, podstawową. Ale w życiu potrzebujemy dopełniacza z rożna i miejscownika na rożnie. Posługujemy się tymi dwoma przypadkami prawie wyłącznie! A ponieważ identycznie brzmią pary z czółna - na czółnie, z bagna - na bagnie, z okna - na oknie, z włókna - na włóknie, a ich mianowniki to twory rodzaju nijakiego (to) czółno, bagno, okno, włókno, rodacy z ochotą dołączają do nich i (to) rożno.

Słyszy się także dookoła dopełniacze liczby mnogiej bezów, gerberów (np. proszę siedem bezów, proszę pięć gerberów), choć nazwy ciastka i kwiatka to twory żeńskie (ta) beza, (ta) gerbera i właściwymi dopełniaczami liczby mnogiej są postacie bez, gerber (jak łez, brzóz, kóz, garsonier, ruder, panter). Ale zarówno mianownikowa żeńska beza, jak i gerbera są rzadko używane (kupujemy z reguły kilka ciastek i kilka kwiatków!), stąd i pomieszanie wzorów odmiany.

A my poznaliśmy dzisiaj jeden z ważniejszych mechanizmów naszych zachowań gramatycznych. Uświadomiliśmy też sobie nie po raz pierwszy, że kluczem do zrozumienia stanów językowych jest prawie zawsze frekwencja.